BP #342 Bajki dla Leosia cz. 1
Tytuł: Bajki dla LeosiaAutor: Magdalena WachnickaCzyta: Wojciech StrózikOdwiedź też: https://bajkowypodcast.pl/Wesprzyj podcast: https://patronite.pl/RODKPodobała się bajka?Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/rodk 🙂Daj znać w sekcji Q&A na Spotify, co sadzisz o tym odcinku?
Figlarz jakich mało. Psotnik. Mały łobujak, który nie ma dnia, aby coś rodzicom nie zmalował. Ten sześcioletni, bardzo sprytny fizycznie, ale i umysłowo chłopiec ciągle ma jakieś pomysły. A to rodzicom zginie z oczu, bo ciekawy jest świata, który go otacza. A to pobiegnie za małym koko, słoniątkiem, który często go odwiedza na podwórku. A to wejdzie na drzewo i obserwuje świat, zwierząt i przyrodę. Samotnie rosnące w zagrodzie olbrzymie drzewo akacjowe jest bazą, taką jego osobistą kryjówką.
Ciekawy świata i ludzi ciągle wypytuje turystów o to, czego nie wie, ale również opowiada im historie, które spotykały go jako kolegę Koko. Koko, mały słonik, jest dzieckiem wielkiej słonicy Kasi. Kasia, jak była mała, to ciągle kręciła się koło domu rodziców Jamesa razem ze swym przyjacielem Maxem. Kiedy urodził im się mały słonik, dali mu na imię Koko. Słonie to zwierzęta wędrowne. Ciągle się przemieszczają w poszukiwaniu terenów zielonych i wody.
Któregoś razu tata słoń Max wyruszył w świat w poszukiwaniu najlepszego miejsca dla swojej rodzinki, informując słonicę, mamę Kasię i swojego malutkiego synka słonika Koko, żeby tu bezpiecznie na niego czekali. Mały słonik Koko bardzo się ucieszył, że może zostać z mamą Kasią, bo bardzo chciał się zaprzyjaźnić z małym chłopcem Jamesem, którego Bacz nie obserwował. Koko nie mógł zrozumieć, dlaczego on, Koko, ma rok i jest już duży, a James ma sześć lat i jest jeszcze taki mały. Ale słonie już tak mają.
Nie wszystko rozumieją. James wiedział, że słonie rodzą się już duże, a potem szybko rosną. Obserwował ich od narodzin, aż po ich dorosłość. Nigdy ich nie ważył, bo nie miał takiej wagi, ale tak sobie myślał, że pewnie są to największe zwierzęta, nie tylko kręcące się wokół jego domu, ale i na całym świecie. Mały Koko często oddalał się ze swoją mamą Kasią w poszukiwaniu pożywienia i wtedy Jamesowi było smutno. Ale dzisiaj miało być inaczej. James dzisiaj wstał bardzo wcześnie, bo czekała na niego wielka przygoda.
Jeep zatrzymał się przed domem na ogromnym podwórku, pośrodku którego rosła akacja, wielkie drzewo, baza Jamesa. Babcia Bena wygramoliła się z samochodu i od razu zaczęły się kłopoty. Dość silnie wiejący wiatr porwał jej ogromny biały kapelusz, który miał chronić babci głowę przed gorącym słońcem serengeti. Kapelusz, nie słuchając nikogo, kulał się po ziemi i zatrzymał się pod nogami małego słoniątka Koko. Babcia narobiła wrzasku, że zniszczy się jej kapelusz. James nieśmiało podbiegł do babci Benny, wziął ją za rękę i zaczął ciągnąć w kierunku słonika Koko.
– Proszę pani, – powiedział James, – proszę pójść ze mną, uratujemy kapelusz. Kapelusz zatrzymał się na trąbie małego Koko. – O, widzi pani, mój przyjaciel Koko nie pozwoli, aby zniszczył się pani kapelusz. Babcia uradowana przytuliła Jamesa i wrócili do Jeepa, aby rozładować bagaże. Dziadek Zibek był szybszy i wszystkie bagaże były już w chacie Filipa. Kiedy po lekkim posiłku babcia Bena i dziadek Zibek zastanawiali się, co może ich spotkać na tym nowym miejscu, podbiegł do nich James i zapytał, co chcecie państwo robić?
Nie czekając na odpowiedź, wykrzyczał. Dziś zaraz się ściemni, ale jutro, skoro świt, zapraszam państwa na safari z moim przyjacielem, małym słonikiem Koko i jego wielką mamą Kasią. Czy wiecie państwo, co to jest safari? Zapytał James. No, nim dziadek Zibek popisał się wiedzą, James pośpiesznie oznajmił, że safari to polowanie na zwierzęta. Dziadek Zibek zmrużył oczy i z przerażeniem zapytał. Polowanie? My nie przyjechaliśmy zabijać zwierzęta. Nie proszę pana polowanie, ale z aparatem fotograficznym.
Będziemy obserwować zwierzęta i robić im zdjęcia. Takich zwierząt, jakie są koło mojego domku, nie ma nigdzie na świecie. A to mi ulżyło, odpowiedział dziadek Zibek. Na zajutrz po ciężkiej podróży Bena i Zibek o dziwo bardzo wcześnie wstali. Jakież było ich zdziwienie, kiedy wyszli przed chatę i zobaczyli, że James stoi koło wielkiej słonicy Kasi i małego Koko, którzy są gotowi do drogi. Gotowi na safari. Bena chwaląc Jamesa, że tak szybko wstał, zapytała go, co słonica Kasia ma na swoim grzbiecie.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Autor: Magdalena Wachnicka
Czyta: Wojciech Strózik
Odwiedź też: https://bajkowypodcast.pl/
Wesprzyj podcast: https://patronite.pl/RODK
Podobała się bajka?
Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/rodk 🙂
Daj znać w sekcji Q&A na Spotify, co sadzisz o tym odcinku?