GDY MIŁOŚĆ TAŃCZY Z REWOLWEREM. KRAKÓW, 1919
MIEJSCE AKCJI: KRAKÓWKraków, ulica Siemiradzkiego. Lokatorzy kamienicy przy numerze 11 próbują zrozumieć, co takiego stało się w mieszkaniu właścicielki budynku.Materiał posiada charakter dokumentalno-historyczny. Wzbogacony o wątki sfabularyzowane, ma na celu przybliżyć obyczaje oraz prawo panujące w dwudziestoleciu międzywojennym.Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1919 nr 251Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1919 nr 252Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1919 nr 165Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 166Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 167Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 168Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 169Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 170Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 271Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 272Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 273Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 275Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 276Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 277Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 278Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1921 nr 163Czas. R. 73 (1921), nr 136 (17 VI)Czas. R. 75 (1923), nr 178 (11 VIII)Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US
W miarę jak śledztwo w sprawie zabójstwa Emilii Sądeckiej postępowało, policja zaczęła coraz uważniej przyglądać się powiązaniom osób związanych z kamienicą przy ulicy Siemirackiego. Z początku były to rutynowe czynności. Przesłuchanie lokatorów, rozmowy z rodziną, próba odtworzenia ostatnich dni i ostatnich kontaktów zamordowanej. To właśnie wtedy w dokumentach i zeznaniach zaczęło powtarzać się jedno nazwisko. Taszycka. Zofia Taszycka była córką Emilii Sądeckiej. Była to młoda kobieta, zamężna, choć od dawna nieszczęśliwa w małżeństwie. Mieszkała okresowo z matką, innym razem na letnisku, a jej życie prywatne mieszało się z codziennością domu, w którym doszło do zbrodni.
Zaczęto mówić o ściślejszym stosunku, choć jeszcze nie wprost o romansie. Ale kiedy policja dotarła do osób, które znały ich dłużej, nikt nie pozostawiał już wątpliwości. Roskiego i Taszycką łączył trwały, emocjonalny związek. I to już długoletni. Był to jeden z tych sekretów, które choć nigdy nie zostały oficjalnie potwierdzone, krążyły półgłosem wśród sąsiadów i znajomych. Nie chodziło tu o krótką fascynację czy banalne zauroczenie. Ich relacja miała trwać od kilku lat. Obserwatorzy mówili o niej z pewnym niepokojem. Tak jak mówi się o uczuciu, które może prowadzić do działań wykraczających poza rozsądek.
W czasie śledztwa zaczęło wychodzić na jaw coraz więcej szczegółów, które dla policji stawały się istotne. Mówiono, że Taszycka odwiedzała Groskiego w jego mieszkaniu, lub że wręcz z nim mieszkała. Że on bywał u niej częściej, niż byłoby to właściwe dla zwykłych znajomych. Groski miał ją nawet czasem określać mianem żony brata, kiedy gdzieś pojawiał się z Taszycką, ale chciał ukryć charakter ich relacji. Najbardziej jednak uderzającym elementem była postawa samej Zofii Taszyckiej. W jej życiu panował chaos małżeński, konflikty z mężem, oskarżenia o zdrady i publiczne upokorzenia. A jednocześnie to właśnie u boku Grodzkiego znajdowała oparcie, zrozumienie i emocjonalną bliskość.
To on był tym, który, jak mówiono, wiedział o jej problemach najwięcej. On słuchał, on bronił jej w sporach, on był przy niej, gdy wracała z kolejnej kłótni. Dla policji wnioski stały się nieuniknione. Związek Zofii Taszyckiej z Henrykiem Grodzkim nie był tylko tłem wydarzeń. Był osią całej sprawy. Bo im więcej śledczy dowiadywali się o matce Taszyckiej, o jej wpływie na życie córki, o ingerencjach w jej małżeństwo, o nadzorowaniu jej spraw finansowych, o surowości i konflikcie między matką a kochankiem córki, tym bardziej stawało się jasne, że między obiema kobietami od dawna istniało napięcie, które wciągało w siebie również Grodzkiego.
To odkrycie zmieniło kierunek śledztwa. Od tego momentu policja nie badała już tylko zabójstwa samotnej, majątnej wdowy. Badała zabójstwo kobiety, której córka pozostawała w emocjonalnej relacji z głównym podejrzanym. Relacji silnej na tyle, by mogła stać się powodem albo wręcz katalizatorem tragedii. Właśnie wtedy po raz pierwszy pojawiło się słowo, które w kolejnych dniach miało powracać coraz częściej. Motyw. Żeby dokładniej zrozumieć motywacje, jakie mogły stać zaczynem Henryka Grodzkiego, musimy opowiedzieć sobie o sprawie detalicznie. Bo tak naprawdę, choć to Grodzki był głównym podejrzanym, to właśnie Zofia Taszycka była centrum całej tej historii.
Życie Zofii Taszyckiej od początku układało się inaczej niż mogłoby się wydawać, gdy patrzyło się na to wszystko z zewnątrz. Wyszła za mąż bardzo młodo, miała zaledwie 18 lat. I to podobno jeszcze wbrew woli matki, która miała jej mówić, że narzeczony jest dla niej za stary i był zbyt mało odpowiedni, by stanowić dla niej oparcia. Zofia jednak nie słuchała przestruch i wyszła za doktora Taszyckiego, starszego od niej o prawie 20 lat. Wierzyła, że małżeństwo zapewni jej stabilność i spokój. Zamiast tego bardzo szybko znalazła się w związku, który przynosił jej coraz więcej upokorzeń. Z jej własnych słów wynikało, że mąż od początku traktował ją chłodno.
Był opryskliwy, podejrzliwy, a jego podejrzenia, szczególnie te orzekome zdrady żony, z czasem miały przerodzić się w, jak to nazwała, podejrzliwość chorobliwą. Jej małżeństwo było dalekie od harmonii. Opowiadała, że mąż ją lekceważył, że potrafił ją ignorować w sposób, który dla niej samej był coraz trudniejszy do zniesienia. Mówiła o faworyzowaniu służącej, o tym, że kiedy służąca ją uderzyła, a ona za to założyła jej sprawę sądową, to mąż opłacił służącej adwokata. Wspominała też o sytuacji, gdy do ich mieszkania przyszła inna kobieta i oświadczyła jej, że ma do Taszyckiego większe prawa.
Te słowa nie pozostawiały wątpliwości, kim ta kobieta była w życiu dr. Taszyckiego. W takich warunkach Zofia żyła przez kilka lat. Aż do momentu, gdy w jej otoczeniu pojawił się Henryk Grodzki. Poznali się w roku 1915 u krewnych. Początkowo była to zwykła znajomość, taka jakich wiele zdarza się między ludźmi mieszkającymi w tym samym kręgu społecznym. Ale w roku 1916, i to już na samym początku tego roku, zaczęło się między nimi coś więcej. W relacjach świadków pada określenie ściślejszy stosunek, a nawet stwierdzenie, że Taszycka szalała za Grodzkim.
Z czasem zaczęli widywać się częściej. Kiedy ona wyjechała do Zakopanego, Groski kilka razy przyjeżdżał ją odwiedzać. To nie były już wizyty zwykłego znajomego. Świadkowie zauważyli, że ich relacja stawała się coraz bardziej zażyła. Dla Zofii, uwikłanej w toksyczne małżeństwo i napięte relacje w domu, obecność Groskiego była czymś w rodzaju emocjonalnego schronienia. To właśnie Groski był tym, który wiedział najwięcej o jej małżeńskich problemach. Ona opowiadała mu o opryskliwości męża, o zdradach, o poczuciu samotności i o kolejnych upokorzeniach. Mąż, który mieszkał w Warszawie, co prawda przesyłał pieniądze, ale nie dla niej.
Pieniądze trafiały w ręce służącej. Kiedy przyjeżdżał w odwiedziny, chodził na spacery z dziećmi, ale też nie ze swoją żoną. A kiedy Taszycka wreszcie zdecydowała się odejść, była to decyzja podjęta w atmosferze narastającej desperacji. Wtedy wróciła do matki. Zofia i jej matka Emilia Sądecka miały relację niejednoznaczną. Z jednej strony Zofia mówiła, że matka była dla niej zimna, szczególnie na początku, w latach dziecięcych, gdy w rodzinie wszyscy czekali na narodziny syna, a narodziła się ona, córka. Wspominała o chłodzie, o skąpstwie i o podejrzliwości matki. Tej samej podejrzliwości, którą Emilia miewała wobec wielu osób, także wobec rodziny Grodzkiego.
A jednocześnie nie można było zaprzeczyć, że Sądecka naprawdę kochała wnuki. I córkę chyba zresztą na swój sposób też. To ona dała Zofii mieszkanie. Nie żeby się jakoś przy tym nakosztowała, ponieważ mieszkanie znajdowało się w jej kamienicy, ale była tak miłościwa, że pozwoliła córce w nim zamieszkać i to jeszcze nie płacąc czynszu. Emilia dbała też o dzieci. To ona właśnie wspierała rodzinę finansowo, choć robiła to w sposób wywołujący napięcia i konflikty. Sądecka potrafiła być hojna i opiekuńcza, zwłaszcza wobec wnuków. ale jednocześnie podejrzliwa, impulsywna i zmienna w stosunku do dorosłej córki.
Zdarzało się, że najpierw coś jej podarowała, najczęściej był to jakiś element biżuterii, a potem, jak opowiadała Zofia, posyłała do niej służącą, by ten prezent natychmiast jej odebrać. W tym czasie Zofia Taszycka prowadziła już ze swoim mężem sprawę separacyjną. I właśnie tutaj rola Groskiego stała się istotna. bo zaznawał w procesie separacyjnym jako świadek. Składał zeznania, które, jak później stwierdzono, były fałszywe. Ale co najważniejsze, skłamał. Zataił charakter swojej relacji z Taszycką. Mówił pod przysięgą, że nie łączyło ich nic niewłaściwego, choć fakty wskazywały inaczej.
Uważał, że musi jej pomóc, bo bał się, że gdyby powiedział prawdę, dzieci mogłyby zostać odebrane matce. Był więc gotów przysięgać nieprawdę i to przed sądem. Tak więc pomiędzy trzema osobami, Zofią Taszycką, jej matką i Henrykiem Grodzkim, istniał układ pełen emocji, zależności, pretensji i napięć. Dla Zofii Groski był nie tylko powiernikiem, lecz także kimś, z kim wiązała nadzieję na przyszłość, której nie mogła odnaleźć w swoim małżeństwie. Do chwili zabójstwa Emilii Sądeckiej ich romans trwał już kilka lat. Był tajemnicą Poliszynela w najbliższym otoczeniu. A jednocześnie był czymś, co w opinii śledczych, gdy zaczęli odkrywać kolejne fakty, stanowiło ważne tło dla całej tragedii, która rozegrała się w mieszkaniu przy ulicy Siemirowskiego.
Groski nie ukrywał przed sobą, że sytuacja Zofii była skomplikowana. Wiedział, że jest starsza, chyba jakieś 6 czy 7 lat. Wiedział też, że jest zamężna. To ostatnie stanowiło dla niego prawdziwą barierę. Nie wstydził się przyznać, że status kobiety zamężnej był w jego oczach poważnym problemem. Czymś, co powinno wykluczyć jakiekolwiek zbliżenie. Początkowo naprawdę próbował trzymać dystans. Ale bliskość pojawiła się nagle, bo jak to się mówi, serce nie sługa. Zrodziła się z rozmów. Długich, szczerych, coraz bardziej intymnych. Rozmów, w których Zofia odsłaniała przed nim swoje życie domowe, wcale nie przypominające stabilnej, szanowanej rodziny, jaką mogłoby się wydawać na zewnątrz.
Grodzki widział wszystko z bliska. Widząc, jak Taszycki traktuje swoją małżonkę, czuł narastające oburzenie. Było to wręcz coś, czego nie potrafił znieść. I to właśnie wtedy obudził się w nim instynkt opiekuńczy. Chęć ochrony kobiety, która stawała się kimś wyjątkowym w jego życiu. Bycia kimś, na kim mogłaby się oprzeć. Zanim zdążył w pełni zrozumieć, co się dzieje, był zakochany po uszy. Choć mężczyzna zazwyczaj uchodził za rozsądnego i opanowanego, przy Zofii jego życie nabrało innego kierunku. Jak później zwierzał się swoim bliskim, jego plany względem niej były naprawdę poważne.
Myślał o wspólnej przyszłości, o domu, który potrafiliby razem stworzyć. Wiedział, że Taszycka jest matką dwójki dzieci, co wiązało się z wzięciem na siebie większej odpowiedzialności. On był jednak gotów to zrobić i rzeczywiście to robił, o czym zaraz się dowiecie w dalszej części materiału. Bo niezależnie od tego, jak skomplikowana była jej sytuacja, to Taszycka była dla niego kobietą, którą naprawdę kochał. W pewnym momencie, gdy relacja między Zofią Taszycką a Henrykiem Grodzkim stała się już bliska i trwała, oboje podjęli decyzję, która dodatkowo związała ich ze sobą. Otworzyli wspólny biznes, a precyzując to prowadzili sklep.
Dla Zofii miało to być wyjście z zależności finansowej od męża i matki. Dla Grodzkiego sposób, by pomóc kobiecie, którą kochał, a jednocześnie tym samym miał stworzyć dla siebie bardziej stabilne źródło utrzymania. Mówiło się, że tworzyli w pracy zgrany duet. Bardziej jak para, która wspólnie buduje swoje życie, niż jak luźno powiązani współpracownicy. Jednak właśnie wtedy wkroczyła Emilia Sądecka. Zofia wciąż była finansowo związana z matką, a matka czuła się w obowiązku czy też w prawie, by kontrolować każdą decyzję córki. Gdy dowiedziała się, że Taszycka prowadzi interes z Groskim i to mężczyzną, który od lat był obecny w jej życiu w sposób zbyt intensywny, by go ignorować, natychmiast zaczęła przyglądać się wszystkiemu z podejrzliwością.
Twierdziła, że tutaj cytat, Grocki bierze z kasy, że nie rozlicza się uczciwie. Niektóre osoby z otoczenia próbowały ją uspokajać, wskazując, że sklep przynosi skromne, ale regularne dochody. Że nie ma podstaw, by mówić o kradzieży. Inni natomiast powtarzali, że Sądecka już nie raz widziała kradzież tam, gdzie jej nie było. Że to część jej natury. Podejrzenie rodzące się szybciej niż komukolwiek uda się w ogóle wyjaśnić sytuację. Z perspektywy Zofii było to kolejne pole konfliktu. Z jednej strony kochała matkę i była od niej zależna. Z drugiej wiedziała, że oskarżenia Emilii Sądeckiej wobec Ogrodzkiego są niesprawiedliwe i raniące.
Nieraz wracała z rozmowy z matką przygnębiona, bo ta potrafiła zasugerować, że Zofia jest ślepa, że daje sobą manipulować i że ktoś żeruje na jej potrzebie bliskości. Grodzki natomiast odbierał te podejrzenia jako policzek. Dla niego sklep był sposobem, by dać Zofii poczucie niezależności. Zresztą to on wyłożył pieniądze na jego otworzenie. Pracował tam sumiennie, liczył, rozliczał, pomagał jej z towarami. Tym bardziej bolało go, że matka ukochanej otwarcie uważała go za złodzieja. Świadkowie wspominali, że jego stosunek do Sądeckiej był mieszanką chłodu i przygnębienia. Jakby każde kolejne oskarżenie coraz bardziej oddalało od siebie dwie rodziny, które los i tak połączył już zbyt mocno.
Wokół sklepu zaczęły narastać kolejne napięcia. Dla Sądeckiej był to dowód na to, że Zofia źle wybiera ludzi, którym ufa. Dla Zofii kolejny przykład kontroli i krytyki, której miała już dość. Dla Grodzkiego kolejna rysa na relacji, która i tak nie była idealna, a którą on za wszelką cenę próbował utrzymać. Nie wiadomo, czy to z uwagi na wpływ matki, ale choć to Sądecka najgłośniej oskarżała Grodzkiego o wynoszenie pieniędzy z kasy, w pewnym momencie Zofia również nie była już wolna od wątpliwości. Była osobą pełną niepokoju, podatną na sugestie, szczególnie te płynące od matki.
I tak pewnego dnia Zofia zaczęła szeptać, że w kasie chyba brakuje pieniędzy. Nie mówiła tego wprost Grodzkiemu. Mówiła matce, a ta przekazywała bratu. Jej podejrzenia nie były tak ostre i gwałtowne jak podejrzenia sądeckiej. Taszycka miała wątpliwości, ale przypominały one bardziej lęki niż oskarżenia. Zofia jakby bała się, że podejrzewa niesłusznie, ale jednocześnie nie potrafiła pozbyć się myśli, że jej matka może mieć rację. Adam Sądecki, brat Zofii, widział to jeszcze inaczej. Z jego relacji wynikało, że matka nieustannie podsycała w siostrze przekonanie, że Grodzki bierze z kasy i że się nie rozlicza.
Adam, podobnie jak Zofia, żył przez lata pod dachem matki i znał jej skłonność do podejrzliwości. Adam nie oskarżał Grodzkiego, ale też go nie bronił. W jego postawie czuć było balansowanie między znużeniem matczyną podejrzliwością, a ostrożną neutralnością wobec mężczyzny, którego do końca nie znał. Sam Grodzki odczuwał to wszystko bardzo boleśnie. Z jednej strony żył przekonaniem, że w sklepie pracuje uczciwie, rzetelnie, nawet ponad siły. Kiedy pojawiły się pierwsze oskarżenia o braki w kasie, zawierzył Sądeckiej, że winna jest jego matka. Dlatego też zwolnił własną rodzicielkę.
Stanął po stronie swojej kobiety i jej rodziny. Mimo wszystko czuł, że dom, do którego tak często przychodził, coraz mniej mu ufa. Że to, co robi, to za mało. Zofia, rozdarta między uczuciem do niego a posłuszeństwem względem matki, nie potrafiła jednoznacznie stanąć po jego stronie. A każda kolejna wątpliwość, którą wypowiadała, była dla niego ciosem. Tym mocniejszym, że pochodziła od osoby najbliższej. Tak też sklep, który miał być dla nich nowym początkiem, stał się miejscem, gdzie zaczęły się gromadzić wszystkie lęki, frustracje i napięcia, jakie narastały pomiędzy Zofią, jej matką i Groskim.
I choć nikt wtedy nie przewidywał tragedii, to każdy, matka, córka, brat i kochanek, dokładał swoją cegłę do muru nieufności, który rósł niepostrzeżenie, dzień po dniu, aż stał się murem nie do przeskoczenia. Grodzki miał więc idealny motyw, by pozbyć się niewygodnej, nieformalnej teściowej. Pod naporem pytań w końcu przyznał, że śledczy mają rację. Szybko wytłumaczył, co skłoniło go do morderstwa. Ale to nie problemy ze sklepem i podejrzliwość Emilii była woźniem do trumny. Taszycka przebywała w Jeleśni, gdzie wyjechała z chorym synkiem. Chłopiec zachorował na szkarlatynę, a Zofia, będąc w trudnym położeniu, wysłała do matki telegram z prośbą o 300 koron na lekarza.
Ale matka Taszyckiej nie chciała go przyjąć. Drzwi pozostały zamknięte. Zrozumiawszy, że nikt nie zajmie się sprawą, Groski kupił leki na własną rękę i pierwszym możliwym pociągiem wyjechał do Jeleśni. Zofia czekała na niego na stacji i była ogromnie zdziwiona, że matka nie przyjechała razem z nim. Groski opowiedział jej wówczas o całej scenie w sklepie, o oskarżeniach i odmowie pomocy sądeckiej. Zofia była tym przybita. Była już zmęczona konfliktami, zależnością od matki i ciągłymi awanturami. Bała się, że matka za chwilę jednak przyjedzie i wywoła kolejną burzę. Poprosiła więc Grodzkiego, by ten usunął się na czas jej pobytu, tak żeby nie prowokować kolejnego wybuchu.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
MIEJSCE AKCJI: KRAKÓWKraków, ulica Siemiradzkiego. Lokatorzy kamienicy przy numerze 11 próbują zrozumieć, co takiego stało się w mieszkaniu właścicielki budynku.Materiał posiada charakter dokumentalno-historyczny. Wzbogacony o wątki sfabularyzowane, ma na celu przybliżyć obyczaje oraz prawo panujące w dwudziestoleciu międzywojennym.Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1919 nr 251Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1919 nr 252Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1919 nr 165Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 166Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 167Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 168Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 169Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 170Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 271Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 272Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 273Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 275Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 276Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 277Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 278Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1921 nr 163Czas. R. 73 (1921), nr 136 (17 VI)Czas. R. 75 (1923), nr 178 (11 VIII)Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US