Najwięcej w Polsce mamy gleb IV klasy || dr Maciej Markiewicz
W dzisiejszym odcinku e-pole po sezonie gościem jest dr Maciej Markiewicz z Wydziału Nauk o Ziemi i Gospodarki Przestrzennej UMK w Toruniu. Czy klasy bonitacyjne to mit czy rzeczywistość wpływająca na plony i wartość gruntów? Jak wyglądają różnice między glebami IV klasy a innymi klasami w Polsce? Jak czytać mapy glebowe, czym kierują się klasyfikatorzy i jakie problemy administracyjne mogą pojawić się w praktyce?#gleba #rolnictwo #mapyglebowe#współpracareklamowa Na skróty:(00:00) Wprowadzenie do odcinka(04:15) Definicje gleby: kryteria i znaczenie w systemie gleboznawczym(08:30) Czynniki wpływające na wartość użytkową gleb(21:20) Wpływ klasy gleb na plony, gospodarkę i podatki od gruntów(25:40) Metody klasyfikacyjne, bolączki administracyjne i procedury(34:03) Praca klasyfikatora - na czym polega i ile można zarobić?(42:35) Pytania od widzów dotyczące klasyfikacji gleb
Obecnie jedyna funkcja klasyfikatora to przejście z wyższej klasy na niższą i obniżenie wartości gruntów. Czy to powszechna praktyka, mit czy półprawda? Piaski luźne to są takie jak piaskownicy występują. Tam w zasadzie nie ma składników odżywczych dla roślin. Uziarnienie decyduje w zasadzie w największym stopniu o wartości użytkowej gleb i w dzisiejszych czasach na tych czwartych klasach rolnicy uzyskują takie plony jak jeszcze kilkanaście, może kilkadziesiąt lat temu uzyskiwało się na trzecich. Czy klasy gleby szóstej powinny być jak gdyby no tak z założenia trochę jednak przeznaczone na inne cele niż produkcja roślinna? Czesi, Słowacy, Niemcy mają służbę glebową. Czyli mają takich swoich policjantów glebowych, którzy dbają o tą jakość gleby, którzy jednocześnie też klasyfikują te grunty.
W ogóle gleby płowe zwykle nie mają bardzo mięższego poziomu próchnicznego. Zwykle ten poziom próchniczny uzależniony jest od orki. Ile może zarabiać klasyfikator? Jak wygląda procedura, gdyby wejścia w ten zawód? Zależy, ile mu się zapłaci. Cześć, witajcie w kolejnym odcinku wideopodcastu E-pole po sezonie. Dzisiejszy gość myślę, że może być wam znany, w szczególności tym, widzom kanału E-pole, którzy lubią tematy glebowe, ponieważ z doktorem Maciejem Markiewiczem z Wydziału Nauk o Ziemi i Gospodarki Przestrzennej UMK w Toruniu miałem okazję się już spotkać kilka miesięcy temu, żeby dla was nagrać właśnie taki odcinek dotyczący klasyfikacji gleb, klasyfikacji między innymi również bonitacyjnej. Z tego odcinka zabraliśmy kilka pytań, które pojawią się w tym wideopodcaście. Ale także postanowiłem, że sobie troszeczkę wejdziemy w szczegóły, jeżeli chodzi o te klasy gleby, które w Polsce mamy, tak żebyśmy mogli dobrze te gleby czytać.
I z drugiej strony też chciałbym powiedzieć o takich glebach, które być może mniejszą powierzchnię zajmują, ale odgrywają również dużą rolę, to są czarne ziemie i może na przykład mady, o tych trzech głównych takich jednostkach glebowych. I z punktu widzenia tych najlepszych klas, klas pierwszych, takich, których rzeczywiście niewiele można robić, w zasadzie gleb płowych nie ma. W pierwszej klasie nie ma, ale są gleby brunatne, które bardzo nawiązują do tych gleb. Morfologicznie, mimo że się różnią nieco, natomiast właściwościami są bardzo podobne. Nawet mam taki przypadek z nagrań z profesorem Gliną, że szukaliśmy gleb brunatnych, które były właśnie na mapach tak zapisane. Przyjechaliśmy raz, drugi, trzeci, okazało się, że to były gleby płowe, które zostały być może, nie wiem, źle opisane te kilkadziesiąt lat temu, albo może w jakiś sposób się zdegradowały. To jest taki dylemat trochę gleboznawców uniwersyteckich.
Szczególnie przy tych uprawach, które się głębiej korzenią. Czyli w takich warunkach, gdyby to nastąpiło, to raczej wtedy byłaby też obniżona klasa zdecydowanie, to wtedy byłyby gleby tam klas, nie wiem, czwartek na przykład. W pierwszej klasie byśmy nie mieli takich gleb. Jeżeli mamy te ślady wskazujące na to, że gleba jest nadmiernie uwilgotniona, no to wtedy nie możemy mówić o pierwszej klasie. Jeżeli są ślady widoczne w glebie, że jest nadmierne uwilgotnienie, a można to obserwować, no to wtedy na pewno nie mówimy o pierwszej klasie. Ile mamy właśnie gleb klasy pierwszej w Polsce? To jest koło procenta, może nawet poniżej. Poniżej jednego procenta. To jest bardzo mała powierzchnia. Czyli mało kogo będzie interesowało z naszych widzów może. No ale chwała tym, którzy mają. Zazdrośmy im tego rzeczywiście. Są te gleby i rzeczywiście te gleby wyglądają... Z punktu widzenia takiego gleboznawcy, naukowca, to jak widzi się taką glebę, to się buzia cieszy.
Jednocześnie też bardzo dużo próchnicy te gleby mają zwykle. To te gleby w przypadku, kiedy ten poziom próchniczny jest w dosyć dużej miąższości, to one mogą prezentować wyższe klasy. Ale rędzin w Polsce mamy bardzo mało. To jest południe Polski, to są te tereny, gdzie mamy te skały węglanowe, wapienie występują. Jest ich stosunkowo niedużo. Są ciekawostką, taką trochę przyrodniczą, trochę kulturową, bo przecież Nazwa Rędziny została wprowadzona do nomenklatury międzynarodowej przez naszego takiego jednego chyba z najsłynniejszych gleboznawców Słowy Mira Miklaszewskiego. To on wprowadził do tej nomenklatury międzynarodowej nazwę Rędziny. Natomiast jest ich stosunkowo niedużo, ale jeżeli to są Rędziny próchniczne, to mogą przedstawiać dosyć wysoką wartość użytkową. Może nie pierwszą klasę, ale te drugie, trzecie klasy jak najbardziej się tam mieszczą. Mhm, okej.
Organizmy występują różnego rodzaju, ta różnorodność biologiczna, rezerwuar, też woda się tam zatrzymuje, jakieś zwierzęta tam występują, więc stanowią takie urozmaicenie. A to też jest na pewno bardzo ważne z punktu widzenia takiej uprawy wielkoobszarowej. Takie hotspoty się gdzieś tam znajdowały. Ciężkie mady pod boku, prawda? To są gleby klasy szóstej, więc faktycznie tutaj zazwyczaj jak my właśnie myślimy o glebach klasy piątej czy szóstej, to widzimy takie piaski, prawda? A to nie zawsze, jak się okazuje, tak to wygląda. Panie doktorze, mam też kilka pytań od widzów, które pojawiły się pod tym naszym ostatnim filmem, które myślę, że bardzo dobrze pasują do tej części rozmowy. Ile może zarabiać klasyfikator? Jak wygląda procedura, gdyby wejścia w ten zawód? Zależy, ile mu się zapłaci.
Nie ma uprawnień. Nie ma czegoś takiego jak uprawnienia, jak to jest w przypadku geodezji, że nadal tam uprawnienia i to tych uprawnień jest ileś. Geolodzy mają też uprawnienia. Nie ma tutaj państwowych uprawnień dla tego zawodu. Żeby stać się klasyfikatorem, to najczęściej, znowu najczęściej, a nie zawsze, powinno się ukończyć studia podyplomowe. Te studia podyplomowe mamy w Polsce w dwóch miejscach. Ja o tym chyba wspominałem poprzednio. Mamy w Puławach, to najbardziej znane miejsce od najdłuższych, od chyba najdawniejszych czasów już w zasadzie kształcące klasyfikatorów. Kiedyś na kursach, teraz już na studiach podyplomowych, rocznych studiach podyplomowych. I drugie miejsce to jest Olsztyn na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Tam też można ukończyć studia podyplomowe z zakresu gleboznawczej klasyfikacji gruntów, które też trwają rok. W jednym i drugim miejscu kosztują chyba...
Nie wiem jak na dzień dzisiejszy, ale w poprzednim roku, chyba w ubiegłych latach to było około 4000, 4200 czy coś takiego, roczne studia. Część zajęć wiem, że się odbywała chyba w systemie takim zdalnym, te wykładowe, ale oczywiście też i tam zajęcia terenowe są, więc klasyfikatorci, przyszli klasyfikatorzy uczą się tej sztuki klasyfikacji także w terenie. Też chyba wymaganiem jest to, żeby ten adept tych studiów ukończył jakieś studia, przynajmniej w jakimś stopniu związane z naukami przyrodniczymi, czyli po geografii, biologii, po geodezji oczywiście też, po chyba ochronie środowiska, czyli coś, co jest związane w jakiś sposób z naukami przyrodniczymi, jest jakby tym warunkiem koniecznym przyjęcia na te studia. No i ukończenie kursu w zasadzie teoretycznie po uzyskaniu tego dyplomu można starać się o pracę.
Czyli starać się dostawać zlecenia dotyczące klasyfikacji gruntów. Nie ma jednolitych kryteriów wyboru klasyfikatora w Polsce. Każdy powiat ma swoje wymagania. W większości powiatów tych, na których terenie ja gdzieś tam spotkałem się, to bywało tak, że klasyfikator był wybierany na podstawie jakiegoś doświadczenia. Czyli trzeba było się wykazać czy udokumentować jakieś doświadczenie. Czyli z jednej strony mieć ukończone studia podyplomowe albo kurs. To było często takim warunkiem koniecznym. Druga rzecz to trzeba było wykazać się jakąś określoną liczbą robót wykonanych w ramach gleboznawczej klasyfikacji gruntów, które zostały przyjęte do zasobu. Czyli wykonanie operatów z gleboznawczej klasyfikacji gruntów, który został przyjęty do zasobu i stał się podstawą wydania decyzji klasyfikacyjnej, takiej decyzji administracyjnej.
Bywało różnie. Czasami potrzeba było trzech takich prac, czasami jest pięć prac potrzebnych, a czasami dziesięć nawet. Są takie powiaty, gdzie trzeba się wykazać dziesięcioma pracami klasyfikacyjnymi. Zwykle jest tak, że ci młodzi w sensie stażu pracy terminują u tych swoich starszych kolegów, czyli gdzieś tam pomagają w terenie podczas kopania odkrywek, opisywania ich. I gdzieś tam są dopisywani w tych operatach klasyfikacyjnych i oni to mogą wykonywać. Natomiast do niedawna klasyfikacją gruntu w Polsce zajmowały się osoby, które pracowały wcześniej w Wojewódzkich Biurach Geodezji i Terenów Rolnych. To byli klasyfikatorzy, którzy zawodowo się tym zajmowali. Nadal jeszcze jest ich dosyć dużo i zwykle to są naprawdę fachowcy świetni. Ja znam kilku co najmniej tutaj z terenów
Budgoszczy i okolic, ale nie tylko, którzy naprawdę wykonują super swoją pracę i jednocześnie też lubią dzielić się tą wiedzą z innymi, więc nie są tacy, że tutaj wiem, ale nie powiem i to jest strasznie fajne w tym zawodzie. Ile można zarobić? Zwykle jest tak, że klasyfikatorzy są wybierani na podstawie zapytania ofertowego, więc tutaj rynek decyduje o tym. Są powiaty, np. w Kujawsko-Pomorskim niektóre powiaty tak konstruują tę glebocznawczą klasyfikację gruntów, że jest zapytanie ofertowe na cały rok, czyli trzeba w ofercie przedstawić cenę za jeden hektar i za każdy następny. W związku z tym, no to decydować będzie, kto wygra, kto da niższą cenę. Zwykle bywało tak, jakbym tak miał uśrednić w ogóle w skali całego kraju, to za jeden hektar około 3000 złotych taki klasyfikator może zarobić.
Zwykle. Ale oczywiście, wszystko to zależy od tego, jak bardzo skomplikowany jest teren, no bo przecież czasami mamy hektar gleby, która jest jednorodna. Na całym hektarze mamy jedną glebę, połową na przykład, która nie różni się praktycznie w żadnym miejscu z tego hektara. Czasami jest tak, że mamy 5-6 różnych konturów. Więc tutaj trzeba wykopać jedną odkrywkę, tam 5 odkrywek. No i to jest oczywiście kwota, którą klasyfikator dostaje, ale on się musi tym pieniędzmi podzielić, prawda? On musi się podzielić z geodetą, no chyba, że sam jest geodetą, bo to sam się dzieli z sobą, co też jest nie takie głupie, bo dwie roboty za jednym zamachem. No ktoś musi te odkrywki wykopać. Trzeba robotę zgłosić do wydziału geodezji, no to też są koszty, więc przy... Ale ilość może tutaj też decydować tych prac.
No i mamy te dwa gleboznastwa praktyczne. Gleboznastwo leśne, z punktu widzenia, no bo las to też już uprawa, trochę dłuższa, no bo trzeba poczekać 100 lat, żeby uzyskać ten plon. No i to gleboznastwo rolnicze. I tutaj one się troszeczkę różnią. Przez długi czas mówiło się, że naukowcy na uniwersytetach nie będą dobrymi klasyfikatorami gruntów, że to są nie do końca te same, ta sama robota. Ja zaczynając tą pracę klasyfikatora, to Wydawało mi się, że jak zacznę tutaj wykonywać te gleboznawcze klasyfikacje gruntów, no to super, bo nagle zobaczę tam wiele odkrywek i to prawda. Rocznie kopię 200-300 odkrywek, tak myślę. To jest bardzo dużo i to jest dla mnie super zabawa. Dla mnie to jest świetna sprawa, że mogę tak naprawdę, jeszcze mi za to płacą, mogę zobaczyć bardzo dużo odkrywek, różnych gleb i jeszcze mi za to płacą.
Czyli tak jak w wielu kwestiach w życiu są te dobre strony i te strony gorsze, ale przejdźmy do kolejnego pytania, bo też troszkę drąży tą taką ciemniejszą stronę klasyfikatorów w takim ujęciu postrzegania czasami. Obecnie jedyna funkcja klasyfikatora to przejście z wyższej klasy na niższą i obniżenie wartości gruntów. Czy to powszechna praktyka, mit czy półprawda? Jak spojrzeć na zapytania ofertowe, które pojawiają się w różnych starostwach to zwykle, nawet często jest tak, że w tych zapytaniach ofertowych jest wyraźnie zaznaczone, że dotyczy gruntów klasy trzeciej. Więc w dużej części jest to prawda.
Faktycznie większość wniosków, które składane są do starostw dotyczących gleboznawczej klasyfikacji gruntów, dotyczy tych gruntów na pograniczu III i IV klasy z takim podtekstem, że dobrze by było, żeby to była IV klasa przyszłości. I to jest rzeczywiście prawda. Natomiast zdarzają się przypadki, ale niezwykle rzadkie, że ktoś klasyfikuje, bo na przykład zmienił rodzaj użytku. To jest w zasadzie obowiązkiem, no bo w przypadku zmiany rodzaju użytkowania np. z gruntu ornego na użytek zielony albo odwrotnie, no to zmienia się klasa, prawda? Musi się zmienić klasa, bo tutaj w użytkach zielonych mamy 6, tu mamy 9, więc powinna być gleboznawcza klasyfikacja gruntów. Więc takie sytuacje się zdarzają albo bardzo rzadko. Z urzędu klasyfikacje też są przeprowadzone bardzo rzadko.
Urzędy nie mają zbyt wielu środków na to. Poza tym tych warunków czy tych takich konieczności przeprowadzenia tej klasyfikacji z urzędu nie jest aż tak dużo i one za często nie zachodzą tam po melioracjach, po jakichś tam katastrofach ekologicznych, po scaleniach. Nie ma dużo tych przypadków. No i na gruntach, które nie zostały sklasyfikowane nie mamy ich zbyt dużo. Więc rzeczywiście zwykle jest tak, że globoznawcza klasyfikacja gruntów to jest próba obniżenia wartości, może nie wartości, to jest próba obniżenia klasy, bo tak naprawdę z punktu widzenia klasyfikatora to, co my na każdym kroku, zarówno w Stowarzyszeniu Klasyfikatorów Gruntów, jak i my w Polskim Towarzystwie Globoznawczym zawsze mówimy, my klasyfikując tak naprawdę nie obniżamy klasy, tylko ustalamy ją. Jeżeli coś się wydarzyło, albo ta klasyfikacja została wadliwie przeprowadzona w latach tam 50-tych, 60-tych, to my na nowo ustalamy ją i może się okazać, że ta klasa jest niższą klasą, ale zdarzają się takie przypadki, że utrzymujemy tę klasę, a zdarzają się też takie przypadki, że nawet ją podnosimy.
No tu jest to ryzyko tej osoby, która składa. Dlatego też dosyć często teraz ludzie się, ci oczywiście potencjalni inwestorzy, którzy myślą o tym, żeby Zamiast trzeciej mieć czwartą klasę i podzielić to na działki na przykład. Zdarza się, że wcześniej konsultują taki wniosek o gleboznawczą klasyfikację gruntów z jakimś gleboznawcą klasyfikatorem. Czyli przyjeżdża wcześniej, sprawdza czy rzeczywiście jest zasadność zmiany klasy na tym gruncie. Więc jakby się tutaj tak zabezpiecza. Pojawia się pytanie, czy ten sam doradca może później klasyfikować tą glebę? Ja mam na to swoje zdanie, uważam, że nie. I są takie starostwa, na przykład starostwo powiatowe w Toruniu, w moim mieście, taką przyjęło zasadę, że jeżeli przychodzi właściciel z opinią gleboznawcy, to zwykle zapytania ofertowego już mu się nie wysyła.
Chodzi o to, żeby było jednak odrębne zdanie. Na szczęście też, znaczy tak, wydaje mi się, że większość klasyfikatorów wykonuje swoją robotę rzetelnie. Oczywiście zdarzają się pomyłki i myślę, że jeżeli są pomyłki, to są to tylko pomyłki. Jesteśmy ludźmi, gleba jest przecież, sam Pan widział wielokrotnie, no ta gleba się tak różni, że w jednej odkrywce glebowej może się zdarzyć, że mamy trzy klasy nawet, tak? Ja takie przykłady też pokazywałem na różnych konferencjach. No zdarzy się, no ktoś się może pomylić, więc myślę, że pomyłki występują, ale starostwa na szczęście dysponują takim narzędziem jak kontrola. Oczywiście sami nie mogą tego robić, natomiast zlecają takie kontrole innym klasyfikatorom, którzy przyjeżdżają, kopią odkrywki, na nowo klasyfikują.
I powiem, że są takie starostwa, w których w zasadzie prawie większość zmian klas, czy obniżenia klas jest kontrolowana. I to jest jakby takie chyba dobre... Podwójne sprawdzenie. Podwójne sprawdzenie. Ale to się dokonuje jeszcze przed... Przed decyzją. Przed decyzją, okej. Nie, decyzja administracyjna jest do... Oczywiście to są problemy administracyjne później, no bo co zrobić w sytuacji, kiedy jest ta rozbieżność? A co zrobić, jak jest częściowa rozbieżność? Też te sposoby kontroli są różne. Jeden sposób kontroli to jest taki, że starostwo powołuje biegłego do wydania opinii na temat tego operatu klasyfikacyjnego, który został przedstawiony przez klasyfikatora. No i ta opinia jest albo pozytywna, albo negatywna, albo częściowo pozytywna.
No i trzeba coś z tym zrobić. Jak jest pozytywna, to jest wszystko super, no bo możemy zrobić decyzję. Jeżeli jest negatywna, no to w zasadzie mamy dwa do jednego głosów, no bo jeden głos zmieniający tego klasyfikatora nowego, no i dwa, ten pierwotna klasyfikacja, prawda, no bo przecież ciągle zachowuje ważność, i tego biegłego opiniodawcy. Czyli mamy dwa do jednego, w zasadzie można wydać decyzję negatywną. Natomiast co zrobić, jak częściowo jest ta decyzja, znaczy częściowo jest ta opinia zgodna? Tutaj starostwa mają problem, dlatego też niektóre starostwa wyszły z taką inicjatywą, że opinie są wykonywane na zasadzie kontroperatu, czyli tak naprawdę kolejnego operatu. I mają dwa operaty. No i tutaj do ich roli należy podjęcie decyzji, czy zmieniamy, czy bierzemy tego, czy bierzemy tego, który będzie właściwy. To są często jakieś spory takie prawne, później dosyć długotrwałe procesy nawet.
I tutaj NIK stanął na takim stanowisku, że w zasadzie nie wolno tego klasyfikować, bo klasyfikacji podlegają tylko grunty rolne i leśne. A grunty kopalniane takimi nie są. W związku z tym, ale zdarzały się starostwa, które mimo tego zlecały klasyfikację takich gruntów. Tak zostały klasyfikacje takich gruntów. Klasyfikator przychodził, klasyfikował, zmieniono użytek, nadawano klasę. Rolnik był jakby uratowany z punktu widzenia tych podatków. Natomiast obecnie rzeczywiście jest to trudne do wykonania. Natomiast wydaje mi się, że takim głównym... Jak można pomóc takim osobom? Myślę, że Wydział Ochrony Środowiska przede wszystkim. Powinno się udać do Wydziału Ochrony Środowiska i powiedzieć, jak wygląda sytuacja. Czy ten teren nie jest wykorzystywany rolniczo? Być może nawet można, jeżeli tutaj się nie uda, to przedstawić opinię jakiegoś kleboznawcy klasyfikatora, który stwierdzi rzeczywiście, no nie jest to teren, który jest gruntem kopalnianym.
I dopiero po rekultywacji jest decyzja o zakończonej rekultywacji można klasyfikować. Czyli jakby ta decyzja o zakończonej rekultywacji dawała klasyfikatorowi gruntów zielone światło, żeby móc to sklasyfikować. Jeżeli nie było takiej decyzji, no to nie, no a co zrobić z takimi, które 60 lat temu, prawda, były eksploatowane i żaden urząd górniczy o tym nie słyszał, pewnie nawet go jeszcze nie było takiego, w takiej formie jak teraz. Więc w takiej sytuacji myślę, że Wydział Ochrony Środowiska powinien pomóc i są takie wydziały, które rzeczywiście pomagają. Być może powinien się urzędnik zjawić na gruncie i stwierdzić, że oczywiście, no nie ma tutaj, tak? Nie ma tutaj tej gleby. Być może powołać jakiegoś biegłego, który rzeczywiście stwierdzi, że nie ma niczego tam. Dodatkowo jeszcze pozyska tą informację z Głównego Urzędu Górniczego, że rzeczywiście tutaj nie było tej eksploatacji. Oni nic o tym nie wiedzą.
W Niemczech to jest system od 0 do 100, tak zwana skala potencjal, gdzie 100 to jest jak gdyby czarnoziem w okolicach Eichendorfu, który jest takim wzorcem tam. Pewnie w innych krajach wygląda to jeszcze inaczej. Jak byśmy mogli się odnaleźć w tym wszystkim? Nasz system jest podobny do systemu brytyjskiego. Tam też jest chyba pięć klas w systemie brytyjskim. Też to jest taki system jakościowy, trochę geograficzny i tam pierwsza klasa to też są gleby najwyższej jakości, piąte są te marginalne. Tam dużo bardziej opiera się ten system na warunkach wodnych. Generalnie tam drenowanie gruntów ornych, klimat lokalny odgrywa większą rolę. Takim chyba najlepszym, znaczy wielu, wielu gleboznawców uważa, że takim najbardziej doskonałym systemem jest ten, który jest u naszych południowych sąsiadów, jednych i drugich.
Ale czy ten nasz system jest lepszy czy gorszy? No z punktu widzenia liczby wniosków, które są w starostwach, no to można powiedzieć, że jest słaby, tak? No bo tych wniosków jest bardzo dużo i tych zmian też jest bardzo dużo. Natomiast nie pokusiłbym się chyba o takie wartościowanie, które rzeczywiście jest lepsze, które jest gorsze. No po prostu my taki przyjęliśmy. Są głosy takich starszych kolegów gleboznawców, także od nas ze Stowarzyszenia Klasyfikatorów, którzy mówią, że no być może w dzisiejszych czasach, kiedy ta kultura rolna się dosyć mocno zmieniła, być może ta liczba sześciu klas jest trochę, czy dziewięciu w zasadzie jest za dużo, może zmniejszmy tę liczbę klas, że ten system uprawy pozwala jakby zniwelować te różnice między, nie wiem, pierwszą a drugą klasą, bo rzeczywiście one są subtelne, prawda?
Może zróbmy trzy klasy tylko. Są takie głosy, czy one jakby są ciągle dyskutowane? Były próby takie bardzo nieśmiałe zajęcia się tym tematem, ale wiemy, że ponowne sklasyfikowanie gleb Polski to jest ogromny koszt. To było przecież w latach 60-tych, to było kilkanaście lat, kiedy całą Polskę klasyfikowano, wszystkie grunty rolne, czyli bardzo wysoki koszt. Poza tym, nowa klasyfikacja to wywrócenie tego wszystkiego, co jest do tej pory. Albo klasyfikujemy całą Polskę, albo znajdujemy taki system, dzięki któremu możemy przerobić jedno na drugie. Ciągłość danych będzie już wtedy zachwiana, że będzie przed i po jakąś tam datą. Więc wielu klasyfikatorów stoi też na stanowisku, że w imię zachowania ciągłości tych danych, które mamy w ewidencji, powinniśmy utrzymać tą klasyfikację, która została w tych latach 50 ustalona.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W dzisiejszym odcinku e-pole po sezonie gościem jest dr Maciej Markiewicz z Wydziału Nauk o Ziemi i Gospodarki Przestrzennej UMK w Toruniu.
Czy klasy bonitacyjne to mit czy rzeczywistość wpływająca na plony i wartość gruntów? Jak wyglądają różnice między glebami IV klasy a innymi klasami w Polsce? Jak czytać mapy glebowe, czym kierują się klasyfikatorzy i jakie problemy administracyjne mogą pojawić się w praktyce?
#gleba #rolnictwo #mapyglebowe
#współpracareklamowa
Na skróty:
() Wprowadzenie do odcinka
() Definicje gleby: kryteria i znaczenie w systemie gleboznawczym
() Czynniki wpływające na wartość użytkową gleb
() Wpływ klasy gleb na plony, gospodarkę i podatki od gruntów
() Metody klasyfikacyjne, bolączki administracyjne i procedury
() Praca klasyfikatora - na czym polega i ile można zarobić?
() Pytania od widzów dotyczące klasyfikacji gleb