Żelazna kurtyna w Czechosłowacji: psy, miny, płot pod napięciem i setki zabitych
900 kilometrów Żelaznej Kurtyny, granicy oddzielającej wschód od zachodu, państwa demokratyczne od tych kontrolowanych przez Kreml, przebiegało przez Czechosłowację. Państwo to od zachodu graniczyło z RFNem, od południa zaś z Austrią. Mimo, że granica ta była doskonale i bezwzględnie strzeżona, mieszkańcy bloku wschodniego przez cały czas jego istnienia próbowało przez nią uciekać. A aparat komunistycznych represji robił co mógł, by na to nie pozwalać. W efekcie, między latami 1948-1989 na czechosłowackim odcinku Żelaznej Kurtyny zginęło, wg ostrożnych szacunków historyków, blisko 300 osób. Jedną dziesiątą ofiar stanowili Polacy.****Jeśli podcast Wam się podoba i chcecie pomóc go rozwijać, możecie zostać Patronami lub Patronkami Czechostacji w serwisie Patronite. W tym tygodniu zdecydowali się na to:Arkadiusz, Bożena, Marek, Marta i dwóch PiotrówBardzo Wamdziękuję <3Jeśli ktoś chce wesprzeć moją pracę a nie ma ochoty zobowiązywać się na dłużej, może mi też po po prostu postawić wirtualną kawę w serwisach Suppi, bądź Buy Coffee - gdzie Wam wygodniej.Za wszelkie wsparcie, także to dobrym słowem, łapką w górę, subskrypcją czy komentarzem - również bardzo dziękuję. Jak zawsze proszę też o wszelkie sygnały zwrotne w komentarzach czy mediach społecznościowych Czechostacji.Interakcje z Wami nie tylko są dla mnie często inspiracją przy wymyślaniu tematów kolejnych rozmów. One po prostu bardzo mnie motywują. Za co również - a właściwie to najbardzej, dziękuję.No i karmią algorytmy - dzięki waszej aktywności platformy podcastowe czy media społecznościowe uznają, że warto Czechostację pokazać też tym, którzy do tej pory jej nie znali.W jinglu podcastu wykorzystuję fragment IX symfonii „Z Nowego Świata” autorstwa Antoniny Dvořáka, działającego z MUSOPEN.ORG
Plan zakładał równoczesne skierowanie trzech rejsowych maszyn do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Nie wszyscy członkowie załóg byli wtajemniczeni. W poszczególnych samolotach spiskowcy przejmowali kontrolę nad kokpitem, zmieniali kurs i wyłączali lub ograniczali łączność. Maszyny kolejno lądowały w bazie Erding pod Monachium. Na ich pokładach znajdowało się łącznie 85 osób. Na zachodzie pozostała ledwie 1 trzecia z nich, bo większość pasażerów zdecydowała się jednak wrócić do Czechosłowacji. Władze wykorzystały to propagandowo, określając akcję mianem powietrznego piractwa i porwania niewinnych obywateli. I oczywiście zaostrzyły kontrolę załóg i pasażerów, a na pokładach samolotów pojawili się uzbrojeni funkcjonariusze.
Każdą, jak mówiłem, wykorzystaną lukę łatano. Komuniści, wbrew temu, co mówiła o nich ulica, nie byli idiotami. Było o samolotach i pociągu, czas na pojazd mechaniczny w historiografii określanym mianem Czołgu Wolności. Chociaż tak naprawdę to nie był czołg. Ale po kolei. Wacław Ullig przed przejęciem władzy przez komunistów prowadził warsztat samochodowy w Linich pod Pilsnem. Po jego upaństwowieniu pracował między innymi przy wywozie drewna ze strefy przygranicznej. Znał maszynę, znał ten teren i wiedział jak zorganizowana jest praca w pasie granicznym. No i znalazł tam poniemiecki wrak półgęsienicowego transportera rozpoznawczego i postanowił przebudować go na pojazd do ucieczki.
Kiedy teren stał się trudniejszy, Uhlik przełączył się na gąsienicę, pojazd sforsował trzy zapory z drutu i pod ostrzałem dotarł do Niemiec Zachodnich. Ta ucieczka miała wszystko, czego potrzebowała dobra historia z początków zimnej wojny. Samodzielnie zbudowaną maszynę, rodzinę zamkniętą w stalowym kadłubie i kierowcę, który zamiast szukać dziury w systemie, postanowił przejechać przez jego środek. No i Amerykanie dostrzegli szybko propagandową wartość tej całej eskapady. Transporter przewieziono do Stanów Zjednoczonych, gdzie pokazywano go podczas kampanii Radia Wolna Europa. Ulik występował również w tamtejszej telewizji. Kolejni uciekinierzy wzmacniali przody samochodów. Montowali prowizoryczne lemiesze albo próbowali wykorzystywać ciężarówki i autobusy. Ale na drogach prowadzących ku Austrii Niemcom Zachodnim pojawiły się szlabany, pojawiły się betonowe przeszkody, rowy, kolczatki, zwężenia wymuszające jazdę zygzakiem, no i posterunki zdolne ostrzelać nadjeżdżający pojazd również z broni ciężkiej.
Nad ranem 24 lipca 49 roku obozowisko otoczyli funkcjonariusze Korpusu Bezpieczeństwa Narodowego i Bezpieki. W bezpośrednim kordonie znajdowało się kilkudziesięciu uzbrojonych po zęby ludzi, a w całym zabezpieczeniu akcji uczestniczyło ich kilka razy więcej. No i wszyscy mieli pistolety maszynowe i karabiny. Według relacji ocalałego Radomila Raayi pierwsza seria padła, gdy chłopcy znajdowali się jeszcze w namiotach. Po wezwaniu do wyjścia większość z nich położyła się na ziemi. Mimo to Tomasz Rybner został śmiertelnie postrzelony w plecy, a Raaya odniósł ranę. Yerihaba pozostał w obozie i odpowiedział ogniem z jednego z posiadanych przez grupę pistoletów. Funkcjonariusze zasypali więc jego stanowisko seriami z broni maszynowej. Zginął na miejscu.
Oficjalnie miał wykonać przelot techniczny, a w rzeczywistości skierował się na południe. Przygotował się do tej ucieczki starannie, zabrał dodatkowe paliwo, mapę trasy oraz częstotliwości czechosłowackich radiolatarni. No i leciał bardzo nisko, próbując ukryć się przed radarami. A jednak został w rejonie Żeliny przez te radary wykryty. Czechosłowackie lotnictwo poderwało dwa samoloty szkolno-treningowe Delfin i myśliwiec MiG-21. Piloci próbowali nawiązać jakiś kontakt z Bielańskim i zmusić go do lądowania. On jednak nie podporządkowywał się sygnałom i kontynuował lot w stronę Austrii. Rozkaz użycia broni przeszedł przez cały czechosłowacki łańcuch dowodzenia. Do An-2 strzelał kapitan Wlaskiemiel Nawrakiel. Maszyna Bielańskiego spadła w pobliżu Kutów na zachodniej Słowacji.
Nas nasza wlast zawolala, do ruky dala chladną zdań. Samopal! Ukolem bądź Tobie wiecznym, zemi swą statecznie hrdziewa. Bracia Maszynowie nie chcieli tylko uciec przed komunistycznym państwem. Chcieli z nim walczyć. Chcieli zdobywać broń, pieniądze i materiały wybuchowe, prowadzić sabotaże, a potem chcieli się przedostać na Zachód i przygotować się tam do przyszłej światowej wojny z komunizmem. Ich historia nie daje się jednak zamknąć ani w opowieści o bohaterach, ani w opowieści o zwykłych przestępcach. Byli przeciwnikami dyktatury, która mordowała ludzi w więzieniach, w procesach politycznych i na granicach. Jednocześnie jednak sami zabijali i to również osoby, które trudno uznać za przedstawicieli tego reżimu.
Skirat Masin urodził się w 1930 roku, jego brat Józef dwa lata później. Ich ojciec, podpułkownik Józef Masin, były legionista, oficer armii I Republiki, był jednym z trzech króli. Założycieli i członków legendarnej podziemnej organizacji z czasów niemieckiej okupacji. Gestapo aresztowało go w 1941 roku. Mimo tortur nikogo nie zdradził. Został rozstrzelany 30 czerwca 1942 roku na strzelnicach w praskich Kobylsich. W pożegnalnym liście nakazywał dzieciom służyć ojczyźnie i bronić jej wolności. No i one potraktowały ten testament dosłownie. Kiedy w lutym 1948 roku władzę przejęli komuniści, młodzi maszynowie nie widzieli w nich po prostu złego rządu.
Uważali, że rozpoczęła się kolejna okupacja, a wobec totalitarnego państwa istnieje obowiązek czynnego oporu. Do braci dołączyli Melan Palmer, Vaclav Schweda i Zbyniek Janata. Pomagał im wszystkim również wuj Czcibornowak, były oficery i uczestnik antynazistowskiego podziemia. Wszyscy wspólnie zakładali, że wojna między Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim jest nie tylko nieuchronna, ale generalnie to bliska. No i chcieli stworzyć zalążek podziemia, no a potem wstąpić do armii amerykańskiej i wrócić do kraju jako przeszkoleni żołnierze albo agenci. We wrześniu 1951 roku Maszynowie i Palmer zaatakowali posterunek SNB w Chlumcy nad Cydliną. Chcieli obezwładnić dyżurującego policjanta Oldrycha Kasika chloroformem i zabrać mu broń.
Oboj bracia nie wyrazili również żalu z powodu zabitych. Twierdzili, że działali podczas wojny, której nie rozpoczęli. Czeskie państwo też nie znalazło jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o ocenę czynu masinów. Premier Myrek Topolanek uhonorował braci w 2008 roku, przyznając im plakietkę. Trzy lata później minister obrony Aleksander Wondra przyznał im złotą lipę. Najwyższe odznaczenie, jakie może przyznać minister obrony. Ale żaden czeski prezydent nie zdecydował się nadać im odznaczenia państwowego. Petr Pawel w 2023 roku uhonorował przecież siostrę, braci nie. Maszynowie uciekali w 1953 roku, kiedy granica stawała się coraz szczelniejsza, a zbrojna konfrontacja
🎵🎵🎵 Pomysłowi uciekinierzy coraz częściej myśleli o granicy jako o urządzeniu. Jeśli coś wykrywa ruch, można wywołać fałszywy alarm. Jeśli płot stoi na ziemi, można spróbować ominąć go górą albo dołem. Jeśli na wjazd do strefy nadgranicznej potrzebna jest przepustka, można postarać się o taką pracę, która ją zapewni. Robert Hutyra, znany słowacki kolarz, zainspirował się uciekinierami z NRD. Zaczął uczyć się meteorologii i konstrukcji balonów. Materiał, by nie budzić podejrzeń, kupował partiami, a sam balon na maszynie szyła jego żona. Pierwsza próba się nie powiodła, tkanina była mało szczelna. Huterowie postawili więc na inny materiał, na taki, z którego produkowano płaszcze przeciwdeszczowe.
Nie miał właściwie żadnych doświadczeń z lataniem. Uciec postanowił po tym, jak pobójcy z ubykami trafił na parę miesięcy do aresztu. On też do napędzania motolotni wykorzystał silnik Strabanta. Wystartował z zachodnich Czech, za cel obrał sobie Bawarię. W przeciwieństwie do Oździarskiego został wykryty. Poderwano nawet myśliwce, ale te nie były w stanie skutecznie zaatakować lecącej tuż nad ziemią maszyny. No i Przyjstupski doleciał na oparach dosłownie do Bawarii. Jemu się udało, ale jego kumpel, któremu pomagał w przygotowaniu całej operacji, dostał 15 lat więzienia. Dramatyczny przebieg miała też powietrzna ucieczka Józefa Hlavatehu z 1988 roku. Ten motolotnię wybudował razem z ojcem, a uciekł po tym, jak z wycieczki do Jugosławii nie powróciła jego żona z najmłodszym synem razem z synem nieco starszym.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podcast szczegółowo opisuje strukturę granicy, zabezpieczenia i metody używane przez komunistów do utrzymywania jej kontroli.
Podcast opisuje operację KAMEN, prowadzoną przez STB, a także jej skutki i konsekwencje dla uciekinierów i ich rodzin.
Opisane są działania czechosłowackiej bezpieki w celu zlikwidowania grupy młodych ludzi planujących ucieczkę na zachód, a także opisane są zbrojne starcia na granicy z uciekinierami.
Opisane są operacje na granicy, w tym ucieczki z użyciem samolotów, balonów i innych metod, a także represje na stronie czechosłowackiej.
Rozmowa skupia się na ucieczkach polskich obywateli przez granicę czechosłowacką, z podkreśleniem różnicy w zbrojnych konfrontacjach w latach 50. i 80., a także na ofiarach zasieków i min.
Gdybyście też chcieli dołączyć do tego grona, zrobicie to za pośrednictwem serwisu Patronite pod adresem patronite.pl ukośnik Czechostacja.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Gdybyście też chcieli dołączyć do tego grona, zrobicie to za pośrednictwem serwisu Patronite pod adresem patronite.pl ukośnik Czechostacja."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
****
Jeśli podcast Wam się podoba i chcecie pomóc go rozwijać, możecie zostać Patronami lub Patronkami Czechostacji w serwisie Patronite. W tym tygodniu zdecydowali się na to:
Arkadiusz, Bożena, Marek, Marta i dwóch Piotrów
Bardzo Wamdziękuję <3
Jeśli ktoś chce wesprzeć moją pracę a nie ma ochoty zobowiązywać się na dłużej, może mi też po po prostu postawić wirtualną kawę w serwisach Suppi, bądź Buy Coffee - gdzie Wam wygodniej.
Za wszelkie wsparcie, także to dobrym słowem, łapką w górę, subskrypcją czy komentarzem - również bardzo dziękuję.
Jak zawsze proszę też o wszelkie sygnały zwrotne w komentarzach czy mediach społecznościowych Czechostacji.
Interakcje z Wami nie tylko są dla mnie często inspiracją przy wymyślaniu tematów kolejnych rozmów. One po prostu bardzo mnie motywują. Za co również - a właściwie to najbardzej, dziękuję.
No i karmią algorytmy - dzięki waszej aktywności platformy podcastowe czy media społecznościowe uznają, że warto Czechostację pokazać też tym, którzy do tej pory jej nie znali.
W jinglu podcastu wykorzystuję fragment IX symfonii „Z Nowego Świata” autorstwa Antoniny Dvořáka, działającego z MUSOPEN.ORG