Żyłam w erze Taylor Swift
Taylor Swift to już nie imię i nazwisko, lecz zjawisko. – Biografia Taylor Swift świetnie nadaje się do studiowania zmian w czasach, w których żyjemy. Tego, jakie subtelne kulturowe przesunięcia mają miejsce i jak reinterpretuje się wizerunek kobiet, a w szczególności feminizm – mówi Karolina Sulej, reporterka, aktywistka, antropolożka i zadeklarowana swiftie, która na dwa tygodnie przed aż trzema koncertami piosenkarki w Warszawie wydała książkę „Era Taylor Swift”. Rozmawiamy o dziewczyńskim wizerunku w rozerotyzowanej branży, konsekwencji, ale też obsesyjnej samokontroli. Analizujemy, dlaczego dziś rozmawiamy o cielesności, a nie, jak w latach 90., o looku ikon popkultury. W końcu – jaki wpływ na politykę, kulturę i środowisko ma i będzie mieć w kolejnych latach „człowiek roku” magazynu „Time”.
A tutaj mam wrażenie, że będzie taka scena na każdej ulicy centrum dla kolorowego Paradowania i takiego, no nie wiem, przygarnięcia dziecka w sobie i pokazania, że po prostu się cieszymy życiem. Tak bym chciała. Tak, bo jakby Taylor Swift nie jest już imieniem i nazwiskiem, tylko zjawiskiem. Oczywiście. Tak naprawdę i o tym też będziemy rozmawiać, ale najpierw chciałabym się z tobą przenieść troszeczkę w czasie. Co już też robisz we wstępie tej książki wspominając koncert Michaela Jacksona w 96 roku. Że go bardzo dobrze pamiętasz, ja też go bardzo dobrze pamiętam, ale w związku z tym chciałabym się trochę właśnie cofnąć do tych lat, kiedy fascynowały nas idolki. I mam takie poczucie, że trochę inaczej to wyglądało ze względu na pewną dostępność, a raczej brak dostępności do tych idoli.
No bo jak wyglądały nasze pokoje? Były obwieszone plakatami z Bravo Girl, chociaż mam takie przeczucie graniczące z pewnością, że akurat nasze pokoje, twój i mój, były oblepione również plakatami czarodziejki z Księżyca. Oczywiście, że tak jest. Też się nie wypra. W każdym razie wracając. Idole tamtych lat. Gwiazdy pop, księżniczki popu. Wiadomo, że były też różne frakcje. Każdy miał swoją grupę idoli. Ale te plakaty, wycinki gazet, które się zbierało i wklejało w zeszyt albo w segregator, tworząc taki buklet. Taka książka, którą ty popełniłaś, to byłoby coś w tamtych czasach, po pierwsze nie do zdobycia, po drugie nie poza budżetem pewnie przeciętnego Kowalskiego, bo sama dostępność zdjęć do tych książek byłaby jakimś rarytasem.
I jakiegoś takiego obsesyjnego przejmowania się w ogóle tym swoim wyglądem. Co ciekawe z tym wysokim stanem, podobno jest też tak, że wśród fanów korąży taki żart, że ona nie ma pępka, bo nigdy go nie pokazuje. Kocham, wchodzimy na pole teorii spiskowych, uwielbiam. To jest trochę żart, ale rzeczywiście. Znaczy, że jest reptilianką i to wszystko wyjaśnia, to wszystko wyjaśnia, możemy kończyć ten podcast. Dokładnie, ale nie, ale słuchaj, specjalnie na jednym ze zdjęć na swoich mediach społecznościowych z siostrami Haim, Założyła kostiumy kąpielowe i pokazała pępek, ale to naprawdę zrobiła raz, czy dwa razy to zrobiła. No nie pokazuje tego pęka, nawet na koncertach. Wszystko ma jakby z wysokim stanem, co można było obronić, kiedy jeszcze była bardzo zakochana w stylistyce lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych, ale no ona rzeczywiście nie lubi odsłaniać ciała i lubi odsłaniać nogi.
I dlaczego w ogóle te zdjęcia i ciało się ogląda z takiego bliska? Dlaczego się analizuje pod tym względem? Już nie wspomnę o uwagach typu grube uda, nie taka figura. Dlaczego nie ma takiej figury jak już nie wiem kto ma porządną, bo Ariana Grande jest za chuda z kolei. To znaczy nadal się komentuje gwiazdy w ten sposób. No właśnie, kto ma teraz dobrą figurę? No właśnie nie Ariana Grande, tylko właśnie Doja Kat. Może bardziej idziemy w stronę Kim Kardashian i tego. Niewątpliwie Taylor Swift nie jest już punktem odniesienia. Nie jest to wymarzona sylwetka. No i ona wydaje się, że teraz przynajmniej nie wprost, nie daje do zrozumienia, że się tym przejmuje, ale jak Lady Gaga zacytowała fragment jej piosenki i odniosła się do swoich hejterów, którzy też komentowali, że ma wystający brzuch i że może jest w ciąży,
Jej twórczością, dokładnie. I ciśnie się w ogóle na usta pytanie, dlaczego Taylor Swift nie ma jeszcze swojej własnej marki kosmetycznej. Chociażby marki pomadek. Chociażby marki pomadek. Co ciekawe, nie wiem czy Urban Decay swego czasu zrobił pomadkę w kolorze Bad Blood. Nie komunikując tego w żaden sposób, oczywiście Swifties to wytropili, ja sama w ogóle to wytropiłam, szukając odcienia pomadki, którą używa Taylor Swift. Podobno to jest Pat Muff Graff pomadka. No i właśnie Allure przeprowadził teraz takie mini świlectwo, że właśnie dlaczego nie widzieliśmy jeszcze kosmetyczki, nigdy w życiu nie widzieliśmy kosmetyczki Taylor Swift. A jej przecież najlepsza przyjaciółka Selena Gomez nie tylko non stop pokazuje swoją beauty routine, czy ogólnie jakich kosmetyków używa i mówi o tej urodzie, będąc też świetną ambasadorką jakichś ciał pozytywności.
No właśnie chciałam powiedzieć, że to jest temat dla Seliny, bo ona chce pokazać, że ona też ma trudności, które musi przewalczyć. Ale ma swoją markę Rare Beauty kosmetyczną, więc Taylor mogłaby też podążać w śladach swojej najlepszej przyjaciółki. No ale o właśnie urodzie Taylor nie wiemy nic. No i Alur zrobił śledztwo, że co to są za kosmetyki, którymi zrobisz makijaż, które przetrwają trzy godziny cardio de facto. To prawda. Deszcz bardzo często, bo ile razy na koncertach ona jest po prostu cała mokra, a makijaż jest nieskazitelny. I właśnie wniosek jest taki, że jest to Pat McGrath Lab, aczkolwiek Allure zadzwonił do Pat, żeby potwierdzić i Pat nie odpowiedziała.
Dziękuję, a słuchaj, będę tą okropną osobą, która cię nie pozwoli skończyć, bo Ale tutaj się nie kończymy, jeszcze mamy dużo czasu. Tylko mówię, że powoli dojeżdżamy. Bo patrzę się w twoje oczy i nad nim jest kreska, a to też jest bardzo ważny element Taylor Swift, który ona zaczerpnęła od Audrey Hepburn pewnie i od swoich ukochanych lat 50. i 60. No i to Cat Eye, o którym śpiewa. Sharp enough to kill a man. No to też jest taki element jej wizerunku. Właśnie taki wręcz komiksowy. Mnie się to kojarzy trochę z Polaroidami Warhola, albo z jego słynnymi grafikami. Ona ma taką twarz, że można ją naszkicować jakby trzema pociągnięciami, tak? Jakby usta, oczy, jakby noczy, grzywka i już. Jest Taylor Swift, nie? Tak, wiadomo.
Że trochę nie wiadomo, nie ma też jakichś nawiązania. Fajnie jednak, jak się jest fanem, a nawet nie, jak się słucha płyt po kolei, no to żeby była jakaś konsekwencja, chociażby w jakimś wzroście, tak? No dokładnie. Chcesz zobaczyć jakąś historię, chcesz, żeby to było spójne, bo jak jest spójne, to znaczy, że ktoś wie, co robi i mu ufasz. Nawet jak ci się coś nie podoba, to ufasz, bo wiesz, że to zostało wymyślone przez tę osobę, która już zrobiła coś innego, co ci się podobało i że ta osoba dorasta, właśnie ma różne pomysły. Ale cały czas jest tą samą osobą, która nie jest jakimś tworem właśnie algorytmu, tylko osobą, która przeżywa swoje życie. A zresztą teraz mi się przypomniało, że no genialny makijaż jest w teledysku do Fortnite, który też jest zresztą Pat McGrath i nawiązuje do lat dwudziestych.
I bardzo mi się podobał, świetny był. Tak. Ja bardzo lubię to makijaże Taylora. Ja też często noszę kreskę i kocham pomadki i bardzo lubię czerwone pomadki. To są moje ulubione. Jak ustaliłyśmy przed nagraniem, Karolina wygląda jak Taylor Swift. Nie tylko jakby jest Taylor Swift literatury, tak? Tylko... Ale to naprawdę było wcześniej. I właśnie super, że mówisz, bo dosłownie wczoraj ktoś mnie zapytał, czy... I może ktoś z was słuchających chce też znać odpowiedź na to pytanie. Czy stałaś się Swiftis dlatego, że napisałaś książkę, czy napisałaś książkę dlatego, że byłaś Swiftis? Napisałam książkę dlatego, żebym Swifty oraz moja koleżanka, która pracuje w wydawnictwie WAB, pozdrawiam, wygadała, po prostu wygadała nasz dziewczyński sekret, bo my się z nami lubimy od lat, że ja lubię Taylor Swift i to była moja taka dosyć jednak prywatna
Świetna, prywatne hobby, zajawka, coś takiego, co myślałam, że zostanie moje, a ona wygadała i Ania Dziewit-Meller, pozdrawiam Cię Sylwia Kawalerowicz, świetna redaktorka inicjująca, zadzwoniła do mnie Anna Dziewit-Meller i mówi, no słuchaj, bo taki mam pomysł, żebyś może napisała, słyszałam, że od lat się interesujesz, więc może byś chciała. No i się zgodziłam na co miałam robić, bo rzeczywiście doszłam do wniosku, że chciałabym o niej opowiedzieć tak jak na to zasługuje. I ja też lubię brać popkulturę pod włos i interesuję się, tak jak już zostało powiedziane, powierzchnią i uważam, że ona wiele głębokich rzeczy mówi, więc Przyjęłam to na siebie, ale Swifty jestem, tak powiedziałabym, na 100% od albumu 1989, bo wtedy też zaczęłam być dziennikarką muzyczną, bo tak mi się zaczęła w ogóle przygoda zawodowa.
Miałam 19 lat i w magazynie A4 pisałam recenzje, a potem pracowałam w magazynach miejskich, takich jak Activist, Exclusive i dużo tam o muzyce pisałam. A to było w czasach, kiedy to nie było dobrze widziane, żeby pisać o popularnej muzyce, bo wtedy wszystko było niszowe i wyrafinowane. Tak jak Taylor śpiewa w We Are Never Getting Back Together, o tym właśnie, że trzeba było być cool i słuchać niszowych bandów. A ja wtedy słuchałam Taylor Swift między innymi. I co? I tak już mi zostało. I z nią sobie podróżowałam przez życie dalej. I im starsza byłam i im starsza ona była, tym bliżej się z nią czułam. I ostatnie płyty są dla mnie najbliższe. Więc nie, absolutnie nie zostało mi to zaimplementowane w głowie przez wydawnictwo. Raczej nic nie wykorzystane po prostu.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Agneska przedstawia Karolinę Sulej, autorkę książki o Taylor Swift, i omawia tematykę książki.
Agneska omawia strukturę książki i jej tematykę, podkreślając znaczenie biografii w kontekście kultury.
Agneska i Karolina poruszają temat idolki Taylor Swift i jej wpływ na młode pokolenie.
Agneska i Karolina omawiają wizerunek Taylor Swift i jej er, podkreślając jej podejście do ciała i seksualizacji.
Agneska i Karolina poruszają temat Taylor Swift jako oazy w kontekście seksualizacji gwiazd.
Agneska i Karolina omawiają przejście Taylor Swift z muzyki country do popu, podkreślając jej zmiany w stylu życia i wizerunku.
Rozmowa skupia się na Taylor Swift jako biznesowej kobiety, jej beauty routine i marki kosmetycznej. Analiza małżeństwa Swift i Marka Alanna oraz wpływu na jej twórczość i wizerunek.
Kontynuacja tematu Taylor Swift jako kulturowej ikony, jej wpływ na popkulturę, girl power i rola w kształtowaniu wizerunku kobiety. Omówienie konsekwencji jej działań i wpływ na inne artystki.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Taylor Swift to już nie imię i nazwisko, lecz zjawisko. – Biografia Taylor Swift świetnie nadaje się do studiowania zmian w czasach, w których żyjemy. Tego, jakie subtelne kulturowe przesunięcia mają miejsce i jak reinterpretuje się wizerunek kobiet, a w szczególności feminizm – mówi Karolina Sulej, reporterka, aktywistka, antropolożka i zadeklarowana swiftie, która na dwa tygodnie przed aż trzema koncertami piosenkarki w Warszawie wydała książkę „Era Taylor Swift”. Rozmawiamy o dziewczyńskim wizerunku w rozerotyzowanej branży, konsekwencji, ale też obsesyjnej samokontroli. Analizujemy, dlaczego dziś rozmawiamy o cielesności, a nie, jak w latach 90., o looku ikon popkultury. W końcu – jaki wpływ na politykę, kulturę i środowisko ma i będzie mieć w kolejnych latach „człowiek roku” magazynu „Time”.