Żyłam w erze Taylor Swift
Taylor Swift to już nie imię i nazwisko, lecz zjawisko. – Biografia Taylor Swift świetnie nadaje się do studiowania zmian w czasach, w których żyjemy. Tego, jakie subtelne kulturowe przesunięcia mają miejsce i jak reinterpretuje się wizerunek kobiet, a w szczególności feminizm – mówi Karolina Sulej, reporterka, aktywistka, antropolożka i zadeklarowana swiftie, która na dwa tygodnie przed aż trzema koncertami piosenkarki w Warszawie wydała książkę „Era Taylor Swift”. Rozmawiamy o dziewczyńskim wizerunku w rozerotyzowanej branży, konsekwencji, ale też obsesyjnej samokontroli. Analizujemy, dlaczego dziś rozmawiamy o cielesności, a nie, jak w latach 90., o looku ikon popkultury. W końcu – jaki wpływ na politykę, kulturę i środowisko ma i będzie mieć w kolejnych latach „człowiek roku” magazynu „Time”.
Będzie jeszcze jedna bohaterka, główna w sumie, tu za chwilę się pojawi. No właśnie, więc cytat brzmi tak. Na co dzień jestem reporterką, zajmuję się antropologią mody, kuratoruję, promuję czytelnictwo, nagrywam podcasty, piszę o feminizmie, pracuję w archiwach trudnej, wojennej historii, działam jako aktywistka w NGO-sie. Ale jestem też Swifty. Michał Nogaś nazywał mnie kiedyś Taylor Swift Literatury Polskiej. Teraz ten żart jest jeszcze bardziej na czasie. Drodzy słuchający, panie i panowie i osoby słuchające, oto Karolina Sulej we własnej osobie. Nie będę się wypierać. Autorka książki o Taylor Swift pod tytułem Era Taylor Swift. Tak jest. Czy dzisiaj ma właśnie premierę?
Tak jest dzisiaj, dokładnie ten dzień, świętujemy. Tak, dzisiaj kiedy nagrywamy, może doprecyzuję, mamy 17 lipiec, więc witam cię Karolino jeszcze raz w podcaście o Taylor Swift. No i porozmawiamy też trochę o książce, trochę o kontekstach, które się w niej znalazły. No ale ten wątek dla mnie jest ważny bardzo i też cieszę się, że niezawarty jest w książce. Ja jeszcze takim słowem może zachętę na dnie wstępu. Powiedziałabym trochę o tej książce, że ja bym sobie życzyła, żeby wszystkie biografie były pisane przez reporterki i badaczki kultury jako takie. To jest zupełnie inna jakość czytania i też analiz, które tam są. No i właśnie drodzy słuchający,
To nie jest zwykła książka o Taylor Swift tak naprawdę. Jej biografia to tak naprawdę jedna trzecia, powiedziałabym, całości. Potem wpadniecie we wspaniałą, to będzie wspaniała uczta dla wszystkich, którzy po pierwsze kochają poezję, po drugie lubią szukać podwójnych, drugich znaczeń w jakichś takich popkulturowych kodach. No i też jakaś tam wiedza z zakresu języka, to zawsze jest bardzo, bardzo ciekawe. No i potem mamy część taką publicystyczną, powiedziałabym. No i na końcu przegląd polskich Swifties. Tak jest. Tą część najbardziej ominiemy, no bo też nie chodzi o to, żeby ten podcast był od książce. Oczywiście. Książkę trzeba kupić, przeczytać i najlepiej zabrać na koncert, który już niedługo, za dwa tygodnie, 1, 2 i 3 sierpnia Taylor Swift zagra na Stadionie Narodowym trzy dni pod rząd.
Karolina, rozumiem, że ty już masz bilety na wszystkie trzy dni. Oczywiście, od roku. Nie na jeden, nie jestem taką maksymalistką, ale będę się włóczyć, będę flanerką w Warszawie, oglądającą ludzi, którzy na pewno zmienią nie do poznania stolica na te kilka dni. Będę się im przyglądać jako Swiftie, jako kulturoznawczyni i jako reporterka i na to również, przyznam się szczerze, nie mogę się doczekać, ponieważ Częścią tego doświadczania Taylor Swift jest też wizerunek Sweeties i trzeba się przebrać i udekorować i również odpowiednie beauty wykonać na sobie, żeby odpowiednio wyglądać na koncercie, bo inaczej to lekki wstyd. No ale właśnie, co to znaczy, że trzeba? To znaczy, że prawdziwy Swifty nie obcuje z muzyką Taylor Swift na chłodno, tylko rzeczywiście wciela ją w życie.
A to wcielanie mnie bardzo też interesuje, bo popełniłam też taką książkę Ciałaczki, która bardzo pasuje do tego podcastu, ponieważ opowiada o tym właśnie, w jaki sposób my wyrażamy naszą tożsamość, płeć, upodobania tym, co mamy na ciele, nałożone i w co nasze ciało jest ubrane. I rzeczywiście Taylor Swift i te jej ery, czyli różne wizerunki są przejmowane przez Swifties i no cóż, taką jazdą obowiązkową jest właśnie przebranie się za którąś z er, tak żeby to było rozpoznawalne. I to robią mężczyźni i kobiety, na różne sposoby interpretują. Niektórzy, no powiedziałabym, inwestują i pieniądze, i czas, i umiejętności, bo to bywają bardzo takie stroje wyrafinowane, niemalże dragowe. A niektórzy po prostu starają się jakoś symbolicznie zaznaczyć to kim są, co mi się wydaje wspaniałe, ponieważ my zwykle uważamy, że ani makijażem, ani ubraniem już nie przystoi nam się bawić, skoro jesteśmy dorośli i boimy się, że nie wiem, to będzie może zbyt pretensjonalne, albo przesadzimy, ktoś się będzie z nas śmiał.
A tutaj mam wrażenie, że będzie taka scena na każdej ulicy centrum dla kolorowego Paradowania i takiego, no nie wiem, przygarnięcia dziecka w sobie i pokazania, że po prostu się cieszymy życiem. Tak bym chciała. Tak, bo jakby Taylor Swift nie jest już imieniem i nazwiskiem, tylko zjawiskiem. Oczywiście. Tak naprawdę i o tym też będziemy rozmawiać, ale najpierw chciałabym się z tobą przenieść troszeczkę w czasie. Co już też robisz we wstępie tej książki wspominając koncert Michaela Jacksona w 96 roku. Że go bardzo dobrze pamiętasz, ja też go bardzo dobrze pamiętam, ale w związku z tym chciałabym się trochę właśnie cofnąć do tych lat, kiedy fascynowały nas idolki. I mam takie poczucie, że trochę inaczej to wyglądało ze względu na pewną dostępność, a raczej brak dostępności do tych idoli.
Chodzi ci o to, że jeden do jeden wręcz. Jeden do jeden, że my inspirujemy się tym, co robią, ewentualnie tym, co pokazują na social mediach, ale nie staramy się za wszelką cenę upodobnić do nich. To jest pewnie dobre i niedobre, ale w kontekście Taylor Swift wydaje mi się, że nawet pada w twojej książce coś takiego, że każda matka chciałaby, żeby jej córka była taka jak Taylor Swift. I jestem świeżo jakoś po, wiem, że może dosyć chaotycznie tu mówię, ale zaraz dobiję do brzegu, jestem świeżo po Openerze, na którym obserwowałam w ogóle gwiazdy i też tą Tą erotykę, którą ociekają obecne w ogóle gwiazdy wszelkiego gatunku i rodzaju. Tą seksualizację totalną. Występ Dogeka et Naopenerze był naprawdę mocnym contentem, a były tam też dzieci.
Taylor Swift w tym wszystkim wydaje się po prostu jakąś oazą. I tu postawię kropkę. Słuchaj, tak i nie. To znaczy, jeszcze raz, że oazą w znaczeniu tropikalnej wyspy na pustyni. W tym znaczeniu, nie w tym. Wiem, że w tym drugim, ale właśnie grałam z tym trochę. Wydaje mi się, że ten kontrast wydaje się tak oazowy, dlatego, że ona rzeczywiście bardzo nie chciała od samego początku kariery Żeby to, w jaki sposób ona swoje ciało odsłania albo zakrywa, było tematem. I oczywiście miało na to wpływ na pewno sposób, w jaki została wychowana. Bo jakby nie jest to tajemnicą, że była to rodzina chrześcijańska.
Że teraz celebrytki po prostu ten erotyzm wykorzystują w swojej twórczości, na swoich koncertach. I że w związku z tym ona też powinna? Nie. Ona też nie używa takich, powiedziałabym, dosadnych metafor i porównań w tekstach. To na przykład podkreśla jedna ze Swift i Basia, to mogę akurat powiedzieć, która mówi, że ona właśnie dlatego tak lubi obcować z jej tekstami, że one opisują intymność między ludźmi. I ta cielesność też jest bardziej zmysłowa. Tam nie jest podane wszystko na tacy, tak powiedziałabym, atakująco, manifestująco. Tam pewne rzeczy są sugerowane, jest to bardziej poetyckie, jest to i wizerunek powiedziałbym bardziej zniuansowany i subtelny i te teksty są zniuansowane i subtelne, co nie znaczy, że ona o cielesności, o wizerunku i o tym jak ona czuje zmysłowość nie mówi, bo mówi i pisze i pokazuje, tylko no na tle, które zarysowałaś, to jest rzeczywiście wyjątkowe i bardzo się wyróżnia.
Bo będziemy dotrzeć trochę, myślę, że dzisiaj do odpowiedzi na pytanie, skąd fenomen Taylor Swift, zresztą o tej czułości, która jest też w tekstach, o tym, że pozwala sobie czuć, czy w ogóle, że czuje, to jakby tu jest twój trop, że to jest jeden z powodów. Absolutnie. Jestem przekonana, że tak jest, ponieważ już mogłabym się teraz rozpisywać, ale też żarty, które w popkulturze na temat Taylor Swift się pojawiają, na przykład we wspaniałym serialu The Bear, dotyczą właśnie tego, że ona pozwala ludziom czuć. I że nawet mężczyznom twardym i doświadczonym przez życie pozwala na katarktyczne łzy. Tak więc to odczuwanie jest tutaj istotne. Ale wydaje mi się, że rzeczywiście, jak się okazuje, ten wizerunek taki spokojny i można powiedzieć nawet taki rozpowszechniony, taki normalski, taki no powiedziałabym mało zahaczający o zmieniające się trendy, że to jest wyjątkowe i to jest coś, co zwraca uwagę.
Pokazuje, że właśnie, co jest cechą charakterystyczną, wszystkie doły z wysokim stanem, niezależnie od tego, czy są to shorty, spódnice, czy same majtki, to zawsze są to z wysokim stanem. Tak jest. Ona jest bardzo wysoka, więc możesz sobie totalnie na to pozwolić, nie gubiąc jakiejś proporcji sylwetki, więc może to się tak nie rzuca w oczy. Ale ja pamiętam taki filmik, który ona pokazuje chyba z jakiejś fance, że właśnie opuszcza i mówi, że tak naprawdę noszę te wysokie stany, bo tu mam taki brzuszek. Oczywiście zawsze była szczupłą i wysoką osobą, więc jakby nadal mamy i nadal jesteśmy w kanonie. Ale tutaj takie pokazanie, że ok, jest mieć jakieś wady, nawet ja Taylor Swift je mam. Potem okazuje się, że jednak to gdzieś było tylko na pokaz, niekoniecznie może przepracowane w głowie, bo jednak ją to triggerowało na maksa.
Chce być jak Taylor Swift, takiej tezy, że młode pokolenia mają świetną idolkę, wręcz role model i super, że ona jest. Gdzieś się kryje właśnie ta pułapka przed takim też perfekcjonizmem i samokontrolą wyniszczającą, takim kontrolfreakiem, panowaniem nad absolutnie wszystkim. I myślę, że można to wyczuć, jak się długo obcuje z Taylor. I tak jak mówisz, to jest... Dzięki temu osiągnęła taki, a nie inny sukces. Absolutnie plus, moim zdaniem, jest to cecha naszego pokolenia, w sensie milenialsów. Że my zostaliśmy wychowani w tej kulturze zapieprzu i ona jest jedną z jego przedstawicielek. I... Oraz w tej kulturze krytyki własnego wyglądu i nieustannej pracy nad tym. I w ogóle nieustannej pracy nad sobą, tak? I niemożności odpuszczenia i poluzowania sobie gumki w gaciach, tak?
Ale mam wrażenie, że ten drobiazg, czyli taka historia z gatunku he said, she said, że rozmawiali przez telefon On powiedział, że się zgodziła na to, żeby napisał o niej piosenkę z użyciem słowa bitch, a ona powiedziała, że nie. No i z tego się zrobił wielki clash dwóch fandomów, Kanye Westa i Taylor Swift. Ale to też odsłoniło bulgoczącą pod tym pozornym uwielbieniem dla Taylor krytykę, a nawet powiedziałabym hejt. I ona, tak jak była uwielbiana, tak została powyzywana od najgorszych i to wszystko właśnie Czego ona nie zadresowała wcześniej. Tak, to, że ma jakąś pozycję, urodę. To, że ma sukcesy. To, że właśnie obsesyjnie dbała o swój wizerunek. To wszystko się obróciło przeciwko niej i została nazwana atencjuszką, narcystką, hipokrytką, uprzywilejowaną pindą, tak.
No i ona zniknęła na rok. Możemy się domyśleć, że przeżyła załamanie nerwowe porządne. I wróciła już jako osoba, która bardziej świadomie, mam wrażenie, operuje tym, kim chce być w oczach opinii publicznej. No i też zaczęła mówić swoim głosem powoli, odważać się na to, żeby mieć światopogląd. Ja nie wiem, czy jakikolwiek współczesny artysta doświadczył w takim stopniu cancel culture jak Taylor Swift. Zgadzam się z tobą. Ja nawet nie wiem, czy de facto to pojęcie nie powstało właśnie przez tą sytuację tak naprawdę, bo wyraz cancel był używany dokładnie w hashtagu z Taylor Swift. Tak jest, dokładnie. I jak teraz tak o tym myślę, to w ogóle chyba tak to powstało. Na pewno nie było tego słowa, kiedy to się wydarzało, więc to było avant le mot, więc może to rzeczywiście urodziło to sformułowanie.
Masz rację, to jest ciekawe, bo ona się nawet pojawiła na okładce Time'a z innymi Silence Breakers, oni tak byli nazwani. Ale tak, ale o tym się nie mówiło. Tak jakby jeszcze nie wypadało mówić o Taylor dobrze. No właśnie, ale będąc przy okładkach, rok temu magazyn Time uznał ją za Człowieka Roku. I to jest też odpowiedź na pytanie może moich słuchaczy tutaj, że dlaczego nagle rozmawiamy o jakiejś gwieździe. No nie o jakiejś. Rozmawiamy po pierwsze o zjawisku, po drugie Człowiek Roku to jest poważny tytuł, poważnej gazety. To jest osoba, niezależnie od płci, która dostała ten tytuł za osiągnięcia artystyczne w historii Time. Dokładnie. Więc trochę mowa o idolach, od których zaczęłyśmy, nie do końca przystaje tak naprawdę wizerunkowi Taylor Swift.
Zaczekaj, ja tylko powiem, bo zestaw pierwszej pomocy w torebce może brzmi trochę hipochondrycznie. Ja też mam taki, ale Taylor Swift ma specjalny bandaż. Tak, taki, który pomaga do ran postrzałowych. Rozumiem, że żołnierze używają podobnych, czy wojsko. Myślę, że bliższe mikrooperacji w polu. Dokładnie, bliżej jest żołnierza zawodowego wysłanego w teren, niż takiej kosmetyczce. Natomiast, gdyby ona podróżowała liniami regularnymi, to lotniska by nie funkcjonowało, bo to się już zresztą kilka razy zdarzyło. Więc myślę, że dla jej wygody i zdrowia psychicznego to się wydarza, tak żeby jej było wygodnie. Ona też nie zapominamy, poza tym, że grała trasę międzynarodową, to też nagrywała płytę, którą wydała w kwietniu.
I dlaczego w ogóle te zdjęcia i ciało się ogląda z takiego bliska? Dlaczego się analizuje pod tym względem? Już nie wspomnę o uwagach typu grube uda, nie taka figura. Dlaczego nie ma takiej figury jak już nie wiem kto ma porządną, bo Ariana Grande jest za chuda z kolei. To znaczy nadal się komentuje gwiazdy w ten sposób. No właśnie, kto ma teraz dobrą figurę? No właśnie nie Ariana Grande, tylko właśnie Doja Kat. Może bardziej idziemy w stronę Kim Kardashian i tego. Niewątpliwie Taylor Swift nie jest już punktem odniesienia. Nie jest to wymarzona sylwetka. No i ona wydaje się, że teraz przynajmniej nie wprost, nie daje do zrozumienia, że się tym przejmuje, ale jak Lady Gaga zacytowała fragment jej piosenki i odniosła się do swoich hejterów, którzy też komentowali, że ma wystający brzuch i że może jest w ciąży,
Mi też się wydawało w tamtym czasie, że to jest tylko kwestia ubioru, że ja mogę wyglądać jak każda z nich, jeśli się tak ubiorę i dalej w mojej głowie było tak, no nie ubiorę się, bo nie mam tego pieniędzy, nie mogę kupić tych rzeczy, mieszkam w Polsce, to w ogóle nie ma takich rzeczy w Polsce w latach dziewięćdziesiątych, wczesnych, dwutysięcznych. Ale nie miałam tej właśnie refleksji, że no nie, no bo przecież ona ma biust co najmniej B albo C, a ja mam nawet może nie A, albo właśnie, że ja mam nawet 58, a tak jak teraz powiedziałam, że Taylor Swift jest wysoka. Nawet ja o tym myślę, tak? I powiedziałam w ogóle to, że Że ma, co wynika pewnie z jakiś moich przemyśleń na temat, nie wiem, mojej budowy ciała, że ma tą przestrzeń, żeby nosić wysoki stan, prawda? I to znowu było o ciele, a nie o tym, że właśnie super brokatowe, czy tam... No masz rację, ale rzeczywiście się wydarzyło tak, że celebryci modyfikują swoją cielesność, tak?
I zawiadamiają nas o tym. No tak. No właśnie, bo my jesteśmy już obok nich przez social media. Nie ma tego filtra mediów innych, które nam wybierały to, co zobaczymy, jak to zobaczymy, mówiły nam, co mają zobaczyć. Teraz my to dostajemy na żywo de facto. W przypadku Taylor Swift akurat tak nie jest, bo ona jest bardzo oszczędna w korzystaniu z mediów społecznościowych, żeby nie powiedzieć, że nie korzysta z nich w ogóle tak jakby na dzisiejsze standardy. Absolutnie tak jest. Nie relacjonuje swojego życia, no bo tak jak powiedziałaś, ze względu na bezpieczeństwo bardzo je Oraz wydaje mi się, że jest bardzo zmęczona nieustannym komentowaniem wszystkiego, co jej dotyczy. Nawet nie wysyłając żadnych sygnałów wizualnych od siebie, to i tak wydaje mi się, że godzi się na niektóre paparazzi strouts, te takie spacerki dla paparazzi.
No i że naprawdę ma tą urodę taką bardzo, no taką, że się trudno o niej zapomina i piękne oczy. No i że nie ma tam, no właśnie i to jest chyba kolejny jakiś temat, sztuczności. Właśnie. Super, że bardzo naturalnie doszłyśmy do sztuczności. No właśnie i to jest kolejna rzecz, która, to jest znowu, wracamy do tego hasła, że chcemy, żeby nasze córki wyglądały jak Taylor Swift. No bo właśnie nie ma tej pogoni za modyfikacjami, za powiększaniem wszystkiego, bo jesteśmy w jakiejś takiej erze king size, mam poczucie, to troszeczkę tak żartując. I takiego przyzwolenia na taki fejk po prostu, na bycie sztucznym. I oczywiście też jakby nie chciałabym kategorycznie krytykować jakichkolwiek zmian w ciele, bo to nadal właśnie jest o wyborze wolnym i jeśli ktoś chce
Jej twórczością, dokładnie. I ciśnie się w ogóle na usta pytanie, dlaczego Taylor Swift nie ma jeszcze swojej własnej marki kosmetycznej. Chociażby marki pomadek. Chociażby marki pomadek. Co ciekawe, nie wiem czy Urban Decay swego czasu zrobił pomadkę w kolorze Bad Blood. Nie komunikując tego w żaden sposób, oczywiście Swifties to wytropili, ja sama w ogóle to wytropiłam, szukając odcienia pomadki, którą używa Taylor Swift. Podobno to jest Pat Muff Graff pomadka. No i właśnie Allure przeprowadził teraz takie mini świlectwo, że właśnie dlaczego nie widzieliśmy jeszcze kosmetyczki, nigdy w życiu nie widzieliśmy kosmetyczki Taylor Swift. A jej przecież najlepsza przyjaciółka Selena Gomez nie tylko non stop pokazuje swoją beauty routine, czy ogólnie jakich kosmetyków używa i mówi o tej urodzie, będąc też świetną ambasadorką jakichś ciał pozytywności.
Ale na wszelki wypadek usuńmy, jakby sama marka w ogóle się też usunęła troszeczkę z rynku. To prawda. Więc jej już de facto nie ma. Ale było to bardzo ciekawe, że naprawdę był taki moment, że czy Taylor używa tej pomadki czy nie, no jednak ona się nigdy pod tym nie podpisała, więc nie dowiedziałam się. Chciałabym powiedzieć jedną rzecz, bo zapomnę, a wydaje mi się ona bardzo ważna i ciekawa. Taylor Swift bardzo lubi Sylwię Platt, to widać w jej tekstach. I ona się też przyznaje, że Sylwia Platt czytała. A Sylwia Platt też była osobą bardzo dbającą o wizerunek. Kochała ubrania i one były dla niej ważne. Dużo pisała też w dziennikach o swoich włosach i makijażu. I kochała szminki, w tym najbardziej czerwone. Marki Revlon. Marki Revlon, dokładnie. I to chyba była szminka, która się nazywa Wiśnie na śniegu.
Ale też z drugiej strony, no ona tworzy uniwersum swoje. To nie jest dyskografia, którą się analizuje chronologicznie. To jest jakaś opowieść, w której ona idzie do przodu, wraca się kilka kroków, idzie w bok, gdzie są czarne charaktery, wiesz, pomocnicy, epizodyczne role, romanse. No to śledzimy opowieść o niej jak jakiś serial na Netflixie. To jest też bardzo trudne, jeśli jesteś też tekściarką, bo chyba to w ogóle nie padło, bo wydaje się jakoś oczywiste, ale nie jest oczywiste w kontekście tego, jak dzisiaj się produkuje muzykę, jak dzisiaj się produkuje hity. Tak jest. Jak wyglądają credits do każdego teledysku? Co ciekawe, credits do teledysków Taylor Swift zazwyczaj wyglądają Taylor Swift, Taylor Swift, Taylor Swift, Taylor Swift.
Dziękuję, a słuchaj, będę tą okropną osobą, która cię nie pozwoli skończyć, bo Ale tutaj się nie kończymy, jeszcze mamy dużo czasu. Tylko mówię, że powoli dojeżdżamy. Bo patrzę się w twoje oczy i nad nim jest kreska, a to też jest bardzo ważny element Taylor Swift, który ona zaczerpnęła od Audrey Hepburn pewnie i od swoich ukochanych lat 50. i 60. No i to Cat Eye, o którym śpiewa. Sharp enough to kill a man. No to też jest taki element jej wizerunku. Właśnie taki wręcz komiksowy. Mnie się to kojarzy trochę z Polaroidami Warhola, albo z jego słynnymi grafikami. Ona ma taką twarz, że można ją naszkicować jakby trzema pociągnięciami, tak? Jakby usta, oczy, jakby noczy, grzywka i już. Jest Taylor Swift, nie? Tak, wiadomo.
To się bardzo rzadko zdarza. Już w ogóle nikt nie produkuje muzyki w tak artystyczny sposób, ja bym powiedziała. Na tak masową skalę. Na tak masową skalę właśnie. Także jest jednak tworem popkulturowym. I odbiorca jest bardzo szeroki, nie musi być jakiś bardzo przeintelektualizowany, jakby naprawdę tutaj wszyscy znajdą coś dla siebie. O, dokładnie. Więc za to chyba, to jest kolejna jakby cegiełka, w czym tkwi fenomen Taylor Swift. Właśnie myślę, że w tej takiej dostępności, że właśnie jak ktoś chce, tak jak zrobiłaś to ty pogrzebie w tej literaturze, I znajdzie tam i Virginia Woolf, i Mark Twaina, i wszystkich. A fani kina, dla fanów kina myślę, że ostatnia płyta, która jest totalnym nawiązaniem.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Agneska przedstawia Karolinę Sulej, autorkę książki o Taylor Swift, i omawia tematykę książki.
Agneska omawia strukturę książki i jej tematykę, podkreślając znaczenie biografii w kontekście kultury.
Agneska i Karolina poruszają temat idolki Taylor Swift i jej wpływ na młode pokolenie.
Agneska i Karolina omawiają wizerunek Taylor Swift i jej er, podkreślając jej podejście do ciała i seksualizacji.
Agneska i Karolina poruszają temat Taylor Swift jako oazy w kontekście seksualizacji gwiazd.
Agneska i Karolina omawiają przejście Taylor Swift z muzyki country do popu, podkreślając jej zmiany w stylu życia i wizerunku.
Rozmowa skupia się na Taylor Swift jako biznesowej kobiety, jej beauty routine i marki kosmetycznej. Analiza małżeństwa Swift i Marka Alanna oraz wpływu na jej twórczość i wizerunek.
Kontynuacja tematu Taylor Swift jako kulturowej ikony, jej wpływ na popkulturę, girl power i rola w kształtowaniu wizerunku kobiety. Omówienie konsekwencji jej działań i wpływ na inne artystki.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Taylor Swift to już nie imię i nazwisko, lecz zjawisko. – Biografia Taylor Swift świetnie nadaje się do studiowania zmian w czasach, w których żyjemy. Tego, jakie subtelne kulturowe przesunięcia mają miejsce i jak reinterpretuje się wizerunek kobiet, a w szczególności feminizm – mówi Karolina Sulej, reporterka, aktywistka, antropolożka i zadeklarowana swiftie, która na dwa tygodnie przed aż trzema koncertami piosenkarki w Warszawie wydała książkę „Era Taylor Swift”. Rozmawiamy o dziewczyńskim wizerunku w rozerotyzowanej branży, konsekwencji, ale też obsesyjnej samokontroli. Analizujemy, dlaczego dziś rozmawiamy o cielesności, a nie, jak w latach 90., o looku ikon popkultury. W końcu – jaki wpływ na politykę, kulturę i środowisko ma i będzie mieć w kolejnych latach „człowiek roku” magazynu „Time”.