Mentionsy Mentionsy
besties
besties

tinder niespodzianka!

27.08.2025 ·1 godz 1 min

Z kodem BESTIES 60dni i 40h słuchania za darmo dla nowych użytkowników!https://www.bookbeat.com/pl/besties?utm_source=spotify&utm_medium=influencer&utm_campaign=PL-besties-action-33213&utm_content=textlink-spot-epi-description-60d&utm_term=deal3reklamaWasze ulubione besties czytają historie podesłane przez obserwatorów 🎀chcesz żeby twoja historia znalazła się w odcinku? Wyślij mail na adres [email protected]://www.instagram.com/besties.talkhttps://www.tiktok.com/@besties.talkhttps://www.instagram.com/lilajanowskahttps://www.instagram.com/veronikabialek

Jednak nie słuchajcie jej, proszę, tutaj, bo zależy mi, aby pozostało to anonimowe. No wiadomo, ale wcale przesłuchamy. Prezent i piosenka nie ułatwiły jednak sprawy. Byłam silna i wiedziałam, że muszę dać radę. Niezależnie od wszystkiego muszę być silna. I tak się stało. Dałam radę. Postanowiłam ponownie założyć Tindera. Na szczęście już ostatni raz. O! Do trzech razy sztuka. W miesiąc poznałam trzech chłopaków. Kuba był piłkarzykiem. Jednak super mi się z nim pisało i dałam mu szansę. Nie będę się wydawać szczegóły, bo ten mail jest bardzo długi, jednak okazał się oszustem, który chciał mnie okraść pod pretekstem zamieszkania razem. Jak ktoś na pierwszym spotkaniu na Tinderze mówi ci, że może zamieszkajmy razem, to hmm... Odmówiłam mu. No. To dobrze. Po roku dowiedziałam się, że siedzi w więzieniu, bo okradł dziewczynę oraz kasę w pracy.

No marzenie. Ciągle się na niego gapiłam i on na mnie również. Zdecydowanie się sobą zainteresowaliśmy. Możemy go nazwać Kuba. Przez parę tygodni patrzyliśmy się na siebie jak dzieciaki, ale żadne z nas nie zagadało. Na jednych z zajęć wykładowca czytał listę. Jestem ciekawa, ile razy w naszych historiach od początku pojawiło się imię Kuba. No, ciekawe. Mam wrażenie, że w każdym odcinku jest jakaś Kuba. No, lubimy Kubusiów. I okazało się, że nasz Kuba jest obcokrajowcem. Pochodzę z rodziny, gdzie takie związki międzynarodowe nie są normalne i mile widziane, więc po prostu sobie odpuściłam. Porwało mnie życie wielkiego miasta i stwierdziłam, że czas pobrać Tindera. Na jednym z wykładów dla zabawy odpaliłam go. Wszystkich przesuwałam w lewo, bo serio, zero wrażeń.

Czułam się jakbym była nie wiadomo kim, że mogę tych chłopaków zmieniać jak skarpetki. Koleżanki zaczęły mnie podpuszczać. Ej, przesuwałaś w prawo na ślepo, zobaczymy co się trafi. No i się zatrzymałam, a tamten Kuba z WF-u. W danej chwili to było dla mnie tak irracjonalne jak przeznaczenie. No stwierdziłam, dobra, raz się żyję, daję w prawo i uwaga, mecz! Zaczęliśmy pisać, okazało się, że Kuba mieszka w akademiku obok mojego, mówi świetnie po polsku, chociaż jest z Białorusi. Zaczęliśmy pisać, a potem spotykać się na spacerach i tak to powoli się rozkręciło. Na początku to była bajka. On ciągle coś wymyślał. Kwiaty pod drzwiami, słodycze, nawet na niespodziankę udekorował mi cały pokój balonami na urodziny. Dziewczyny, marzenia, wchodzę do pokoju, a tam balony się na mnie wylewają, no i on stoi w środku, jak z filmu.

Cudowne życie. Poznał moich rodziców, regularnie przyjeżdżał do mojego domu rodzinnego, wspólne święta. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak ciężko było mi namówić moją rodzinę na to, że taki związek z obcokrajowcem może być w porządku i faktycznie może być w nim miłość i zrozumienie. Minął rok. On zdał prawo jazdy, kupił sportowe auto, ja dostałam pracę. Brzmiało jak sukces. Wspólnie wkraczyliśmy w to dorosłe życie, ale zaczęły wychodzić dziwne rzeczy. Kuba nigdy nie chciał mi pokazać swoich znajomych. Red flag! Red flag! No właśnie, no właśnie. Na każde pytanie miał odpowiedź oddzielam życie prywatne od związku. Nie! Życie prywatne i związek to jest to! What? No jak oddzielam życie prywatne od związku? Coś bym się pomyliła. Że oddzielam pracę od życia prywatnego, okej, no ale... Życie prywatne to też jest związek.

No tak, znajomi, przyjaciele, rodzina. Prywatne życie on definiował jako cokolwiek, co nie jest związane ze mną, czyli znajomi i praca. Więc na odpowiedzi na pytania o znajomych i o pracę mogłam zapomnieć. Brzmiało dziwnie, ale wtedy to łykałam. A czyli o pracę też... Nie, to już... Dobra... Jak mówi, że on ci nie powie tego, bo dlaczego nie? Wiesz, to nie jest jakaś tajemnica państwowa. On robi coś nielegalnego, tak mi się wydaje. Wakacje pojechałam na dłużej do domu rodzinnego. Dostałam wtedy telefon od koleżanki. Widziałam Kubę na Tinderze. Nie miała screenów, ale stwierdziłam, że uwierzy na ślepo i go skonfrontuję. Zadzwoniłam, zapytam wprost, czy ma Tindera. Zaprzeczył oczywiście. Kiedy wróciłam do rodziców, czekam na mnie z ogromnym bukietem kwiatów. Niby romantyk, ale ja miałam przeczucie, że za tymi kwiatami chowa się ogromne poczucie winy.

Znalazłam jeszcze wiadomości do koleżanek. Teksty o wibratorze jego koleżanki. czy nadal trzymasz go pod poduszką, tęsknocie o spotkaniach sam na sam. W wiadomościach z jego przyjaciółkami ze studiów znalazłam wielkie monologi na temat ich spotkań sam na sam i tego, jak ona wyznała mu miłość. I on zamiast to ukrócić, ciągnął to dalej i żywił się tą uwagą od niej. A to były tylko pierwsze wiadomości z brzegu. Nie gadaliśmy parę tygodni, a potem klasyk. Kwiaty, przeprosiny, obietnice. No to wartościowywał się tą atencją od kobiet. Tak. Ale potem sytuacja powtórzyła się jeszcze bardziej chamskiej wersji. Idę sobie ulicą, patrzę do kawiarni, a tam Kuba z jedną z tych dziewczyn za rączki. Ej, czaisz? Przychodzisz akurat i w kawiarni widzisz swojego faceta z jakąś inną laską. No po prostu...

Kuba naciskał, żebyśmy zamieszkali razem. Niechętnie. Nie chciałam jeszcze z nim mieszkać, bo nie byłam tego pewna. Ale jakoś mnie uprosił, no i po studiach zaczęliśmy mieszkać razem. Początek bajka. Gotowanie, obowiązki, wspólne wieczory. Po miesiącu moja intuicja zaczęła wariować. Ciężar na brzuchu, ciągły niepokój. Zaczął mi też spadać na szyjnik, który od niego dostałam. Jak wiemy, kobieca intuicja nigdy się nie myli. Znowu wziąłam jego telefon. Znaki. Tak wiem, że to złe, ale czułam, że jestem pod ścianą. Tym razem znalazłam rosyjską aplikację randkową. dziewczyny z przyszłości, o których mi opowiadał. Wiele dziewczyn, niektóre niepełnoletnie. Umawiał się z nimi na spotkania w nocy, kiedy ja spałam smacznie w naszym łóżku. Flirty, propozycje, cała lista. Skonfrontowałam go, na początku zaprzeczył, ale kiedy uświadomiłam mu, że ja i tak już wszystko wiem, to powiedział, że potrzebuje uwagi od innych kobiet, że ma kompleksy i musi się umawiać z innymi.

Mówi, że się zmieni, że nie chce mnie stracić. No cyrk na kółkach. Cały dzień mi tłumaczył, jak to pójdzie na terapię, że się zmieni, że mnie kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie. W tamtym momencie mam już papkę zamiast mózgu. Nie wiem, co się dzieje, nic nie rozumiem. Kilka dni po tych wszystkich obiecankach okazało się, że Kuba pisze z dziewczyną, która jest znana z tego, że zalicza każdego chłopaka po kolei i okazało się, że się z nią spotkał. A kiedy go zapytałam, czy to nie przesada, odpowiedział, dopóki ona mi się nie dobierze do majtek, to nie zdrada. I znowu zaczęła się ta sama gadka. Wymyśla, że jesteś wariatką, to nie z takiego, ja taki jestem i musisz się z tym pogodzić. Ja taki jestem, po prostu... Nie, nie musisz się z tym pogodzić. Nie musisz się z tym pogodzić. Nie, no wcale nie. I to był Gwóźdź do Trumny. Dziś podpisałam umowę na nowe mieszkanie. Boję się tak cholernie całej zmiany. Życie bez niego u mojego boku.

Ja chyba nigdy nie miałam tak, że poznałam kogoś na wakacjach albo na jakimś wyjeździe. Ja też nie. Kurde, to mogła być fajna przygoda. Taki romansik na wakacjach. Zaprowadził nas do fajnego spota, gdzie we czwórkę usiedliśmy i tam wszystko się tak naprawdę zaczęło. Dotykanie po udach, ręka wokół szyi, aż po przytulanie. Pełne pasji i namiętności pocałunki. To było niesamowite uczucie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułam się tak zaopiekowana i kochana. Kiedy przyszedł czas, aby wracać do domu, nazwijmy go Kuba, poprosił mnie o Snap'a. Ja mało co go używam, więc powiedziałam mu, że bardziej pasowałby mu Instagram. No ale czy o Snap'a, no? Ten Snap jest... Żeby znikało. No właśnie. Oj. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedział na to bardzo wymijająco, że na Snap'ie mu lepiej. No, bo tak, bo na Instagramie po prostu ma zdjęcia z dziewczyną.

Już wtedy moja intuicja podpowiadała, że coś ukrywa, ale nie zwracałam na to większej uwagi. Po niespełna kilkudziesięciu minutach zaczął dzwonić i wypisywać bardzo zboczone rzeczy. Oraz zasugerował, że chciałby, aby na następnym spotkaniu miało być coś więcej niż pocałunek. Ja jako osoba po bolesnym zerwaniu chciałam w końcu się zabawić. Oczywiście może nie na tyle, żeby uprawiać stosunek, ale takie wiadomości mi nie przeszkadzały, a nawet kręciły. Spotykaliśmy się codziennie, ale oczywiście nic nie trwa wiecznie. Po naszym ostatnim spotkaniu, dzień przed naszym wyjazdem, poszliśmy do lokalnego klubu. Już od początku jego, jak i Arka, jego przyjaciela, zachowanie nam się nie podobało. Kuba unikał kontaktu wzrokowego oraz gadał z innymi ludźmi tak, jakbyśmy nie istniały. O Boże, najgorzej. Wychodzisz z kimś i nagle nie istniejesz dla tej osoby.

A miałam kiedyś z taką właśnie moją znajomą. Już nie mam z nią kontaktu. Poszłam z nią do klubu i zniknęła. Nie ma jej. Torebkę mi zostawiła, nie było jej przez jakieś dobre dwie godziny, ją szukałam po całym klubie. I co, idę sama właśnie w klubie? No sama, znalazłam ją, oddam jej torebkę, pojechałam do domu, bo się zdenerwowałam. Pewnie myślicie, że mogłyśmy to z nimi obgadać, albo zwrócić im uwagę, ale już było za późno, ponieważ Kuba poszedł z jakąś laską do DJ-a. Nie, nie, po prostu... Bez żadnego słowa, a Rek zaczął totalnie ignorować moją bestię. Wtedy stwierdziłyśmy, że nie będziemy dłużej przebywać w takim towarzystwie. Tuż po tym, jak wykrzyczałam Markowi do ucha, że Kuba to babiarz, uciekłyśmy. Ale to nie koniec. Kuba wybiegł za nami z klubu i zatrzymując mnie, zaczął mówić, jak bardzo mu nam nie zależy, że jestem najpiękniejsza, najśmieszniejsza i w ogóle najlepszą osobą, jaką poznał.

Zaczął wymyślać wymówki co do jego odejścia od nas z inną dziewczyną. Ja oczywiście ślepo zainteresowana jego osobą wybaczyłam mu, ale oczywiście powiedziałam, że nie podoba mi się takie zachowanie. Byłam wściekła, ale też smutna, że tak właśnie zakończył się nasz wyjazd oraz nasza relacja. No tak, no nie może być fajnie, może przez kilka dni. Nagle zadzwoniła moja mama, że nas widzi z jakimś chłopakiem i mamy natychmiast wracać do domu. Jezu, niech fajnie. Powiedziałam mu, że moi rodzice są blisko i nas obserwują, więc z przykrością na ostatnie pożegnanie mogę go tylko przytulić. I tak oto myślałam, że moja summer love się skończyła, lecz nie do końca. Po kilku minutach Kuba zadzwonił do mnie, że mnie przeprasza i że chce mnie jeszcze zobaczyć. Na co odpowiedziałam, że oczywiście nie jest to możliwe, ale on wpadł na pewien plan.

Kiedy tylko wróciłam do mojej rodzinnej miejscowości, stało się coś, co do teraz mi totalnie rozwaliło psychikę. Kuba zaczął błagać mnie o softy. Ja nie jestem typem osoby, która jest za tym. Wysłałam je kiedyś, ale tylko do mojego na tamten czas chłopaka. Po kilku moich stanowczych odmowach Kuba napisał, że jak nie wyślę, to on już nigdy się do mnie nie odarzy. No właśnie. I wtedy dobra, to nie odzywaj się do mnie, bo po prostu... Niepotrzebna ci jest taka osoba, która wymusza takie rzeczy na tobie. I to po prostu wszystkie tłumaczenia są takie z dupy. Po prostu, jeżeli naprawdę ci zależy na mnie, chcesz mnie poznawać, no to... Wpadłam w panikę, serce mi na chwilę stanęło i tak, oto pod wpływem silnych emocji wysłałam mu nie jedno, a kilka zdjęć.

Ale jak? Skoro znam tylko jego imię. A właśnie, tylko na snapie. No bo co? Imy to już dużo informacji. Po ochłonięciu przypomniałam sobie, jak mówił, że jest z miejscowości, z której pochodzi pewien streamer. No. No i już mamy. Łatwo było wyszukać stąd, jak ponieważ jest w wymiarę popularny. Weszłam więc na fejsa, wpisałam jego imię i miejscowość w zakładce. Po kilkudziesięciu minutach znalazłam go. Oprócz profilowego i kilku zdjęć nic nie było, więc próbowałam go wystalkować na Instagramie bez skutku. Postanowiłam wejść w komentarze ze zdjęć na fejsie, gdzie wszędzie była pewna dziewczyna. No właśnie. Miała ona na profilu link do jej konta na Insta. Od razu w jej followersach zaczęłam szukać Kubę i znalazłam. No. Dziewczyny, moja szczęka opadła, gdy zobaczyłam wyróżnioną relację z inicjałem, serduszkiem i dziewczyną na nim.

Boże, zechciało mi się rzygać. Jak można mówić takie rzeczy, mając laskę kilkaset kilometrów obok? Ale to nie koniec jego akcji. Pewnego dnia, kiedy siedzieliśmy na naszym spocie, ich koleżanka z pracy, którą też tam poznali, mówiła mi, że Kuba kilka dni przed poznaniem mnie przystawiał się i obmacywał inną laskę. Oczywiście na to też miał dobre wytłumaczenie, abym się do niego nie zniechęciła. Pewnie po moim wyjeździe było ich więcej niż tylko my dwie. Jestem tego pewna, no na 100%. Przecież wyjechał od swojej dziewczyny, żeby się zabawić. No bo to co Vegas, zostaje w Vegas. A przy okazji wykorzystać niewinność u uczucia innych dziewczyn. Wiem, że głównie ofiarą jest tu ona, dziewczyna, która nadal żyje w nieświadomości. Ale ty też jesteś ofiarą.

Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.