Czy w mieście da się żyć wygodnie bez samochodu?
Oczywiście, że w mieście da się żyć bez samochodu - brzmiałaby najkrótsza odpowiedź. Większość z nas obywa się przecież bez auta. Ale czy da się żyć wygodnie? Sprawdziliśmy to "Powiększeniu"! Posłuchaj!
Właściwie to tak zadane pytanie ucina dyskusję po jednym zdaniu odpowiedzi. Oczywiście, że w mieście da się żyć bez samochodu. Mniejszość mieszkańców polskich miast porusza się za pomocą auta. Większość autobusami, tramwajami, trolejbusami, koleją miejską, metrem, rowerami, hulajnogami i wszyscy, wszyscy my co do jednego jednej pieszo. Ale na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy. Bo samochody to dominujący element polskich miast. Są wszędzie i jest ich mnóstwo. Zajmują też bardzo dużo miejsca. Podobnie jak budowana dla nich infrastruktura. Jezdnie, mosty, wiadukty, parkingi. I ta niebudowana dla nich. Ale też przez nie zajęta.
Chodniki, parki, nadbrzeża, błonia. W efekcie łatwo przeoczyć, że własne cztery kółka nie są dominującym sposobem poruszania się, ale wydają się być tym wymarzonym. I tu tkwi sedno naszego dzisiejszego pytania zadania. Życie bez samochodu w mieście, jak już ustaliliśmy, jest możliwe. Ale czy może być wygodne, a nawet wygodniejsze niż życie z autem? W dzisiejszym powiększeniu sprawdzimy, jakie są możliwości wyboru dla mieszkanek i mieszkańców polskich miast. Wyboru, nie przymusu. Zapraszam.
I na początku trochę liczb, bo powiedziałam we wstępie, że większość z nas porusza się bez samochodu po miastach. Trudno to w sumie policzyć. Każde miasto stosuje trochę inną metodologię, ale z grubsza mówiąc, kiedy chcemy sprawdzić, jak poruszają się mieszkanki i mieszkańcy naszych miast, to używamy formuły udziału w ruchu. Liczymy pojazdy lub też ludzi poruszających się daną ulicą i sprawdzamy, jaką częścią tego całościowego ruchu są piesi, jaką częścią autobusy przewożące pasażerów, a jaką rowery czy samochody. I dzielimy tę ulicę na kawałki, na procenty. Oczywiście to, gdzie ustawimy liczących, czy liczniki, czy aparaty fotograficzne i kamery, ma wpływ na ostateczny wynik.
47% to samochody, 43% zbiorkom, czyli komunikacja publiczna, kilka procent rowery. W Warszawie danych brak. Najnowsze jak poinformował mnie Zarząd Dróg Miejskich to 2018 rok. Natomiast bardzo ciekawy i niepokojący jest trend. Trend jest taki, że coraz częściej przesiadamy się do samochodów. Jak traci komunikacja publiczna, zyskują rowery. Ale jednak samochód wydaje się być może wciąż nie zwycięzcą tego wyścigu, ale na pewno czarnym koniem, mechanicznym czarnym koniem. Ja mówię, że to martwi, dlatego że miasta pełne samochodów to miasta nieszczęśliwe. Ale to już dyskusja na zupełnie inny odcinek Powiększenia. Zajrzyjmy teraz do Waszych opowieści, bo to, co mnie zalało, te worki listów, to Wasze własne doświadczenia dotyczące poruszania się po mieście, a co ważniejsze i jeszcze ciekawsze, i za to szczególnie dziękuję, to były opowieści o Waszym życiu, o Waszych wyborach, o Waszych szansach, o możliwościach i o marzeniach.
Nie muszę od niego dbać. Nie muszę się zastanawiać, gdzie zaparkować. I jest dużo taniej niż samochodem. A zatem argument o komforcie może mieć dwa wektory. I to jest ciekawe zjawisko, bo przez długie lata w Polsce komunikacja publiczna nie kojarzyła się z komfortem. Kojarzyła się z przykrością, musem, z brakiem wyboru. Jak nie mam auta, nie mam prawa jazdy, jestem za młoda, za młody, żeby jeździć samochodem, to po prostu muszę skorzystać z tego autobusu, tak jak setki innych ludzi, z którymi wcale nie mam ochoty podróżować. A teraz pojawia się coraz częściej taki głos, a ja mam blisko do tramwaju i od tej pory moje życie stało się wygodniejsze. Ale wysiadamy z tramwaju, wracamy do samochodów. Jeśli chodzi o tych, którzy twierdzą, że bez auta byłoby im trudno, to bardzo częstym argumentem są zakupy.
Rezygnowali z aut na rzecz bardziej przyjaznych dla środowiska i dla nich samych pojazdów. Ciekawi Was ten system dopłat? Zajrzyjcie do archiwum powiększenia na stronie OKO.press, w aplikacjach do podcastów. Kilka miesięcy temu rozmawialiśmy o Francji z Oliwierem Schneiderem, prezesem Francuskiej Federacji Użytkowników Rowerów, która wylobowała we francuskim rządzie właśnie cały taki system dopłat. Jak to działa? Bo dopłaty do rowerów cargo to nie wszystko. Posłuchacie w tamtym odcinku powiększenia. Zachęcam. Aha, i ostrzegam. Ja, słuchając opowieści Oliwiera Schneidera, zieleniałam z zazdrości. Więc przygotujcie się na duże emocje. Ale jeszcze kilka słów o pieniądzach. Skoro rozważamy wybór pojazdu, to dlaczego z łatwością przychodzi nam przyznać, że wydatek na samochód jest koniecznością, ale już wydatek na rower cargo nieszczególnie?
Otóż różnica polega na tym, że samochody mają w miastach dostępną bezpłatną infrastrukturę albo śmiesznie płatną, jak na przykład nasze miejskie strefy parkowania. Tymczasem dla rowerów wciąż brak miejsca, a już zwłaszcza dla rowerów, którymi poruszają się dzieci. Bo oczywiście młodzi silni jak to się mówi młodzi silni mężczyźni zawsze sobie poradzą a młode silne kobiety tym bardziej ale kiedy w naszym życiu pojawiają się dzieci to nasza gotowość do jazdy jezdnią znacząco spada i dla tych grup potrzebna jest infrastruktura jak to się mówi brzydko dedykowana tyle tylko że nasze miasta Są zbudowane dla potrzeb samochodów. To dla nich. Te wszystkie gładkie, szerokie jezdnie, te wszystkie skrzyżowania, nawet przejścia dla pieszych dostosowaliśmy do potrzeb kierowców, a nie do potrzeb pieszych.
Jeśli polityka miejska skupia się na potrzebach aut, a nie ludzi, to efekt jest taki, że decydujemy się na auta. Bo są rzeczywiście, tak jak pisał jeden ze słuchaczy, komfortowe. I na tym moglibyśmy skończyć. Skoro polskie miasta są nastawione na potrzeby aut, to wybieramy samochód i kończymy ten odcinek powiększenia. Ale to nie jest takie proste. Dlatego, że po pierwsze, tak jak pokazywałam, większość z nas samochodów nie używa. Nie tylko dlatego, że nie chce, bo nie może, ale również istnieje taki dosyć kluczowy moment życia w mieście, jakim jest, uwaga, Wysiądnięcie z auta. To jest ten moment, w którym przestajemy siedzieć w swojej komfortowej, niemal prywatnej przestrzeni i musimy zderzyć się z rzeczywistością na zewnątrz.
Meta była osiągana w takiej kolejności. Najpierw rower, potem auto, a na końcu docierał pasażer komunikacji publicznej. Takie organizowane w różnych miastach wyścigi między różnymi środkami transportu nie pokazują oczywiście wszystkiego. Ważnym elementem, który najczęściej jest pomijany nie tylko zresztą przez dziennikarzy, ale i przez włodarzy miast jest Dotarcie do przystanku. Jak często władze miast chwalą się, że wymieniły tabor, że kupiły nowe błyszczące elektryczne autobusy albo zainwestowały w nową linię tramwajową. I to świetnie, tylko się cieszyć. Ale bardzo ważnym elementem podróży pasażera komunikacji publicznej, o którym mało się mówi albo w ogóle, jest ten etap dotarcia do przystanku, pokonania chodnika zastawionego samochodami, wdrapania się na kładkę przerzuconą nad jezdnią albo zanurzenia się w podziemia, ponieważ w tym miejscu nie wyznaczono naziemnych pasów.
Pokonania przejścia dla pieszych, 3 plus 3 pasy, a po środku trzeba jeszcze poczekać. Lawirowania między rowerami, których DDR-ka, czyli droga dla rowerów, została przepleciona z chodnikiem. To wszystko ma wpływ na naszą ocenę komunikacji publicznej. Chociaż nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. A wracając jeszcze do tego wyścigu. Przecież jazda samochodem nie polega tylko na tym, że docieramy do naszego auta, otwieramy drzwiczki, zapalamy silnik i dojeżdżamy do celu. Ważnym elementem takiej trasy jest szukanie miejsca parkingowego. Najczęściej bezpłatnego. I jak najbliżej tego sklepu, domu, pracy, w tych wyścigach organizowanych przez lokalne redakcje, tego elementu szukania miejsca parkingowego nie ma.
I rzeczywiście, wciąż nie umiemy stworzyć systemu przesiadek, który byłby, jak to się mówi, user friendly. Czyli nie wymagał przekraczania szerokich jezdni, wspinania się na schody, a potem schodzenia z nich, żeby dotrzeć na przystanek tramwajowy, albo, to mnie wyjątkowo zawsze męczy, poszukiwania przystanku w nieznanej okolicy, desperackiego wypatrywania słupka z symbolem autobusu. To można zrobić lepiej, to można zrobić inaczej. A dlaczego dzieje się powoli albo wcale? Dlatego, że większość tych rozwiązań wymaga redukcji praw samochodów, redukcji przestrzeni dla aut, poszerzenia przystanków, peronów tramwajowych, zlikwidowania przejść podziemnych, wyznaczenia przejść naziemnych, zwężenia jezdni.
I uspokojenie ruchu kołowego, tak żeby pieszym, przyszłym pasażerom łatwiej było przemieszczać się między różnymi autobusami i przystankami. A polskie miasta, zorientowane na samochód, jak to się mówi z angielskiego, bardzo powoli, ostrożnie, z bojaźnią wręcz, wprowadzają takie rozwiązania. Zadziwiająco dużo osób napisało, że potrzebuje auta, żeby przewieźć psa. Te głosy mnie naprawdę przekonały. Jeden z słuchaczy napisał, jeśli ma się psa, nie da się żyć w mieście bez samochodu. Taksówkarze kręcą nosem, carsharing odpada, Tu ktoś tłumaczył, że po prostu w regulaminie jest wpisany zakaz przewożenia futrzastych przyjaciół. Komunikacja miejska, pisze dalej słuchacz, to dla zwierzęcia stres, zwłaszcza w godzinach szczytu.
I takich głosów było naprawdę sporo. Opowieści o tym, że zwierzaki boją się wsiadać do autobusów, boją się stać na przystanku i że jedyny sposób, pisał ktoś, żeby zawieźć mojego psa do weterynarza, to wsiąść do naszego auta. Wprawdzie znów pojawiła się ta grupa rowerzystów, która mówi, psy mogą podróżować w przyczepce rowerowej albo w skrzyni roweru cargo. Ale jeden ze słuchaczy odparł, albo i nawet w torbie z Ikei. W sumie pytanie głównie brzmi, czy da się? No da się, ale ja nie chcę. No i pewnie pies też nie chciałby podróżować w torbie z Ikei. Pies podróżujący rowerem musi czuć się równie bezpiecznie i spokojnie jak i człowiek. Więc jeśli chcemy, żeby nasze zwierzęta były szczęśliwe, to zdecydowanie musimy budować infrastrukturę dla rowerów.
I tu podobnie jak z dziećmi, ale z jakiegoś powodu głosów osób zatroskanych o swoje psy było więcej. Chyba to znak czasów. O psach było sporo, ale zażyło się też kilka osób, które wciąż jeszcze myślą przede wszystkim o tym, co zrobić z, jak to nazwał pan Tomasz, logistyką dziecięcą. Szkoła, zajęcia dodatkowe, plus praca, plus zakupy, bez samochodu, to byłoby karkołomne. Szerzej napisał o tym pan Artur. Pisze z perspektywy ojca trójki dzieci, które mają sporo zajęć w różnych częściach miasta. 14, 10 i 6-latek. Komunikacja miejska jeździ według swoich ustalonych tras, a jeśli masz bardziej złożony scenariusz dnia, rozpisany na godziny, to przy trójce dzieci nie będziesz się poruszać tą komunikacją tak sprawnie jak samochodem.
Jak to możliwe? To pytanie zostawiam gdańszczankom i gdańszczanom. A my wróćmy do osób, które są mieszkańcami polskich miast, rodzicami i, jak słychać, szoferami. Żeby trochę skomplikować ten obraz, przywołam jedną liczbę. Jest to liczba 1,1. To średnia liczba osób, które poruszają się jednym samochodem po ulicach polskich miast. I to nie oznacza, że pan Artur nie wozi swojej trójki dzieci, ale oznacza, że większość z nas podróżuje autem sama. A ujmując rzecz bardziej precyzyjnie, oznacza to, że większość naszych podróży odbywamy autem samotnie. Przez chwilę wieziemy dziecko, chorą babcię. Resztę czasu spędzamy w aucie pojedynczo.
Marginesem są podróże takie, jak opisują słuchaczki i słuchacze. Kierowca i szereg pasażerów. Najczęściej jest to dwutonowe auto i w środku jeden człowiek. Sprawdziło się to też w korespondencji, którą do mnie przysyłaliście. Ani jedna osoba nie opisała swojego doświadczenia poruszania się po mieście z punktu widzenia pasażera auta. Ciekawe, prawda? Ale wróćmy do tych dzieci, które muszą podróżować autem z rodzicami. To zasadniczo bardzo przykry widok i dowód na to, że zbudowaliśmy miasta w taki sposób, że w optyce rodzica ani czternastolatek, ani dziesięciolatek, ani ośmiolatek nie mogą bezpiecznie samodzielnie się poruszać. Samodzielnie nie znaczy samotnie. Nie sugeruję, że ośmiolatkowie powinni w pojedynkę podbijać ulice miast, ale mogliby to robić w grupie, pod opieką jednego dorosłego.
Kiedy pojawia się taki sygnał, taka akcja, taki konkurs, to nagle otwierają nam się klapki w oczach. Nam, mówię dorosłym, bo dzieci od zawsze wiedzą, że rower to frajda. Pozostaje oczywiście pytanie, jak sprawić, żeby rowerowy maj trwał przez cały rok. Wiem, że mówiłam, że mam pełną skrzynkę waszych maili, ale w tej sprawie zachęcam. Jeśli wasze dziecko brało udział w rowerowym maju, Napiszcie jak to przebiegało i czy jest możliwy rowerowy kwiecień albo rowerowy wrzesień. Adres agata.kowalska.małpaoko.press. A wracając do maili. Tak jak mówiłam bardzo ciekawą grupą są ci którzy mieli auto i z niego zrezygnowali. Jeden ze słuchaczy akurat z Warszawy pisze tak.
Zwłaszcza, że nie ma za bardzo jak zabezpieczyć takiego roweru. A nie każdy ma, jak pisze jedna ze słuchaczek, dom z garażem i ogrodem. Jak ktoś mieszka w bloku, to pojawia się problem. Ze swojego doświadczenia wiem, że właścicielki i właściciele rowerów cargo i w ogóle rowerów potrafią spierać się po sąsiedzku i wynajmować jeden garaż, taki dla samochodów i tam pakować swoje pojazdy. A Oliver Schneider, który zna polskie, ale i francuskie warunki, mówi, że w tamtejszych miastach powoli powstają publiczne parkingi rowerowe. Zadaszone, zabezpieczone i wygodne. Czyli wszystko przed nami. Wracam do waszych maili i do waszych opowieści i głosów tych, którzy żyją bez samochodu. Pani Aleksandra, znowu Kraków. Mieszkam w Krakowie bez samochodu, ale nie mam dzieci, psa, mieszkam w centrum, pracuję blisko albo zdalnie, a w razie draki mam prawo jazdy.
Brakuje mi tylko tutaj ścieżek rowerowych. Jeszcze pan Paweł, który jest chyba w bardzo podobnej sytuacji, bo pisze mam to szczęście, że mieszkam blisko wszystkiego, w tym parków i że wszystko do mnie dojeżdża. Pan Paweł, pani Magda, pani Ewa, pani Aleksandra są szczęściarzami albo jak mówi się w naukach społecznych są uprzywilejowani. To uprzywilejowanie polega na tym, Że nie muszą mieć samochodu, że mogą korzystać z komunikacji publicznej, że mają blisko do sklepów, usług, do terenów zielonych i że mają po prostu więcej opcji. Takie uprzywilejowanie powinno być powszechniejsze i możliwe jest przy zmianie nie tylko polityk transportowych, Ale i urbanistycznych. A sprowadzając rzecz do jednego czynnika, jest możliwe, kiedy władze miasta zmieniają optykę z tej skierowanej na potrzeby kierowców samochodu, bo trudno nawet mówić o pasażerach, na wszystkich ludzi.
Jeśli autobus może swobodnie jechać, nie przejmując się stojącymi w korku samochodami, to prawie tak, jakby jechał po dedykowanym dla siebie torze. Tramwaje, kolej miejska to też takie metro. Tylko, że z ładnym widokiem z okien. Jeśli nie stoją na kolejnych skrzyżowaniach, które budowano z myślą o ruchu aut, to mogą być fantastycznym, szybkim i o wiele tańszym niż metro, środkiem lokomocji po mieście. O rowerach już mówiłam dużo, to może jeszcze tylko na koniec kilka słów o ruchu pieszym. Nikt z Was nie napisał do mnie, że życie w mieście bez samochodu jest jak najbardziej możliwe, Poruszam się po nim pieszo. I ja to rozumiem. Ruch pieszy jest niewidzialny. Jest tak oczywisty, że aż go nie dostrzegamy. Miasta, po których wygodnie, bezpiecznie, miło się chodzi, to najlepsze miasta do życia.
To miasta, w których jest dużo zieleni, tej ulicznej, drzew, klombów. To miasta, gdzie można przysiąść i popatrzeć na to wszystko, co dookoła. Zastanówcie się, czy lubicie przystanąć na miejskich ulicach i patrzeć co się wokół dzieje? Ja w Polsce nie za bardzo. Jest tak głośno, a w ogóle ulica wygląda jakby połknęła ją autostrada. Jan Gehl, słynny urbanista, opisywał miasta w ludzkiej skali. Pisał o tym, że człowiek Z przyczyn czysto biologicznych nie jest przystosowany do życia wśród pędzących wielotonowych pojazdów. Jeśli od progu domu jest narażony nie tylko na wyjątkowy hałas, nie tylko na smog komunikacyjny, ale też na pęd wielotonowych maszyn, to przeżywa stres.
My w polskich miastach przestaliśmy zauważać i ten smog, i ten hałas, i ten pęd, i ten stres. A podświadomie wciąż go widzimy. I co robimy? Chowamy się do samochodu. Miasta stały się zbyt opresyjne, ale rozwiązaniem nie jest pakowanie kolejnych osób do samochodów. Samochód nie jest tu rozwiązaniem. On jest przyczyną problemu. Strasznie się dzisiaj nagadałam w naszym podcaście, więc skończę mailem od jeszcze jednego słuchacza z Wrocławia. Posłuchajcie. Mail jest od Pana Arka. Nieźle się zaczyna. Wreszcie mam okazję do Pani napisać. Napisać oczywiście w sprawie tego, jak poruszam się po mieście. Po Wrocławiu. Mam samochód od mniej więcej 18 roku życia, ale mogę się pochwalić, że samochód właściwie tylko stoi i wykorzystywany jest raczej w sytuacjach awaryjnych.
Nie tylko wydłuża mi się dystans, który mogę pokonać bez żadnego wysiłku i jakiejkolwiek blokady w głowie, że za daleko, ale znika też całkowicie problem wiatru. Który, jak wiedzą wszyscy rowerzyści, zawsze wieje w twarz. Teraz nie mam jeszcze dzieci, ale gdy się pojawią, to jestem pewny, że prędzej kupię elektryczny rower cargo, niż zdecyduję się na stresującą jazdę w cudzysłowie samochodem. Jazdę, bo przecież wszyscy kierowcy narzekają, że raczej stoją w korkach niż jadą. I na koniec Pan Arek pisze. Gdzieś kiedyś przeczytałem takie zdanie. Największym kłamstwem przemysłu samochodowego jest to że potrzebujesz dwóch ton stali żeby przewieźć 20 kilogramów.
Pokazano wszystkie 23 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Agata Kowalska przedstawia temat i opowiada o swoich oczekiwaniach. Podziela słuchaczy na grupy: te, którzy nie mogą sobie poradzić bez samochodu, te, którzy żyją bez auta, oraz te, którzy zrezygnowali z samochodu.
Kontrowa argumentuje, że korzyści z samochodu to strata czasu na kierowanie i szukanie miejsc parkingowych. Słuchacze podkreślają korzyści z komfortu i możliwości korzystania z komunikacji publicznej.
Słuchacze opisują, jak samochód zmienił ich zachowanie zakupowe. Podkreślają, że rowery cargo mogą być rozwiązaniem dla wielu z nich, ale nie dla wszystkich.
Agata Kowalska omawia politykę miejską i brak dostępu do infrastruktury dla rowerów i pieszych. Podkreśla, że polskie miasta są zbudowane w oparciu o potrzeby samochodów, co wpływa na komfort poruszania się pieszych i rowerzystów.
Agata Kowalska opisuje wyniki testów porównujących różne środki transportu oraz problem dotarcia do przystanków. Podkreśla, że polityka miejska powinna uwzględniać potrzeby wszystkich użytkowników transportu.
Słuchacze opisują swoje doświadczenia poruszania się bez samochodu, podkreślając korzyści i trudności.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.