Mentionsy Mentionsy
Enigma
Enigma

George Bidwell

08.11.2025 ·22 min 4 s

Choć nie urodził się Polakiem, udało mu się dołączyć do Związku Literatów Polskich. W naszym kraju jest cenionym pisarzem książek historycznych, ale w Anglii jest on zupełnie nieznany. Przez lata specjalizował się w popularyzacji historii Wysp Brytyjskich w naszym kraju.

Choć po polsku znał zaledwie kilka słów, został członkiem Związku Literatów Polskich. Przez trzydzieści lat wydał kilkadziesiąt książek. W Anglii jest postacią zupełnie anonimową, a w polskich bibliotekach jego powieści stoją w dziale Literatura Angielska. Poznajmy postać George'a Bidwella. 9 stycznia 1946 roku wojskowa Dakota ląduje na warszawskim Okęciu. Z samolotu wysiada kilku urzędników brytyjskiej administracji pracujących w Polsce. Wśród nich jest George Bidwell, nowo mianowany szef warszawskiego biura British Council, organizacji zajmującej się propagowaniem brytyjskiej kultury i języka.

Niestety nikt na niego nie czeka. Na szczęście udaje mu się znaleźć transport. Na pace wojskowego Studebuckera jedzie wraz z dwoma innymi Brytyjczykami do hotelu Polonia. Po drodze widzi morze. Morze ruin. Mimo, że jest byłym żołnierzem, podczas wojny w stopniu majora służył w Afryce Północnej, dowodząc 401. kompanią zaopatrzeniową, obraz zrównanej z ziemią Warszawy jest dla niego szokujący. W hotelu Polonia rezyduje brytyjska ambasada. Sekretarz nie cieszy się jednak na widok Bidwella. Kultura jest ostatnią rzeczą, o której myślą Brytyjczycy w Warszawie. Nie ma nawet dla niego lokum. Na razie przydziela mu pokój zajmowany przez pracowników ambasady, którzy akurat wyjechali na urlop. Częstuje koniakiem i poleca kolację w hotelowej restauracji.

Hotel Polonia to jeden z nielicznych budynków, które przetrwały. Wysokie na 5 metrów Łaje wieńczy sufit zdobiony sztukaterią. Na jego środku wisi ogromny, kryształowy żyrandol. Światło zalewa całe wnętrze, napełniając je ciepłą atmosferą. W restauracji kelnerzy w eleganckich uniformach uwijają się pomiędzy stolikami nakrytymi białymi obrusami przypominającymi o panującej na zewnątrz śnieżnej bieli. Z tą różnicą, że biel stolików zakłócają półmiski, talerze i pięknie zdobione sztućce. A te na zewnątrz okaleczone ruiny domów. Bidwell myśli, że w Londynie dawno nie widział takiego przepychu. Tam od kilku lat wszystko jest praktyczne i użyteczne w warunkach wojennych. Poza tym na produkty żywnościowe nadal obowiązują kartki. Na cukier, kawę, mięso, nie wspominając o papierosach czy alkoholu.

Nawet materiał na garnitur jest reglamentowany. Bez talonu nie ma co marzyć o kuponie dobrej tkaniny. A co dopiero o butach? Notabene kartki na buty zostaną zniesione w Anglii jako ostatnie w 1958 roku. Z tych rozważań wyrywa Bidwella panierowany kotlet, ziemniaki i jakieś warzywo w postaci szarobrunatnej ciapy o nieprzyjemnym zapachu. Jeden z kolegów objaśnia mu, że to zasmażana kapusta, lokalny specjał, ponoć smakuje lepiej niż wygląda. Bidwellowi mimo wszystko nie przypada do gustu. Przez pierwsze miesiące George próbuje zorganizować biuro. Co zaskakujące, komunistyczne władze przychylnie podchodzą do jego starań i przydzielają mu lokum w hotelu Bristol. Nie ma tu wygód jak w Polonii, wodę trzeba nosić w wiadrach i często brakuje prądu, ale trzy pokoje wystarczają, by zacząć działać.

Zatrudniać pracowników tłumaczy sekretarkę i kierowcę. Rusza biblioteka i czytelnia prasy. Bidwell organizuje pogadanki w polskim radiu o wynalezieniu pencyliny, o rozwoju brytyjskiej prasy czy wyprawie kapitana Scotta na biegun południowy. Wysyła grupę polskich lekarzy i inżynierów na krótkie stypendia, by poznali najnowsze osiągnięcia brytyjskiej nauki. Jeździ także po kraju szukając kontaktów i zadań dla British Council. We Wrocławiu biorą go za bardzo ważną osobistość i zostaje mu przydzielony najlepszy pokój w hotelu Metropol. Ten sam, w którym nocował Adolf Hitler. Bidwell zauważa, że Polacy mają inną mentalność i żyją zupełnie inaczej niż Brytyjczycy. Żyją po prostu z dnia na dzień. W Anglii świętuje się hucznie tylko przy wyjątkowych okazjach.

W Warszawie ludzie bawią się bez okazji. Bez przerwy gdzieś odbywają się przyjęcia, rauty i bale. Liczy się tylko to, co tu i teraz. Nikt nie myśli o jutrze. Zabawa trwa do białego rana i do ostatniego grosza. Polacy dopiero następnego dnia martwią się, skąd wziąć na chleb. Dla Anglika to nie do pomyślenia. Szybko jednak pojmuje, że to lata niewoli nauczyły Polaków, by nie przykładać wielkiej wagi do wciąż niepewnej przyszłości. W Boże Narodzenie 1946 roku Bidwell zostaje zaproszony na świąteczne przyjęcie. Gości jest sporo, ale ledwie kilka osób mówi po angielsku. Pani domu obiecuje jednak, że niebawem zjawi się jej przyjaciółka, Anna Wirszyło, która się nim zaopiekuje. Anna się spóźnia. To jeszcze jedna cecha narodowa, którą George poznaje w Polsce.

Słysząc o przewidzianej dla siebie roli opiekunki angielskiego dżentelmena, Anna dąsa się. Jest tłumaczką w Departamencie Prasy i Informacji przy MSZ. Na co dzień pomaga zagranicznym korespondentom. Dzisiaj chce się oderwać od pracy i po prostu zabawić. Na szczęście okazuje się, że Towarzystwo Bidwella nie wyklucza dobrej zabawy. Na tyle dobrej, że następnego dnia spotykają się na obiedzie, a jakże w Polonii? A potem spotkania w klubie dziennikarza, który mieści się również w Polonii, są coraz częstsze. Szybko przestaje być to tylko znajomość. W październiku 1947 roku na zaproszenie British Council do Warszawy przyjeżdża balet Sadler Wells z Londynu. Występy wypadają doskonale, jednak kilka dni później w londyńskim dzienniku Sunday Times ukazuje się relacja akredytowanego w Warszawie korespondenta Nicolasa Carrolla.

Reporter przypomina, że nie tak dawno w stolicy Polski gościł radziecki balet Igora Aleksandrowicza-Mojsiejewa. Jego zdaniem tamten występ dowodził, że Związek Radziecki walczy przy użyciu broni kulturowej. I dobrze się stało, że British Consul odpowiedział tą samą bronią, zapraszając najlepszą grupę baletową w Wielkiej Brytanii, która pobiła Rosjan. Dalej Carroll dowodzi, że komuniści robili, co mogliby utrudnić występy angielskich tancerzy. Nie chcieli dać im pokoi w hotelu, a nawet odmawiali wydania wyżywienia. Po przeczytaniu artykułu w Sunday Timesie Bidwell wpada w szał. Wzywa Carola i domaga się sprostowania. I to nie tylko na temat zakwaterowania i wyżywienia. Jego zdaniem sprowadzanie występów do wojny kulturalnej jest niedopuszczalne.

Nie jest zresztą jedynym, któremu nie spodobało się sprawozdanie zamieszczone w angielskiej gazecie. Kilka dni później, podczas cotygodniowego spotkania akredytowanych dziennikarzy z generałem Wiktorem Groszem, szefem Departamentu Prasy Informacji przy MSZ, dochodzi do nieprzyjemnej sytuacji. Generał Grosz odczytuje fragmenty artykułu i porównuje tekst Carrolla do antysemickiej anegdoty. Na koniec cytuje list George'a Bidwella, który dementuje doniesienia Sunday Times. Brytyjczycy są zaskoczeni postawą Bidwella, który zamiast bronić korespondenta, nawet jeśli ten zawinił, dał argumenty komunistycznym władzom. Te skwapliwie wykorzystały okazję do politycznego psztyczka, ale mimo wszystko nie uważają go za sprzymierzeńca.

Od chwili przybycia do Warszawy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego prowadzi sprawę o kryptonimie Ramzes, nawiązującym do wojennej przeszłości Bidwella. Jest uważany za szpiega Intelligence Service. Aby go zdyskredytować, ubecy rozpuszczają w środowisku dziennikarskim plotki o jego romansie z Anną i o tym, że Bidwell jest żonaty i ma dziecko. Jest to prawda, choć sytuacja wbrew pozorom wygląda zgoła inaczej. Co nie zmienia faktu, że Anna zostaje sprowadzona do roli kochanki. Bidwellowie od wielu lat żyją w separacji. Ona w Anglii, on w Afryce albo na Bliskim Wschodzie. Obojgu to nie przeszkadza, bo jeszcze zanim George wyruszył na wojnę, wspólnie doszli do wniosku, że ich związek umarł. Nie zdecydowali się jednak na rozwód. Teraz George planuje nowe życie z Anną i staje przed koniecznością uporządkowania spraw.

Na szukanie nowego rozwiązania nie ma czasu. Termin ślubu już wyznaczono, bo Anna jest w ciąży. W świetle polskiego prawa po ślubie stanie się obywatelką Wielkiej Brytanii. Tyle, że zgodnie z tamtejszym prawem ślub będzie nieważny, a co gorsza Bidwell będzie pikamistą. Sytuacja wydaje się patowa i wszystko wskazuje na to, że nieprzypadkowo. Działające przeciwko sobie służby angielskie i polskie popychając George Bidwella do nieważnego rozwodu i małżeństwa nieświadomie zaczęły grać do jednej bramki. Władze angielskie liczyły, że mogą w ten sposób wywierać na nim presję, grożąc odwołaniem z placówki i oskarżając o bigamię. Z tego samego powodu na jego uległość liczą władze polskie. George ma pewne wyjście. Może zrezygnować ze ślubu z Anną i zgodnie z poleceniem wyjechać, ale wtedy zostawi ukochaną na pastwę komunistycznych władz.

Znajduje inne rozwiązanie, ale o tym opowiem już za chwilę. To jest Enigma w RMF Classic. Sekrety życiorysów ludzi, którzy tworzyli XX wiek. Przemysław Semczuk. To jest Enigma w RMF Classic. Bidwell nie chce dłużej czekać i decyduje się wziąć ślub z Anną mimo grożących mu konsekwencji. Z wyrokiem rozwodowym polskiego sądu idzie do Urzędu Stanu Cywilnego. Tu spotyka go kolejne zaskoczenie. Urzędnik żąda dokumentu potwierdzającego uznanie przez brytyjskie władze rozwodu orzeczonego w warszawskim sądzie. Na taki dokument trzeba czekać przynajmniej trzy miesiące i to zakładając, że rozwód zostanie uznany.

Bidwell wie, że nie może na to liczyć. W tej sytuacji może tylko poprosić konsula o wydanie zgody na ślub, ale nie chce tego robić z przyczyn honorowych. Postanawia zrealizować swój tajny plan awaryjny. Dyskretnie zwraca się do polskich władz, deklarując zrzeczenie się brytyjskiego obywatelstwa, ale wbrew oczekiwaniom władze nie są zachwycone tym pomysłem. Rad nierad prosi o zgodę konsula. Brytyjczycy tylko na to czekają. Konsul Leonard Parrish wydaje zgodę, choć doskonale wie, że jego decyzja nie uchroni Bidwella od zarzutu bigami. Niestety do Georgia dociera to dopiero kilka dni po ślubie, gdy chce przedstawić świeżo poślubioną żonę rodzinie w Anglii. Konsulat odmawia udzielenia wizy, bo polski paszport Anny Wirszyło jest nieważny. W świetle polskiego prawa jako żona Brytyjczyka powinna mieć paszport brytyjski.

A w świetle prawa angielskiego nadal jest Polką, bo pomimo zgody konsula na zawarcie związku, angielski sąd nie unieważnił poprzedniego małżeństwa. Anna staje się zakładnikiem. Brytyjczycy nie wiedzą jednak, że Bidwell wciąż pertraktuje z komunistami przyjęcie polskiego obywatelstwa. Komunistyczne władze celowo nie chciały dać zgody na przyznanie obywatelstwa, bo zależało im, by wykorzystać sytuację propagandowo. Teraz, gdy George może zostać oskarżony o bigamię, są pewni, że sprytna prowokacja wypali. Pod pozorem niewinnej znajomości osaczają Bidwella, wciągając go w zasadzkę. Podczas towarzyskiego spotkania ubek pod fałszywym nazwiskiem mówi mu, że sprawa przyznania obywatelstwa jest już pewna, potrzebuje tylko oświadczenia. George pyta zaskoczony jakiego.

Wskutek powyższego staje wobec pytania, jaką ma być moja przyszłość. Ponieważ moje lewicowe przekonania uniemożliwiają mi kontynuowanie obecnej pracy, muszę się zastanowić, co mam robić i gdzie się osiedlić. Mam głęboką pewność, że będę o wiele szczęśliwszy w Polsce, Gdzie po trzech latach pobytu mam wielu przyjaciół i gdzie będę znajdować się w przychylnej atmosferze politycznej, niż w Anglii, gdzie atmosfera polityczna jest nieprzychylna dla mnie. 5 czerwca na pierwszej stronie rządowego dziennika Trybuna Ludu ukazuje się notatka. Kierownik British Council zrezygnował ze stanowiska. Ale dopiero pod tytuł. Pan Bidwell zwrócił się z prośbą o przyznanie polskiego obywatelstwa. Wywołuje prawdziwe trzęsienie ziemi. Do Ministerstwa Administracji Publicznej zgłosił się obywatel angielski George Bidwell, kierownik brytyjskiego ośrodka informacyjnego w Polsce British Council.

Bidwell oświadczył, iż ze względów wyszczególnionych w przedstawionej przez niego pisemnej deklaracji pragnie się zrzec obywatelstwa angielskiego i prosi o nadanie mu obywatelstwa polskiego. Nastroje wśród Anglików są minorowe. Radca Allen nazywa Bidwella wariatem, szef ochrony ambasady świnią, a atasze prasowy stwierdza, że postąpił nie po dżentelmejsku. Sytuację tłumaczą wyłącznie nieuznanym w Anglii rozwodem, twierdząc, że Bidwell postąpił pochopnie, bo sprawę można było wyjaśnić. Nie ulega wątpliwości, że komunistyczna propaganda wymierzyła im solidny policzek. I to kolejny raz. Polskie władze dotrzymują słowa. Przydzielają Bidwellom pięciopokojowe mieszkanie z telefonem przy ulicy Mokotowskiej i samochód.

Gniazdko na Mokotowskiej, bo tak o nim mówią Bidwellowie, natychmiast staje się salonem towarzyskim Warszawy. Lista stałych gości jest tak imponująca, że zabrakłoby całego odcinka Enigmy, by wymienić pisarzy, malarzy, aktorów, dziennikarzy, naukowców i wszelkich intelektualistów, którzy u nich bawią. George zaczyna pracę lektora anglojęzycznych serwisów w Polskim Radiu. Zajmuje się korektą tłumaczeń, a wreszcie dzięki znajomości z redaktorem Jerzym Borejszą, szefem spółdzielni wydawniczej, czytelnik wydaje książkę zatytułowaną Wybrałem Polskę. Bidwell opisuje w niej swoje dzieciństwo, młodość i wejście w dorosłość, ukazując stosunki panujące w Anglii. Czytelnik nie ma złudzeń, że nie jest to kraina mlekiem i miodem płynąca, a robotnik to tylko narzędzie wyzyskiwane przez kapitalistów i klasę rządzącą.

Ostatnie rozdziały dotyczą okresu pracy w British Council i wojny kulturalnej, którą rząd Wielkiej Brytanii prowadzi pod osłoną działalności społecznej. Bidwell ujawnia nazwiska i treść rozmów, ukazując prawdziwy cel krzewienia kultury i brytyjskiego stylu życia. To kolejny cios, który komunistyczna propaganda zadaje imperialistom. Nie pada jednak ani słowo o małżeństwie z Anną. Gdy tylko książka trafia do księgarni na Mokotowską, wpada książę Radziwiłł, wołając, że tu jest błąd zecerski w tytule. Mówi ze śmiertelnie poważną miną. Tu powinno być wybrałem Polkę. Przecież tobie chodziło o Annę. Tytuł jednak nie jest błędem. To odpowiedź na książkę Wiktora Krawczenki Wybrałem wolność. Krawczenko pełnił wysokie funkcje w aparacie partyjnym Związku Radzieckiego.

W 1944 roku wyjechał w delegację do Waszyngtonu i poprosił o azyl. Dwa lata później opublikował autobiografię. Książka stała się ideowym drogowskazem dla uciekinierów zza żelaznej kurtyny. Autobiografia Bidwella zostaje jednak uznana za odpowiedź nieudolną. Ostatni, dziesiąty rozdział noszący tytuł Nowy lepszy świat jest bardzo naiwny i jasno ukazuje, że autor nie ma pojęcia o funkcjonowaniu komunistycznego państwa. Prawdziwy, praktyczny socjalizm ma się jednak Bidwellowi dopiero ukazać. Wybrałem Polskę przez przypadek staje się wstępem do pisarskiej kariery. Zaraz po wydaniu książki Jarosław Iwaszkiewicz i Leon Kruczkowski wprowadzają Bidwella do Związku Literatów Polskich. W 1953 roku wydaje zbiór Na Fali Pokoju, a rok później Wojenne Wspomnienia .

Jerzy Borejsza podsuwa mu doskonały pomysł opisywania historii Anglii w beletryzowanych powieściach. Taka forma szybko przypada czytelnikom do gustu i wydawnictwa zaczynają zamawiać książki jedną po drugiej. Oficerowie bezpieki uznają w końcu, że dalsze angażowanie sił w inwigilację Bidwella nie ma sensu. Jego zachowanie nie daje powodu do podejrzeń, że może pracować dla obcego wywiadu. Co więcej, jest zaangażowany w budowanie socjalizmu. Składa nawet wniosek o przyjęcie w szeregi PZPR. Sprawa Ramzes Zostaje zamknięta, choć na bieżąco zbierane są informacje z kim i gdzie Bidwell się spotyka, a przede wszystkim o czym rozmawia. Jest dobrym dojściem do środowisk inteligenckich. Jednocześnie władze partyjne chcą, by Bidwellowie nadal czuli, że podjęli dobrą decyzję.

Zwykły obywatel nie organizuje przyjęć czy wystawnych kolacji dla swoich zagranicznych gości. Nie jest zapraszany na routy i spotkania towarzyskie wśród inteligencji. Na co dzień pija co najwyżej kawę zbożową. A jak mawiają bywalcy mieszkania przy Mokotowskiej, u Bidwellów jest najlepsza kawa w Warszawie. Wiele lat później w kolejnej autobiografii Bidwell napisze, że byli z Anną dumni z takich błahostek. Prowadzony na Mokotowskiej salon towarzyski nie sprzyja niestety pracy twórczej. Po jakimś czasie Bidwellowie przenoszą się na MDM, a później do Radiówka. Będąc na wczasach w domu pracy twórczej w Sobieszowie koło Jeleniej Góry, od Jarosława Iwaszkiewicza dowiadują się o urokliwej podgórskiej wsi Przesieka. Kupują dom, byłą rezydencję letnią niemieckiego burmistrza Hirschbergu.

Przez siedem lat mieszkają tam, hodują owce i piszą. Górskie warunki są jednak zbyt uciążliwe i przenoszą się do Nasławic pod Wrocławiem. W 1972 roku wracają do Warszawy. Z biegiem lat wiara Bidwella w socjalizm słabnie. Pierwszym szokiem był dla niego rok 1956. Nie mógł uwierzyć, że władze wydały rozkaz strzelania do bezbronnych robotników, którzy odważyli się zaprotestować żądając chleba. Po śmierci pierwszej żony, Irene, odzywa się do niego mieszkająca w Australii córka Mary. Chce odnowić kontakt z ojcem, którego nie widziała od zakończenia wojny. Dwa razy przyjeżdża do Polski, a raz George odwiedza ją w Sydney. Ożywają także kontakty z resztą rodziny. Na kilka miesięcy przyjeżdża jego starszy brat Jeffrey. George nadrabia stracone lata.

Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.