Wódka i kłamstwa (Janów 1978)
Znika członek rodziny, która podczas chrzcin gania się po podwórzu z siekierą. Co się stało ze Zbigniewem?Jeśli chcesz jednorazowo okazać mi swoje wsparcie, możesz to zrobić na buycoffee.to:https://buycoffee.to/zbrodnie-prowincjonalneJeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij: https://anchor.fm/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/janow-1978Muzyka: Purple Planet Music - Lazy Days In Memory of Jean Talon - The Mini VandalsCreep - Emmit Fenn
Wreszcie Ludwik Zbigniewa z tego biznesu postanowił wyrzucić. Do tego Zbigniew Zbigniew odkrył skrytkę w Stogusiana, w której Marianna trzymała bimber na handel i zaczął go jej podkradać i dopiero kiedy Marianna to odkryła i zmieniła kryjówkę, a jemu kategorycznie zabroniła go dotykać, no to Zbigniew w zemście doniósł o wszystkim milicji. Czy naprawdę tak było? Trudno stwierdzić, bo prawdomówność też nie była jedną z cech charakteru Marianny. Zofia i Zbigniew byli małżeństwem od 1971 roku. Zbigniew nie miał właściwie niczego, kiedy się pobierali. Ten stan utrzymywał się przez kolejne lata ich małżeństwa. Mężczyzna nie należał ani do ambitnych, ani do pracowitych.
Powiedziawszy to wszystko, muszę jednak też powiedzieć, że w przypadku Marianny, no to akurat było też kilka innych rzeczy, które obiektywnie należy uznać za, nazwijmy to, problematyczne, ale do tego jeszcze przejdziemy. Póki co wróćmy jeszcze do relacji między Marianną a Zięciem. Otóż po kilku awanturach z teściową Zbigniew tak się wściekł, że doniósł na Mariannę, że produkuje nielegalnie alkohol. Do domu w Janowie przyjechała wtedy milicja, no i znaleziono nielegalną wódkę. Teściowa była przekonana, że doniósł na nią zięć, choć ten oficjalnie się do tego nie przyznał. No a to, jak można się domyślić, nie wpłynęło najlepiej na rodzinne relacje, które i tak już były napięte. Minęło kilka miesięcy, raz układało się między nimi lepiej, raz gorzej, ale ostatecznie to, że Zbigniew zdecydował się wyjechać do Bytomia, żeby nieco od tego wszystkiego się zdystansować, nikogo specjalnie nie dziwiło.
Sąsiedzi zaczęli się więc trochę dziwić. Zofia pytana o to, co u Zbigniewa, odpowiadała, że nie wie, ani razu do niej nie napisał z tego Bytomia, nie wiedziała nawet, czy tam dotarł, czy znalazł jakąś pracę, nie znała jego adresu, pieniędzy też oczywiście jej nie przesyłał. Na początku 1979 roku, nie mając żadnego znaku życia od męża od kilku tygodni, Zofia postanowiła zgłosić zaginięcie na lokalny posterunek milicji. Nie miała przekonania co do tego, że Zbigniewowi naprawdę przytrafiło się coś złego. Zarówno usposobienie Zbigniewa i charakter ich relacji przemawiały za tym, że mężczyzna mógł się dobrowolnie oddalić z domu. I po prostu nie miał ochoty do niego wracać. Milicjanci utwierdzili się w tym przekonaniu po rozmowach ze znajomymi zaginionego.
Zbigniew wcale nie krył przed nimi tego, że miał ochotę urwać się z domu, zabawić się, odpocząć od toksycznej teściowej. Byli jednak przekonani, że prędzej czy później wróci. Głównie dlatego, że pieniądze nigdy się go nie trzymały i nigdy nie umiał ich zarabiać, więc jak już nie będzie miał z czego żyć, to na pewno się zjawi we wsi. Milicja nie podjęła więc zbyt intensywnych poszukiwań. Funkcjonariusze ograniczyli się tylko do kilku rutynowych działań, sprawdzenia szpitali, wypadków drogowych. Żadne z tych działań nie przyniosły rezultatów, no i sprawa zaginięcia Zbigniewa szybko trafiła gdzieś na samo dno szuflady. Zofia doszła więc do wniosku, że Zbigniew ją zostawił. Zresztą matka przekonywała ją o tym, że na pewno gdzieś sobie znalazł inną kobietę, z którą założył rodzinę.
No i wreszcie namówiła ją, żeby wystąpiła do sądu o alimenty. Tak też zrobiła, choć Zbigniewa nie odnaleziono i nigdy się w tym sądzie nie stawił. Wszystkie zawiadomienia przychodziły oczywiście na jego adres zameldowania w Janowie. Gdzie jak wiadomo ich nie odbierał. Alimenty jednak zasądzono, chociaż Zbigniew oczywiście ich płacić nie mógł, no bo nic o tym wszystkim nie wiedział i nie było sposobu na to, żeby się z nim skontaktować. Także po kilku miesiącach Zofia ponownie zgłosiła się do sądu, tym razem zakładając sprawę o niepłacenie alimentów. To zmieniło status poszukiwań Zbigniewa. Do tej pory milicja uznawała, że albo Zbigniew uciekł z domu porzucając żonę, co samo w sobie przestępstwem nie było i nie podlega ściganiu, no albo uległ jakiemuś wypadkowi i nie żyje i prędzej czy później pewnie się odnajdzie w takiej czy innej formie.
Po pierwszych kilku tygodniach zarzucono działania w tej sprawie. Lokalna milicja niewiele więcej mogła zrobić. Jednak z chwilą, gdy Zofia wniosła oskarżenie, Zbigniew stał się osobą poszukiwaną w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa, jakim było niepłacenie alimentów. No i teraz już milicja miała obowiązek zająć się jego odnalezieniem i doprowadzeniem przed oblicze sprawiedliwości. Poszukiwania rozpoczęli od Bytomia, do którego według wielu osób rozpytywanych w tej sprawie miał się udać. Okazało się jednak, że po 1 grudnia 1978 roku Zbigniew nie był zameldowany pod żadnym z bytomskich adresów. W tamtych czasach meldunek był obowiązkowy i przestrzegano tego dość skrupulatnie. Za brak meldunku były kary, można było też mieć przeróżne problemy. I to mógł mieć te problemy zarówno ten, kto wynajmował lokal, jak i właściciel lokalu, albo dozorca, jeśli to była kamienica czy blok.
Także generalnie tego pilnowano. Oczywiście istniała szansa, że mężczyzna celowo się nie meldował, żeby się ukryć przed małżonką i nieodłącznie jej towarzyszącą teściową. Podejrzewano, że często zmienia miejsce pobytu albo, że zajął się jakimś przestępczym procederem. Ta ostatnia teoria przez pewien czas wydawała się nawet całkiem prawdopodobna, bo w międzyczasie poszukiwania Zbigniewa przejął Rejonowy Urząd Spraw Wewnętrznych w Kutnie i od 1983 roku poszukiwania mężczyzny było już prowadzone w całym kraju. Sprawdzano osoby zatrzymujące się w hotelach robotniczych, dokumenty ludzi legitymowanych przez milicję. Z różnych powodów i w różnych miejscach. No i jeśli gdzieś znaleziono niezidentyfikowane zwłoki, to też Zbigniew był na liście tych, których w pierwszej kolejności porównywano i sprawdzono, czy mógłby to być on.
Ten list był zresztą niedokończony, przez co też tam niewiele było w nim faktów, które mogły pomóc w ustaleniu tożsamości. Wszystkie te badania były jednak czasochłonne i na ich wyniki trzeba było długo czekać. Tymczasem w Janowie milicjant z lokalnego posterunku dalej robił swoją robotę, dalej przeprowadzał rozmowy z sąsiadami i członkami rodziny. No i im dłużej rozmawiał z mieszkańcami Janowa, tym większą miał pewność, że to nie w Bytomiu, nie we Wrocławiu, ani nigdzie indziej w Polsce należy szukać Zbigniewa, tylko właśnie w Janowie i to niekoniecznie żywego. Przekonały go o tym opinie takie jak te, które pojawiły się w Tygodniku Płockim już po odnalezieniu Zbigniewa, które usłyszeliście przed chwilą, a część z nich okazała się też bardzo trafna.
Bożena poczuła wtedy, że z całą pewnością nie chce schodzić z Marianną do piwnicy i bardzo szybko się stamtąd oddaliła. I później była przekonana, że tamtego dnia Marianna zastawiła na nią pułapkę i zamierzała zrobić z nią dokładnie to samo, co zrobiła wcześniej ze Zbigniewem. Kobieta zgłosiła tę sprawę milicji, ale prokuratura zdecydowała się warunkowo umorzyć postępowanie. Czyn uznano za nieznacznie szkodliwy. No i uznano, że prokuratura odstąpi od prowadzenia dalszego śledztwa, jeśli przez okres jednego roku Marianna będzie przestrzegać porządku prawnego i nie popełni przestępstwa. No i właściwie Marianna się z tego wywiązała, bo kiedy milicja zjawiła się w jej gospodarstwie w czerwcu 1986 roku, nie chodziło o żadną nową sprawę.
Chodziło o zbrodnię sprzed wielu lat. Poszukiwania rozpoczęto od piwnic pod domem, niczego tam jednak nie znaleziono. Przez cały czas tych poszukiwań Marianna zachowywała się dość dziwnie, choć trudno określić jakie zachowanie w jej przypadku należałoby uznać za normalne. Marianna mruczała coś tam pod nosem, drwiła z milicjantów. Zofia później wspominała, że na początku nie mieściło jej się to w głowie, że milicjanci mogliby cokolwiek znaleźć na terenie jej gospodarstwa. Owszem, słyszała na wsi różne plotki, ale nie dawała im wiary, sądziła więc, że ktoś ze wsi naopowiadał milicji tych plotek, a milicja potraktowała je poważnie, no i dlatego teraz przeszukuje gospodarstwo. Co zresztą nie mijało się wcale z prawdą, tyle że jak się wkrótce okazało te plotki, z jakiejś tajemniczej przyczyny były bardzo bliskie prawdy.
Słyszałem, oczywiście, że słyszałem. Ktoś mi opowiadał, że było to w dzień świniobicia. Zbigniew miał zajść do domu Ludwika i tam został zamordowany. A przez kogo? Ona wie najlepiej, bo jej mąż nie żyje. Potem w nocy przewieźli go na wózku i zakopali w szopie. Uważam, że najbliżsi to chyba wiedzieli, co się z nim stało. Tak przypuszczam. Tylko ułożyli bajkę i przekonywali ludzi. Niby wyjechał daleko, do roboty. Tłumaczono, że uciekł i ożenił się z inną. Kiedy Zofia próbowała rozmawiać o tym z matką, ta nic nie mówiła i była widocznie zdenerwowana. Szukała sobie jakiegoś zajęcia. Zofia namawiała ją, żeby poszła do milicjantów i spróbowała się czegoś dowiedzieć.
Ona sama się wstydziła to zrobić. Była przyzwyczajona, że takimi rzeczami zajmowała się zawsze jej matka. Ilekroć trzeba było coś załatwić, z kimś porozmawiać albo o coś się wykłócić, no to Marianna była pierwsza do tego, żeby to zrobić w zastępstwie córki. Ale nie tym razem. Tym razem stwierdziła, że to nie jej zmartwienie, bo to nie jej męża szukają i w ogóle nie chciała pokazywać się milicjantom na oczy. No ale to oczywiście niespecjalnie jej pomogło. Funkcjonariusze wkrótce się do niej sami zgłosili. Przy przeszukaniu zabudowań gospodarczych uwagę milicjantów zwróciła mała szopa, w której betonowa podłoga wyglądała na znacznie nowszą. Nowy beton tam, gdzie ktoś zaginął w tajemniczych okolicznościach, to jest zawsze coś, co domaga się sprawdzenia. No i milicjanci byli tego świadomi, tak więc poszukiwania wkrótce skupiły się właśnie na tej szopie.
Milicjanci wezwali do siebie Mariannę i postawili sprawę jasną. Wiedzą, że tu został pochowany Zbigniew. Jak będzie trzeba, to skują całą podłogę i go znajdą, ale może im pomóc, a przy okazji też i sobie, no to będą mniejsze szkody. Niech wskaże, w którym miejscu znajduje się grób. I Marianna, która była kobietą praktyczną, zdecydowała się wskazać miejsce w kącie szopy. Jak się okazało, wskazała bezbłędnie, po skuciu betonowej pokrywy i wyrzuceniu 60 cm warstwy ziemi, milicjanci odkryli ludzkie szczątki. O proszę, tu leżał pani mąż, miał powiedzieć do Zofii jeden z funkcjonariuszy. Pierwsze oględziny potwierdziły, że były to szczątki mężczyzny i że spoczywały w ziemi od przynajmniej pięciu lat. Przy szkieletach nie zawsze można jednoznacznie ustalić przyczynę śmierci,
Tak naprawdę Marianę zgubiło do pewnego stopnia to jej słynne zamiłowanie do pieniędzy. Bez jej namowy Zofia nigdy by nie wniosła do sądu sprawy o alimenty. Jak sama mówiła, nie miała pojęcia o tym, jak się załatwia takie rzeczy, nie wiedziała nawet, gdzie z tym trzeba pójść. Także to matka ją namówiła do tego, żeby wystąpiła o alimenty i o zapomogę, w związku z tym, że mąż ją opuścił, zostawił samą z dziećmi na utrzymaniu. To ona jej powiedziała, jak ma to wszystko załatwić. Jeszcze tam wysłała razem z nią jej siostrę, która była bardziej zaradna od niej, dzięki czemu mogła tam jej coś podpowiedzieć. Bez tego zgłoszenia, w związku z niepłaceniem alimentów, milicja by prawdopodobnie nigdy się nie zainteresowała zaginięciem Zbigniewa. Za kilka lat miała się rozpocząć transformacja ustrojowa.
Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podróż do historii zaginięcia Zbigniewa w Janowie w 1978 roku.
Opis sytuacji Zbigniewa w małżeństwie z Zofią i konfliktów z Marianną.
Rozkłady awantur między Marianną, Ludwikiem i Zbigniewem, a także plotki na ich temat. Milicja przeszukuje piwnice i szopy, szukając dowodów na zabójstwo Zbigniewa.
Różne wersje zdarzeń dotyczących zabójstwa Zbigniewa, w tym opowieści Marianny, a także analiza wskazówek i motywów.
Sąd w Płocku stwierdził osobowość psychopatyczną Marianny i skazał ją na 12 lat więzienia.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Znika członek rodziny, która podczas chrzcin gania się po podwórzu z siekierą. Co się stało ze Zbigniewem?
Jeśli chcesz jednorazowo okazać mi swoje wsparcie, możesz to zrobić na buycoffee.to:
https://buycoffee.to/zbrodnie-prowincjonalne
Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij:
https://anchor.fm/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe
Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/janow-1978
Muzyka:
Purple Planet Music - Lazy Days
In Memory of Jean Talon - The Mini Vandals
Creep - Emmit Fenn