Bellmer. Niebiografia
W styczniu 2011 roku miasto Katowice przystąpiło do starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016, jednym z elementów programu miała
Nie biografia Bellmera to kolejne dzieło Marka Turka opublikowane przez Kulturę Gniewu. Audycja Skóry Bajabongo, opowieść poprzednia, a także Nest bardzo dobrze nastawiły mnie na odbiór tego twórcy urodzonego w Zabrzu, więc klimaty Śląska i Zagłębia nie są mu obce. Podobnie jak naszemu drugiemu bohaterowi, czyli Belmerowi.
Właśnie tutaj się pojawia ten surrealizm, gdyż ta lalka była pokazywana w różnych kombinacjach. Raz nie miała górnej części tłowia, nie miała ramion. Właściwie była takim lustrzanym odbiciem, jakbyśmy ciało człowieka w pół przebili lustrem i zrobili lustrzane odbicie. To powodowało pewne skojarzenia, pewne tropy interpretacyjne, które Marek Turek nam pogłębia. Marka Turka polubiłem właśnie od Bajabongo i uważałem go za... takiego polskiego Tomasa Ota. Choć kiedy wszedłem na jego blog, czyli piktogramy, gdzie pokazuje komiksy, jakie zdobył, jakie kupił, powiększając cały czas swoją kolekcję, która jest ogromna.
Cena, mamy tutaj mrożącą krew w żyłach scenę, kiedy jacyś naziści, chyba nawet sam Hitler ogląda dzieło Bellmera i jest to rzeczywiście przerażające napięcie, ale też Marek Turek wydaje się trochę tak jakby... No na pewno jest fasnatem Bellmera, bo żeby coś takiego namalować, to trzeba rzeczywiście kochać Bellmera. Ja akurat jeśli chodzi o surrealistów, to Bellmer jakoś mnie nie zafascynował. No nie porwał mnie nigdy, ta jego lalka mnie nie porwała. Natomiast dzięki temu, co robi Marek Turek, ja mogłem bardziej zrozumieć Bellmera. Ja mogłem zrozumieć, skąd ta dalka się bierze, jakie tam kryją się przesłania, jak to interpretować.
No a oprócz tego Marek Turek pokazuje nam część innej twórczości, inne rzeźby Bellmera, jakie mogły niewtajemniczonemu umknąć. Wracając do motywu nazizmu, To, co tutaj się wyrabia w tym komiksie, to jest obłęd. To jest komiks. Komiks właśnie, który jest świadomy swojego medium. Tego, że opowiada, a właściwie to autor jest świadomy, tym bardziej, że przeczytał tyle różnych komiksów europejskich. Więc ten człowiek wie, co to jest komiks i jak opowiadać komiksem, czyli planszami. Jak opowiadać pomiędzy tymi planszami. Tutaj nawet same obramowania właśnie opowiadają nam historię.
To robi wrażenie, to jest znakomite. To jaki on potrafi wytworzyć klimat grozy. To jest fascynujące i godne pochwały. Ja bałbym zaprosić się go do swojego Matiza na jakąś degustację. Słuchajcie, to jest człowiek, który potrafi stworzyć atmosferę grozy w W tym komiksie nie odwołując się do elementów ponadnaturalnych. To mi się podoba. A kwitując jeszcze ten wątek nazizmu, to tutaj mamy właściwie taką dekonstrukcję twarzy Adolfa Hitlera, która jest rewelacyjna. Począwszy od całej sylwetki ze szczegółowymi rysami, Marek Turek go rozbraja na części pierwszej,
Coś takiego zawsze będę chwalił. Gdyby David Lynch robił coś takiego, to kochałbym Davida jeszcze bardziej. Choć podejrzewam, że nowy sezon Miasteczka Twin Peaks musiałoby mieć całą egzegezę w postaci tysiąca stronnic, to tutaj Marek Turek całe szczęście pewne kadry tłumaczy nam bardzo zwięźle, odwołując się do konkretnych przykładów, skąd wziął inspirację. Tłumacząc i rzeczywiście to otwiera. Przykładowo widzimy coś, nie do końca pamiętamy, wiemy w którym kościele, ale nie wiemy gdzie i dzięki temu możemy sobie to sprawdzić, wygooglać i doznać odleśnienia i jeszcze raz to głębiej przeżyć.
Bardzo mi się tu podoba. Tutaj nawet Marek Turek pokazuje, gdzie jaki kadr zaczerpnął. z jakiego zdjęcia, z jakiej fotografii, czasami ustosunkowuje się, co pili na jakimś spotkaniu. To się przydaje, bo to jest nie biografia, to jest nie gra, to jest niebo, to nie jest bio, to jest gra, to jest bio, to jest gra. Więc tutaj nie mamy pewności, czy to jest biografia, czy to jest pewna fikcja. No i tutaj dobrze, że właśnie to dopowiada na koniec autor, bo my wiemy, jakby co było konceptem, co było jakimś, prawda, metaforą, co było jakimś, a co było elementem biograficznym. Więc nawet jeżeli chcemy to traktować jako biografię, no bo to jest nie biografia, więc jakby nie chcę to uchodzić za biografię oficjalną, taką, prawda, rzetelną, choć w
Tylko nie wiem kiedy. Jestem przekonany, że to będzie unikatowe dzieło i że kiedyś będą tego komiksu poszukiwać i pierwsze wydanie tego komiksu będzie sporo warte. Polecam ten komiks. Przebija chociażby biografię Kiki. z Monte Parnassie. Tutaj każdy kadr jest przemyślany. Są drobne rysy. Nie podobają mi się na przykład te wszystkie figury, postaci, które Turek maluje z żabiej perspektywy. Dla mnie to jest już takie przesadzenie. No wiecie, tam mamy jakieś dziecko, które ogląda... opiekuna w domu dla sierot bodajże, czy dla jakichś dzieci.
I nie dość, że on jest wielki, czarny, gruby, szeroki, ogromny, przerażająca postura, rozpościerająca się nad naszym małym bohaterem, no to on jest jeszcze z tej żabiej, ukośnej perspektywy. Dla mnie to jest jakby już trochę za dużo. Właśnie to, co u Marka Turka również w poprzednich dziełach mnie nie przekonuje w jego stylu, to jest właśnie to Takie wynaturzanie tych postaci. To jest dla mnie już może o krok za daleko. Ale każde jakieś arcydzieło musi mieć swoje wady, swoje rysy. Tutaj na koniec jeszcze tak... Na zachętę chciałem wspomnieć scenę, która poziomem wzbija się na klasę właśnie wspominanego już przeze mnie Davida Lyncha, mianowicie klimat miasteczka Twin Peaks trzeciego sezonu.
Ściany, która zamienia się za pomocą jakiegoś surrealistycznego pstryczka, głównego bohatera naszej opowieści, Belmera. w jakąś taką właśnie lalkę czy jakieś miednicę ludzką, część ludzkiego ciała stworzoną z cegieł, która to właśnie część ciała symbolizuje, że jesteśmy w więzieniu, jesteśmy zamknięci i musimy uciec. I kiedy te ściany pękają, tej właśnie rzeźby, która unosi się w powietrzu, udaje się uciec i wyjść z więzienia. Wydaje mi się, że jest to świetna metafora. Jeżeli są tutaj jakieś głębsze jeszcze pomysły, jak to powinno się interpretować, to zachęcam Marka Turka, żeby w komentarzach pod odcinkiem koniecznie napisał, jak wpadł na tę scenę, co tutaj się za tym kryło, bo ja to odbieram, przede wszystkim wrażenie niesamowite, niesamowite.
Właściwie to jest najprostsza kreska, ale przeciwstawienie tych faktur, to to jest taki żywy, poruszający się wręcz na naszych oczach. Mamy wrażenie, że to się porusza, że to żyje. To jest czysta metafora właśnie więzienia, w jakim znajduje się główny bohater. koniecznie to zobaczcie, koniecznie to przeczytajcie, bo warto. Moja ocena to 9 na 10. Jest to najlepsza biografia, przepraszam, nie biografia, jaką do tej pory czytałem. I weźcie pod uwagę fakt, że ja nie jestem fanem Bellmera, ale właśnie dzięki tej biografii bardziej rozumiem tego twórcę, a przynajmniej wydaje mi się, że go bardziej rozumiem. Nie wiem, czy rozumiem Marka Turka, ale chcę teraz więcej wiedzieć o samym Bellmerze i zobaczyć więcej jego dzieł i jeszcze głębiej wgryźć się w tę twórczość.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.