Rak, uzależnienie, śmierć. Prawdziwa cena alkoholu | Robert Rutkowski
Moim gościem jest Robert Rutkowski – terapeuta, który od lat mówi o alkoholu rzeczy, których wielu z nas nie chce słyszeć.Rozmawiamy o tym, co alkohol naprawdę robi z ludzkim organizmem. O jego związku z całą listą nowotworów. O tym, dlaczego wciąż traktujemy go jak niewinną część spotkań, świąt, wesel i codzienności, choć konsekwencje jego używania potrafią być dramatyczne.Ale najbardziej poruszyła mnie historia, od której zaczęła się osobista misja Roberta.Kiedy jego 83-letnia mama chorowała na Parkinsona, Robert niemal codziennie jeździł z nią na warszawskie SOR-y. Zdarzało się, że leżała na wózku i czekała kilkanaście godzin na pomoc. W tym samym czasie lekarze i ratownicy zajmowali się kolejnymi pacjentami trafiającymi tam po alkoholu.Robert patrzył na swoją chorą mamę. Patrzył na to, co działo się wokół. I wtedy pomyślał: tak nie może być.Od tego momentu zaczął mówić o alkoholu głośno, bez wygodnych półprawd i bez społecznego znieczulenia.To nie jest rozmowa tylko o uzależnieniu. To rozmowa o substancji, którą tak mocno wpisaliśmy w naszą kulturę, że często przestaliśmy zadawać sobie najprostsze pytanie:co ona właściwie robi z naszym życiem i zdrowiem?
Wielu ludzi ogląda twoje podcasty. Naprawdę? Tak, inspirując się. Serio? Naprawdę inspirują się, oglądają Filipa i to słyszę w gabinecie. Niech nasza historia pokaże, że zawsze jest nadzieja, że nawet jak jesteś w najczarniejszej dupie dup i może ci się w pewnym momencie wydawać, że potknąłeś się już tak, że nie wstaniesz, to wstaniesz. Że jesteś dosyć takim Radikałem, ekstremistą. Jestem. Masz w sklepach artykuł spożywczy, który zabije dzisiaj 110 Polaków. Kiedy moja mama zachorowała, choroba Parkinsona, to najkrócej byłem na SOR-ze 6 godzin, najdłużej 12. Z wiszącą na wózeczku 83-latką, która zapadała się w sobie, która mina...
Że za chwilę będzie u nas pandemia fentanylowa tutaj w Polsce. Po siedmiu, ośmiu zgonach w jednej z polskich miejscowości. A ja rozumiem, że zbiłeś sobie to ze statystyką zgonów alkoholowych. Tu jesteśmy mniej więcej? Zacząłem łączyć kropki i zacząłem dziennikarzom mówić, Przestańcie się zajmować czymś, czego nie ma, bo nie ma. Jest to oczywiście problem, ale skala jest niewyobrażalnie nikła w porównaniu z tym, co my mamy każdego dnia na warszawskich, na polskich, na krakowskich, na innych SOR-ach, gdzie ludzie umierają z powodu kontaktu z alkoholem. Produktu spożywczego. Produktu spożywczego, który jest obecny, jak sam wspomniałem wcześniej, na każdej stacji benzynowej. Więc ja ci też powiem, że początkiem interesowania się również tym alkoholowym wątkiem było moje osobiste doświadczenie.
Nigdy nie byłem alkoholikiem. Nigdy nie miałem w domu problemu alkoholowego. Ani mama, ani tata nie byli zainteresowani alkoholem. W moim domu nawet barku nie było alkoholowego, co w latach 70. było czymś normalnym. Natomiast, kiedy moja mama zachorowała, Na ciężką chorobę neurodegeneracyjną o nazwie Parkinson. Choroba Parkinsona. Ci, którzy znają specyfikę, nie będę wchodził w szczegóły, wiedzą, że wtedy często jest się gościem SOR-ów. Więc ja zaliczyłem kilkanaście warszawskich SOR-ów. I też w okolicy szukałem szybkiej pomocy dla mamy. Bo tam jest taki moment, kiedy pacjent parkinsonowski przestaje przyjmować wodę. A jak przestaje pić, Co u starszych ludzi jest problemem, następuje kumulacja leku, który jest używany w leczeniu parkinsonizmu, madoparu.
A madopar to jest absolutnie jak amfetamina, więc przy nierozrzedzaniu tej substancji wodą następuje psychoza. I ja z mamą jeździłem po tych warszawskich i nie tylko... I niechcący stały się obserwatorem? Bardzo chcący, ponieważ jak sam widzisz jestem gaduła. Siedząc najkrócej, bo też to sprawdziłem, spisałem sobie to, najkrócej byłem na SOR-ze 6 godzin, najdłużej 12. Z wiszącą na wózeczku 83-latką, która zapadała się w sobie, która mi na... No, pracuje to nadal we mnie. Mama kiedyś na jednym z takich właśnie sorowskich kaźni, jakkolwiek by to nie zabrzmiało arogancko, powiedziała mi, synek, ja już nie mogę.
Pomóż mi odejść. Czeka na pomoc i czeka jedenastą godzinę i nie może się dostać. Ja wiem, triaż ma miejsce, triaż ma sens. Trzeba pomagać tym, którzy za chwilę mogą umrzeć. Ci, którzy mogą za chwilę umrzeć, to są ludzie, którzy mają nóż wbity w udo i tętnicę naruszoną. Są z wypadku przywiezieni. To jest normalne. Tylko, że jak się okazuje i się bada dane statystyczne, to większość tych interwencji nocnych to są po alkoholu. Czyli udziela się pomocy ludziom. Ja nie kwestionuję, że im się udziela pomocy, ale kto będzie się zajmował 83-latką, która umiera I odbiera się jej godność na tym warszawskim SOR-ze.
Słuchaj, my to obserwujemy, my wiesz, specjaliści cały czas. No tak, bo jak ktoś jest pobity przez kogoś, kto jest po alkoholu, to też staje się jakby ofiarą systemu, no tak. Blokuje ten SOR. I teraz jakby odpowiadając trochę na to pytanie wcześniejsze, dlaczego ja się tym zajmuję, z czysto egoistycznych pobudek, że jak mnie coś spotka niedobrego, kąśnie mnie... To jest twoja wendetta? Nie wendetta. Wręcz odwrotnie. Ja bym chciał otrzymać szybciej pomoc. Rozumiesz? To jest zadbanie o swój interes. Nie chciałbym czekać 12 godzin, kiedy dostanę zawału, bo nie będzie na co czekać. Naprawdę, ja mam kontakty w środowisku medycznym, przyjaźnię się z wieloma lekarzami i ja wiem również od nich, jak ten system tzw. ochrony zdrowia funkcjonuje.
To jest eufemizm, bo on nie funkcjonuje. Ale nie funkcjonuje właśnie przez pacjentów alkoholowych? Do niedawna Alkoholowe perturbacje na SORach były głównym powodem opóźnienia w udzielaniu pomocy innym pacjentom. I teraz znowuż, żeby to uwiarygodnić. Sięgnąłem do The Lancet, Biblii dla takich ludzi jak ja, gdzie jest opisana w jednym z numerów tego pisma najbardziej prestiżowego na świecie historia z Brazylii. Miasto się nazywa Diadema. I w tej diademie był jeden z największych współczynników morderstw, gwałtów, przestępstw właśnie nocą.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Robert Rutkowski opowiada o swojej historii z alkoholem i dziękuje Filipowi Chajzerowi za podcast. Filip podziela się dumą z jego pracy i sukcesów.
Filip Chajzer opowiada o zmianie w relacjach terapeutycznych i powstaniu podcastu. Robert podziela się swoją dumą z tym nowym etapem swojego życia.
Robert Rutkowski omawia konsekwencje kłamstwa, w tym jego wpływ na zdrowie. Filip Chajzer podkreśla wagę szczerości i prawdy w pracy terapeutycznej.
Robert opowiada o swoich oświadceniach i nowym sezonie podcastu. Filip Chajzer pyta o jego dziecko i pierwszy raz pojechało samo na obóz.
Robert Rutkowski omawia konsekwencje rodzicielstwa i wiedzy. Podkreśla, że nie ma jednej uniwersalnej wiedzy i że ważne jest, aby każdy analizował swoją sytuację.
Robert Rutkowski opowiada o znaczeniu wiedzy i odwagi w pracy z alkoholem. Filip Chajzer podkreśla wagę prawdy i uczciwości w pracy terapeutycznej.
Robert Rutkowski przedstawia statystyki dotyczące alkoholu w Polsce i porównuje je z obyczajami w innych krajach. Omawia także efekty odrzutu i backfire effect w kontekście alkoholu.
Rutkowski omawia kwestię kłamstwa w kontekście alkoholu, podkreślając, że alkohol jest kłamstwem, które prowadzi do śmierci. Analizuje statystyki związane z alkoholem i jego wpływ na zdrowie, w tym na powstanie nowotworów.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Moim gościem jest Robert Rutkowski – terapeuta, który od lat mówi o alkoholu rzeczy, których wielu z nas nie chce słyszeć.
Rozmawiamy o tym, co alkohol naprawdę robi z ludzkim organizmem. O jego związku z całą listą nowotworów. O tym, dlaczego wciąż traktujemy go jak niewinną część spotkań, świąt, wesel i codzienności, choć konsekwencje jego używania potrafią być dramatyczne.
Ale najbardziej poruszyła mnie historia, od której zaczęła się osobista misja Roberta.
Kiedy jego 83-letnia mama chorowała na Parkinsona, Robert niemal codziennie jeździł z nią na warszawskie SOR-y. Zdarzało się, że leżała na wózku i czekała kilkanaście godzin na pomoc. W tym samym czasie lekarze i ratownicy zajmowali się kolejnymi pacjentami trafiającymi tam po alkoholu.
Robert patrzył na swoją chorą mamę. Patrzył na to, co działo się wokół. I wtedy pomyślał: tak nie może być.
Od tego momentu zaczął mówić o alkoholu głośno, bez wygodnych półprawd i bez społecznego znieczulenia.
To nie jest rozmowa tylko o uzależnieniu. To rozmowa o substancji, którą tak mocno wpisaliśmy w naszą kulturę, że często przestaliśmy zadawać sobie najprostsze pytanie:
co ona właściwie robi z naszym życiem i zdrowiem?