135. Donald Duck: Goin' Quackers/Quack Attack (2000, PS2) - Gigant powątpiewa!
A jednak. Adam nie poprzestał na jednym wcieleniu Kaczora Donalda i kilka miesięcy po przerobieniu w Encyklopedii Platformerów 3D Goin’ Quackers (lub Quack Attack) w wersji dla PlayStation gada też o wersji dla PlayStation 2. Czy warto było nadrobić grę, która kiedyś wpędzała w kompleksy? A może - niech to kwęknie! - next-gen przegra w starciu z piątą generacją? :OPomóż nam w tworzeniu programu – https://patronite.pl/bezdyskusjiNasz Discord: https://discord.gg/eyCGYBrx9fWpadaj na naszą grupę! - https://www.facebook.com/groups/520144846333243Chcesz nam coś kopsnąć? - https://buymeacoffee.com/bezdyskusji
Wracało się do domu i jak powiedziałem kilka odcinków temu, kiedy mieliśmy tę grę tutaj w encyklopedii platformerów 3D, Po 4-5 intensywnych godzinach zabawy miało się tę grę już za sobą. Jakież było zdziwienie każdego z nas, kiedy otwierało się kilka tygodni później jakieś czasopismo growe, czy to będzie PSX Extreme, czy to będzie NEO i widziało się screenshoty z Donald Duck Going Quackers na PlayStation 2. Z tej dużo lepszej wizualnie wersji. To były początki tego uczucia, które miało wracać regularnie, które miało towarzyszyć ogrywaniu Tony'ego Hawka III i IV, które miało towarzyszyć ogrywaniu Raymana II, które miały towarzyszyć ogrywaniu
A wspomnienia tych lat, tego ukropu, który wtedy był, tych przygód wakacyjnych i różnych niesamowitych scenariuszy, które ożywialiśmy wraz ze znajomymi. No wiadomo, no kurczę, ostatnie lata prawdziwego dzieciństwa. Nie sposób tego nie wspominać z rozrzewnieniem. Jednak jak w każdej historyce, jak w każdym żarcie, to tutaj też się kryje jakaś prawda. Rzeczywiście Donald Duck, Goin' Quackers na PS2, screenshoty z tej wersji na PS2 uświadomiły mi, że moja konsola jest już stara, że moja konsola prezentuje już coś, co jest passé, co jest starożytne, archaiczne i że to wszystko będzie zastąpione dużo mocniejszą technologią i jestem już powolutku ofiarą tego przejścia, że gram w teoretycznie słabszą grę. No właśnie, czy słabszą?
Czy Donald Duck Going Quackers wersja PS1 rzeczywiście przy PS2 ma się czego wstydzić? Po to robię drugi odcinek swojego cyklu na temat w zasadzie tego samego tytułu, jak ja to w ogóle nazwę ten odcinek, żeby to jakoś rozróżnić, Chciałbym zweryfikować to i zbadać, jak rzeczywiście Wielka Przepaść dzieliła te tytuły, które by wychodziły na PS1 i na PS2 w 2000 roku, jeżeli to były teoretycznie te same gry. Bo tak jak powiedziałem już w pierwszym odcinku o Kaczorze Donaldzie, za wersję na PS1 odpowiadał zespół Ubisoft Shanghai, za wersję na PS2 z kolei Ubisoft Montreal. A zatem dużo dzisiaj, znaczy z tej perspektywy historycznej, dużo ważniejszy oddział Ubisoftu. Ci i ci pracowali na indie technologii. To są jakieś takie wariacje silnika do Raymana 2.
W przypadku wersji na PS1 jestem tego pewny, absolutnie. W przypadku wersji na PS2 nie do końca. Bardzo mocno odjeżdża ten Donald Duck od Raymana 2 z Dreamcasta chociażby, czy nawet z PS2. Ale być może to moje niewprawione oko, które nie czuje, że to jest ten sam silnik. Niemniej wiadomo, lepszej jakości oprawa, wyższej rozdzielczości tekstury, płynniejsza animacja i to wszystko co kojarzyliśmy z początkami PS2. To tutaj jest. Co jeszcze tutaj jest? No w zasadzie są te same światy i teoretycznie ta sama gra. Ja cały czas mówię teoretycznie, w cudzysłowie i tak dalej, ponieważ... Rzeczywiście zbudowany jest ten Donald Duck jest na identycznym scenariuszu, jest ten sam przerywnik filmowy na początku i ten sam przerywnik filmowy na zakończenie.
Towarzyszy też poziomom ta sama muzyka. Bardzo fajna, swoją drogą, muzyka, która była też w pozostałych wersjach. Ale, ale, no właśnie. Mimo tego, że mamy tę samą scenografię, te same dźwięki, to poziomy są inne. Poziomów jest też inna liczba. Nie każdy świat ma te same poziomy, które miał wersja PS1. Inne są poziomy pościgowe, kiedy musimy kaczorem biec w stronę ekranu. Jest to takie ciekawe doświadczenie, że teoretycznie Tak, bardzo blisko. Ale im dłużej przypatrowujemy się, im więcej widzimy szczegółów, zwłaszcza jakbyśmy sobie tak grali na dwóch osobnych kineskopach, byśmy postawili przy jednym PS1, przy jednym PS2 i byśmy tak sobie przeskakiwali od pada do pada, to byśmy widzieli po prostu dziesiątki, jeżeli nie setki malutkich różnic pomiędzy tymi grami.
Na trzy głowy takie wskoczyć i... Będąc w powietrzu po trzecim przeciwniku można uruchomić sekwencję wpisywania kombinacji klawiszy, więc w zasadzie trochę jak Fatality w Mortal Kombat. Trzeba się nauczyć kombinacji krótkiej klawiszy, wrzucać te kombinacje. Kaczo Donald robi coś śmiesznego na ekranie, rzeczywiście są to takie całkiem kreskówkowe animacje i przez chwilę później ma tam podwójny mnożnik punktów. Więc w zasadzie niepotrzebne, tyle że, żeby skończyć grę na 100%, każdy z tych poziomów musicie powtórzyć i zrobić te magiczne sztuczki kilkukrotnie w poziomie. Po co to robić? Po to, żeby dojść do sekretnego świata, którego nie było w wersji na PS1, a która jest w wersji na PS2. Taki świat przypominający symulację VR. Trochę mi się też kojarzy z Metal Gear Solid wersją Integral.
Ale po drugie, i to jest powód, dla którego chciałem nagrać w ogóle tak krótki, niepotrzebny odcinek Bez Dyskusji. Ta gra, Donald Duck, Goin' Quackers, ukośnik Quack Attack, na PlayStation 2 jest... Proszę o jakieś werbyle tutaj. Brzydka. Naprawdę? Ale to naprawdę. Co innego oglądać screenshoty z tej gry w czasopiśmie, którego wydruk pozostawił wiele do życzenia. Co innego oglądać to na dzisiejszych wyświetlaczach i móc porównać sobie nawet z tą wersją na PS1. To jest troszeczkę kazus bardzo, ale to bardzo wczesnej szóstej generacji.
Ile lat musiało minąć, ile wody musiało w odrze przepłynąć, albo, posługując się taką metaforą z Lubania Śląskiego, ile wody musiało w smródce przepłynąć, żebym ja zrozumiał, że wtedy nie miałem o co się frustrować, bo gra, w którą ja grałem, była tą lepszą wersją niż Next Gen. Nie wyobrażam, ale i tak sobie zaliczam 24 lata później prawie grę, o której wtedy marzyłem i która powodowała jakiś kompleks we mnie i sobie myślę, no nie, nie, no PSX był lepszy. A jednocześnie wiecie jak to jest, jeżeli się jest takim retro-świrem, takim badaczem jak ja. Otwiera mi się tutaj takie pudełeczko z tym całym światem wczesnych platformerów 3D na PS2 sprzed Jacka Dextera, które teraz mam taką perwersyjną ochotę zbadać, zanalizować, zeksplorować.
Ale w cyklu, w którym jeszcze nie było Crash Bandicoota może warto byłoby po prostu zerknąć do Crash Bandicoota. Kto wie, może w tym roku się to wydarzy. A najciekawsze w tym korowodzie Crashu podobnych tytułów jest fakt, że Catcher Donald jeszcze jedną szansę na coś takiego otrzymał. Być może nie pamiętacie, ale jego superbohaterskie alter ego... Doczekało się własnej gry na PS2. Było coś na podstawie Super Quenca. Ja to doskonale pamiętam. Pamiętam cel shade'owaną oprawę i w zasadzie zacieram rączki. Na jakiś moment, kiedy pojawi się również w encykloperii platformerów 3D. Ale nie będzie to w najbliższym czasie. Tutaj pewne rzeczy trzeba najpierw dociągnąć do końca i trzeba powyciągać z szafy pomysły, jakie pojawiły się jeszcze na koniec zeszłego roku, kiedy musiałem tam grinchować ostro, intensywnie, żebyście mieli na święta odcinek o grinchu.
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Pomóż nam w tworzeniu programu – https://patronite.pl/bezdyskusji
Nasz Discord: https://discord.gg/eyCGYBrx9f
Wpadaj na naszą grupę! - https://www.facebook.com/groups/520144846333243
Chcesz nam coś kopsnąć? - https://buymeacoffee.com/bezdyskusji