Węgry przed wyborami. Czy skończy się reżim Orbana?
W „8:10” Michał Olszewski pyta Michała Kokota o sytuację na Węgrzech przed zbliżającymi się wyborami. Czy partia Pétera Magyara ma szansę pokonać reżim Orbána? Jak będą wyglądać Węgry po tym, jak Orbán odda władzę? Przeprowadzenie jakich reform jest niezbędne? Jaka jest sytuacja społeczno-gospodarcza węgierskiej prowincji? Dlaczego Orbán prowadzi antyukraińską kampanię, a nie zajmuje się problemami Węgrów? Więcej podcastów na: https://wyborcza.pl/podcast. Piszcie do nas w każdej sprawie na: [email protected].
Jeszcze tutaj przed taką twardą dyktaturą Putina, gdy mówił o tym, że gdy za bardzo rozjeżdżał się obraz w telewizorze propagandy, a w lodówce ludzie zaczęli wychodzić na ulicę i się buntować. I z taką samą sytuacją mamy obecnie do czynienia, uważam, na Węgrzech. Że rzeczywiście coraz więcej ludzi jest niezadowolonych z powodu stopy życiowej, która spadła, z kwestii gospodarczych i te wszystkie programy socjalne, które Orbán wdrożył, one nie spowodowały to, że ludziom żyje się lepiej. Też z uwagi na to, co podkreśla właśnie często Péter Magyár w swoich wystąpieniach, że jakość usług publicznych jest na fatalnym poziomie. To znaczy służba zdrowia, edukacja, szkoła, drogi. To wszystko jest w zapaści na Węgrzech. I tutaj narracja, którą też sufluje Madziar i opozycja o tym, że garstka oligarchów dorobiła się miliardów podczas gdy zwykli Węgrzy tak naprawdę żyją w trudnych warunkach, coraz gorszych.
Natomiast to według mnie jest to właśnie dowodem na to, że po pierwsze Magyar jest teflonowy. Żaden skandal się go nie ima. Wszystkie próby zdyskredytowania go spaliły na panewce. A było ich wiele, dodajmy. Było ich wiele. A po drugie, rzeczywiście jest tak, że uwaga Węgrów jest skoncentrowana na tej sytuacji właśnie wewnątrz kraju, ich stopie życiowej, a nie na rzekomym zagrożeniu zewnętrznym czy grożącą wojną. I próby tutaj ukrainizacji, powiedzmy, tej kampanii wyborczej przez Fidesz, ona nie powiodła się. Mamy teraz do wyborów mniej niż dwa tygodnie. Musiałby się jakiś kataklizm wydarzyć, kompletne jakieś odwrócenie, zapaść strategii TIS-y, żeby ta partia wyraźnie przegrała te wybory. To się wydaje wręcz po prostu teraz nieprawdopodobne. Czy ja dobrze rozumiem, że TISA jest o krok od uzyskania większości konstytucyjnej, która pozwoliłaby na szybkie i fundamentalne dokonanie zmian na Węgrzech?
Ale trzeba przyznać, że TISA i jej wolontariusze robią to, czego nie robiła opozycja od lat. To znaczy byli w stanie zbudować struktury organizacyjne, tak zwane wyspy TISY. Czyli wolontariuszy, aktywistów lokalnych, którzy chodzą od domu do domu, wzajemnie się mobilizują, przekazują program partii, mówią o tym innym osobom. I to jest coś, co było słabością opozycji przez ostatnie lata. To znaczy mało kto wyściubiał nosa spoza Budapesztu i dużych miast, gdzie i tak to poparcie dla partii opozycyjnych było zapewnione. W przypadku TIS-y ta strategia była zupełnie inna. Péter Magyár w tamtym roku wykonał dwa duże marsze przez całe Węgry, przekonując i pokazując, że zależy mu również na wyborcy z małych miejscowości. I on dzięki temu zyskał taki właśnie wizerunek Trybunału Ludowego.
A widzisz podobieństwo pomiędzy Węgrami w 2026 roku i Polską w 2023? Czy to za daleko? W pewnym sensie tak, ale to jest również oczywiście jakiś moment przełomowy dla Węgrów. Natomiast sytuacja Węgrów jest dużo trudniejsza niż Polski, bo możemy też zacząć rozmawiać o tym, co będzie, jeśli Tisa wygra wybory. Nie będzie to sytuacja łatwa dla Tisy ani Petera Magyara, bo gospodarka jest... W bardzo złym stanie i żeby postawić kraj na nogi, mówiąc kolokwialnie, potrzebne będą trudne reformy, które nie od razu przyniosą owoce. Pamiętajmy o tym, że Péter Magyár jest jedynym politykiem wyrazistym, będzie miał urząd ekspertów.
Pytanie, czy to będzie w ogóle konieczne, ponieważ istnieje również teoria taka, że nawet jeśli Tisa i Péter Magyár wygra wybory, to sytuacja gospodarcza będzie taka zła, że Viktorowi Orbánowi nie pozostaje nic innego, jak siedzieć tylko z założonymi rękami i patrzeć, jak nowy rząd się wykrwawia. I pogrąża w kłótniach, a on na białym koniu wróci po dwóch latach i powie, widzieliście, trzeba było postawić na pewny wybór, czyli na Fidesz i Viktor Orbán. A jest prawdopodobieństwo, że zaczną się Orbán, Magyár dogadywać. To są dobrze znajomi z tej samej partii. Pojawiają się kolejne nazwiska w gabinecie na razie cieni. Nie tylko Péter Magyár jest człowiekiem, który będzie prawdopodobnie premierem, ale na przykład pojawiło się nazwisko Anity Orbán, niespokrewnionej od razu powiedzmy z Viktorem Orbánem. Która prawdopodobnie będzie ministrą spraw zagranicznych.
I to też jest polityczka, która rozpoczynała swoją karierę w Fideszie przecież. Tak, ale to było dawno temu. To było 15 lat temu, gdy kandydowała do Fidesu. Zresztą też Magyar jest byłym Fidesowcem. Węgrom to nie przeszkadza. Przeciwnie. Oni uważają, że to jest jedyny człowiek, który jest w stanie naprawić kraj. Dlaczego? Bo był elementem systemu mafii. I zna strukturę. I zna od podszewki powiązania między ludźmi, biznesem i wie jak to odkręcić. Wydaje mi się, że takie połączenie polityki czy interesów Magyara z Orbanem jest niemożliwe. Z prostego powodu. Cała kampania opiera się na tym, że on jest anty-Orbanowski i anty-Fidesowski. Wyobrażam sobie taką sytuację, że mógłby do tego dojść, w sytuacji gdyby doszło do jakiegoś zaognionego, jakiegoś wielkiego antagonizmu politycznego, gdzie kraj stanąłby na skraju być może wojny domowej, albo gdzie nastroje byłyby bardzo złe i wtedy Magyar by powiedział, że musimy powołać rząd jedności narodowej, wyciągnąć rękę do naszych oponentów i stanąć razem
Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski póki co pilnie pracują na rzecz tego, żeby Filesz te wybory wygrał. I wypowiadają się gdzie tylko mogą o tym, jak dobry jest Viktor Orbán, który uratuje kraj przed zapaścią, wrogiem zewnętrznym, złą Brukselą, Ukrainą i tak dalej. Wpisują się kompletnie właśnie w tą kampanię, którą ułożył Fidesz z prostego powodu. Oni wiedzą, że będą musieli szukać innego kraju, gdy wygra TISA i gdy Péter Magyár zostanie premierem, co zapowiedział już wcześniej. Skończą się czasy tych azylów politycznych. Zresztą ich nie było, szczerze mówiąc, aż tak wiele. I tutaj trzeba powiedzieć, że Ziobro i Romanowski są pewnymi wyjątkami. Poza nimi tak naprawdę tylko Mikołaj Grujewski wcześniej znalazł, czyli były premier Macedonii Północnej. On w bagażniku przyjechał, dobrze pamiętam? Po prostu w samochodzie z Macedonii Północnej. On zaprzecza temu, ale ponoć istnieją mocne dowody na to, że został przewieziony rzeczywiście w bagażniku przez dyplomata węgierskiego przez granicę z tej Macedonii, gdzie musiał uciekać, gdy postawiono mu zarzuty korupcji.
I oni próbują, w sensie mówię oni tutaj, czyli węgierscy oligarchowie związani z Fideszem, lokować swoje biznesy poza Unią Europejską właśnie w tych krajach bałkańskich na wypadek, gdyby Viktor Orbán stracił władzę, aby można było tymi pieniędzmi dalej zarządzać. O jeszcze jednym kraju nie powiedzieliśmy, powoli zmierzając do końca naszej rozmowy, czyli o Rosji. No straszne rzeczy w miarę upływu kampanii wyborczej wychodzą na jaw. Dzięki cierpliwej pracy śledczego dziennikarza Sobolsza Paniego, który zresztą na Węgrzech ma w tej chwili bardzo duże kłopoty, okazało się, że minister spraw zagranicznych Peter Siarto regularnie kontaktował się z Siergiejem Ławrowym, ministrem spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej. To jest dosyć wstrząsające, jak jednak czytamy, że te kontakty były na tyle zażyłe, że nawet w trakcie posiedzeń Rady Europejskiej minister spraw zagranicznych Węgier wychodził w przerwach, żeby wykonywać telefony do Moskwy.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.