Mentionsy

SpoilerMaster
SpoilerMaster
16.11.2024 12:13

S06E39: "Amadeusz" (1984) -- CLASSIC

Opowiadam o filmie "Amadeusz" (1984) Miloša Formana.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 25 wyników dla "Salieri'ego"

Od tego momentu zaczyna się pojedynek Salieri'ego z głównym antagonistą tego filmu, jakim jest nie, nie Mozart, tylko Bóg.

To Bóg jest głównym adresatem skarg Salieri'ego i cały film jest rodzajem gnostyckiej z ducha przypowieści, a przynajmniej

Śmiertelne rekwiem, jak sugeruje Amadeusz, zamówione przez zamaskowanego Salieri'ego.

Diaboliczny plan Salieri'ego, który na początku tylko trochę pogrywa z karierą Mozarta, nabiera rozpętu w momencie, kiedy Salieri wprost wypowiada marzenie o śmierci Mozarta.

Wściekła żona Mozarta, Konstancja, wyrywa z rąk Salieri'ego, który spisywał kolejne nuty rekwiem dyktowany mu przez Mozarta na łożu śmierci i zamyka je w szklanej szafce.

Plan Salieri'ego spalił na panewce, a on zostaje uwięziony w przeciętności, a przede wszystkim w poczuciu winy.

Kończy się tym samym dziwna spowiedź Salieri'ego, który na końcu, jako starzec, którego poznaliśmy na początku filmu,

Tak mniej więcej przebiega fabuła tego filmu i od razu trzeba powiedzieć, że jest to fabuła, która ma bardzo niewiele wspólnego z życiem prawdziwych Salieri'ego i Mozarta, chociaż opiera się po części na plotkach, które krążyły tuż po śmierci Mozarta o tym, jakoby Salieri go otruł.

Późniejsza faktyczna próba samobójcza Salieri'ego potwierdziła w uszach wielu owe plotki, ale pozostały one tylko

Jak była grana, Schaefer przepisywał ją, zmieniał różne elementy motywacji Salieri'ego i długo, długo to była taka sztuka instatu na scenę, mimo że bardzo szybko stała się

Co mogło się dziać w jego głowie, jak patrzył na Paula Scofielda jako Salieri'ego?

W filmie wprowadzono ramę w postaci tego właśnie wyznania, quasi-spowiedzi Salieri'ego, także już w pełni rozwinięto wątek tego, że to Salieri zleca rekwiem Mozartowi w przebraniu sugerującym skojarzenie ze zmarłym ojcem, Mozarta Leopoldem,

Zarówno w roli Salieri'ego, jak i w roli Mozarta muszą wystąpić aktorzy relatywnie nieznani.

To nie może być tak, że w roli Mozarta wystąpi Wielka Gwiazda, a w roli Salieri'ego nawet wybitny, ale nieznany aktor.

A przecież o rolę Salieri'ego już na przykład ubiegali się tacy aktorzy jak Al Pacino, Jack Nicholson i Walter Matthau, więc nie było tak, że do tych drzwi mozartowskich nie pukały gwiazdy klasy A. One pukały.

A przede wszystkim ten film ma, uważam, swój największy kapitał w postaci Salieri'ego, to znaczy w postaci roli Fajrida Mureya Abrahama.

Pauline Kael w recenzji tego filmu, która była raczej całkowicie negatywna, jej ten film się nie podobał, bardzo chwaliła Salieri'ego i bardzo chwaliła Murray'a Abrahama za niemal taką kreskówkową przesadę w niektórych scenach, właśnie za to, jak cudownie rysuje on tą zazdrość rozegraną w skali prawie

Kale nazwała Salieri'ego najmniej pokornym z chrześcijan, bo chrześcijańskie modlitwy jednocześnie są znakiem pychy.

Pod tym względem Schaefer i Forman nie robią nic swoją drogą, by zakwestionować obłąkaną wizję Salieri'ego, jaką w swojej duszy karmi.

To jest ta różnica, że kiedy Konstancja przychodzi do Salieri'ego i wręcza mu w tajemnicy rękopisy Mozarta, oryginały i pokazuje mu te utwory, oczywiście ona zabiega, żeby Mozart dostał pozycję, został zatrudniony jako nadworny muzyk.

Nadjeżda Mandelstam komentuje obsesję swojego męża Osipa Mandelstama, jaką miał przez całe życie na temat Salieri'ego i Mozarta, takimi jakimi ukazał ich Puszkin.

Od pewnego momentu Mandelstam był absolutnie po stronie Salieri'ego, to tak a propos tego jak można różnie czytać

Podobnie romantyczną aurę mają słowa Mozarta, kiedy zalicza i siebie i Salieri'ego do lekkomyślnych szczęśliwców, wybrańców, kapłanów piękna.

Kiedy patrzyłem na komentarze pod Amadeuszem, które pojawiały się w trakcie festiwalu Nowe Horyzonty, gdzie ten film był zaprezentowany, widziałem, że bardzo dużo młodych widzów odrzuciło ten film, że denerwował ich Amadeusz, że dla nich ten Mozart był na wiele sposobów nie do przyjęcia i też widziałem kilka komentarzy, które wyraźnie stawały po stronie Salieri'ego i kibicowały mu w tym, żeby w końcu tego nieznośnego Mozarta, dosłownie teraz zacytuję jeden z komentarzy, uciszyć.

Może tacy widzowie obejrzą film Amadeusz i w końcu sięgną po płyty Salieri'ego.