Mentionsy Mentionsy
Czechostacja
Czechostacja

Żelazna kurtyna w Czechosłowacji: psy, miny, płot pod napięciem i setki zabitych

22.09.2026 ·1 godz 13 min · 6 rozdziałów · 1 sponsor

900 kilometrów Żelaznej Kurtyny, granicy oddzielającej wschód od zachodu, państwa demokratyczne od tych kontrolowanych przez Kreml, przebiegało przez Czechosłowację. Państwo to od zachodu graniczyło z RFNem, od południa zaś z Austrią. Mimo, że granica ta była doskonale i bezwzględnie strzeżona, mieszkańcy bloku wschodniego przez cały czas jego istnienia próbowało przez nią uciekać. A aparat komunistycznych represji robił co mógł, by na to nie pozwalać. W efekcie, między latami 1948-1989 na czechosłowackim odcinku Żelaznej Kurtyny zginęło, wg ostrożnych szacunków historyków, blisko 300 osób. Jedną dziesiątą ofiar stanowili Polacy.****Jeśli podcast Wam się podoba i chcecie pomóc go rozwijać, możecie zostać Patronami lub Patronkami Czechostacji w serwisie Patronite. W tym tygodniu zdecydowali się na to:Arkadiusz, Bożena, Marek, Marta i dwóch PiotrówBardzo Wamdziękuję <3Jeśli ktoś chce wesprzeć moją pracę a nie ma ochoty zobowiązywać się na dłużej, może mi też po po prostu postawić wirtualną kawę w serwisach Suppi, bądź Buy Coffee - gdzie Wam wygodniej.Za wszelkie wsparcie, także to dobrym słowem, łapką w górę, subskrypcją czy komentarzem - również bardzo dziękuję. Jak zawsze proszę też o wszelkie sygnały zwrotne w komentarzach czy mediach społecznościowych Czechostacji.Interakcje z Wami nie tylko są dla mnie często inspiracją przy wymyślaniu tematów kolejnych rozmów. One po prostu bardzo mnie motywują. Za co również - a właściwie to najbardzej, dziękuję.No i karmią algorytmy - dzięki waszej aktywności platformy podcastowe czy media społecznościowe uznają, że warto Czechostację pokazać też tym, którzy do tej pory jej nie znali.W jinglu podcastu wykorzystuję fragment IX symfonii „Z Nowego Świata” autorstwa Antoniny Dvořáka, działającego z MUSOPEN.ORG

0:00 · Wprowadzenie i opis granicy 10

Od wysokiego napięcia w szczękach wściekłych psów, od wystrzeliwanych z myśliwców rakiet, toneli w bagnach i zamarzali w lasach. Byli wśród nich nie tylko Cześni Słowacy. Na czechosłowackim odcinku Żelaznej Kurtyny zginęło też ponad trzydziestu Polaków. Nie projdą, hej, hola, hola, hej, heslo hrani, czarów uprzedu, a spadki ani krok z naszych hranic Ten czechosłowacki odcinek Żelaznej Kurtyny, zbiorowy bohater dzisiejszego odcinka, liczył ponad 900 kilometrów. Ciągnął się od najbardziej wysuniętego na zachód skrawka Czech w okolicach Asie, wzdłuż Bawarii i Górnej i Dolnej Austrii, aż po Bratysławę i pogranicze słowacko-austriacko-węgierskie.

Oczywiście nie wszystkie granice Czechosłowacji były granicami dwóch światów. Do Polski, NRD, Węgier czy Związku Radzieckiego też nie podróżowało się swobodnie, ale były to granice wewnątrz bloku wschodniego. Prawdziwa żelazna kurtyna stała tylko na dwóch kierunkach. Naprzeciw Republiki Federalnej Niemiec i Austrii. Pierwsza z nich to granica górska i leśna. Długie odcinki gęstego lasu, bagien, stromych zboczy, zimą, śniegu, przez cały rok mgły. Owszem, teren dawał tę osłonę, Ale równie łatwo odbierał też orientację. Bez miejscowego przewodnika można było godzinami iść w przekonaniu, że Zachód jest tuż przed nami, a w rzeczywistości kręcić się w kółko. Po drugiej stronie leżał RFN, zachodnie Niemcy. Od 1955 roku państwo NATO, ważny front zimnej wojny z amerykańskimi wojskami i służbami zainteresowanymi tym, co dzieje się za kurtyną.

Austria była jednak innym zachodem niż RFN. Do 1955 roku pozostawała pod okupacją czterech mocarstwa. Dolna Austria, czyli obszar przylegający do znacznej części granicy z Czechosłowacją, Należał wprost do sowieckiej strefy okupacyjnej. Dla uciekinierów z pierwszych lat komunizmu samo znalezienie się po austriackiej stronie nie zawsze więc oznaczało bezpieczeństwo. Dopiero po traktacie państwowym z 1955 roku Austria odzyskała pełną suwerenność i ogłosiła neutralność. Nie należała do NATO, ale była państwem demokratycznym i rynkowym, a dla uciekających bramą do wolnego świata. Wiedeń leżał przecież bardzo blisko. Po dotarciu do Austrii zaczynał się więc następny etap.

Budowa takich zabezpieczeń, o których mówiłem przed chwilą trwała oczywiście kilka lat. A tak naprawdę to kilkadziesiąt przez cały czas istnienia Czechosłowacji. Jak już wspomniałem, zabezpieczenia cały czas udoskonalano, czasem też nieco łagodzono. Tak było w przypadku pól minowych czy płotu pod napięciem, stopniowo jednak demontowanych. Ponieważ, wracając do meritum, nie dało się zamienić własnego kraju w obóz, a jego obywateli więźniów tak od ręki, to bezpośrednio po przejęciu władzy przez komunistów w lutym 1948 roku granica wciąż była w miarę dostępna. Nie było na niej drutów, stref śmierci, ba, część mundurowych pomagała w ucieczce na zachód. Albo w przyprowadzaniu z zachodu tych, których władza ludowa sobie w Czechosłowacji nie życzyła.

No i to oczywiście był dla niej, tej władzy, problem. Problem, z którym częściowo komuniści poradzili sobie w iście diaboliczny sposób. Bo owszem, można takiego zawodnika, co mu się życie w socjalizmie nie podoba, zatrzymać przed granicą. Ale jeszcze lepiej zatrzymać go wtedy, kiedy będzie przekonany, że jest już na zachodzie. I temu służyła operacja KAMEN, kamień. Seria prowokacji organizowanych głównie w latach 1948-51. Polegała na, ni mniej ni więcej, zbudowaniu fałszywej granicy czechosłowacko-niemieckiej. Człowieka przeprowadzano przez szlaban albo obok kamienia granicznego, potem trafiał w ręce rzekomo zachodnich służb, a w rzeczywistości ani na moment nie opuszczał Czechosłowacji.

Wieczorem 23 kwietnia 1948 roku Prośwyc, jego żona Jeryna i dwoje dzieci czekali na przewodników w hotelu Modra Hwiezda w Gdyni. Przyszedł po nich Stanisław Lyśka, komendant po strunku Korpusu Bezpieczeństwa Narodowego z pobliskich wsierób. Lyśka jest jedną z najbardziej niejednoznacznych postaci w tej historii, bo on naprawdę pomagał ludziom przedostawać się na Zachód I naprawdę miał kontakty z amerykańskimi agentami. Według zachowanych relacji przeprowadził przez granicę na wolność ponad 100 osób. Potem jednak STB zmusiło go do udziału w operacji Kamen. Proświtz dostał dwa lata obozu pracy. Zdołał z niego uciec, przedostał się na zachód i ponownie rozkręcił biznes, tym razem w Wielkiej Brytanii.

Pelcik działał w tym samym czasie i na tym samym zachodnim pograniczu. Podawał się za przewodnika, przyjmował pieniądze i obiecywał bezpieczne przejście do Bawarii. Zamiast tego część powierzonych mu ludzi zamordował i ukradł ich majątek. Ilu dokładnie nie wiadomo, zdaniem zajmujących się jego przypadkiem śledczych, co najmniej piątkę. W marcu 1951 roku jego ofiarami zostali Emanuel Bali i jego córka Renata. Pylcik przejął ich bagaże i kosztowności. Dwunastoletnią krewną rodzinę, która również miała trafić na Zachód, uwięził na kilka tygodni. Znęcał się nad nią i wykorzystywał seksualnie. Zmuszał ją też do pisania listów, które miały rzekomo przychodzić z Bawarii. I wiadomości te służyły jako dowód, że ucieczka się powiodła.

Chodziło o rejsowe samoloty na stałych liniach. Każda z Dakot miała swoją podróż zakończyć w Pradze, wszystkie wylądowały w zachodnich Niemczech. Chodziło tu o doskonale skoordynowaną operację grupy lotników, głównie byłych pilotów czechosłowackich dywizjonów Royal Air Force Vita Angetera, Ladislava Svetlika i Oldrzycha Doleziala. Po lutym 1948 roku, jak każdy kto walczył z Niemcami na Zachodzie, Stali się oni dla nowej władzy ludźmi politycznie podejrzanymi. Część byłych obrońców wizb brytyjskich od razu wyrzucono z lotnictwa wojskowego, część się trafiła pod obserwacje. Praca w komunikacji cywilnej dawała im jeszcze dostęp do samolotów, ale było jasne, że i ta droga niedługo się zamknie.

Plan zakładał równoczesne skierowanie trzech rejsowych maszyn do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Nie wszyscy członkowie załóg byli wtajemniczeni. W poszczególnych samolotach spiskowcy przejmowali kontrolę nad kokpitem, zmieniali kurs i wyłączali lub ograniczali łączność. Maszyny kolejno lądowały w bazie Erding pod Monachium. Na ich pokładach znajdowało się łącznie 85 osób. Na zachodzie pozostała ledwie 1 trzecia z nich, bo większość pasażerów zdecydowała się jednak wrócić do Czechosłowacji. Władze wykorzystały to propagandowo, określając akcję mianem powietrznego piractwa i porwania niewinnych obywateli. I oczywiście zaostrzyły kontrolę załóg i pasażerów, a na pokładach samolotów pojawili się uzbrojeni funkcjonariusze.

Tutaj też tylko niewielka część pasażerów znała zamiary organizatorów. Na zachodzie finalnie zostało 30 osób, pozostali wrócili. W komunistycznej prasie pociąg przedstawiono więc znów nie jako symbol ucieczki, ale jako skład porwany wraz z przypadkowymi podróżnymi. I odpowiedź władz była szybka. Osoby podejrzewane o udział w przygotowaniach, które pozostały w kraju, a też krewni uciekinierów, oni wszyscy trafili na przesłuchania. Potem były procesy i wysokie wyroki więzienia. No i oczywiście przecięto, fizycznie, dawne połączenia kolejowe prowadzące na zachód. Pociąg Wolności był sukcesem organizatorów, ale zarazem pokazał mechanizm, który będzie się powtarzał przez kolejne dziesięciolecia.

27:11 · Akcje Jezerka i Jeziorka 3

Latem 1949 roku w Górach Izerskich ukryła się grupa siedmiu młodych ludzi związanych ze scoutingiem, w większości w wieku około 18 lat. Nie należeli, delikatnie mówiąc, do fanów nowego ustroju. Trochę konspirowali, trochę planowali ucieczkę na zachód. Leśny obóz, który miał być ich schronieniem, założyli w pobliżu zbiornika Sołś. Ta historia wciąż nie została do końca wyjaśniona. Wiele wskazuje na to, że grupa była obserwowana i tak naprawdę sterowana przez prowokatora bezpieki. Irio Hilgera. Trudno rozstrzygnąć, czy to on odpowiadał za podsycanie poczucia zagrożenia, które sprawiło, że chłopcy postanowili się ukryć w górach i przygotować ucieczkę. Nie ma natomiast wątpliwości co do tego, że państwo przygotowało przeciw siedmiu młodym ludziom operacje o rozmiarach dalece przekraczających ich możliwości.

Dwóch zabitych i pięciu schwytanych przedstawiono później jako rozbitą grupę terrorystyczną. Jesienią 1949 roku ocaleli Steneli przed sądem w procesie politycznym. Zapadły wieloletnie wyroki, najwyższy 20 lat. Ciała Haby i Hübnera pochowano potajemnie, bez wskazania rodzinom miejsca. Jezerka bywa opisywana niekiedy jako starcie zbrojne, tyle że takie określenie zaciera zasadniczą dysproporcję, bo jedna strona dysponowała całym aparatem bezpieczeństwa, a po drugiej było siedmiu bardzo młodych ludzi w leśnym obozie, być może popychanych do wszystkiego przez bezpiekę. Dramat Jezerki, chociaż miał związek z planem ucieczki na zachód, rozegrał się ponad 100 km od Żelaznej Kurtyny, właściwie to tuż przy granicy z Polską.

O czym jeszcze opowiem? Mordować mieszkańców tych krajów odnośnie samych ściganych. Do Niemiec Zachodnich i Austrii uciekali przez czechosłowackie granice nie tylko Czesi i Słowacy. Ta trasa była najkrótszą drogą na zachód, również dla wielu Polaków. I Polacy też na niej ginęli. Chciałem przypomnieć pewien szczególny przypadek takiej śmierci. Przypadek, który zdarzył się już nie w latach 50., ale w czasach, gdy PRL-em rządził Gierek. To przypadek Dionizego Bielańskiego. Bielański był doświadczonym pilotem i instruktorem, wcześniej służył w wojsku, a w latach 70-tych latał w lotnictwie rolniczym. 16 lipca 1975 roku wystartował samolotem An-2 o znakach rozpoznawczych SPWKW z lotniska w Gawłówku pod Bochnią.

35:35 · Operacje na granicy w latach 50. 7

Nas nasza wlast zawolala, do ruky dala chladną zdań. Samopal! Ukolem bądź Tobie wiecznym, zemi swą statecznie hrdziewa. Bracia Maszynowie nie chcieli tylko uciec przed komunistycznym państwem. Chcieli z nim walczyć. Chcieli zdobywać broń, pieniądze i materiały wybuchowe, prowadzić sabotaże, a potem chcieli się przedostać na Zachód i przygotować się tam do przyszłej światowej wojny z komunizmem. Ich historia nie daje się jednak zamknąć ani w opowieści o bohaterach, ani w opowieści o zwykłych przestępcach. Byli przeciwnikami dyktatury, która mordowała ludzi w więzieniach, w procesach politycznych i na granicach. Jednocześnie jednak sami zabijali i to również osoby, które trudno uznać za przedstawicieli tego reżimu.

Jak podkreślają ich krytycy, całkowicie w owym momencie nieszkodliwym. No i chodziło o wiejskiego stójkowego. Pod koniec 1951 roku grupa próbowała wydostać się na zachód opancerzoną ciężarówką. Plan się nie udał. Ackirat został aresztowany i trafił do obozu pracy w rejonie Jachymowa przy uranowych kopalniach. Bezpieka nie wiedziała jeszcze, że zatrzymała sprawcę napadów w Cielałkowiecich. Podczas uwięzienia Skirada Józef Masin i Vaclav Schweda postanowili zdobyć pieniądze. W sierpniu 1952 roku zaatakowali więc samochód przewożący wypłaty dla pracowników z zakładów Kowoles. Zebrali blisko 900 tys. koron. A podczas szamotaniny zginął kasjer Józef Rosicki, cywil. Nie mające nic wspólnego z aparatem represji.

Po 1989 roku walczyła o odzyskanie rodzinnego gospodarstwa w Losianach, gdzie w 2002 roku otwarto Muzeum Pomnik Trzech Ruchów Oporu. W 2023 roku prezydent Peter Pawel odznaczył ją Orderem Tomasza Garyka Masaryka. Zmarła w czerwcu tego roku. Po dotarciu na zachód bracia i Palmer wstąpili do armii amerykańskiej. Liczyli, że zostaną przerzuceni do Czechosłowacji, gdy rozpocznie się wojna ze Związkiem Radzieckim. Ta jednak nie wybuchła. Panowie po kilku latach odeszli więc ze służby i zajęli się robieniem biznesów. Palmer po upadku komunizmu wrócił do Czech. Zmarł w 2010 roku. Skirat zmarł rok później w Cleveland. Józef też konsekwentnie odmawiał powrotu do ojczyzny.

Mogła wydawać się jedyną drogą na jej pokonanie. Kilkanaście lat później przyszła odwil sziperska wiosna i one sprawiły, że na zachód dało się wyjechać znów z paszportem, a decyzję o nie wracaniu podjąć już po drugiej stronie granicy. Nie projdą, hej hola hola hej, pesmo hraniciarzu, tu przedu, a spaty ani krok z naszych granic miru. Oczywiście nawet w czasach odwilży lat 60. Czechosłowacja nie była państwem, którego obywatele mogliby podróżować swobodnie i do dowolnych krajów. Paszport wciąż nie był prawem, ale tak jak w PRL-u ściśle kontrolowanym przywilejem, a przy wyjeździe na zachód, poza paszportem, obywatel musiał też zdobyć w jezdni do lożku.

I dla wielu Czechosłowaków stała się ona krajem tranzytowym. Jechali nad Adriatyk jako turyści, a stamtąd dostawali się do Austrii albo Włoch. Praska wiosna przyspieszyła proces liberalizacji. W 1968 roku partia zniosła cenzurę, publicznie rozliczano zbrodnie stalinizmu, a państwo coraz mniej wtrącało się w życie obywateli. Również w kwestiach dotyczących podróżowania. Nie zlikwidowano całego systemu zezwoleń, ale paszporty i zgody wyjazdowe wydawano łatwiej, a same kontrole stały się mniej restrykcyjne. Dla tysięcy ludzi pierwsza podróż na zachód przestała być abstrakcyjnym marzeniem. To i inne wprowadzone wówczas przez władze zmiany nie spodobały się towarzyszom z innych krajów bloku wschodniego. I tak w nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 roku praską wiosnę rozjechały wojska Układu Warszawskiego.

Sam Krylo siedł najbliżej ojczyzny jak się dało, w Monachium. I tam związał się z działającą w stolicy Bawarii czechosłowacką redakcją Radia Wolna Europa. Pisarz Józef Śkworecki i jego żona Zdena Saliwarowa, piosenkarka i tłumaczka, opuścili kraj w 1969 roku i finalnie osiedli w Kanadzie. Dwa lata później założyli w Toronto wydawnictwo Sixty-Eight Publishers, które publikowało książki zakazane w Czechosłowacji, które potem, podobnie jak w przypadku polskiej kultury, przemycane były z powrotem do kraju. Zaś reżyser Milos Forman, przebywający po inwazji na Zachodzie, został tam i rozpoczął drugą, bardzo głośną część swojej kariery, amerykańską część. Okno pozostawało otwarte dłużej niż można byłoby oczekiwać.

Normalizacja rozkręcała się stopniowo. Moment przełomowy przyszedł dopiero jesienią 1969 roku. Wyjazdy na zachód znowu więc zaczęto poddawać politycznej selekcji, a państwo odzyskało możliwość decydowania nie tylko o tym, kto może opuścić kraj, ale też, a może przede wszystkim o tym, kto z rodziny w nim zostanie, jako gwarant powrotu. Niewrócenie w terminie traktowano jako przestępstwo opuszczenia republiki. Emigrant mógł zostać skazany zaocznie, Mógł utracić majątek i możliwość normalnego kontaktu z bliskimi. A rodzinie pozostawionej w kraju groziły, tak jak w latach 50., represje. Inwigilacja, utrata pracy albo zamknięcie drogi na studia. I te represje nie były automatyczne, ale ich nieprzewidywalność też miała swój cel.

51:37 · Ucieczki w latach 80. 4

Nie ma jednej wiarygodnej liczby wszystkich Polaków, którym udało się drogą przez Czechosłowację, przez jej zielone granice, wyjechać na zachód. Udane ucieczki siłą rzeczy wymykały się statystyką czechosłowackich służb. Bilans zabitych jest bardziej konkretny, chociaż i tu nie da się wskazać jednoznacznej zamkniętej liczby, bo służby często zacierały ślady i mataczyły w dokumentach. W śledztwie dotyczącym elektrycznych zasieków na granicy czechosłowacko-austriackiej polscy prokuratorzy ustalili nazwiska 31 polskich ofiar. Ale ta liczba dotyczy jednej metody zabezpieczenia i jednego odcinka. Tymczasem ludzie na granicy ginęli też, jak mówiłem, od kul ginęli w szczękach psów, ginęli z innych przyczyn. Raczej nie jest to więc liczba ostateczna.

A na malej stranie, w ulicach wokół niemieckiej ambasady, po odjeździe tych wszystkich Niemców zostały setki, jeśli nie tysiące pozostawionych samochodów, głównie oczywiście Trabantów i Wartburgów. Niektóre rozkradziono, część Niemcy już z zachodu za grosze odsprzedawali Czechom. Najtrwalszy ślad zostawił tu trabant, który nigdy nie jeździł, czyli instalacja popularnego w Polsce rzeźbiarza Dawida Cierneho. Artysta postawił samochód na ludzkich nogach. Brązowy odlew tej rzeźby stoi dziś w ogrodzie ambasady RFN, przypominając o ludziach, którzy zostawili swoje auta, by móc wyjechać ku wolności. Hej, hola, hola, hej, hesło hrani, czarzu uprzedzu, a zpátky ani krok z naszych hranic miru.

Ministrowie przecinali już tylko symboliczne fragmenty konstrukcji, które żołnierze rozbierali tak naprawdę od kilkunastu dni. Druty zniknęły błyskawicznie, gorzej z bliznami. Emigracja na zachód w czasach komunizmu była losem tysięcy Czechów i Słowaków w dwóch zasadniczych falach. Przed 68 rokiem i po nim. Szczyt tej pierwszej fali przypadł na lata 50. zaraz po przejęciu władzy przez moskiewską ekspozyturę. W ocenie historyków do 1951 roku wyjechało około 25 tysięcy osób, kolejnych 20 tysięcy próbowało uciec przez zieloną granicę, z czego udało się to mniej więcej połowie. Łącznie do roku 1967 Miało według historyków wyjechać blisko 40 tysięcy osób, ale to są ułomne rachunki, bo one nie uwzględniają niemałej chociażby skali wyjazdów przed 1948 rokiem, wyjazdów osób, które bały się tego, do czego w końcu doszło, czyli bały się przejęcia władzy przez komunistów.

Geograficznie, o czym wspominam dość często, Czechy leżą w kotlinie otoczonej górami. A góra to po czesku hora, ale też kopec, albo zdrobniale kopeciek, górka. Jeśli natkniecie się gdzieś na określenie za kopećkę, za górki, czasem poprzedzone czasownikiem utec albo zdrhnout, to przez lata był to właśnie synonim wyjazdu na zachód. Uciec za pagórki. Ola, ola, hej, hesło hrani czarzu, tu przedu, a spaty ani krok z naszych hranic miru. Ilustracją muzyczną, pauzami między poszczególnymi fragmentami dzisiejszej opowieści jest Marsz Pograniczników, pieśń pochodząca z lat pięćdziesiątych.

Pokazano wszystkie 24 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.