Mentionsy

Rzecz o polityce
Rzecz o polityce
18.03.2026 08:45

Rafał Chwedoruk: Przemysław Czarnek jako zderzak, Donald Trump jako katalizator

Wystawienie Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera nie wystarczy, by powstrzymać przepływ wyborców PiS do Konfederacji Korony Polskiej – ocenia prof. Rafał Chwedoruk. W rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem politolog tłumaczy też, dlaczego nowej twarzy kampanii może potrzebować Donald Tusk.

Kup subskrypcję „Rzeczpospolitej” pod adresem: https://czytaj.rp.pl

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 42 wyników dla "PiS"

Wszedł do kręgu czołowych polityków PiSu relatywnie niedawno, ale za to można by rzec przytupem, ponieważ zaangażował się jeszcze jako minister różnego rodzaju konflikty o podłożu kulturowym, a to są konflikty bardzo spektakularne, choć one angażują z reguły mniejszość odbiorców, to jednak efekty rezonują bardzo, bardzo szeroko.

Ktoś, kto byłby rozpoznawalny dla najwierniejszych wyborców PiSu, był tutaj dla partii Jarosława Kaczyńskiego nieodzowny, dlatego że ta partia zaczęła tracić

Sama w sobie oczywiście nie, ponieważ wielu wyborców Konfederacji Sławomira Męcena to wyborcy młodzi wiekiem, których pierwsze doświadczenia polityczne wiązały się ze sprzeciwem wobec rządów PiSu, sprzeciwem w formie artykułowanej przez ową Konfederację.

Trudno było sobie wyobrazić kandydata z bardziej obciążoną polityczną hipoteką, niż ten polityka jednak został prezydentem, co wystawia sztabowcom PiSu noty celujące.

W samej kampanii wyborczej albo tuż przed nią PiS przeprowadzi ofensywę, która będzie miała bezpośrednią konkurencję wyeliminować, a pozostawić na placu boju tych konkurentów, którzy będą pozyskiwać innych niż PiS-owscy zwolennicy, a też będą się identyfikować z Prawicą.

Musiałoby dojść do gigantycznej katastrofy sondażowej PiSu, zupełnego przetasowania w polskiej polityce, by tak się stało.

Zależy, jakie kryterium byśmy przyjęli, jeśli politycznego doświadczenia, no to oczywiście bardzo wielu polityków PiSu.

Jeśli spojrzymy na kwestie wizerunkowe, na sposób komunikowania się z tymi grupami wyborców, które niekoniecznie zawsze bezwarunkowo głosują na PiS, to powiedzmy pan Bocheński byłby kimś, kim niegdyś stali się Andrzej Duda i

Natomiast z perspektywy taktycznej, z perspektywy utrzymywania poprzez proces radykalizacji najwierniejszych wyborców, to była kandydatura z perspektywy PiSu racjonalna.

Bo chyba nie było takiego przypadku, żeby polityk Prawa i Sprawiedliwości tak bardzo postawił się Jarosławowi Kaczyńskiemu i jednak utrzymał się w tej partii, a nawet był tak hałubiony, jak były premiery podczas katowickiej konwencji PiS.

Ten polityk miał być reformatorem PiSu.

Krąg reformatorów PiSu czy kandydaci do tej roli to bardzo liczni i nie mogą się wywodzić tak jak on z establishmentu partyjnego ostatnich.

Ostatnich lat dla Konfederacji i także Gorza Brauna są symbolem ostatnich, niezbyt udanych dla PiSu lat rządów.

Mateusz Morawiecki jest tak naprawdę bardzo długo w polityce, dużo dłużej niż pojawił się w rządzie PiSu i z całą pewnością odrobił lekcje i zdawał sobie sprawę z tego, że dla Jarosława Kaczyńskiego pozostawienie Mateusza Morawieckiego w kierownictwie PiSu

Jest sprawą wiarygodności tego, że Morawiecki przyszedł do PiSu zupełnie z zewnątrz, ryzykując całą swoją karierę, szczególnie w jej wymiarze pozapolitycznym.

No i właśnie z tej karty był premier, skorzystał i dopóki Jarosław Kaczyński będzie miał wpływ na PiS, to Mateusz Morawiecki gdzieś tam będzie się przewijał.

Natomiast nie sądzę, żeby kiedykolwiek został kandydatem PiSu na premiera.

Jakby to powiedzieć, peron, na którym chciałbym wysiąść z PiS-owskiego pociągu jest peronem na absolutnym odludziu, w depopulowanej miejscowości, gdzie w zasadzie poza drużynikiem nikogo już nie ma.

Nie ma w Polsce żadnej przestrzeni na formację pomiędzy PiS-em a Platformą, formację liberalno-konserwatywną.

Warto będzie takie głosy przez inne z trudnictwa wewnątrz PiSu pozyskiwać.

Następnym razem, gdyby PiS nie powrócił do władzy, to Jarosław Kaczyński będzie musiał jasno wskazać swojego następcę i walka o władzę może rozgrywać

Szanse Prawa i Sprawiedliwości oczywiście są większe niż były w latach 2023-2024, nie ze względu na wzrost notowań PiSu, bo tu notujemy odwrotną tendencję, ale ze względu na pojawienie się prawicowej

Natomiast struktura wyborców, szczególnie Federacji Sobomira-Mencena, to struktura, w której nadreprezentowani są młodzi, natomiast Grzegorz Braun troszeczkę żywi się kosztem PiSu, więc karta stawiająca na mobilizację własnych oraz na chaos na prawicy nie jest kartą, którą przeciwnicy Donalda Tuska i Włodzimierza Żorzastego powinni bagatelizować.

I PiS zyskał dodatkowych wyborców tym, że zapowiedział popularne społecznie reformy i je przeprowadził.

A jak można pogodzić podejście do gospodarki PiSu i Konfederacji?

Natomiast Karol Nawrocki w tym momencie, będąc politykiem związanym z PiS-em, PiS-em rywalizującym o wyborców z jeszcze skrajniejszym od PiSu prawicą, musiał w tej licytacji wziąć udział.

Wypowiedzi prezesa PiSu dawno, dawno temu o Unii Zachodnioeuropejskiej i kwestii sił zbrojnych, prawda, też jakby pokazują zupełnie inne kontury myślenia.

W takim momencie Prawo i Sprawiedliwość ma wypróbowaną metodę, nie jest bynajmniej odosobnione w tej materii, to znaczy radykalizację, nawet za cenę hermetyzacji, nawet jeśli wielu wyborców, luźnie związanych z PiS-em, którzy przez wiele lat słyszeli przekaz związany z prymatem bezpieczeństwa, zbrojeniami, z tym, że w takim kontekście antyrosyjskim reszta Europy powinna się angażować.

To ci wyborcy są w tym momencie nieco mniej istotni dla PiS-u.

Polskiej polityki albo wzmocni prawicy z jej takim, powiedziałbym, quasi trumpistowskim przekazem, albo jednak pozwoli zachować pewną przewagę taktyczną w bieżącej polityce obozowi rządzącemu, który zdaje się troszkę bardziej stawiać na kartę europejską niż na bezwarunkowe popieranie Stanów Zjednoczonych.

Marszałek Sejmu przeciwstawiający się prezydentowi, to powiedziałbym jest dla obozu rządzącego i dla samej lewicy dość zgrabna i jasna formuła, powiedziałbym dużo wyrazistsza niż dla prawicy, ponieważ dla wyborcy PiSu tradycyjnym wrogiem jest jednak Donald Tusk, a nie stary SLD.

Zresztą PiS miał bardzo różne relacje w swojej historii, od skrajnej wrogości po jakieś pragmatyczne gesty w doraźnych sytuacjach.

Po pierwsze dlatego, że PiS tak socjalizował własnych wyborców przez lata.

Po drugie dlatego, że poparcie dla PiS w olbrzymim stopniu dotyczy regionów,

Więc powiedziałbym tak, że w perspektywie taktycznej, krótkoterminowej, ten związek z Trumpem PiS-owi może się nawet opłacać jako taki właśnie element bipolaryzacji, jako stawianie w trudnej sytuacji konfederacji.

O ile część wyborców PiS-u też jest jakby przeciwna atakowi przez Stany Zjednoczone na inne państwa, porywaniu prezydentów i tak dalej.

Więc długofalowo PiS mimo wszystko jakoś tam ryzykuje, bo tak naprawdę PiS-owi bliżej jest do takich polityków republikańskich jak Marco Rubio niż sam Trump czy wspomniany Wens.

Jego ugrupowanie prowadzi w sondażach, ale partie tworzące koalicję 15 października nie miałyby dzisiaj większości parlamentarnej w przeciwieństwie do PiSu i obu konfederacji.

Bo to, że w tej chwili Przemysław Czarnek jest nam przedstawiany, to jakby jest funkcją bieżącej, krótkoterminowej polityki wewnątrz PiSu.

Prawica mająca często bardzo ekscentryczne poglądy na politykę międzynarodową, bez względu na to, czy byłyby to poglądy filotrampistowskie, czy byłyby to poglądy, nazwijmy to tak nieco oddalające Polskę od głównego nurtu integracji europejskiej.

W interesie Platformy raczej jest bardziej sturalizowana tematyka kampanii wyborczych, nie tworzenie prostej antynomii, która generowałaby wspólnotę pomiędzy PiS-em a Konfederacją.

Problem polskiej polityki trochę polega na tym, że większość elektoratów PiSu, Koalicji Obywatelskiej i Lewicy tak naprawdę z góry wie, na kogo zagłosuje.