Mentionsy Mentionsy
besties
besties

TA PRZYJAŹŃ NIE POWINNA SIĘ WYDARZYĆ...

29.04.2026 ·1 godz 32 min · 6 rozdziałów · 1 sponsor

jeśli chcecie być na bieżąco z naszymi materiałami zostawcie suba i kliknijcie dzwoneczek!🔔Widzimy się w każdą środę i niedzielę 🫶🏼💗material sponsorowany przez PsiBufethttps://psibufet.com/bestiesPartnerem i sponsorem odcinka jest PsiBufet. Zamów świeże jedzenie dla swojego psa z naszym kodem BESTIES, aby otrzymać 40% zniżki na pierwsze zamówienie i 25% na drugie.dajcie znać jak siedzi Wam taki format, cały czas chcemy się rozwijać i szukamy nowych rozwiązań!wpadajcie na nasze profile:💓Besties  / bestiesclub_    / bestiessclub  🩷Lila   / lilajanowska    / lila_janowska  🩵Werka  / veronikabialek    / veronikabialek  💌Współpraca biznesowa: [email protected]

3:47 · Historia zerwanego przyjaźni 3

A siedzisz tylko w jednym miejscu, nie? Tak, a tutaj po prostu musisz cały czas gdzieś coś robić, coś ogarniać. No nie możesz sobie usiąść, a jak możesz sobie usiąść, to masz te takie wysuwane, takie malutkie krzesełka, no to... Boże. Namawiałam je przez dwa lata, żebym ich odwiedziła. Wahałam się, bo boję się podróży za granicę. Organizacja i ryzyko, ile rzeczy może nie pójść zgodnie z planem, sprawiało, że wielokrotnie rezygnowałam z wakacji za granicą, bo po prostu bałam się tego, co może pójść źle. Boże, to jest mój odwieczny lęk, że zgubią mi poliski. Tego się zawsze najbardziej boję. Odpłukać? Nigdy się to nie wydarzyło i mam nadzieję, że się nigdy nie wydarzy, ale no jest to takie najbardziej dla mnie stresujące. I przechodzenie przez bramki. Nie wiem czemu, zawsze się tego stresuje. A tak poza tym kocham latać. Ale ja też się stresuję zawsze, że nie doleci moja walizka.

Ale to jest zawsze mega stresujące. I co? I na przykład, nie wiem, dolecisz sobie na wakacje, nie masz walizki. No. Nawet gaci przy sobie, nic. Nie no wiesz, na wakacje to jeszcze nie problem, bo idziesz do sklepu, kupujesz sobie bikini i po prostu leżysz. No to akurat tak, no nie? Gorzej jakbym poleciała na fashion weeka i nie mam walizki. No to już jest tragedia. Ogólnie na jakiś event, nie? No albo w ogóle jak masz w walizce jakieś takie drogie rzeczy. Od kogoś to słyszałam właśnie, że zgubiła się jakiejś dziewczynie, jakiejś influencerce walizka, tam torebki były, słuchajcie, mega drogie, outfity i wszystko i zaginęła. Boże, popłakałabym się, moje dzieci. No bardzo często jest tak, że te walizki nie giną, tylko one później przylatują z opóźnieniem, ale no zdarzają się, to bym po prostu, nie wiem, moje dzieci, moje torebki.

Po roku przekonywań zgodziłam się. Było to trzy miesiące temu. Miałam do nich pojechać na Halloween zeszłego roku. Lokum i podróż załatwiła Zuzia, miałyśmy mieszkać w domu mamy Maxa. Mieszkała tam też jego babcia. Max zrezygnował z wynajmu mieszkania, żeby zaoszczędzić na przeprowadzkę do Polski i chwilowo mieszkał u mamy. Relacja Zuzi i Maxa stawała się poważna, a sama Zuzia zmieniła się na lepsze po poznaniu Maxa, nie była już tak konfliktową osobą. Wydawało mi się, że w końcu będziemy mieć miłe wakacje. Poprzednie wspólne wyjazdy z Zuzią często kończyły się złością z niewiadomych dla mnie przyczyn i niesmakiem pozostawionym na wiele tygodni. Na szczęście rzadko razem gdzieś jeździłyśmy. Boże, straszne! W końcu wylądowałyśmy w Stanach i co? Wiedziałam, że American Dream to bajka przeszłości, ale nie spodziewałam się, że jest tam aż tak tragicznie.

19:48 · Analiza relacji i konfliktów 11

Laska zaprasza cię do siebie, na inny kontynent, do innego kraju, gości cię i zachowuje się w taki sposób. No nie, to ja bym powiedziała, no to co, to napieprzam to za okno, tak? Dziewczyny, jak ja to usłyszałam, nie wierzyłam własnym uszom. Wyryło mnie. Myślałam tylko, jak ja na to sobie zasłużyłam po latach usługiwania jej i unikania tym samym jej złości, której się tak bałam. No nie no, po co takie zachowanie w ogóle? Po noszeniu za nią jej rzeczy i odwalaniu za niej brudnej roboty, litowaniu się nad nią i robieniu wszystkiego, żeby tylko się na mnie nie zdenerwowała. Boże, to brzmi jak horror. Zbierała się we mnie wszystko z szesnastu lat. Jej torba z jedzeniem poleciała do bagażnika. Nagle poczułam w powietrzu falę złości, jaką szła w moją stronę.

No nie, no to oczywiście. No oczywiście, że to jest zdrada. To, że się nie widzieli, to znaczy, że co? Nie wiem, jesteś z kimś w związku, załóżmy, ta osoba wylatuje sobie, nie wiem, na miesiąc. Nie jest za granicą, my nie jesteśmy teraz w związku. No nie, no. No nie, no tak to nie działa. Pomimo nawet, że się nie widzieli, no to już gdzieś tam ta relacja była. Były mówione jakieś tutaj już mocne słowa, kocham cię na przykład i bagatelizowanie tego No nie, nie, nie. To strasznie słabe, strasznie słabe. Mam nadzieję, że się on dowiedział o tym. Boże, i ona pewnie w jeszcze większą furię. Ale z takimi osobami też trzeba uważać, bo ona jest na tyle niestabilna, że no nie zdziwiłabym się, gdyby... Żeby coś z nią podjebać, no? Tak, tak, tak. Żeby po prostu zaraz zamachnęła się łapą.

Mogę lecieć taniej, ale tylko z pracownikiem w obie strony. O Boże no! Wszyscy po tej sytuacji zaczęli mnie unikać. Dlatego, że kłóciliśmy się po polsku, to Max i jego znajoma nie wiedzieli, o co poszło. Nie mówiłam im nic, więc znali tylko wersję Zuzi. No wiadomo. Zapytałam tylko, czy faktycznie mają mi coś za złe. Ale ty też pierwszy raz widzisz tych ludzi na oczy. No tak, no. No to też jakby jak mają też stanąć za tobą, jak znają tylko Zuzi wersję. No i widzą siebie pierwszy raz. Zapytałam tylko, czy faktycznie mają mi coś za złe, a oni powiedzieli, że nie i nie wiedzą nawet, czym sobie zawiniłam.

Wieczorem jednak wyszli na jedzenie beze mnie. Ja zostałam w domu z jego mamą i babcią. Opowiedziałam im, co zaszło i wzięły moją stronę. Bardzo mnie wspierały, choć nawet nie znały. Wiem tylko, że nie lubiły Zuzi od jakiegoś czasu. Dobrze to przekwiniłaś. Przyszedł dzień powrotu. W trakcie pakowania poprosiłam Zuzię, żebyśmy wróciły w pokojowych układach, a po wylądowaniu się rozstaniemy. No tak. Miałyśmy od początku umowę, że użyczę jej mój drugi bagaż na rzeczy, które chciała przywieźć ze Stanów, a ja będę miała jedną walizkę i kilka moich rzeczy w drugiej, którą dzieliłyśmy. To był wielki błąd. Boże, no ale kurde. Myślę, że nawet jakbym się pokłóciła z kimś tak mocno, no to trzeba wrócić jakoś do domu.

No już podjęłyśmy jakieś decyzje. No tak, tak. Już po prostu wróćmy. Możemy nawet zamienić miejsce z kimś, żeby nie siedzieć koło siebie, ale już wróćmy tak, jak miałyśmy wracać, a nie po prostu jeszcze ta zrobi na złość i ona cię nie weźmie na ten bilet. Ty nie masz hajsu. No po prostu ja już wiem, co tam się będzie działo. Dojechaliśmy na lotnisko. Rozłąka Zuzi i Maxa była bardzo emocjonalna. Przy rękawie do samolotu pocieszałam ją, bo było mi jej szkoda. Boże. A, czyli tu już gadacie, tak? No gadają, no bo muszą jakoś wrócić. No dobra, ale ona na pewno jeszcze coś odwali. No. Poza tym nie chciałam, żeby zmieniła zdanie co do powrotu. Zdarzyło jej się to kilka razy. Jej bilet pracowniczy na takie nagłe zmiany terminów do powrotu.

Ale ja miałam jasny cel. Wrócić do domu i zerwać kontakt z tą tyranką raz na zawsze. Byłam już pełna nadziei, szczęśliwa, gdy wchodziłam do samolotu. Nawet dostałyśmy upgrade na miejsce premium. Wszystko szło po mojej myśli. Wszyscy pasażerowie na pokładzie, zaczynamy wyjazd na pas startowy, silniki włączone. Rozsadzała mnie ekscytacja, że wrócę do domu, do mojego chłopaka i rodziny po tak nieudanym wyjeździe. Od pierwszego dnia myślałam tylko o powrocie. Te 7 dni trwały jak wieczność. Boże, biedna. Teraz już relaks, włączam sobie muzyczkę i się rozsiadam. I nagle widzę, jak Zuzia robi się czerwona i zaczyna płakać. Kurczowo trzyma się fotela i zaczyna wpadać w histerię. Błyskawicznie włączam tryb opiekunki i zaczynam ją uspokajać łagodnym głosem i trzymać za rękę na próżno. Wyrwa się z pasów w fotelu i biegnie do stewardessy, krzyczy, zawracajcie samolot, ja muszę wysiąść natychmiast.

No oczywiście, zawsze tak jest. Tyle razy to usłyszałam od rodziny, że czułam jakby opieka nad nią to był mój obowiązek. Nie przeprosiłam cię. Nie, po prostu... Czy możemy wymazać ze słownika słowa jesteś starsza bądź mądrzejsza? Nie! Nie chcę być mądrzejsza, ona się zachowuje jak idiotka. Dlaczego ja mam przepraszać? Tak, dlaczego zawsze to my musimy gdzieś tam naginać się, żeby z kimś Było w porządku. A to ktoś nas skrzywdził. No dokładnie. Nie przeprosiła mnie za to co się stało. No wiadomo. Uśmiechała się tylko złośliwie i wytykała mi, że nie jestem empatyczna, bo powinnam ją wspierać w ataku paniki. Nie, po prostu... Muszę sobie tak pooddychać sobie. Boże, te nasze westchnięcia takie...

Wszystko mi się wtedy wyklarowało. Nienawidziłam jej. Powiedziałam jej to. Ona nie była w stanie pojąć, jak ktoś może powiedzieć, że jej coś zrobi. Powiedziała, że sobie na to nie zasłużyła. Przyznaję, trochę mocne słowa, ale to była najprzyjemniejsza rzecz, jaką wtedy o niej myślałam. Ale co ona tutaj mi przeczyta? Że ją zamorduję. Okej, Boże. No nie dziwię się, kurwa, nie dziwię się. O Boże. Zadzwoniłam do rodziców o pomoc. Ona oczywiście zostawiła mnie na lotnisku, ze wszystkimi bagażami. Aha, czyli na lotnisku ona wzięła te rzeczy i... Tak, tak. Wylewające mi się po podłodze. I pojechała z tym swoim emeryckim kochasiem z powrotem do domu jego mamy. Powiedziała, że ma mnie w dupie.

Tym bardziej to jest stresujące. Więcej nie miałam kontaktu z Zuzią. Na pewno dostała niezłe bęcki od mamy Maxa i od babci. Wiedziały, że Zuzia może coś odwalić, ale nikt nie spodziewał się takiej akcji. Po kilku godzinach chaosu udało mi się zdobyć pieniądze na powrót i na nocleg. Bilet na następny dzień wyszedł mnie prawie cztery tysiące złotych, a nocleg w naszym hotelu na lotnisku tysiąc złotych. Najdraższe wakacje życia. Kasę pożyczyli mi rodzice. Musieli odwołać swoje wakacje, żeby móc przelać mi na to pieniądze. Boże. Bez ich pomocy nie wiem, co bym zrobiła. Boże, straszne. No. I po prostu przez jakąś... aż no... nie mam słów na nią. Nie mam słów, że jak można zrobić coś takiego. Już po prostu lećcie...

Boże, bo naprawdę zdenerwowała mnie ta historia. Łącznie spędziłam dwa dni na lotnisku i jeden dzień na loty. Po wylądowaniu poryczałam się ze szczęścia... Nie dziwię się. ... że ta tortura już za mną. Nie mogłam pojąć, jak ona mogła. Opóźniała samolot dwie godziny, powiedziała, że ma mnie w dupie. Nawet nie znałam przyczyny tej sytuacji. Widziałam tylko, jak karma do niej przyjdzie, to będzie gigantyczna. No bo co, to wszystko od tej torby się zaczęło i to eskalowało w taki sposób, no to jest chore też. I stało się. Po miesiącu dowiedziałam się, że zdecydowano o jej zwolnieniu. Po przylocie do Polski od razu została zgarnięta na jakby sąd pracy i musiała się tłumaczyć, co zaszło.

Zdarzają mi się sny, w których uciekam przed nią, bo chce mi coś zrobić. Boże. Musi pogodzić i ja w tych snach jej wybaczam, a potem budzę się z ogromnym poczuciem winy. Boże, ja mam czasem takie sny, że były próbuje się do mnie dobić. I to mu wybaczasz. A ja mu mówię, uciekam. On próbuje. Boże. Teraz już wiem, że to było toksyczne uzależnienie się od tych dobrych chwil. Maskowanie przez tyle lat jej złych zachowań. Po co? Wybielanie się tylko po to, żeby uporczywie trzymać się tych miłych chwil? Nigdy nie myślałam, że Zuzia odwróci się tak przeciwko mnie. Dostałam zwrot tylko części kasy za niewykorzystany bilet. Nie miałam siły się dalej wykłócać. Czy naprawdę musiała być taka cena za nauczenie się asertywności, stawiania się i podejmowania wyborów zgodnych ze samą sobą?

41:14 · Historia z Dominikiem 11

Boże, po prostu naprawdę dla takich osób powinno być oddzielne miejsce w pieklu. Zgadzam się. Coś trudniejszego niż miłość. Historia o przyjaźni damsko-męskiej, która nie powinna się wydarzyć. Historia damsko-męska, czyli coś, co i tak wzbudza całkiem spore kontrowersje, czy istnieje, czy nie istnieje. Zobaczymy. Hejka besties! Właśnie skończyłam słuchać historii o internetowej znajomości z waszego podcastu sprzed ponad roku i stwierdziłam, że sama podzielę się moją. Imię ona oczywiście zmienię. Na wstępie chcę tylko powiedzieć, że nie jestem tu bez winy. Wręcz możecie uznać, że to ja jestem najgorszą osobą w tej historii i nie będę się z tym kłócić. Zanim jednak przejdę do sedna, muszę trochę nakreślić swoją sytuację.

Moment kulminacyjny tej opowieści dzieje się wtedy, gdy jestem w dwuletnim związku, o który tylko ja się staram. Wszystko przysłowiowe ciągnę za fraki, wręcz żebrzę o miłość osoby, która ma mnie kompletnie gdzieś. Zaczynam znowu mieć ataki paniki, a mój chłopak wyśmiewa mój płacz i potrafi krzyczeć, że go to wkurwia, przez co czuję się bezradna, że aż nie wiem, co ze sobą zrobić. Boże, po prostu jak słyszę coś takiego, że ktoś tak bagatelizuje drugą osobę w trakcie ataku paniki, To jest po prostu dla mnie niewyobrażalne. Wy nawet nie wiecie, co taka osoba przechodzi. No nie. Cofnijmy się do 2016 roku. Razem z koleżanką miałyśmy fazę na dołączenie do różnych konwersacji na facebookowych grupkach. Może część z Was to pamięta, a randomowe osoby tworzyły czaty, pisały wymagania typu wiek, województwo czy charakter i w ten sposób dobierało się ludzi do rozmów.

Boże, o co chodzi? Pewnie jakiś dealer. No Jezu, myślisz? Na wakacje tego samego roku poleciałam do Ciecie do Stanów na ponad miesiąc, bo rzeczy to te same. Czy to jest Zuzia? I w tym czasie zaczęłam dużo wrzucać na Instagrama. Zdjęcia, relacje, wszystko. I zgadnijcie, kto się odezwał. Dominik. Napisał właśnie tam i tak wrócił nasz kontakt. Przepraszał, że wcześniej go urwał, tłumaczył się trudną sytuacją w rodzinie. Przepraszam, że się nie odzywam, ale mam trudną sytuację w rodzinie. No nie wiem. Trochę mnie to zabolało, bo zawsze wydawało mi się, że mówimy sobie o wszystkim. Ale z drugiej strony byłam po prostu szczęśliwa, że znowu mogę z nim rozmawiać. Zaczęliśmy pisać i gadać, a nawet planowaliśmy spotkać się w czwórkę. Ja z moim chłopakiem, on ze swoją dziewczyną.

Gdzieś w górach. On sobie leży tutaj. No Boże, no tak. On koniecznie zawsze wchodzi tak za plecy. Koniecznie lubi być gnieciony. Tak. Tylko że, jak to u nas, za każdym razem, kiedy coś próbowaliśmy zaplanować, w ostatniej chwili coś wypadało i nigdy do tego spotkania nie dochodziło. No wiadomo, standard. No, czyli on coś kombinuje. Na tamten moment nie czułam do niego nic romantycznego i wydaje mi się, że on do mnie też nie, ale nadal byliśmy dla siebie ważni jako przyjaciele. Minęło kilka miesięcy, kontakt był rzadszy, bo oboje mieliśmy swoje związki, ale pamiętam jedną z naszych ostatnich rozmów z tamtego okresu i z perspektywy czasu wydaje się absurdalna. Zadzwonił do mnie ze szpitala. Najpierw nie chciał powiedzieć, co mu się stało, a potem rzucił, że jego dziewczyna... Zaraz, zaraz, zaraz. Skręciła...

Miałam wątpliwości, no bo mam chłopaka. Jak to wygląda, że nocuję u dwóch gości? No wygląda to źle. Ale Jurek od razu powiedział, że mogą spać w salonie, a ja na antresoli, więc ostatecznie się zgodziłam. Reszta nocy była już spokojna i naprawdę fajna. Wpadliśmy jeszcze do Żabki po zupki chińskie, wróciliśmy do mieszkań... Boże, ale dawno nie jadłam zupki chińskiej. Ja też właśnie o tym samym teraz pomyślałam. Zjadłabym zupkę chińską. No, zjadłabym. Złoty kurczak, taka zielona, wifon. Złoty kurczak, a ja wifony też lubię, ale często jadłam, jezu, jak one się nazywają, pomidorowa taka zwykła. A, że taka do kubka? Tak. Okej, to takie też lubiłam. Boże, naprawdę, kilka lat nie jadłam tego. Amino, amino to jest. Wróciliśmy do mieszkania, siedzieliśmy gadając o wszystkim i o niczym.

Po jedzeniu pojeździliśmy jeszcze po Krakowie, wjechaliśmy nawet na autostradę, żeby przetestować auto, a potem wróciliśmy do mieszkania. Były już późne popołudnie, Dominik znowu puścił mojego ulubionego wykonawcę, usiedliśmy naprzeciwko siebie przy wyspie i zaczęliśmy pić, po prostu rozmawiając. Na początku tematy były luźne, ale z czasem robiły się coraz poważniejsze od planów na najbliższe miesiące, przez problemy w domu i w związkach, aż w końcu zeszło na naszą relację. Najpierw śmialiśmy się, że dwójka dzieci zakochała się przez internet, ale potem zaczęliśmy sobie dziękować za wszystkie rozmowy, wsparcie, za to, że byliśmy dla siebie w ważnych momentach, nawet na odległość. W tle leciał wolniejszy, bujający kawałek. Ja wstałam i zaczęłam się ruszać, bo często mam tak, że po alkoholu nie potrafię usiedzieć na miejscu. Boże! Dominik szybko podłapał ten vibe. W pewnym momencie podszedł do mnie od tyłu i szepnął mi do ucha.

Nie pamiętam już co. Ale przypadkiem, albo i nie, musną ustami moją szyję. A to jest moje słabe miejsce. W sekundę przyszły mnie dreszcze i wtedy już wiedziałam, że przepadłam. Boże! Ile emocji! Aż mam ciary. Odwróciłam się i przez chwilę tylko patrzyliśmy sobie w oczy. Był moment zawahania, taki paraliż, bo wiedziałam, że nie powinnam. Ale kiedy on zrobił pierwszy krok, wszystko puściło. Zaczęliśmy się całować tak, jakby od tego zależało nasze życie. Wow. I szczerze, nigdy wcześniej ani nigdy później nie całowałam się z nikim w taki sposób. To był jedyny raz. Po chwili się odsunęłam i wróciliśmy do rozmowy, ale między nami już wisiało to napięcie. Spojrzenia mówiły wszystko. I nagle spojrzałam na telefon i zobaczyłam, że mój chłopak od rana nawet mi nie odpisał. Myślałam, że się dobija.

Boże, takie traumy dziewczyno mi fundujesz, cały czas chcesz iść na te randki. A ja nie mogę grać. I grać nie mogę przez to. I był z siebie dumny, że mnie okłamywał, że wyłączył status na Discordzie, żeby nie było widać, że gra, a kiedy mówił, że idzie spać albo coś robi z ojcem, tak naprawdę jeździł do kolegów oglądać mecze. Super, brawo dla Ciebie, no wow. I znowu jedną z pierwszych osób, którym się zwierzałam, był Dominik. W tym czasie on już poznał kogoś nowego. Ja pierdolę, no. Lene, z którą zaczął wtedy kręcić. Mimo całej mojej sytuacji naprawdę życzyłam Dominikowi dobrze i szczerze chciałam poznać Lenę. Problem był tylko jeden. Ona nie mówiła po polsku, a ja mam ogromną blokadę przed mówieniem po angielsku.

Jak to sprawdzić? Przepraszam bardzo. Ale to nie jest tak, że trzeba mieć jakąś tam opcję wyłączoną? Trzeba... Trzeba chyba... Mam nadzieję. Jedna i druga strona. No ja mam chyba wyłączoną. Aż któregoś listopadowego wieczoru przypadkiem polubił wiadomość z 2022, czyli musiał się cofać i czytać nasze rozm... No, nie wierzę, że zrobił to przypadkowo. Napisałam do niego. Odpisał krótko, bez zaangażowania, więc nie ciągnęłam tematu. W święta Bożego Narodzenia wysłał mi życzenia, pomyślałam, że może coś to znaczy, ale nawet nie odczytał mojej wiadomości, więc uznałam, że to była po prostu masówka. Czemu poblokował? No nie wiem. Może ona mu kazała? Miesiąc temu miałam bardzo ciężki okres związany z rodziną. Czułam się strasznie samotna i mimo, że mój chłopak mnie wspierał, miałam wrażenie, że on po prostu nie jest w stanie mnie w pełni zrozumieć, bo jego sytuacja życiowa jest zupełnie inna, a Dominik zawsze rozumiał.

No tak, ty zasnąłeś, a to takie smaczki od PsiBufet. Proszę kochany. Trauma bonding, uzależniona od własnego kata. Boże. A dzisiaj ciężkie historie. Hej besties, piszę do was, żeby ostrzec was przed człowiekiem, który potrafi zamienić uśmiechniętą dziewczynę w psychiczny wrak w zaledwie kilka miesięcy. Mówisz o moim ex? To nie jest zwykła drama. To instrukcja obsługi drapieżnika, który żeruje na waszej empatii, dopóki nie zostanie z was nic. Przeczytajcie to, zanim dacie komuś szansę. Kto zamiast serca ma ego, a wasze łzy traktuje jak trofea. Boże. Nazwijmy go Bartek. Poznałam go przez Instagrama.

Zrobiłam to tylko dlatego, że dowiedziałam się, że przyjaciel mojego ex do mnie podbija. Mówi, że mnie kocha i obgaduje tego mojego ex. Chciałam być po prostu fair wobec tamtego chłopaka i mu o tym powiedzieć. Czego teraz bardzo żałuję. Czasem chcemy być tacy fair i wychodzimy... Czasem nie ma co. Tak, wychodzi nam to bokiem. Po jakimś czasie wróciłam jednak do Bartka. O nie! Zaradą psycholog, nie mówiłam mu o tym spotkaniu z ex, bo to nie była jego sprawa. Boże, ale ty już wyszłaś z tego. Ty już po prostu byłaś tam na tej drodze. Byłaś wolna. Nie byliśmy wtedy razem. A on sam mnie okłamywał. Wmawiał, że siedzi... No i po co chcesz z Pawlotem być z takim typem? No nie wiem właśnie. Wmawiał mi, że siedzi w domu, a po tygodniach wiedziałam jego zdjęcia z klubów.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.