Mentionsy
dr Tomasz Mikulski: Czy można biegać w trakcie przeziębienia? Bank Wiedzy o Bieganiu
Czy biegacze naprawdę chorują rzadziej? 🤧Kiedy można iść na trening z katarem lub chorobą, a kiedy lepiej odpuścić, żeby nie ryzykować zdrowia? A może choroba to tylko wymówka?W tym odcinku podcastu bieganie.pl Adam Kszczot rozmawia z dr n. med. Tomaszem Mikulskim z Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego PAN o jednym z najważniejszych tematów dla osób aktywnych: Czy biegać podczas przeziębienia?Podcast o infekcjach u biegaczy.Dowiesz się m.in.:• dlaczego umiarkowany trening wzmacnia odporność, a bardzo ciężki może ją osłabiać• jak suche powietrze, mróz i klimatyzacja wpływają na drogi oddechowe• kiedy katar lub drapanie w gardle pozwalają jeszcze trenować• dlaczego trening podczas infekcji może prowadzić do zapalenia mięśnia sercowego• jak prawidłowo wracać do treningów po chorobie• jakie znaczenie mają witamina D, nawodnienie i regeneracjaRozmawiamy także o:✔ treningu zimą i ubiorze biegacza✔ suplementacji i badaniach krwi✔ ryzyku trenowania na lekach przeciwzapalnych✔ antybiotykach i odporności organizmu✔ monitorowaniu zdrowia (HRV, body battery)To odcinek obowiązkowy dla każdego biegacza – od początkujących po zawodników, którzy chcą trenować mądrze i uniknąć długich przerw spowodowanych chorobą.Partnerem podcastu jest PKO Bank Polski, najbardziej rozbiegany bank w Polsce.🎙 Gość:dr n. med. Tomasz Mikulski – Instytut Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego PAN🎙 Prowadzący:Adam Kszczot – były lekkoatleta, medalista mistrzostw świata i EuropySpis treści: Wprowadzenie – infekcje u biegaczy i przedstawienie tematu00: Aktywność fizyczna a odporność – krzywa w kształcie litery J00: Dlaczego wiosną i jesienią chorujemy częściej00: Profilaktyka u biegaczy – suplementacja, ubiór i nawodnienie00: Nawodnienie i suplementy w praktyce treningowej00: Jak ubierać się na trening w chłodne i mokre dni00: Czy można biegać podczas przeziębienia00: Ryzyko treningu podczas infekcji i możliwe powikłania00: Objawy alarmowe – kiedy iść do lekarza00: Antybiotyki i probiotyki – jak stosować00: Infekcje jelitowe i powrót do treningów01: Start w zawodach podczas infekcji01: Trening w grupie podczas infekcji i zasady higieny01: Najważniejsze zasady zdrowia i odporności dla biegaczy
Sponsorzy odcinka (1)
"Partnerem głównym Bieganie.pl jest PKO Bank Polski."
Szukaj w treści odcinka
Partnerem głównym Bieganie.pl jest PKO Bank Polski.
Najbardziej rozbiegany bank w Polsce.
Jest bardziej sprzyjający właśnie wysuszeniu dróg oddechowych, upośledzeniu tej funkcji ewakuacji śluzów, pracy rzęsek i stworzy lepsze warunki dla patogenów.
Oszacować skalę strat, jak długo to trwało, jak bardzo nas wyjałowiło, uzupełnić płyny, zadbać o podaż energii, bo wtedy też jesteśmy z substratów energetycznych bardzo wyjałowieni.
Przy każdej infekcji, tak jak wzrasta zapotrzebowanie na płyny, też wzrasta zapotrzebowanie energetyczne.
Biegaj z naszą częstotliwością.
To jest Bank Wiedzy o Bieganiu, napędzany przez PKO Bank Polski, a dziś podcast dla średniozaawansowanych, więc zarówno ci początkujący, średniozaawansowani, jak i zaawansowani znajdą coś dla siebie.
Nie wyłączajcie odbiorników, a jeżeli jeszcze nie subskrybujecie tego kanału, to klikajcie w dzwoneczek
Dziś temat przeziębień, infekcji, tego jak się zachować w trakcie przed, po, czy brać tabletki, czy ich nie brać i skąd to wszystko się bierze.
Czy my biegacze mamy jakieś super moce?
Na te wszystkie pytania odpowie nam doktor medycyny Tomasz Mikulski, Instytut Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im.
Witajcie.
Po raz kolejny się spotykamy i dziękuję Ci, że przyjąłeś nasze zaproszenie.
No temat, który wertowaliśmy jeszcze w trakcie mojej zawodowej kariery niejednokrotnie, czyli zachorowania, przeziębienia, a akurat mamy okres dwa razy w Polsce, który jest wyjątkowo bogaty w tego typu doświadczenia, czyli od stycznia do końca marca wzmożone zachorowania górnych dróg oddechowych, czyli okres, no powiedzmy sobie szczerze, pierwszy, główne przygotowania każdego
Biegacza do sezonu wiosennego, no i oczywiście końcówka roku, kiedy przychodzi plucha jesienna.
No właśnie, czy biegacze chorują częściej, czy rzadziej niż zwykli zjadacze chleba?
Myślę, że rozpocznijmy te rozważania od takiej podstawowej wiedzy fizjologicznej.
Większość zjawisk, z którymi mamy do czynienia, adaptacji do obciążeń, przybiera kształt litery U, kapelusza, krzywej gałsa.
W zależności od tego, jaki będziemy element rozważać, to będzie denko u góry albo u dołu.
W przypadku zachorowalności, zapadalności zwłaszcza na infekcje górnych dróg oddechowych, ten kapelusik jest niesymetryczny i dlatego tutaj mówimy o kształcie bardziej przypominającym literę J.
I tutaj raczej to są na tyle twarde dane, że z tym nie ma co polemizować, niczego nie wyważymy.
Zupełny brak aktywności fizycznej sprzyja rozwojowi infekcji.
Umiarkowana aktywność to jest to denko, to co nas interesuje najbardziej, żeby była zachorowalność jak najniższa.
Poprawia, chorujemy wtedy mniej, a wchodząc w już im wyższe obciążenia, czy większe objętości, czy intensywności, niestety odporność będzie się obniżać i zapadalność na infekcje będzie się zwiększać.
Ten niefart, że w szczycie dyspozycji wtedy, kiedy...
Chcemy te żniwa i wisienkę na torcie, no to zgodnie z tą zasadą jesteśmy najbardziej podatni na zachorowania niezależnie czy to jest sezon letni czy halowy.
Zanim zawrócimy do nas biegaczy i do tego, jak to wszystko przebiega, to jeszcze zastanawiam się nad jednym.
Dlaczego właśnie to ten okres, wydaje się to oczywiste, no bo plucha, bo ciepło, bo zimno, ale czy są jakieś twarde dane, które mówią o tym, dlaczego akurat większa zachorowalność jest właśnie w tych okresach, wiosna i jesień?
Tu mamy do czynienia z tym, że temperatura się zmienia, w związku z tym jest to dodatkowy stres adaptacyjny i to jakby każdy dodatkowy stres, obciążenie, które będziemy dokładać, niezależnie od treningu w życiu naokoło, będzie podatność na infekcje zwiększać.
Dlaczego właśnie okres przejściowy, a jak mamy długie, stabilne, mroźne powietrze, tak jak w niektórych regionach Polski się wreszcie trafiło, to wtedy ta sytuacja jakby się bardziej stabilizuje, normuje i ryzyko maleje.
Czyli z jednej strony wsiadanie, wysiadanie z auta, ciepłe, zimne, biuro, przejście... Jak najmniej zmian temperatury, bo tego nie mamy w genach.
Nie mamy klimatyzacji, nie mamy ogrzewania, tylko mamy jaskinie niestety, no to tego nie uciekniemy.
Czyli takim jednym z wytrychów do tego świata zdrowia byłoby niewłączanie jednak ogrzewania w aucie.
Trochę mniej.
No dobrze, to skoro już wiemy, że jednak ta krzywa J i ci, którzy się ruszają, powiedzmy raz, dwa razy może w tygodniu, to mają największe szanse na podniesienie jednak odporności wraz z wzrostem obciążeń.
Zresztą jest mnóstwo artykułów i zachęcam was pod tym podcastem na YouTubie, będziecie mieli listę artykułów, które warto przeczytać, z którymi warto się zapoznać.
No jednak...
Pięć i więcej treningów może powodować, że zachorowalności będzie więcej.
Ja tylko przypomnę, że jednak większość naszych słuchaczy to są ludzie, którzy pracują do tego 8, ale jednokrotnie więcej godzin w ciągu dnia, w ciągu doby, plus trening, plus rodzina.
Tutaj każdy dodatkowy stres, niezależnie czy to będzie fizyczny czy psychiczny, bardzo trzeba zwrócić uwagę na jakość, ilość snu, bo to ma niebagatelny wpływ na układ odpornościowy.
Będzie sprzyjać temu, żeby nas zepchnąć w tą niepożądaną strefę na krzywej.
Także dostosowywać, no trzeba o siebie zadbać po prostu bardziej i wtedy można wykonać bezpiecznych jednostek treningowych więcej.
Także mamy, no tak jak w każdym, czy liczeniu pieniędzy, czy kawałków pizzy, dysponujemy jakimś tortem i jeżeli dużą część jego zmarnotrawimy na niewyspanie, stres w pracy, no to mniejsza część pozostanie na trening.
Jeżeli damy radę
Ja miałem taki jeden punkt pomiaru każdego dnia jako zawodowy lekkoatleta.
Jak to pięknie jest opisane w polskie nazewnictwo, polska nomenklatura.
Jeżeli jest poranny świtaniec, to znaczy, że jestem wyspany, że hormony pracują odpowiednio, no i że tą odporność mogłem się spodziewać, że jest na właściwym poziomie.
W ogóle magia, o której się nie mówi, zbyt niski poziom.
Kiedy spadała witamina D3OH25 poniżej poziomu 30,
No to faktycznie dużo trudniej było poradnego świtańca przy treningu intensywnym.
Niedobory jakiekolwiek będą tutaj wiadomo czymś, co bardzo nas zepchnie w niepożądaną strefę, a z mojej strony i z doświadczeń, które mieliśmy współpracując jak trenowałeś, no to
Możliwość dysponowania wspólnym czasem, oglądania się, poznania i właśnie jakim krokiem wychodzisz z pokoju i maszerujesz na śniadanie bywało czasem bardziej wartościowym wskaźnikiem niż odczyt z analizatora jakiegoś.
Ta informacja więcej dawała potem trenerowi, żeby dobrać właściwe obciążenie niż
Jakieś suche cyferki.
Wiadomo, że najlepiej jak połączymy jedno i drugie.
No właśnie i teraz na bazie obserwacji wielu i prób i błędów w sumie warto byłoby dookreślić kilka rzeczy, no bo skoro wiemy, że jest spora zachorowalność w pewnych okresach roku, no to chciałoby się tego trochę uniknąć.
Jednym z nich to jest trochę suplementacji, drugim to jest jak się ubierać.
O jakiej temperaturze i jak pić, bo jednak treningi trwają kilka godzin.
I na końcu co zrobić, jeżeli ta infekcja przychodzi jednak bliżej okresu startowego, wtedy kiedy zgodnie z krzywą J, to również pamiętajcie, linki tam możecie zajrzeć do całego artykułu na ten temat.
Jesteśmy w szczycie formy i może nas dopaść właśnie przeziębienie.
Co robić, jak się zabezpieczać i kiedy zacząć w ogóle przygotowywać się do tego okresu wzmożonego, wzmożonej zachorowalności, żeby jednak podnieść swoje szanse i przejść przez to suchą stopą?
Dbać o siebie to myślę, że należy cały czas, nie tylko w tych szczególnie newralgicznych punktach, tam po prostu dbać trochę bardziej, ale
Nie tak, że przez cały rok zupełnie mamy wywalone, a dopiero przyszła jesień, zaczynają trąbić o szczepieniach, to może coś zrobię.
Także walka, jakaś profilaktyka niedoborów, czy mineralnych, czy witaminowych, zdecydowanie cały rok wiadomo,
Jak się nie udało przez cały rok, no to przyłożyć się w okresie właśnie krytycznym, tym zwłaszcza jesiennym, szczepienia, no tutaj jestem zdecydowanie za, nawet jeżeli
Moje podejście jest takie, że wykonanie szczepienia to jest tak jakby zabranie układu odpornościowego na trening.
Jak zrobimy nogi, to gdzieś tam ręce też robią się trochę silniejsze, bo bodziec ogólnoustrojowy miał miejsce.
I też podchodźmy do szczepień w taki sposób, że to nie ma nas zabezpieczyć, że w ogóle nie zachorujemy.
To ma zapobiegać przed cięższym przebiegiem infekcji.
Czyli jeżeli się zaszczepimy, no to może się zdarzyć, że zachorujemy, ale stracimy z treningu jeden dzień, a nie dwa tygodnie.
A jakie mogą być najgorsze konsekwencje źle przechorowanej grypy, zbyt wczesnego wrócenia do treningu i jakie są te długoterminowe?
Może zaraz do tego też dojdziemy, skończmy.
Także tutaj jak zadbamy o te wszystkie elementy, no to zmniejszymy ryzyko.
Od suplementacji, no to każdy lubi kupować jakieś wyszukane środki, a zapamiętajmy, że podstawą jest woda, zadbanie o nawodnienie.
Właśnie infekcji górnych dróg oddechowych niezwykle ważne jest to, żeby one były wydolne.
Całe górne drogi oddechowe mamy wysłane rzęskami, które pracują w środowisku śluzu.
Jeżeli albo to zasuszymy, albo będzie ten śluz za gęsty, to przestaje wydajnie funkcjonować.
Często nakłada się na to zanieczyszczenie powietrza, które jest wyższe zimą.
To jest element, który
Funkcjonuje gdzieś, ale rzadko jest brany pod uwagę.
To sprzyja temu, żeby zwiększyć gęstość tego śluzu, tak jakbyśmy dosypali za dużo do zaprawy albo mąki do ciasta.
I wtedy stworzymy zbyt gęstą wydzielinę, którą trudno usunąć, w której są bardzo sprzyjające warunki do rozwoju drobnoustrojów.
Także może zanim sięgniemy po jakieś wyszukane suplementy, to właśnie należy zacząć od nawodnienia od wody.
Temperatura płynu do przyjmowania, jak najbardziej zbliżony do temperatury ciała, żeby znowu nie było dużej różnicy.
Podejdźcie tak.
Po wypiciu takiej bardzo gorącej cieczy, jeżeli w ogóle to tolerujemy, idzie się przyzwyczaić.
Ktoś, kto regularnie pije taką wrzącą herbatę, jest do tego zaadaptowany i sobie z tym radzi.
Każdy ma jakąś ciocię, która pije świeżo zalany wrzątek.
Natomiast czy to jest zdrowe dla właśnie tych delikatnych komórek,
Pierwszej warstwy nabłonka w gardle.
No takie jest jakby otwarte to gardło po wypiciu tego wrzątku.
Takie czuć, że wypłukane, tak jakbyśmy zmyli naturalną warstwę ochronną, właśnie tą śluzową, która ma być.
Rozpuścili ją za bardzo, w drugą stronę.
I znowu otwieramy potencjalnie wrota dla infekcji.
Czy te wirusy, które tam są temperaturą zabijemy?
Nie znam, tutaj nie śledziłem od tej strony literatury, w jakiej temperaturze wrzątku trzeba byłoby wypić.
Jaka długa ekspozycja, jak długo parzyć usta.
Z drugiej strony jednak patogeny są cały czas w powietrzu.
Także tej drogi bym raczej nie polecał.
Czy ktoś, jak jest chłodniej, aż tak jest przegrzany, że odczuwa potrzebę wypicia wody z lodem, pewnie mniej.
Tu bardziej jakieś survivalowe klimaty mogą mieć znaczenie, że jak mamy długą wycieczkę i tylko wodę z potoku o temperaturze bliskiej zera, no to czy lepiej się takiej wody napić, czy nie napić się w ogóle?
Więc raczej właśnie mniej, ale jednak trochę wypić mały miły kamień, dać czas na rozgrzanie w ustach.
Ale jak to ma być kosztem totalnego odwodnienia, to też zmierzamy trochę do tego, jakim rozumowaniem chciałbym zakończyć to, że rozpatrujemy wagę, co dostaniemy, a co stracimy.
Także tu po prostu, czy szkody wynikające z odwodnienia będą poważniejsze, czy to, że stracimy trochę czasu, żeby... Natomiast mając do wypicia lodowatą wodę, jeżeli będziemy to robić powoli, czyli po prostu poświęcimy na to czas... Czyli ogrzeje się w ustach?
Ogrzeje się w ustach, no to myślę, że...
Nie powinno być jakiegoś dramatu i raczej będziemy na plusie.
Także zdecydowanie pić i dążyć do jak najmniejszej różnicy temperatury.
Zależy co kto robi, jak przenosi płyn.
Wystarczy może czasem założyć wiatrówkę na plecak, żeby flask był bliżej ciała, dostawał trochę temperatury od ciała i problem jest rozwiązany.
Też kwestia, jeżeli już mówimy o większym mrozie, zamarzania ustników.
Bo to też, także tutaj ze swojego doświadczenia i poruszania się właśnie też czasem w niskich temperaturach, to z czym miałem do czynienia na rowerze, jeszcze w systemach camelbackowych z rurką, to jest to kwestia nauczenia się wydmuchiwania płynu z ustnika.
I odpowiedniego układania tego pod odzieżą i nawet w bardzo niskich temperaturach, o ile się nie popełni błędu, bo to wystarczy chwila nieuwagi, że zostawione trochę wody gdzieś tam niedokładnie upchnięte pod kołnierz i już zamarznie.
Także da się zrobić i jakby woda, zadbanie o właściwe nawodnienie jest fundamentem
Na którym budujemy kolejne suple, witaminki, minerały, to co modne, co kto wymyśli i po prostu trzeba testować.
Każdy jest inny.
U jednej osoby sprawdzi się suplementowanie jednej witaminy, u innej drugiej.
Tutaj głównie na celownik bierzemy C i D.
A jeżeli mielibyśmy wybrać dwa, trzy pierwiastki, które warto suplementować przez cały rok?
Na potrzeby wysiłkowe to zaczynamy od sodu, którego do niedoboru doprowadzić jest stosunkowo trudno i to raczej podczas wysiłku doraźnie do hiponatremii, jeżeli przyjmujemy samą wodę.
Ale tak długofalowo raczej to nie jest problem, tylko doraźnie podczas wysiłku.
Sporo literatury wokół cynku teraz się kręcącej i wpływu na odporność.
Ja do tego wszystkiego podchodzę z lekkim dystansem.
Czyli takie basic minimum, dowolną mieszankę podstawowych minerałów przyjmować profilaktycznie przy wysiłku.
Jakiś preparat wielo, witaminowy czy mineralny, dedykowany do sportu i sądzę, że to wystarczy.
Wiadomo, najlepiej jest zrobić badania krwi, wykonać oznaczenia, ale też chyba nie całej tablicy Mendelejewa na pewno.
Oznaczenia poszczególnych pierwiastków, które robiliśmy, to jest stan, który zmienia się dosyć szybko.
I tutaj nie jest to coś, co powinno jakoś totalnie nam otworzyć wszystko.
Witaminy prędzej, także witaminę D zdecydowanie warto oznaczać.
Partnerem głównym Bieganie.pl jest PKO Bank Polski.
Najbardziej rozbiegany bank w Polsce.
Ostatnio wszedłem w taką dyskusję z użytkownikami Instagrama, dlaczego na godzinę treningu 1,5 litra płynów, izotoników w wody.
No i właśnie moja intencja i moja myśl jest taka, że jednak trenując w suchym, klimatyzowanym pomieszczeniu, ciepłym, ta utrata wody jest znacząca.
Ja zauważyłem dość szybko, że godzina treningu, czyli godzina biegania plus czas spędzony w tej przestrzeni,
To 0,7, taki standardowy rozmiar bidonu, jest stanowczo za mało.
Cóż, to trefne pytanie do mnie, bo ja jestem oszołomem, jeśli chodzi o dbanie o nawadnianie.
Jeżeli wyobrażylibyście sobie całą powierzchnię waszych płuc wymiany gazowej, to mniej więcej kort tenisowy.
Ile wody z takiej powierzchni potrafi odparować?
Jak mamy takie boisko betonowe po deszczu, ile tam jest litrów i jak szybko to wysycha?
To jest ogromna powierzchnia.
Którą przebywając właśnie w pomieszczeniach ogrzewanych, zasuchych, tracimy płyny.
Jeżeli jest mroźne powietrze, no to wilgoć w nim jest ścięta, osadza się na zimnych powierzchniach i mroźne powietrze jest suche.
Tutaj czy wykonując wysiłek zimą korzystać z buffa naciągniętego na nos i usta?
Kwestia wrażliwości właśnie indywidualnej.
Stres i tą agresywność powietrza, które wdychamy, jest to jakaś tam pierwsza bariera, lekko nawilżona.
Jak często tego buffa obracać, żeby nie oddychać przez to, co się samemu wydaliło, właśnie te patogeny, to przy dłuższych treningach może być kwestia rozważenia.
Ja zawsze miałem problem z tym, że to jest niehigieniczne.
Tak jak maseczka covidowa noszona przez tydzień, to idziemy w kierunku tego mechanizmu.
Wiadomo, że im częściej będziemy go obracać, zmieniać miejsce, to będzie bezpieczniej.
No ale to może tutaj będą mniej szkodliwe od tyłu niż od przodu.
Jest bardziej sprzyjający właśnie wysuszeniu dróg oddechowych, upośledzeniu tej funkcji ewakuacji śluzu, pracy rzęsek i stworzy lepsze warunki dla patogenów, żeby tam zamieszkać i założyć wydajną kolonię, która nas zniszczy.
A wiadomo, że każdy ma różne cele, akurat patogeny i zakładanie skutecznych kolonii to jest ich cel życiowy.
Skoro już wiemy, że powinniśmy zadbać o nawodnienie, o suplementację, to w takim razie jak się ubrać albo czego nie robić kategorycznie przy tej pogodzie, plucha, a może nie biegać, a może biegać jednak w deszczu, bo to są pytania i rozterki, które stoją przed biegaczami przez cały sezon jesienno-wiosenny.
Moim zdaniem przy dostępności odzieży, technologii, którą mamy teraz, to pogoda bardzo rzadko jest skuteczną wymówką i osobiście chyba wolałbym się trochę pospinać nad ubraniem i pomęczyć na zewnątrz, niż znowu w piwnicy na rolkach wykonywać jednostkę.
Tutaj każdy ma inne upodobania i jakby grono zwolenników trenowania pod dachem jest bardzo duże i jak się odpowiednio wietrzy, dogra inne niuanse, no to to też działa.
Natomiast pogoda nie jest przeszkodą.
Tutaj jest trochę minus gotowych planów wysyłanych na tydzień do przodu, kiedy w ładnej pogodzie mamy wolne, a w najgorszym tym akurat wychodzi akcent.
Więc ta kwestia elastyczności komunikacji z osobą piszącą plany.
Starać się minimalizować różnice temperatury i wszelkie zjawiska drastyczne.
Czyli jak wiemy, że jest mokro i zimno, to jednak lepiej się trochę zapocić.
To chyba będzie mniej szkody niż przemarznięcie.
Co jakby w skali większej można było zaobserwować w zeszłorocznym UTMB czy na wielu biegach górskich, gdzie czasem jest zmasowana akcja ratunkowa wynikająca z zwożenia osób wychłodzonych, gdzie wydaje się, że
Produkujemy tyle ciepła przy wysiłku, że to nie stanowi problemu i to działa godzinę, dwie, trzy, a po ośmiu jest katastrofa.
Dobry most jednak przewodzący temperaturę z wewnątrz na zewnątrz potrafi zdziałać cuda.
Sprawdzić prognozę, przyjąć, że meteorolodzy potrafią się pomylić.
Lepiej może zadziałać lekko, zwłaszcza przy jakiś dłuższych planach, ten zadziałać lekko na wyrost, żeby mieć ten zapas odzieży, żeby się zabezpieczyć.
I wtedy jakby nie mamy ograniczeń.
Czy bieganie w tych mokrych ciuchach i wyziębienie będzie jednak podnosić tą skuteczność patogenów, czyli zwiększać nasze szanse na zachorowanie?
Ja byłem fanem zabierania suchej koszulki ze sobą i w połowie treningu przebierania czapki i koszulki, czyli rozbierania się do naga na mokro.
Wchodząc też, no to takie szybkie przebranie się na szczycie jakiejś góry, gdzie jest strasznie zimno, ale potem przez całe zejście mamy sucho.
Także taka zmiana odzieży jest bardzo dobrym pomysłem.
Pracując z wami zaobserwowałem i wzbudzało jakby największy opór i gdzie dostrzegałem największe zagrożenie.
To nawet nie jest to co się dzieje w czasie treningu, tylko to co się dzieje po treningu.
Kiedy kończymy jednostkę i sprawdzamy co na telefonie, pogadamy z kimś, ktoś o coś zapyta i ten zawodnik już dygoczący, cały mokry, stoi i gada.
I wtedy jest tragedia, bo dopóki jesteśmy w ruchu, to jeszcze jakoś działa.
I też tu podejdźmy takim właśnie długofalowym horyzontem, co zapewne do nas wróci przy jakby bilansowaniu tego ryzyka wysiłków w czasie ewentualnie już choroby.
Robimy coś i jest bardzo duża szansa, że się uda.
No ale jest gdzieś małe prawdopodobieństwo, że się nie uda.
Więc jeżeli będziemy to robić bardzo długo, no to w końcu się nie uda.
Więc jeżeli będziemy się ubierać właśnie za lekko, tak nazwijmy to, na sportowo bardzo.
No to jest jakby tam inny trochę jeszcze temat, ale mechanizm jest ten sam.
Ja ze swojej strony jakby ten problem dostrzegałem przy wyjazdach wysokogórskich i te takie wycieczki w lekkozimowych warunkach tylko w dresach i wadidasach.
Wiadomo, dopóki wszystko jest okej, że się leci, no to się wleci, zleci i wszyscy są zadowoleni.
Ale jak się zmieni pogoda albo ktoś skręci nogę, no to albo helikopter, albo grabarz.
Rzadko się to zdarza, ale jak już się zdarzy, to jest grubego kalibru tragedia.
Czy warto podejmować to ryzyko nawet nieduże procentowo, ale jeżeli będziemy przez 40 lat to robić, no to szansa, że raz się zdarzy, że się pomyliły, zaczyna się robić dosyć zauważalna.
To w takim razie pytanie takie uzupełniające do ubioru.
Skoro się mamy nie wychłodzić, to też jak się nie przegrzać?
Bo jednak ja upatruję w tych warunkach zimowych zdecydowanie większego ryzyka w tym, że po 15 minutach jesteśmy cali mokrzy w pierwszej warstwie.
Zdecydowanie łatwiej jest się rozebrać jak się ma na sobie.
Trzeba to będzie w jakiś sposób na sobie zawiązać, przenieść, gdzieś powiesić na krzaku, jeżeli się kręcimy na około krzaka, niż z kogoś zedrzeć czy gdzieś znaleźć, żeby się ubrać.
Także tutaj rozsądek, ta zasada, że na początku wysiłku ma nam być za zimno,
Jest niepodważalna i działa, czyli jeżeli wychodzimy i jest nam dobrze, to wiadomo, że jesteśmy ubrani za ciepło i trzeba się będzie zaraz rozebrać.
Ja kilkukrotnie, że tu na rowerze, zetknąłem się z taką sytuacją na sobie, ucząc się w początkach kariery, że właśnie zabrałem, bo się bałem, wiedziałem, że będzie ciężko, zabrałem dużo ciuchów, no i marznę, dokładam kolejną warstwę.
No kurczę, zrobiło się znowu jeszcze zimniej, dokładam kolejną.
Zaraz jeszcze zimniej, dokładam kolejną.
Zdejmiemy cztery.
Także właśnie przegrzanie się jest najgorszym tym.
Jeżeli mamy dłuższy trening, jakąś wycieczkę czy zawody, to właśnie to, o czym mówisz, gdzie skala wyjścia po prostu na stadion i zabrania koszulki na zmianę,
No to przełożenie tego na wszelkie dłuższe, jeżeli jest możliwość, to właśnie kombinować, żeby zmienić na suche.
Ja ze swojego doświadczenia wiem, że nudni biegacze, czyli ci, którzy kręcą się na pętlach, mają zdecydowanie łatwiej, bo o odpowiedniej temperaturze picie może czekać w aucie.
Tam szansa na przemarznięcie tego picia, kiedy dojeżdżamy autem, w ciągu godziny jest żadna.
No gravelowcy mają dużo trudniej, nie ma co tutaj się czarować.
Ale da się to zorganizować i te rady właśnie w tym kierunku i z ukłonem dla tych wszystkich, którzy kochają teren, zostały w ich kierunku wyekspediowane.
Dbamy o suportujących, zachęcamy ich, że takie fajne widoki tam będą, widzisz, ja będę przebiegał, a ty popatrzysz z tego miejsca.
Mnie się sprawdzało rozwiązanie, że mam ze sobą dwie koszulki, jedna na sobie, a druga na plecaku.
O ile nie pada, to zawsze będzie bardziej sucha niż
Była zaraz po zdjęciu z pleców.
I dochodzimy do miejsca jednego z chyba wielu kulminacyjnych w trakcie tego podcastu, czyli ale co zrobić, kiedy już jednak przeziębienie, infekcja zaczyna się do mnie dobierać?
Kiedy staje się to niebezpieczne, a kiedy jednak można jeszcze trenować z tym przeziębieniem?
Jakich objawów, które mogłyby być niebezpieczne?
To jest bardzo trudne pytanie, nie tylko dla biegaczy, dla lekarzy również, niestety.
Wiadomo, że przesada i ostra reakcja na każde pierwsze kichnięcie to byłoby najbezpieczniej.
A wiadomo, że biegacze są bardzo wybredni i nawet jak mają iść do szpitala, to na kartce jest napisany trening.
To jest często bardzo zgubne, choć niektórym się udaje.
No tak, tylko pytanie, jak się uda raz, drugi, to co będzie, jak się w końcu nie uda?
I znowu, czy ta katastrofa, która jest na bardzo mało prawdopodobna, ale gdzieś tam z tyłu jest, jest warta podejmowania ryzyka?
Osobiście teraz jest polemika, czy zasada tego, że jeżeli objawy mamy powyżej szyi, czyli tylko leci z nosa, leciutko drapie w gardle, trochę może boli głowa.
Ja się osobiście zgadzam z tą koncepcją, że przy tych objawach powyżej szyi możemy wyjść na trening.
Natomiast tak, na pewno nie planujemy jednostki bardzo intensywnej, nie planujemy jednostki bardzo długiej.
Po prostu wychodzimy z nastawieniem, że w każdej chwili, jak poczujemy, że się czujemy jednak chorzy i że to zmierza w złym kierunku, wracamy.
Na prostu wychodzimy sprawdzić, jak się będziemy czuć.
Wychodzimy z założenia, że umiarkowana aktywność przesunie nas na tej krzywej J. To lekko podniesie odporność.
Może organizm sobie będzie miał ułatwione zwalczenie infekcji.
Wiadomo, że każde mocniejsze nas pogrąży.
Ale zakładam, że bierzemy wariant, w którym nie nabraliśmy 10 różnych leków na przeziębienie niwelujących objawy, a nie przyczynę.
Utrudnią ocenę sytuacji, więc wychodzenie na lekach zdecydowanie nie.
Tym bardziej nie możemy przemarznąć, bo najlepiej od razu byłoby tak sobie zaplanować, że dotruchtujemy do domu i od razu w ciepła kąpiel czy ciepły prysznic.
Jak ktoś rozważa, co zrobić z tym treningiem, żeby nie stracić, że to było ważne na tym.
Jakie jest prawdopodobieństwo, że wykonamy z korzyściami akcent, będąc chorym?
Jeżeli nawet go zrobimy, to on nas pogrąży.
Jeżeli się uda, czy ten akcent będzie wartościowy, posunie nas do przodu, osiągnie jakby ten pozytywny skutek, jaki w planie na kartce miał dać.
Jeżeli nawet go zrobimy,
Bo trzeba przypomnieć jedną istotną rzecz, że ten akcent, czyli ciężki trening, on chwilowo będzie obniżał jednak tą odporność, czyli pomagał patogenom przedostać się dalej.
Możliwe, że będziemy, że zamiast stracić tylko ten jeden akcent i za dwa dni już się nadawać do normalnego trenowania, to robiąc go...
Dlatego ten umiarkowany wysiłek jest w takim wypadku lepszy.
Tak, bo umiarkowany daje szansę, że może skróci czas niedyspozycji.
Natomiast jeżeli nawet się uda wykonać jednostkę taką bardzo treściwą, to sądzę, że ona jakby nie da nam zaplanowanych korzyści, bo jej efekt na chorym organizmie będzie zupełnie inny.
A najprawdopodobniej przedłuży okres niedyspozycji.
I tu jak np.
w COVID-zie robiliśmy badania, to korzystaliśmy ze wskaźnika ilości straconych dni treningowych jako głównej rzeczy, która interesuje zawodnika i trenera.
I polecam takie podejście.
Rezygnując z jednego akcentu, najprawdopodobniej wrócimy do pracy po kilku dniach, więc stracimy całkowicie tych wartościowych treningów, pewnie ze dwa.
A jeżeli będziemy twardzi i na siłę zrobimy, to szansa, że to coś rzeczywiście da nam korzyść, tą którą chcemy, moim zdaniem jest bliska zeru, a bardzo wysokie jest prawdopodobieństwo, że wyoutujemy się z treningu na
5 do 10 wartościowych jednostek na przodu.
Jak już wejdziemy w głębszą chorobę, to też nie wrócimy od razu gotowi do wykonania akcentu, tylko będziemy się około tygodnia
Dlatego rzucam, że to są już stracone dwa tygodnie, no bo tydzień na takie pełnowymiarowe pochorowanie i potem tydzień zanim będziemy się nadawać do treningu plus tydzień wprowadzający.
I tak podchodząc właśnie, tak sobie to rzucając na szalki tej wagi.
Dla mnie nie ma cienia, zawahania, co jest bardziej opłacalne.
A wszelkie objawy oczywiście poniżej, jakieś poważniejsze, że już rzeczywiście prawdziwa gorączka, czy duszności, dreszcze, rzeczywiście wyraźnie powiększone węzły chłonne, czy objawy ogólne, jakieś typu biegunka, wymioty, no bo teraz te wirusowe infekcje często tak potęgujące odwodnienie i inne zaburzenia, no to to lepiej rzeczywiście
Wyższą wentylację, podwyższoną temperaturę, więc jakby zapotrzebowanie na płyny w infekcji jest dużo wyższe.
Właśnie wydzielina gęstnieje i jakby zdrowienie i ten chodzi o to, żeby jak najsprawniej się tego pozbyć.
Więc zamiast kupować leki rozrzedzające wydzielinę może prościej jest zadbać o nawodnienie.
Ja uwielbiam obserwować kolor moczu przy infekcji, bo często przy wypiciu nawet trzech litrów płynów w ciągu dnia
Potrzebuję w trakcie infekcji, przynajmniej z mojego punktu widzenia, jeśli nie to wyprowadź mnie z błędu, płynów.
Ubytek przez drogi oddechowe jest potężny.
Wracamy do tego parującego boiska.
W tym okresie dużo wirusów związanych z zachorowalnością górnych dróg oddechowych powoduje katar.
Ja zawsze miałem problem z identyfikacją tego momentu, kiedy katar i kaszel, czyli to co z nosa spływa nam szczególnie wieczorami albo w nocy do gardła, kiedy ten kaszel, to nie jest kaszel, gdzie odkrztusić musimy tą wydzielinę,
Tutaj wydaje mi się, że trzeba oddzielić sobie to, co towarzyszy nam na co dzień.
Tu też jesteśmy różni.
Jest to fizjologiczna jakby reakcja, że właśnie śluzówka dąży do tego, żeby mieć te wilgotne, dobre warunki do pracy i po prostu trochę tak jak z intensywnością pocenia.
Jedni się pocą obficie przy stosunkowo niskiej intensywności i nawet w nie bardzo wysokiej temperaturze.
Więc tu bym opatrywał trochę zbliżonego zjawiska i patrzymy jakby na to, co odbiega od naszej normy.
Nie, że o, śpimy we trzech w pokoju i tamtym leci z nosami, nie, to pewnie coś tam.
Patrzymy na siebie, jak mamy zazwyczaj i każde odstępstwo od tej normy
Właśnie i powinno skłaniać do zastanowienia się, czy rzeczywiście dokładają się do tego jakieś inne objawy, czy jest problem i czy działać.
Wiadomo, że każda duszność, jakiś uporczywy kaszel, szmery sobie pewnie trudno będzie samodzielnie zdiagnozować w oskrzelach, no i tutaj już
Też przeciąganie takich problemów infekcyjnych i trenowanie.
W niewielu opracowaniach jest podnoszone, że może się wiązać ze zwiększeniem ryzyka kłopotów z oskrzelami, kolokwialnie mówiąc do astmy.
Mówimy o ryzyku zapalenia mięśnia sercowego, teraz jest to modny temat.
Pojawia się wszędzie, ale tych takich poważniejszych problemów zdrowotnych, które mogą się z małym prawdopodobieństwem, ale niestety przytrafić, jeżeli zignorujemy te poważniejsze objawy i będziemy trenować.
No trochę jest.
To zanim przejdziemy do tych poważnych powikłań i też do biegunki, o którą też chcę zahaczyć, bo to też jest dobry okres na te dolegliwości.
Przede wszystkim zadbać o podstawową suplementację, prawidłowy sen i nawodnienie i obserwować to, co się dzieje, ewentualnie w przypadku
Infekcji do poziomu szyi, jeżeli objawy są niepokojące i nie maskujemy ich lekami, między innymi przeciwbólowymi gardła, lekami, które mają zatrzymać, ja mam takie wrażenie, naszą śluzówkę nad pracą i prawidłowym wydzielaniem.
Ja też nigdy tego nie starałem się stosować w trakcie swojej kariery zawodowej, zastopować naszą śluzówkę.
Wszystko co poniżej poziomu szyi.
Zastanawiamy się i wracamy po ustąpieniu objawów, a najlepiej skorzystać z porady lekarza, jeżeli jest to niepokojące i odbiega od naszej normy.
Czy to jest wszystko korekt?
Tak jest.
To, co popularne, ale wydaje mi się ważne.
Czyli jesteśmy hardzi i jednak podejmujemy ciężki trening w trakcie infekcji, maskujemy go.
Jakie objawy powinny nas niepokoić?
Jednak grypa nie zawsze przebiega w sposób gwałtowny, bardzo ciężki.
Część ludzi przetrenowała grypę, choć nie wie z jakimi konsekwencjami może się to mierzyć.
Jakie to konsekwencje?
No właśnie tutaj problem jest w tym, że te konsekwencje
Te ostrzeżenia nie będą się pojawiały tak stopniowo, że się da zorientować.
One mogą przyjść w sposób odroczony i na tyle nagły, że już nie ma czasu na decyzję.
Prawdopodobieństwo jest małe, ale niestety jest.
Jakie korzyści odniesiemy trenując pomimo choroby?
To, co już przewałkowaliśmy, że jeżeli nawet zrobimy trening, to wartość jego raczej nie będzie taka, jakiej oczekujemy.
A po drugiej stronie mamy nieduże, ale jednak ryzyko poważnych problemów zdrowotnych, czyli na przykład zaburzeń rytmu serca do końca życia czy niewydolności pełnej układu krążeniowo-oddechowego.
Moim zdaniem nie warto ponosić tego ryzyka i potrenować po prostu łagodniej bądź zaniechać w tej ostrej fazie pierwszej, kiedy nie wiadomo jak ta infekcja się rozwinie.
Cóż, teraz infekcje mają przebieg dużo bardziej przewlekły, niektóre trafiają się takie, że jesteśmy chorzy, zdecydowanie jesteśmy chorzy, ale funkcjonujemy prawie że normalnie
No i tu jest największy problem.
U części osób, które przejdą początkową fazę tego typu infekcji spokojnie, łagodnie, wchodzą potem treningowo, adaptują się do tych warunków choroby, to osłabia czujność i potem
Nic się nie dzieje.
Ewidentnie nie, no ale strata jakby jest mniejsza.
Niestety u pojedynczych osób, tak jak tu przykładem może być COVID, jak trenowaliśmy, to pamiętasz, że zachorowało mnóstwo zawodników.
Wtedy tej wiedzy nie mieliśmy.
Nie dysponujemy narzędziem, żeby oddzielić, że ty możesz, a ciebie to spotka.
Niestety jest to ryzyko, które gdzieś małe będziemy podejmować.
Czy ono jest na podobnym poziomie, że po prostu wychodzimy i biegniemy poboczem drogi i nas TIRS bierze?
Pewnie jest na zbliżonym poziomie.
Jedna na 300 osób według niemieckich badań ze Stanów Zjednoczonych zapada na zapalenie mięśnia sercowego.
W Stanach Zjednoczonych ta statystyka jest ciut wyższa.
Jeżeli staniemy na starcie biegu masowego, mamy 3000 osób, no to łatwo policzyć, że 10 z tych osób
Jak dokładnie jest to diagnozowane?
Jakie są kryteria postawienia rozpoznania?
Czy już takie pełnoobjawowe?
To jest rejestr nagłych zgonów, czyli to, co wiemy na pewno.
No to tu już starte dane pokazujące, że to nie jest coś, co o tam w ogóle jakaś abstrakcja.
To niestety jest coś, co się zdarza.
A trzeba założyć przy tym, że to jest rejestr nagłych zgonów sercowych, to trzeba założyć, że wielokrotnie więcej, nie wiemy tylko o ile, osób przeszło, natomiast nie zdaje sobie sprawy z powikłań, z jakimi się mierzy dziś.
Czyli osłabienie, nie wiedzą, co zrobić z treningiem i tak dalej.
Ale to moja teza.
Zdecydowanie to ryzyko jest i dużo łatwiej jest doprowadzić do przetrenowania, z którego wychodzi się też nie tak łatwo.
To jest jakby ten dodatkowy element właśnie jednego bloku treningowego przerobionego z infekcją jako bagażem może doprowadzić, że jeżeli trening był
Rozpisany idealnie w punkt pod kreskę, to to jest coś, co przeważy, że wylądujemy nad kreską i zamiast mieć korzyści i fajne wyniki, to właśnie będziemy się bujać z przetrenowaniem.
Nie wiadomo jak długo.
I pozostaje bardzo ważny punkt, czyli punkt, który sam się nasuwa
Kiedy dokładnie wrócić do treningów infekcji bez gorączki i z gorączką?
Bo chyba mam takie wrażenie, że wychodzi, że gorączka jest tym punktem kulminacyjnym, gdzie organizm daje bardzo wyraźny sygnał.
Uważaj.
Też wydaje mi się, że różnie.
Jak pamiętasz, rzadko chodziłem z termometrem po pokojach.
Najchętniej bym go w ogóle nie wyjmował z walizki, tylko patrzył na człowieka, przykładał rękę do czoła.
Bo jednak to, co się dzieje z wilgotnością skóry i tego...
Jest to taki pełniejszy dla mnie zestaw informacji.
Wiadomo, że gorączka jest poważnym sygnałem, że organizm się zabrał już do pełnowymiarowej wojny, a nie jakiejś drobnej przepychanki.
Jak się uda to super, ale to wiadomo, że jeszcze bardziej bezpieczny, zachowawczy schemat trzeba przyjmować.
Na pewno nie pierwszego dnia po ustąpieniu objawów i jakby rozpędzanie się stopniowe proporcjonalnie do tego jak długo byliśmy chorzy w pierwszej kolejności moim zdaniem, a nie jak
Jakby spektakularnie byliśmy chorzy.
Czyli jeżeli była taka jedno-dwudniówka z ostrymi objawami, ale szybko przyszło, szybko poszło, to czegoś takiego obawiałbym się mniej niż...
Stosunkowo takiego umiarkowanego przebiegu, ale że trzymało nas przez 10 dni, bo szansa, że właśnie mamy głębsze zaburzenia w układzie odpornościowym, odwodnienie, wszystko jest większa, jeżeli to trwało dłużej.
I jakby patrząc z symetrii zachodzenia właśnie zjawisk fizjologicznych, no to ten powrót powinien być wtedy łagodniejszy.
Wiadomo, że jak mamy taką spektakularną jedno-dwudniówkę, to nie wychodzimy następnego dnia na akcent.
Obserwujemy, co się dzieje.
Wychodzimy na pierwszy szybciej.
Szacujemy, jak organizm funkcjonuje.
Czy czujemy się dobrze, czy dłużej się regenerujemy, czy krócej?
Najprostsze, co tętno, oddech.
Jeżeli wszystko jest okej, to myślę, że po dwóch, trzech dniach można już zacząć rozważać.
Obserwowałem przez ostatnie tygodnie swoje HRV i faktycznie mieliśmy infekcje w domu.
I zanim wystąpiły objawy u mnie, HRV zdążyło spaść.
Mimo że to jest liczone z nadgarstka, mimo że to jakiś algorytm liczy, to faktycznie zarówno tak zwane body battery, czyli to gotowość do dnia, jak i HRV
To tak słowem dygresji dla was.
No, sztuczna inteligencja zaczyna nas coraz bardziej wysadzać z wielu rzeczy i możliwe, że te algorytmy będą wartościowe.
To, co poruszaliśmy na początku, jest to coś, co ma nam pomagać.
Nie może być jakby bezmyślnym wykładnikiem, bo wiadomo, że tam też się może coś zawieść, popsuć i
I nie dajmy się jeszcze zwariować, że to jest nieomylna wyrocznia, ale na pewno bardzo pomocna
I na przykład akurat szczęśliwie jesteś na tyle dopasowany do tego algorytmu, że tobie się będzie sprawdzał i wielu osobom tak, ale będzie grono osób, którym niekoniecznie i jakby nie należy tego brać bezkrytycznie.
Na pewno jest to kolejny gdzieś tam element, wskaźnik, że ostrożnie.
Zastanawiam się nad jeszcze jedną rzeczą.
Kiedy przechodzimy ciężko i długo, to pozostaje problem dość istotny – nawodnienia.
Wiele osób wracających z mojego doświadczenia do treningu po infekcji, szczególnie tej, która była wycieńczająca w jakiś sposób, czasem z powodu gorączki, czasem po prostu tydzień złego samopoczucia,
Ile trzeba byłoby się spodziewać dni przyjąć po tygodniowym pobycie w domu, braku treningu i infekcji dla nas trudnej?
A konsekwencje, owszem, może zaboli Achilles, ale konsekwencje długoterminowe mogą być znacznie bardziej poważne.
No to jeżeli jesteśmy jakby z Achillesem na granicy, no to wiadomo, że wysuszony Achilles, suche włókna jest łatwiej uszkodzić.
Nawodnienie wnętrza komórki to jest proces liczony nie w godzinach, tylko w dniach.
Bo to, że wypijemy dużo, pójdziemy do toalety, będziemy oddawać już mocz taki wodnisty, super nie znaczy, że zdążyły się nasączyć komórki.
To trochę możemy tutaj wytłumaczyć na rolnika.
Krótka burza, spłynęło, zmyło, a ziemia dalej sucha.
Jednak porządne nawodnienie to musi być kilkudniowa mrzawka.
Tutaj działa mechanizm podobny.
Myślę, że trzy dni to jest taki czas potrzebny na nawodnienie wnętrza komórek dobry, a wejście z wartościowym akcentem, żeby organizm był na tyle przygotowany, że bezpiecznie przetworzy go w korzystne adaptacje, to przynajmniej tydzień.
Czyli przez tydzień powinniśmy bacznie obserwować i unikać tych najcięższych treningów.
Robimy go po to, żeby nam oddał, żeby dał superkompensację, dał korzyści.
Chyba, że robimy po to, żeby zrobić, że jest zrobiony, pokazać na zegarku, wrzucić do tabelki, a potem nieważne.
A wy drodzy słuchacze, dajcie znać w komentarzach, czy znacie kogoś takiego, kto nie odpuści i na pewno zaraz po takiej infekcji zrobi tempo.
Wracając do tematu.
Pozostaje nam ten chyba najtrudniejszy moment, czyli jesteśmy przed startem.
Na naszej krzywej j...
Ojej, brakło mi słowa.
Na naszej krzywej J, czyli to, o czym mówiliśmy na początku podcastu, jesteśmy w szczycie.
Tylko po tej stronie, gdzie jesteśmy już w formie, gdzie jesteśmy gotowi, zaczyna nas brać infekcja.
Wielu jednak ryzykuje biorąc leki przeciwzapalne i startuje w tym czasie.
Czy ta gorączka potencjalnie może im pomóc poprawić rekord życiowy?
Jeżeli tak, to czy to bardziej na piątkę dychę czy w maratonie?
Czy w ogóle jest taka szansa?
Jeżeli tak, to gdzie?
W takich krytycznych sytuacjach przestajemy stosować logikę i te zachowawcze procedury.
Wiemy, że walczyliśmy o ten start, szykowaliśmy się rok, jest za rok.
Jak odpuścimy, to wiadomo, że nie ma.
Więc tu może wbrew mojej profesji i jakby temu, na jakim stanowisku powinienem stanąć, byłbym bardziej liberalny, jeśli chodzi o podjęcie ryzyka.
Ale wiedzmy, jakie ryzyko podejmujemy przy tym.
Bo kolejnej szansy może w ogóle nie być albo będzie za rok.
I tu świadomi ryzyk możemy podjąć.
Najwyżej zejdziemy z trasy, jak okaże się, że nie idzie.
Można spróbować się wspomóc jakąś większą bombą witaminową.
Tu z nastawieniem na C nie ma danych na to, ale praktyka pokazuje, że czasem
Tu raczej, no pewnie zależy w jakiej formie, jaki preparat, no wszystko, 5 tysięcy już raczej nie mówimy o tysiącu, tylko więcej.
Mówię, danych z literatury raczej korzystnych, tutaj takich jednoznacznych bezwzględnie nie ma.
Po prostu praktyka i czy leki przeciwgorączkowe, przeciwbólowe, niezależnie z jakiej grupy, bardziej sceptycznie do tego bym podchodził, ale też jakby no
Szacujemy na ile to jest ważny start.
O ile w takim treningu, będąc codziennym, to podnoszenie tego ryzyka jest bezsensowne, bo budujemy i wiemy, że nie zbudujemy i korzyści nie będzie, jeżeli nawet zrobimy i tam jednoznacznie to nie ma sensu, o tyle przy takim starcie życia
No to każdy musi decyzję podjąć sam.
Że bierze to ryzyko i jeżeli to są zawody takie nazwijmy to podwórkowe, no to wiadomo, że to ma mniejszy sens już w tym momencie.
Natomiast jak to jest coś, o co walczyliśmy długo, przeszliśmy przygotowania,
Tu może się zdarzyć, że ta infekcja będzie szła w kierunku nie takim ciężkim i na przykład po paru pierwszych, jeżeli mówimy o dłuższym trochę dystansie, po paru kilometrach to trochę odpuści i wystartujemy normalnie.
Ponosząc oczywiście trochę wyższe ryzyko wpędzenia się w powikłania, no bo wysiłek startowy, to wysiłek startowy dochodzi cały bagaż stresu tych reakcji właśnie ogólnoustrojowych, też spychających nas w kierunku tej niepożądanej strefy bardziej.
Jak bardzo dbać o higienę w trakcie?
Czy chodzić w rękawiczkach, jak niektóre biografie wybitnych sportowców mówią?
Wręcz do miejsc publicznych jednak zakładać na chwilę, jeżeli wchodzimy do zamkniętego pomieszczenia, maseczkę?
Jak bardzo izolować się i gdzie może taka granica leżeć?
Ja powiem szczerze, nie byłem wielkim fanem aż takiej izolacji.
Unikania trochę zatłoczonych miejsc tak, ale nie chodzenia w rękawiczkach, bo w długim terminie miałem wrażenie, że to osłabia moją odporność, a sezon trwał wiele miesięcy.
Żadne przegięcie nie jest dobre, zwłaszcza takie długoterminowe.
Natomiast wydaje mi się, że chyba nawet przed covidem, pamiętasz jakiś lot do RPA, chyba kiedyś poleciałeś w maseczce, że przejście przez lotnisko tam, gdzie jest dużo większa ekspozycja.
Wtedy, kiedy rzeczywiście bijemy się o coś dużego, to należy się maksymalnie zabezpieczyć.
Jeżeli nie mamy odruchu oblizywania palców, no to rękawiczki powiedzmy, że można odpuścić, no bo po prostu umyjemy ręce i COVID pokazał, jak zwiększenie tych stosowanych zabezpieczeń jednak redukuje, jest w stanie nas trochę zabezpieczyć, higiena.
Mamy szczytową dyspozycję, mamy czubek literki J, właśnie dlatego jest nie U tylko J, bo jak jesteśmy w super dyspozycji to jesteśmy bardziej podatni niż ten zwykły siedzący, nie robiący nic.
I to rzeczywiście jest wyjątkowa podatność, więc wtedy zabezpieczamy się na maksa.
Ja np.
robiąc zakupy w sklepie, jak widać, że jest ktoś kichający, to odzmieniam kolejność penetracji alejek.
Nie idę za kimś, kto ewidentnie jest chory i prycha.
Właśnie przed covidem to tak ciężka to była decyzja.
To znaczy patrzeć na jakiegoś kopniętego Azjatę na tym.
Teraz trochę łatwiej jest.
Nie wzbudza to już takiego zdziwienia, że ktoś gdzieś idzie w maseczce.
Wydaje mi się, że to jest właśnie przejaw
Profesjonalizmu i szanowania wspólnej pracy, zwłaszcza jak pracujemy w jakimś zespole z trenerem, z kimś jeszcze, że nie zaprzepaścimy tego wszystkiego przez głupotę, a poszliśmy sobie do sklepu.
Idę po to, to nie będę czekał, aż ten prychający odejdzie od tej półki, tylko robię swoje.
Trening na wolnym powietrzu w grupie w trakcie początków infekcji bezpieczne dla grupowiczów, czy jednak unikać?
Rozcieńczenie wydaje mi się, że jest takie, że ta grafika z początku covidu zagoziającego mikrobami
Ktoś chciał błysnąć medialnie i zrobił więcej szkody.
No chyba już zakaz wstępu do lasu chyba czas zweryfikował na tym, więc... No proste, jeżeli ten ktoś oddycha mając głowę przekrzywioną albo
Łatwo się oszacować, z której strony wieje, ustawić się po nawietrznej, nie po zawietrznej.
Ja nie widzę problemu.
Infekcje bakteryjne.
Musimy przyjąć antybiotyk.
Jesteśmy jednak w infekcji, która trochę nas mocniej kosztowała.
Jesteśmy u specjalisty, dostajemy zalecenie antybiotyk.
Kiedy po antybiotyku przy tak wyjałowionym organizmie wracać?
Jak długo stosować probiotyki post factum, żeby jednak odbudować florę?
I czy jeden, a może zmieniać?
To jest częsty problem, że poczujemy się trochę lepiej, a już wystarczy.
Konieczność wejścia z antybiotykiem powoduje na tyle zamętu w organizmie osłabienia, że stosujemy łagodniejszy protokół powrotu do treningu po.
Także jeszcze czujniej raczej idziemy w kierunku bardziej zachowawczego włączenia obciążeń.
No raczej na tak, ale sądzę, że one nie są jakimś czynnikiem wywracającym do góry nogami to, co się będzie działo.
Pewnie dietetycy mnie zlinczują, ale
Osoby bardziej jakby wrażliwe na zaburzenia mikrobioty na pewno odniosą dużo większe korzyści.
Także na tak, ale jakby nie stawiając tego na czoło, że nas zbawi.
Jakie są konsekwencje realne nie przyjęcia jednak antybiotyku do końca, tylko przerywamy go w jednej trzeciej, w połowie, czujemy się lepiej, jest super, odstawiamy.
Bo o tym ja sam, powiem szczerze, zapomniałem.
Nie wiem, jakie są konsekwencje.
Konsekwencje?
Możesz pozostawić niedobite drobnoustroje u siebie w formie takich dobrze zapakowanych depozytów, które przy następnej okazji wrócą.
Co więcej, mogą mieć swoją sztuczną inteligencję albo nie do końca sztuczną i już nauczyć się omijać ten antybiotyk.
A to jest problem, który dostrzegamy już jakby jako problem ogólnopopulacyjny, że robiąc sobie, też robisz trochę innym, bo sprzedaż później dalej już lekkooporny.
Antybiotyki są bardzo specyficzną grupą leków, jeśli chodzi o farmację.
Jest dużo badań.
Powstają nowe preparaty z antybiotykami.
A liczba drobnoustrojów antybiotykoopornych niestety się zwiększa i niewykluczone, że
Będzie wszystko super zaawansowane, a nasze dzieci będą miały problem, żeby się wyleczyć z prostych infekcji bakteryjnych, bo po prostu nie będzie leków, które działają na tak wyselekcjonowane już drobnoustroje lekooporne.
A drogą do tego właśnie jest przerywanie, niedobicie do końca, tylko...
Danie tym drobnoustrojom, poobcować z lekiem i zostawić.
A to jest właśnie odstawienie leku po ustaniu tych najbardziej spektakularnych objawów, ale nie do leczenia do końca.
Brzmi jak film science fiction albo powrót średniowiecza.
Dobrze, przeszliśmy przez, mam wrażenie, najważniejsze elementy.
Pozostało nam to, co przytrafia się aktualnie wielu, czyli krótka jednodniówka, dwudniówka, trzydniówka, czyli popularne problemy jelitowe, które są często przekazywane przez dzieci, wczesnoszkolne, przedszkolne, żłobkowe, dobrze wyhodowane bakcyle.
Jak najsprawniej starać się uzupełnić powstałe braki.
I tak jak powiedziałem, jeżeli proces był krótki i bardzo taki dynamiczny, no to paradoksalnie takich sytuacji obawiam się mniej.
To musiałaby być wyjątkowo ostra infekcja i jakby tutaj też
No nie wiem, zapewne miałeś nieprzyjemność doświadczyć takiego problemu.
To czy wtedy miałeś myśl, że wyjdę pobiegać albo że zrobię akcent?
Tak, ja się idziemy na toalecie.
To chyba automatycznie jakby samo wybija z głowy.
I tu nie ma tego zagrożenia, że sobie narobimy, bo jakby wiemy, że się nie nadajemy.
Tam bardziej wtedy się myśli Jezu, jak to dobrze, że nie poszedłem na trening.
Więc tu jakby ten mechanizm, automatyka działa sprawnie.
Gorsze są te właśnie takie mniej spektakularne, dłuższe, bo tam mamy pole do...
Także tu zdecydowanie oszacować skalę strat, jak długo to trwało, jak bardzo nas wyjałowiło, uzupełnić płyny, zadbać o podaż energii, bo wtedy też jesteśmy z substratów energetycznych bardzo wyjałowieni, więc przyłożyć się
To, żeśmy ominęli praktycznie przy każdej infekcji, tak jak wzrasta zapotrzebowanie na płyny, też wzrasta zapotrzebowanie energetyczne.
Dlatego tak skutecznie chudniemy z tkanki tłuszczowej.
Więc jak ktoś nie ma nadmiernych zapasów na tym, to tą jakąś dodatkową czekoladą można się poratować.
A po takim jakby ostrym, żołądkowo-jelitowym przebiegu szczególnie zadbać o najpierw wyrównanie niedoborów wszystkich.
I dopiero jak to mamy ogarnięte, to wchodzimy z treningiem.
I tu zapewne szanse, że organizm nam będzie płatał figla i zaburzy właściwą ocenę są dużo mniejsze, więc po prostu jak nam się zachce, że poczujemy, że już stanęliśmy na nogi, to
To można z dużym prawdopodobieństwem próbować wyjść na trening i pewnie nie zakończy się on zawrotką do domu.
Ale cały czas bądźmy czujni.
Jeżeli organizm wyśle takie sygnały to...
To lepiej odpuścić i się zastanowić, ocenić ten niż na siłę zrobić do końca i potem, bo tego już zrobionego niepotrzebnie treningu nie da się cofnąć.
A jak się wrócimy na ten, to możemy się zastanowić, oszacować i od biedy wyjść za godzinę jeszcze raz.
Oj tak, i tego bym chyba życzył wszystkim biegaczom.
Gdybyś miał wybrać jedno, może dwie rzeczy, takie najistotniejsze z punktu widzenia okresu zachorowań, przeziębień, grypy i wszelkiego rodzaju innych dobroustrojów, które próbują zamieszkać w naszym własnym dobrostanie, czytać o organizmie.
To które by to elementy były, które mogłyby nam w tej drodze pomóc?
Profilaktyka, podejście całościowe.
Jeżeli jesteśmy dojechani pracą, osłabieni, to wtedy nie robimy najmocniejszych jednostek, żeby się nie dobić.
Pamiętamy o tym rozkładzie, że im mocniej trenujemy, większa dyspozycja, to siłą rzeczy będziemy osłabieni, bardziej podatni.
Zarządzanie tym ryzykiem, zadbanie o wyrównanie niedoborów, niedopuszczenie do nich, jakby jak zbliża się okres czy ważniejszego startu przy ważniejszych przygotowań czy w sezon infekcyjny.
No i zabezpieczanie się, jeżeli wiemy, że idziemy do sklepu i bardzo dużo osób jest chorych, a niedługo będzie ważny start, to nie wstydźmy się założyć maseczki.
A dla tych z was, którzy chcieliby więcej usłyszeć o między innymi tym, jak interpretować badania krwi, to zachęcam do wysłuchania poprzedniego podcastu z, uwaga, doktorem medycyny Tomaszem Mikulskim, Instytut Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im.
Mam nadzieję, że pomoże w podejmowaniu decyzji, które skończą się dobrymi wynikami i zdrowiem.
Do zobaczenia w kolejnych odcinkach podcastu Bank Wiedzy o Bieganiu.
Partnerem głównym Bieganie.pl jest PKO Bank Polski.
Najbardziej rozbiegany bank w Polsce.
Ostatnie odcinki
-
Gabriela Czarska na ostatniej prostej przed TCS...
21.04.2026 17:22
-
Henryk Szost: Trening biegowy masters | Bank Wi...
17.04.2026 16:12
-
Martyna Lewandowska: Jeszcze wrócę do triathlon...
14.04.2026 16:00
-
Henryk Szost: Jak trenować po maratonie? | Bank...
10.04.2026 15:43
-
Magda Sznigir: Biegać 377 km? To niepoważne! | ...
09.04.2026 08:00
-
TAURON 23. Cracovia Maraton – Kraków gotowy na ...
07.04.2026 16:00
-
Grzegorz Soczomski: Rehabilitacja kontuzji bieg...
03.04.2026 16:00
-
Klaudia Kazimierska: Wyjazd do Stanów otworzył ...
31.03.2026 16:00
-
Grzegorz Soczomski: Trening siłowy dla biegaczy...
27.03.2026 17:00
-
Co przed, w trakcie i po półmaratonie – Masterc...
21.03.2026 21:45