GDY MIŁOŚĆ TAŃCZY Z REWOLWEREM. KRAKÓW, 1919
MIEJSCE AKCJI: KRAKÓWKraków, ulica Siemiradzkiego. Lokatorzy kamienicy przy numerze 11 próbują zrozumieć, co takiego stało się w mieszkaniu właścicielki budynku.Materiał posiada charakter dokumentalno-historyczny. Wzbogacony o wątki sfabularyzowane, ma na celu przybliżyć obyczaje oraz prawo panujące w dwudziestoleciu międzywojennym.Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1919 nr 251Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1919 nr 252Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1919 nr 165Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 166Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 167Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 168Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 169Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 170Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 271Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 272Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 273Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 275Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 276Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 277Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 278Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1921 nr 163Czas. R. 73 (1921), nr 136 (17 VI)Czas. R. 75 (1923), nr 178 (11 VIII)Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US
Nie wyjaśnił jednak, w jakim celu, ani kiedy dokładnie do tego doszło. Była to jego pierwsza próba nadania sprawie nowego kierunku, ale jej nie rozwijał. Śledczy zanotowali to zdanie, ale nie traktowali go jeszcze jako istotnego elementu sprawy. Raczej jako próbę zmylenia lub tłumaczenie rzucone w pośpiechu. W trakcie przesłuchania Groski był spokojny i to do granic, które wydawały się wręcz niepokojące. W jednym z raportów zapisano, że podczas rozmów z policjantami jadł chleb z masłem, jakby próbował nadać sobie pozór zwyczajności, choć kilka godzin wcześniej w tym samym budynku znaleziono ciało kobiety z czterema ranami postrzałowymi.
O godzinie pierwszej w nocy został zatrzymany. Jeszcze nie jako sprawca, ale jako jedyny człowiek, u którego znaleziono broń odpowiadającą łuską z miejsca zbrodni. W tamtym momencie śledczy nie znali jeszcze motywu. Nie mieli pełnej wiedzy o relacjach rodzinnych, finansowych ani osobistych. Nie wiedzieli, dlaczego Grodzki miał broń, dlaczego znalazł się na schodach i dlaczego stał się niespodziewanie tak nerwowy. ale wiedzieli, że jego udział w sprawie musi zostać zbadany dokładniej. Tak Henryk Groski, młody prawnik, ceniony student, człowiek z pozoru spokojny i niepozorny, stał się główną postacią śledztwa, które wstrząsnęło całym Krakowem.
W czasie śledztwa zaczęło wychodzić na jaw coraz więcej szczegółów, które dla policji stawały się istotne. Mówiono, że Taszycka odwiedzała Groskiego w jego mieszkaniu, lub że wręcz z nim mieszkała. Że on bywał u niej częściej, niż byłoby to właściwe dla zwykłych znajomych. Groski miał ją nawet czasem określać mianem żony brata, kiedy gdzieś pojawiał się z Taszycką, ale chciał ukryć charakter ich relacji. Najbardziej jednak uderzającym elementem była postawa samej Zofii Taszyckiej. W jej życiu panował chaos małżeński, konflikty z mężem, oskarżenia o zdrady i publiczne upokorzenia. A jednocześnie to właśnie u boku Grodzkiego znajdowała oparcie, zrozumienie i emocjonalną bliskość.
Z czasem zaczęli widywać się częściej. Kiedy ona wyjechała do Zakopanego, Groski kilka razy przyjeżdżał ją odwiedzać. To nie były już wizyty zwykłego znajomego. Świadkowie zauważyli, że ich relacja stawała się coraz bardziej zażyła. Dla Zofii, uwikłanej w toksyczne małżeństwo i napięte relacje w domu, obecność Groskiego była czymś w rodzaju emocjonalnego schronienia. To właśnie Groski był tym, który wiedział najwięcej o jej małżeńskich problemach. Ona opowiadała mu o opryskliwości męża, o zdradach, o poczuciu samotności i o kolejnych upokorzeniach. Mąż, który mieszkał w Warszawie, co prawda przesyłał pieniądze, ale nie dla niej.
Uważał, że musi jej pomóc, bo bał się, że gdyby powiedział prawdę, dzieci mogłyby zostać odebrane matce. Był więc gotów przysięgać nieprawdę i to przed sądem. Tak więc pomiędzy trzema osobami, Zofią Taszycką, jej matką i Henrykiem Grodzkim, istniał układ pełen emocji, zależności, pretensji i napięć. Dla Zofii Groski był nie tylko powiernikiem, lecz także kimś, z kim wiązała nadzieję na przyszłość, której nie mogła odnaleźć w swoim małżeństwie. Do chwili zabójstwa Emilii Sądeckiej ich romans trwał już kilka lat. Był tajemnicą Poliszynela w najbliższym otoczeniu. A jednocześnie był czymś, co w opinii śledczych, gdy zaczęli odkrywać kolejne fakty, stanowiło ważne tło dla całej tragedii, która rozegrała się w mieszkaniu przy ulicy Siemirowskiego.
Groski nie ukrywał przed sobą, że sytuacja Zofii była skomplikowana. Wiedział, że jest starsza, chyba jakieś 6 czy 7 lat. Wiedział też, że jest zamężna. To ostatnie stanowiło dla niego prawdziwą barierę. Nie wstydził się przyznać, że status kobiety zamężnej był w jego oczach poważnym problemem. Czymś, co powinno wykluczyć jakiekolwiek zbliżenie. Początkowo naprawdę próbował trzymać dystans. Ale bliskość pojawiła się nagle, bo jak to się mówi, serce nie sługa. Zrodziła się z rozmów. Długich, szczerych, coraz bardziej intymnych. Rozmów, w których Zofia odsłaniała przed nim swoje życie domowe, wcale nie przypominające stabilnej, szanowanej rodziny, jaką mogłoby się wydawać na zewnątrz.
Twierdziła, że tutaj cytat, Grocki bierze z kasy, że nie rozlicza się uczciwie. Niektóre osoby z otoczenia próbowały ją uspokajać, wskazując, że sklep przynosi skromne, ale regularne dochody. Że nie ma podstaw, by mówić o kradzieży. Inni natomiast powtarzali, że Sądecka już nie raz widziała kradzież tam, gdzie jej nie było. Że to część jej natury. Podejrzenie rodzące się szybciej niż komukolwiek uda się w ogóle wyjaśnić sytuację. Z perspektywy Zofii było to kolejne pole konfliktu. Z jednej strony kochała matkę i była od niej zależna. Z drugiej wiedziała, że oskarżenia Emilii Sądeckiej wobec Ogrodzkiego są niesprawiedliwe i raniące.
Telegram trafił do rąk Emilii Sądeckiej, a ta, zamiast jechać do córki, natychmiast udała się do sklepu, gdzie zastała Grodzkiego. Pokazała mu wiadomość i zażądała, aby to on wyłożył potrzebne pieniądze. Ale ten ich nie miał. Wtedy, jak opowiadał, sądecka rozgniewała się, obrzuciła go pretensjami i wyszła gwałtownie ze sklepu, kierując się prosto do domu. Niedługo po jej odejściu przyszedł do sklepu list ekspresowy z Jeleśni. W środku były recepty dla chorego dziecka. Groski natychmiast zamknął sklep i udał się z listem do Sądeckiej, aby przekazać jej potrzebne informacje.
Ale matka Taszyckiej nie chciała go przyjąć. Drzwi pozostały zamknięte. Zrozumiawszy, że nikt nie zajmie się sprawą, Groski kupił leki na własną rękę i pierwszym możliwym pociągiem wyjechał do Jeleśni. Zofia czekała na niego na stacji i była ogromnie zdziwiona, że matka nie przyjechała razem z nim. Groski opowiedział jej wówczas o całej scenie w sklepie, o oskarżeniach i odmowie pomocy sądeckiej. Zofia była tym przybita. Była już zmęczona konfliktami, zależnością od matki i ciągłymi awanturami. Bała się, że matka za chwilę jednak przyjedzie i wywoła kolejną burzę. Poprosiła więc Grodzkiego, by ten usunął się na czas jej pobytu, tak żeby nie prowokować kolejnego wybuchu.
To było dla niej rozstrzygające. Napastnik miał oczy ciemne, wręcz można powiedzieć, że czarne. Przynajmniej tyle zauważyła Emilia. Grocki niebieskie. Dla niej sprawa była prosta, wręcz zamknięta. Mimo tego, że podejrzewała go o wynoszenie pieniędzy z kasy, to tutaj była pewna, że to nie Grocki na nią napadł. ale w obliczu nowo ustalonych faktów policja miała swoje podejrzenia. Te sprawy dzieliły zaledwie dwa dni. Musiały być w jakiś sposób ze sobą powiązane. Ta szycka, która była kochanką Grodzkiego, stała się naturalnym celem podejrzeń.
W oczach opinii publicznej jej związek z Groskim od początku był podejrzany. Ona starsza, nieszczęśliwa, zależna od matki i męża. I on, młody, wrażliwy student prawa, którego rodzina Sądeckich znała od lat. To połączenie już samo w sobie budziło komentarze. A kiedy wyszło na jaw, że Grodzki przyznał się do zabicia matki Daszyckiej, policja nie mogła nie zapytać, jaka była w tym rola Zofii. Zatrzymano ją już niedługo po dokonaniu zbrodni. Pojawiły się również doniesienia, że w trakcie pierwszych przesłuchań Grocki przyznał, że działał w porozumieniu z Taszycką. Jednak później się z tych zeznań wycofał. Niestety nie mogę Wam dać takiej 100% pewności, ponieważ ten wątek został jedynie wspomniany delikatnie w prasie na późniejszym etapie i była to informacja mówiąca o tym, że Grocki zmienił swoje zeznania.
Miał opowiedzieć, jak doszło do morderstwa, ale zanim przeszedł do samego czynu, cofnął się o kilka lat. Sąd chciał wiedzieć dokładnie, jakie były jego relacje z Emilią Sądecką. A Groski jakby tylko czekał na to pytanie. Opisywał Sądecką jako kobietę o podwójnej naturze. Raz dobrą, ofiarną, niemalże czułą. Potrafiła poderować taszyckie mieszkanie, potrafiła obsypać ją prezentami, jakby rekompensowała jej lata chłodu. Ale zaraz potem wstępował w nią diabeł. Grodzki wspominał, że sądecka podejrzewała go o kradzieże ze sklepu. Że przeszukiwała ich rzeczy, przeliczała pieniądze, wysnuwała oskarżenia, które padały zawsze wtedy, gdy sytuacja między nim a Taszycką stawała się choć trochę spokojniejsza.
Stopniowo proces zmierzał jednak ku innemu pytaniu. Czy Zofia Taszycka miała udział w tej zbrodni? Prokurator próbował przerzucić ciężar winy na kobietę. Mówił, że tutaj cytując, spaczyła Grodzkiego moralnie, że to ona pchnęła go ku zbrodni i że to ona zaszczepiła w nim nienawiść do własnej matki. I wtedy Groski odpowiedział słowami, które natychmiast zapisały się w relacjach prasowych. Spaczyć to można małe dziecko. W tym jednym zdaniu odciął się od wszelkich sugestii, jakoby był marionetką, kimś słabym, kto daje się prowadzić. Chciał pokazać, że był dorosły, w pełni świadomy i w pełni odpowiedzialny za swoje decyzje.
Ale w roku 1916 zbliżyli się bardziej. Gdy wyjechała do Zakopanego, on przyjeżdżał tam dwa razy. Widywali się, fotografował dzieci, przychodził do ogrodu, ale tylko gdy jej męża nie było w pobliżu. Ojciec Taszicki oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że Groski kręci się koło jego małżonki. W jednym z listów robiły nawet wyrzuty z tego powodu. Potem, gdy już na dobre zamieszkała u matki w Krakowie, opowiadała, że miała własny kapitał. 22 tysiące koron po ojcu notariuszu, wyciągnięte dla niej przez adwokata. Że z tych pieniędzy i z zarobków Grodzkiego próbowali wspólnie stanąć na nogi. On pracował w centrali handlowej, ona razem z nim otworzyła sklep przy ulicy Floriańskiej.
Dosyć zabawnym momentem były zeznania złożone przez niejakiego doktora Tabora. Była to znana w Krakowie nieco ekscentryczna postać dentysty o przesadnie eleganckim wyglądzie, z włosami czarno przyczesanymi jak u młodszego mężczyzny, choć wiek miał już mocno zaawansowany. Przyszedł dobrowolnie, nie był powołany na świadka, ale sam się zgłosił. W tajemnicy zapowiedział tutaj ważne zeznania, więc publiczność i ława przysięgłych czekały z napięciem, które prysło, gdy tylko doktor zaczął mówić. Ze śmiertelną powagą relacjonował, że po zamordowaniu Sądeckiej Groski miał wyjść przed kamienicę i powiedzieć jednej biednej nauczycielce – wie pani co? Sądecka zamordowana. Na pytanie przewodniczącego, czy to wszystko, dodał jeszcze, że ta nauczycielka później opowiadała mu przy obiedzie, że została okradziona, a on uważa to za swój obowiązek obywatelski zgłosić, bo być może to jeszcze jedna kradzież dokonana przez Groskiego.
Tak jakby chciała wzbudzić w nim litość. Innym razem siedziała w oknie i demonstracyjnie kaszlała, plując do chustki jakby krwią, tak by wzbudzić w Groskim jeszcze większy niepokój. Można powiedzieć, że była wręcz taką atencjuszką. Opowiadała też mastalażowej, że Groski to taki piesek. Z jednej strony dla Sali było to komiczne, ale z drugiej strony za tym komicznym obrazem krył się człowiek, który we własnym niemaniu był zakochanym mężczyzną chcącym pomóc swojej ukochanej, a ona sama, zamiast to docenić, widziała w nim wierne, posłuszne stworzenie, gotowe dla niej do upokorzeń.
Na głowę Henryka spłynął nagle deszcz kwiatów. Wiązanki i pojedyncze róże spadały mu pod nogi. Jakby nie był oskarżonym o zabójstwo, lecz jakimś tragicznym bohaterem z romansu. Te wszystkie kobiety, które przez wiele dni i tygodni śledziły każdy jego ruch, uczyniły z niego w swojej wyobraźni symbol nieszczęśliwej miłości i upadku. Jeden z reporterów nawet skomentował to gorzko, że Groski stał się bóstwem historyczek. Ale to też był dowód na to, jak kobiety doceniały starania Groskiego. I niewykluczone, że z chęcią wiele z nich zamieniłoby się Staszicką miejscami.
Kiedy przyszedł dzień ogłoszenia wyroku, sala rozpraw była wręcz zatłoczona. Przewodniczący zamknął postępowanie dowodowe i odczytał dziewięć pytań, nad którymi mieli się naradzać przysięgli. Najpierw, czy Henryk Grodzki jest winien, że 13 września 1919 roku w Krakowie, działając z zamiarem zabicia Emilii Sądeckiej, oddał do niej kilka strzałów z rewolweru w sposób zdradziecki i podstępny, a nadto, czy uczynił to namówiony przez inną osobę. Potem czy Zofia Taszycka jest winna, że przez zachętę i pochwałę urządziła i rozmyślnie spowodowała, iż Groski, skłoniony przez nią w ten sposób, strzelał do jej matki, zadając jej śmierć.
Pokazano wszystkie 18 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
MIEJSCE AKCJI: KRAKÓWKraków, ulica Siemiradzkiego. Lokatorzy kamienicy przy numerze 11 próbują zrozumieć, co takiego stało się w mieszkaniu właścicielki budynku.Materiał posiada charakter dokumentalno-historyczny. Wzbogacony o wątki sfabularyzowane, ma na celu przybliżyć obyczaje oraz prawo panujące w dwudziestoleciu międzywojennym.Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1919 nr 251Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1919 nr 252Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1919 nr 165Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 166Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 167Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 168Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 169Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 170Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 271Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 272Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 273Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 275Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 276Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 277Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1920 nr 278Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1921 nr 163Czas. R. 73 (1921), nr 136 (17 VI)Czas. R. 75 (1923), nr 178 (11 VIII)Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US