Duży Format: 400 tysięcy dziadków z Wehrmachtu
Gościnią Aleksandry Zbroi jest Stasia Budzisz, autorka książek "Pokazucha. Na gruzińskich zasadach" oraz "Welewetka. Jak znikają Kaszuby". Pretekstem do rozmowy jest jej reportaż opublikowany w Dużym Formacie, o losie Kaszubów wcielanych do armii niemieckiej podczas II wojny światowej. Stasia opowiada o doświadczeniu jej własnej rodziny pochodzącej z Kaszub oraz odnosi się do głośnej gdańskiej wystawy "Nasi Chłopcy". Więcej podcastów na: https://wyborcza.pl/podcast. Piszcie do nas w każdej sprawie na: [email protected].
po czym zostali wtrąceni do niemieckiego więzienia, jako oczywiście Polacy. I jedynym wyjściem z tej opresji, w której się znaleźli, było, dano im szansę jako Pomorzanom, jako komuś, kto urodził się w Prusach, czyli ktoś, kto był ludnością autochtoniczną, należał do ludności rdzennej tego miejsca. Oni mieli taką szansę, to samo było na Śląsku, to samo było na Pomorzu, mieli taką szansę, aby podpisać Volkslistę, czyli tę niemiecką listę narodowościową i to było warunkiem, żeby z tego więzienia wyjść. Oczywiście podpisanie tej listy było tak naprawdę podpisaniem na siebie wyroku, że pójdzie się w kamasze niemieckie, ponieważ to było jednoznaczne z otrzymaniem obywatelstwa niemieckiego po raz kolejny.
angażowali się w życie społeczne i polityczne Niemców, ale generalnie byli etnicznymi Niemcami. Trzecia grupa to byli ci, do których należała właśnie grupa autochtonów, ci, którzy wychodzili za mąż albo żenili się z Niemcami. I czwarta grupa to byli ci, którzy tak naprawdę zostali absolutnie spolszczeni. Natomiast byli też ludnością autochtoniczną. I teraz przynależność do konkretnej grupy trochę określała twoją rolę albo determinowała twoje losy takie wojenne, prawda? Tak. I też, co jest ważne, tę grupę nadawał urzędnik po wypełnieniu ankiety. Nie było na to wpływu, że przychodzisz do urzędnika na gestapo i mówisz, ja chcę być w trzeciej grupie albo daj mi pierwszą, ja tu będę prawdziwym Niemcem teraz. I teraz różnica jeszcze polegała na tym, że na Pomorzu i na Śląsku te Volkslisty były przymusowe.
na zaproszenie Polski Ludowej, tak naprawdę byli automatycznie kierowani na tak zwaną rehabilitację i weryfikację. I w większości te weryfikacje i rehabilitacje przechodzili. Przechodzili też dlatego, że pamiętajmy o tym, że rząd polski w Londynie, który był rządem na wychodźstwie, ok, on był jakby oczywiście... nierównoległy do rządu, który później pojawił się w Polsce Ludowej, tylko to był rząd, który rozumiał sytuację, która dzieje się na Pomorzu i wręcz te związki, czy tam Związek Jaszczurzy, czy stanowisko rządu polskiego, mówiło o tym, żeby nie wykrwawić Pomorza i żeby podpisywać Volkslistę i iść walczyć po prostu i oddać się aliantom, jeżeli trafi się na zachód. Jeżeli trafi się na wschód,
W ostatniej. W ostatniej sali i przeczytam Państwu trzy. Dziadek żony zginął we Włoszech w 1945 roku jako sanitariusz Wehrmachtu. Dwa. Dziadek mego męża został również siłą wcielony do Wehrmachtu, a był mieszkańcem Wielkopolski. Przyznam, że zdziwiłam się. To jest właśnie skala mojej niewiedzy. Ale wiesz, tutaj taki mały przepis zrobię, ponieważ na Śląsku i na Pomorzu byli tacy namiestnicy NDSDAP w tych regionach, którzy rzeczywiście wzięli sobie do serca ten rozkaz Himmlera, który mówił o podpisywaniu Volkslisty. Wielkopolska też do tego należała, natomiast tam ichniejszy namiestnik nie był aż tak skrupulatny w egzekwowaniu podpisów. Trzeci list. Jaka wielka szkoda, że tajemnica jaką stworzono po wojnie o służbie mojego dziadka nie pozwoliła mi poznać tak ważnego fragmentu jego życia.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
zagłosuj na książkę i napisz swoją recenzję
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„zagłosuj na książkę i napisz swoją recenzję"
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.