Mentionsy

Stenogramy zbrodni
Stenogramy zbrodni
03.08.2025 07:53

FERAJNA #32 - podcast, kryminał, słuchowisko, antykryminał

'Reanimujcie go. Nie możemy pozwolić mu tutaj zdechnąć. '

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 34 wyników dla "Biały"

Ja, Biały, Gedrus i Kola.

Jak nam wówczas powiedział Biały, zanim zakradliśmy się pod osłoną nocy do portu i zanim zaczęliśmy włazić na ten jacht, szukamy surowego kamienia, tak dużego, że trzymając go w dłoni nie da się złączyć palców, więc też nie da się go z niczym pomylić.

Pobiały już go widział, zdążył przekonać się, jak ogromny on jest i jak piękny.

Jak my tam weszliśmy z Colą i Białym, to nikogo tam nie było w tej sypialni psie.

Biały czaił się tam pod jej drzwiami z 10 minut, w tym czasie ja z Colą obeszliśmy resztę jachtu w poszukiwaniu reszty załogi.

Biały rękę położył na materacu, mówi, jeszcze ciepły, on musi tu gdzieś być.

Zaraz jak biały wydostał się przez ten forluk na pokład, ja podskoczyłem, chwyciłem się jego krawędzi i z pomocą coli po kilku sekundach też już stałem na górnym pokładzie.

I biały też gorąco mu było, aż się porozpinał, pamiętam, i rzecze, ty szukasz ze mną na dziobie, kola na rufie, a Giedrus niech sprawdzi tą pieprzoną łódkę, która tam tak napierdala o to molo wesoło.

Biały wlazł na niego, poświecił w wodę i mówi ze smutkiem w głosie – pusto, a po chwili dodał – dobra, kończymy to, to nie ma sensu.

Siedział tam taki przestraszony, bo taki nam się wydał, mocno przestraszony nam się wydał, jak go wytargaliśmy stamtąd z kolą i z białym.

Krzyczał początkowo, ale biały ze dwa liście mu sprzedał, zaraz jak tylko jego łeb zaczął wystawać z tej bakisty, biały do niego, siarap, siarap i on faktycznie się przymknął.

I on klęczy przed nami na tym pokładzie, bo na widok gazrurki, którą wyjął z zapaska biały, zaczął mięknąć, przy czym mocno musiał kochać życie psie, bo zaraz się też rozbeczał prawie.

Cola pochylał się akurat do tego faceta, chciał mu pomóc wstać na nogi, chciał go chyba podtrzymać za ręce, a Biały wygrażał mu akurat tą gazurką i ja wciąż pamiętam ten dźwięk odbicia się tego kamienia od pokładu i ten plusk jak on wpadł do wody.

I Biały mówi do Koli, to to był właśnie nasz kamień.

Już buty zdejmował, ale Biały go przytrzymał za szmaty, bo Kola dosłownie gotów był skoczyć za tym kamieniem w ten mrok.

Biały chwycił go, wskazawszy na leżącego na pokładzie szejka, mówi, nigdzie nie skacz, za głęboko tu jest, poza tym będziesz nam potrzebny.

No i Biały powiedział krótko.

Kola wydzwania karetkę pogotowie, a Biały łazi od burty do burty.

A biały, normalnie, wezwijcie mu karetkę, niech przyjeżdżają, to już koniec tego tematu.

I niech Pałajew nawet nie wyskakuje do nas z pretensjami, dodał pod nosem, wkurwiony jak szerszeń biały.

I potem reanimowaliśmy tego szejka z Kolą na przemian, do momentu aż usłyszeliśmy sygnał karetki, a gdy zobaczyliśmy jej światła pod bramą, zeszliśmy z jachtu, ja na polecenie Białego oddałem mu gazrurkę, bo akurat ja miałem ją przy sobie, Biały schował ją za pasek, wraz z Kolą i Gedrusem ruszyli oni w kierunku bramy, a ja, podobnie jak oni, na powrót założyłem na głowę kominiarkę i poszedłem wskazać załodze karetki miejsce, w którym leżał ten szejk.

A biały bez słowa wręczył mi gazrurkę, którą wyjął z zapaska.

Albo wyciągnął już kopyta, dodał Biały.

A Biały mówi, zaraz, przecież musi tu być ktoś, kto potrafi nurkować.

I w tym momencie ja zerknąłem na kole, ten na mnie pomyślałem, że biały właśnie sobie przypomniał, że mamy papiery płetwonurków.

A biały na stoli, który stał przed nim, rzucił plik dolarów, ale taki kurwa gęsty.

O odnalezienie zielonego kamienia wielkości pięści do tamtego momentu jeszcze nikt go nie prosił, ale obiecał zachować to zlecenie w tajemnicy, tym bardziej w odpowiedzi na sumę pieniędzy, którą zaproponował mu Biały.

Już nie było siły, żeby ktoś tam nie zanurkował za tym kamieniem, jak Biały wdrożył w życie cały ten swój plan.

Jak Biały sobie przypomniał, że tam można nurka posłać.

Tak uznał Biały, który został tam jako pierwszy, a nam kazał schować się w aucie tego mężczyzny.

Więc jak biały zezwolił, to bardzo chętnie udaliśmy się do auta tego faceta.

Pamiętam, jak podszedł do nas biały.

Nie chciał się podporządkować, więc uniosłem w górę gazrurkę, którą miał przy sobie biały, wziąłem ją od niego i zagroziłem facetowi, że jak się nie rozbierze, to mu nią rozpierdolę łeb.

W każdym razie cieszył się jak wariat, gdy Biały najpierw opowiedział mu historię o tym, jak ten kamień wpadł do morza, a potem wydobył go dla nas pewien francuski poszukiwacz przygód.