Wódka i kłamstwa (Janów 1978)
Znika członek rodziny, która podczas chrzcin gania się po podwórzu z siekierą. Co się stało ze Zbigniewem?Jeśli chcesz jednorazowo okazać mi swoje wsparcie, możesz to zrobić na buycoffee.to:https://buycoffee.to/zbrodnie-prowincjonalneJeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij: https://anchor.fm/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/janow-1978Muzyka: Purple Planet Music - Lazy Days In Memory of Jean Talon - The Mini VandalsCreep - Emmit Fenn
No i na początku nikogo specjalnie nie zdziwiło, że akurat Zbigniew na taki krok się zdecydował. W jego rodzinie zdecydowanie nie układało się zbyt dobrze już od pewnego czasu. To znaczy z żoną to jeszcze jak cię mogę. Jego żona Zofia była kobietą spokojną, spolegliwą, przy tym też dość niezaradną. Czasem robiła mu jakieś nieśmiałe wymówki, czasem się trochę tam pokłócili, ale to nie było nic takiego ekstremalnego, czego Zbigniew nie byłby w stanie znieść. Za myśli o tym, żeby wynieść się z domu odpowiadała przede wszystkim jego teściowa Marianna, której usposobienie było dokładnym przeciwieństwem usposobienia jej córki. Ilekroć we wsi dochodziło do jakiejś awantury, istniała duża szansa, że właśnie Marianna miała z tym coś wspólnego. O jej kłótliwości i rozmaitych podłościach, których się dopuszczała, ludzie we wsi mogli rozmawiać godzinami.
Marianna i jej mąż wspólnie prowadzili mały, rodzinny biznes. On pędził bimber, ona zajmowała się jego dystrybucją. Pomimo panującego powszechnie krytycznego podejścia do samej przedstawicielki handlowej tego przedsiębiorstwa, w okolicy bez trudu znajdowali się klienci zainteresowani rozprowadzonymi przez nią produktami. Nie wszyscy cenili jednak tę inicjatywę. Jak wiadomo, zazdrośników nigdy nie brakuje. I wśród tych, którzy nie cenili zmysłu biznesowego Marianny, tak jakby na to zasługiwała, był właśnie jej zięć Zbigniew, który stanowczo sprzeciwiał się przede wszystkim temu, by w ten jakby nie patrzeć przestępczy proceder, angażowała się również jego żona. Wychowana przez apodyktyczną matkę Zofię, Była jednak zachukana, uległa i niespecjalnie umiała się przeciwstawić.
Podobnie jak jej matka, ukończyła zaledwie kilka klas podstawówki, nie miała więc żadnego zawodu, nic konkretnego nie umiała, na niczym się nie znała, w niczym nie czuła się pewnie. Zbigniew, Janów, Purple Planet Music, Emmit Fenn. Prawdopodobnie nie wynikały z jego jakiejś takiej wielkiej praworządności czy tym bardziej przekonania o konieczności życia w trzeźwości. Chodziło raczej o zrobienie teściowej na złość. Zresztą Marianna przedstawiała tę historię nieco inaczej. Według jej opowieści Zbigniew w ogóle pędził ten bimber do spółki z jej mężem Ludwikiem i to na tym tle dochodziło między nimi do różnych nieporozumień.
Wreszcie Ludwik Zbigniewa z tego biznesu postanowił wyrzucić. Do tego Zbigniew Zbigniew odkrył skrytkę w Stogusiana, w której Marianna trzymała bimber na handel i zaczął go jej podkradać i dopiero kiedy Marianna to odkryła i zmieniła kryjówkę, a jemu kategorycznie zabroniła go dotykać, no to Zbigniew w zemście doniósł o wszystkim milicji. Czy naprawdę tak było? Trudno stwierdzić, bo prawdomówność też nie była jedną z cech charakteru Marianny. Zofia i Zbigniew byli małżeństwem od 1971 roku. Zbigniew nie miał właściwie niczego, kiedy się pobierali. Ten stan utrzymywał się przez kolejne lata ich małżeństwa. Mężczyzna nie należał ani do ambitnych, ani do pracowitych.
Początkowo nie przeszkadzało mu to, że on i Zofia są na garnuszku teściowej. Mógł dzięki temu robić to, co lubił najbardziej, czyli pić, bawić się ze znajomymi, balować do białego rana i przesypiać całe dnie. Nie był jednym z tych brutalnych alkoholików, którzy pod wpływem alkoholu katują żonę, demolują mieszkanie i wywołują awantury. Zbigniew upijał się raczej na wesoło, nie był agresywny, przynajmniej tak było na początku, ale od początku też pożytku wielkiego z niego nie było. Nie trzeba dodawać, że Marianna nie była pod wrażeniem takiego zięcia. Sama może i działała na czarnym rynku, ale za to skutecznie. A Zbigniew był zwykłym nierobem, czego teściowa nie omieszkała mu nigdy wypomnieć. Awantury, do których między nimi dochodziło, stawały się coraz bardziej gwałtowne. Nieraz przeradzały się w fizyczną szarpaninę, choć przeważnie to Marianna była tą, która jako pierwsza podnosiła rękę na zięcia.
W końcu podczas którejś kłótni Marianna wyrzuciła Zofię i Zbigniewa z domu. To było na początku ich małżeństwa, jeszcze zanim pojawiły się dzieci. W sumie trudno się dziwić Mariannie też, że nie chciała utrzymywać pary nierobów. Oboje byli młodzi, zdrowi, powinni byli się wziąć za robotę, a nie żerować na rodzicach. To był najwyższy czas, żeby sami wzięli odpowiedzialność za swoje życie. No więc spróbowali to zrobić, spakowali skromny dobytek i wyjechali do Bytomia, gdzie spędzili nieco ponad rok. Zbigniew dostał tam pracę na kolei, ale nie utrzymał jej zbyt długo. W ogóle przez całe swoje dorosłe życie często tracił pracę z powodu swojego upodobania do mocnych trunków, przez które zaniedbywał obowiązki, opuszczał swoje zmiany i generalnie był trudny we współpracy, tak to nazwijmy. W Bytomiu Zofia i Zbigniew wynajęli małe, obskurne mieszkanko, na którego utrzymanie i tak ledwo było ich stać.
Zimą nie mieli czym palić w piecu. Żadne z nich nie prowadziło wcześniej samodzielnie domu, żadne z nich nie przejawiało też przesadnego zamiłowania do porządku. Żyli więc w zimnie i w brudzie. I w takich właśnie warunkach powitali na świecie swoje pierwsze dziecko. Kiedy siostra Zofii przyjechała do Bytomia, żeby zobaczyć swojego siostrzeńca, była przerażona tym, co tam zastała. Dziecko leżało chore, w zimnym mieszkaniu, a rodzina żyła w skrajnym ubóstwie i brudzie. Kiedy siostra wróciła do Janowa i opowiedziała o wszystkim matce, tej zmiękło serce, postanowiła przyjąć parę z powrotem do swojego domu, głównie z uwagi na małe dziecko, no i na Mariannę. Zbigniew był tutaj takim niechcianym dodatkiem. Także Marianna przyjechała pewnego dnia do Bytomia, przeprosiła ich za swój wcześniejszy wybuch i poprosiła, by wrócili do domu.
Zofia wróciła niemal natychmiast po wizycie matki, zabierając ze sobą dziecko. Zbigniew został jeszcze jakiś czas w Bytomiu, rzekomo żeby pracować, chociaż ile on tam naprawdę pracował, to nie wiadomo. W każdym razie w końcu on też wrócił do Janowa. Natomiast dziecko niestety umarło po pięciu miesiącach. Później urodziła im się jeszcze dwójka i te już rozwijały się bez większych problemów. Jakiś czas później Marianna wyszła ponownie za mąż i przeniosła się do domu swojego męża, zostawiając dom Zofii i Zbigniewowi. Jej mężem został reemigrant z Francji, Ludwik, który mieszkał w tej samej wsi, producent wysokoprocentowego alkoholu. Całkowicie, jak twierdzili sąsiedzi, podporządkowany Mariannie, bo chociaż pobrali się dopiero w latach 70., to historia tej znajomości była znacznie, znacznie dłuższa
I można chyba powiedzieć całkiem romantyczna. Posłuchajcie, jak opowiadała o tym Marianna w 1986 roku w Tygodniku Płockim. Już podczas okupacji zawarłam związek małżeński z Józefem. Wkrótce zostaliśmy wywiezieni na roboty. Ja z rodzicami do Francji, a mąż do Niemiec. Tam poznałam Ludwika. Był żonaty, lecz nie mieszkał z żoną. Po zakończeniu wojny wróciłam do kraju. Ludwik pozostał we Francji. Kiedy wróciliśmy, nie chciałam mieszkać z mężem, bo często pił i robił mi awantury. Zostałam sama z dziećmi. Potem w połowie lat pięćdziesiątych przyjechał z Francji Ludwik. Zaczął do mnie przychodzić. Pomagał mi w prowadzeniu gospodarstwa.
Tak naprawdę to głównie się dorobiła dzięki temu, że kiedy miała około czterdziestki, to odziedziczyła gospodarstwo po rodzicach. Niewielkie, bo czterdzieści arów do tego dom i butynki gospodarcze, ale oprócz tego związała się z Ludwikiem, który też miał jakiś tam majątek, więc to wszystko razem dawało jej już jakieś większe możliwości. Mariannę wiele osób określało jako chciwą, ale tak, żeby trochę zabawić się w adwokata diabła, mam wrażenie, że jej obsesja na punkcie pieniędzy mogła właśnie wynikać z tego, że przez dużą część swojego życia ich nie miała. Że były takie okresy w jej życiu, szczególnie w latach powojennych, Kiedy naprawdę nie miała niczego i nie wiedziała nawet jak przeżyje kolejny dzień i czym nakarmi dzieci. W Janowie przeżyła prawie całe swoje życie z przerwą na te przymusowe roboty podczas II wojny światowej.
I nie ma znaczenia, w jaki sposób doszło do tego wzbogacenia, czy uczciwą pracą, czy przez małżeństwo, czy w jakiś inny nieuczciwy sposób. Część ludzi ma problem z tym, że ich bliscy, których kiedyś uważali za biedniejszych od siebie, teraz mają więcej niż oni. I nie wiem, czy coś takiego nie nastąpiło właśnie trochę w przypadku Marianny, że każdy spodziewał się, że ona już zawsze będzie taką nędzarką, która pożycza chleb od sąsiadów, no a tu Marianna sobie znalazła dość zamożnego chłopa, który dostawał rentę z Francji, zaczęła zarabiać na boku, no i nagle już nie była Zbigniew, Janów, Purple Planet Music.
Powiedziawszy to wszystko, muszę jednak też powiedzieć, że w przypadku Marianny, no to akurat było też kilka innych rzeczy, które obiektywnie należy uznać za, nazwijmy to, problematyczne, ale do tego jeszcze przejdziemy. Póki co wróćmy jeszcze do relacji między Marianną a Zięciem. Otóż po kilku awanturach z teściową Zbigniew tak się wściekł, że doniósł na Mariannę, że produkuje nielegalnie alkohol. Do domu w Janowie przyjechała wtedy milicja, no i znaleziono nielegalną wódkę. Teściowa była przekonana, że doniósł na nią zięć, choć ten oficjalnie się do tego nie przyznał. No a to, jak można się domyślić, nie wpłynęło najlepiej na rodzinne relacje, które i tak już były napięte. Minęło kilka miesięcy, raz układało się między nimi lepiej, raz gorzej, ale ostatecznie to, że Zbigniew zdecydował się wyjechać do Bytomia, żeby nieco od tego wszystkiego się zdystansować, nikogo specjalnie nie dziwiło.
Szczególnie, że mężczyzna wspominał o tym już wcześniej, Z tą różnicą, że koledzy wiedzieli też, że planował wyrwać się na trochę z domu pod pretekstem podjęcia pracy w Bytomiu, choć przepracowywać się w tym Bytomiu wcale nie zamierzał. Dziwne było natomiast coś innego, to że wyjechał tak nagle, z dnia na dzień, z nikim się nie żegnając. Zofia była wtedy chora. Zbigniew poszedł do domu teściów, żeby poprosić Mariannę o pomoc, żeby przygotowała jego żonie i dzieciom coś do jedzenia. No i wtedy Zofia widziała swojego męża po raz ostatni. Jej matka powiedziała jej później, że nie widziała Zbigniewa tamtego dnia, bo pojechała do Żychliny ze swoją drugą córką. Zbigniew wyjechał, nie dał znaku życia, nie wrócił na Boże Narodzenie ani na Nowy Rok.
Brano też pod uwagę, że mógł się posługiwać sfałszowanymi dokumentami, więc istotny był też jego rysopis. No i okazało się, że temu rysopisowi odpowiada jeden z członków grupy przestępczej, która w 1980 roku zaczęła działać właśnie w Bytomiu. Także wszystko się zgadzało, rysopis się zgadzał, bytom się zgadzał. Oczywiście schwytanie członków zorganizowanej przestępczości nie jest takie proste, także udało się to dopiero w 1984 roku, ale wtedy okazało się też, że mężczyzna odpowiadający temu rysopisowi nie był wcale Zbigniewem, chociaż faktycznie był do niego podobny, a zatem śledztwo trwało nadal. Tymczasem w Janowie życie płynęło swoim rytmem. Rodzina Marianny dalej żyła pod jej dyktando. Zofiat, która teraz była samotną matką dwójki dzieci, we wszystkim słuchała swojej matki.
Ona sama dostawała jakiś zasiłek, dzięki czemu nie znajdowała się całkowicie na jej łasce. Hodowała i sprzedawała świniaki. No a resztą gospodarstwa zajmowała się matka. Na wsi krążyły już jednak coraz dziwniejsze słuchy odnośnie tego, co przytrafiło się Zbigniewowi, szczególnie po tym, jak Marianna próbowała sprzedać na wsi ubranie i buty, które należały właśnie do jej zięcia. Pamiętam, jak Marianna proponowała mi kupno spodni, które należały do Zbigniewa. To było dwa lub trzy lata po jego zniknięciu. Jego teściowa to osoba konfliktowa. Zawsze liczyły się dla niej przede wszystkim pieniądze. Sprzedawała różne rzeczy, byle tylko powiększyć swój majątek. Wszyscy wiedzą, że handlowała wódką.
W domu Marianny bywały często awantury. Po zaginięciu krążyły wieści, że został zamordowany przez Mariannę i jej męża Ludwika, który zmarł chyba przed trzema laty. Plotkowano, jakoby ciało zostało zakopane w szopie. Ale nikt specjalnie nie wierzył tym wiadomościom. Wielu opowiadało, ale nikt nie potrafił stwierdzić coś konkretnego. Przyjmowano to jak sensację. Ludzie słuchali z zaciekawieniem. Potem opowiadali innym, lecz sami w to specjalnie nie wierzyli. Było o czym pogadać. I to wszystko. Ktoś chyba jednak w końcu uwierzył. Nie we wszystko, co ludzie mówili, bo niektórzy w Janowie twierdzili nawet, że z komórki w dawnym gospodarstwie Marianny nocami widać parę upiornych zielonych oczu.
Inni twierdzili, że nocami widać było w obejściu syrwetkę Ludwika, wiele miesięcy po tym, jak Ludwik zmarł. Jeszcze inni twierdzili, że to wcale nie Ludwik, tylko że Marianna. I że nie zielone ślepia, a znicze, które teściowa widać w przypływie wyrzutów sumienia, paliła na pamiątkę zięciowi, o którego śmierci wiedziała znacznie więcej niż chciała przyznać. W tym czasie w województwie wrocławskim odnaleziono ciało mężczyzny, co do którego istniały podejrzenia, że mógł to być Zbigniew. Mężczyzna popełnił samobójstwo przez powieszenie. Znaleziono przy nim list, który był zaadresowany do Zofii, ale nie było podanego ani nazwiska, ani adresu tej Zofii. Pojawiły się więc podejrzenia, że mogło tu chodzić o małżonkę, którą Zbigniew porzucił. Generalnie wygląd wisielca z grubsza pasował do wyglądu Zbigniewa, tam już jak go znaleziono po jakimś czasie, no to nie można było go w taki prosty sposób zidentyfikować, ale zdecydowano, że przeprowadzone zostaną analizy porównawcze pisma Zbigniewa z pismem w liście samobójcy.
Przypuszczalnie przyczyniły się do tego również późniejsze poczynania Marianny, bo warto tutaj dodać, że Zbigniew nie był jedynym obiektem ataków Marianny. Teściowa prześladowała również Bożenę, żonę swojego syna. Zastrzeżenia miała w zasadzie te same, co w stosunku do Zbigniewa. Kobieta nie wniosła żadnego majątku do ich rodziny, żadnych pieniędzy, żadnej ziemi. Uważała więc, że byli jej coś winni. Swojej synowej Marianna groziła, że ją zabije i nie tylko groziła. Oto jak opowiedziała o tym Tygodnikowi Płockiemu sama Bożena. Teściowa zasłoniła okna. Usiadłam przy maszynie, by przeszyć jej sukienkę, którą przyniosła. Nagle poczułam uderzenie w tył głowy, schwyciła mnie za włosy, usłyszałam zatłukę cię, jak chłopa Zośki.
Po pierwszym uderzeniu usłyszałam jej słowa, ja dzisiaj cię zaje... I nikt się nie dowie. Jak Rysiek wróci z pracy, to cię już nie znajdzie. Na szczęście nie straciłam przytomności. Wyrwałam się i przy ścianie doszłam do drzwi. Krzyczałam, więc przybiegła sąsiadka. Teściowa była już na drodze. Odwracała się i gruziła mi z daleka. Moim zdaniem wszystko sobie zaplanowała. Najpierw zabrała dziecko, by nie było świadka, a potem rzuciła się na mnie. To jest pewne... Chciała mnie zabić. Według Bożeny nie był to jedyny raz, kiedy podjęła taką próbę. Innym razem Marianna wezwała ją do siebie, żeby pomogła jej w przemeblowaniu. Jednak kiedy Bożena przybyła na miejsce, okazało się, że meble zostały już przestawione, a teściowa usilnie zaczęła ją namawiać do tego, żeby zeszła razem z nią do piwnicy pod jakimś błahym pretekstem.
Bożena poczuła wtedy, że z całą pewnością nie chce schodzić z Marianną do piwnicy i bardzo szybko się stamtąd oddaliła. I później była przekonana, że tamtego dnia Marianna zastawiła na nią pułapkę i zamierzała zrobić z nią dokładnie to samo, co zrobiła wcześniej ze Zbigniewem. Kobieta zgłosiła tę sprawę milicji, ale prokuratura zdecydowała się warunkowo umorzyć postępowanie. Czyn uznano za nieznacznie szkodliwy. No i uznano, że prokuratura odstąpi od prowadzenia dalszego śledztwa, jeśli przez okres jednego roku Marianna będzie przestrzegać porządku prawnego i nie popełni przestępstwa. No i właściwie Marianna się z tego wywiązała, bo kiedy milicja zjawiła się w jej gospodarstwie w czerwcu 1986 roku, nie chodziło o żadną nową sprawę.
Chodziło o zbrodnię sprzed wielu lat. Poszukiwania rozpoczęto od piwnic pod domem, niczego tam jednak nie znaleziono. Przez cały czas tych poszukiwań Marianna zachowywała się dość dziwnie, choć trudno określić jakie zachowanie w jej przypadku należałoby uznać za normalne. Marianna mruczała coś tam pod nosem, drwiła z milicjantów. Zofia później wspominała, że na początku nie mieściło jej się to w głowie, że milicjanci mogliby cokolwiek znaleźć na terenie jej gospodarstwa. Owszem, słyszała na wsi różne plotki, ale nie dawała im wiary, sądziła więc, że ktoś ze wsi naopowiadał milicji tych plotek, a milicja potraktowała je poważnie, no i dlatego teraz przeszukuje gospodarstwo. Co zresztą nie mijało się wcale z prawdą, tyle że jak się wkrótce okazało te plotki, z jakiejś tajemniczej przyczyny były bardzo bliskie prawdy.
Ona sama się wstydziła to zrobić. Była przyzwyczajona, że takimi rzeczami zajmowała się zawsze jej matka. Ilekroć trzeba było coś załatwić, z kimś porozmawiać albo o coś się wykłócić, no to Marianna była pierwsza do tego, żeby to zrobić w zastępstwie córki. Ale nie tym razem. Tym razem stwierdziła, że to nie jej zmartwienie, bo to nie jej męża szukają i w ogóle nie chciała pokazywać się milicjantom na oczy. No ale to oczywiście niespecjalnie jej pomogło. Funkcjonariusze wkrótce się do niej sami zgłosili. Przy przeszukaniu zabudowań gospodarczych uwagę milicjantów zwróciła mała szopa, w której betonowa podłoga wyglądała na znacznie nowszą. Nowy beton tam, gdzie ktoś zaginął w tajemniczych okolicznościach, to jest zawsze coś, co domaga się sprawdzenia. No i milicjanci byli tego świadomi, tak więc poszukiwania wkrótce skupiły się właśnie na tej szopie.
Milicjanci wezwali do siebie Mariannę i postawili sprawę jasną. Wiedzą, że tu został pochowany Zbigniew. Jak będzie trzeba, to skują całą podłogę i go znajdą, ale może im pomóc, a przy okazji też i sobie, no to będą mniejsze szkody. Niech wskaże, w którym miejscu znajduje się grób. I Marianna, która była kobietą praktyczną, zdecydowała się wskazać miejsce w kącie szopy. Jak się okazało, wskazała bezbłędnie, po skuciu betonowej pokrywy i wyrzuceniu 60 cm warstwy ziemi, milicjanci odkryli ludzkie szczątki. O proszę, tu leżał pani mąż, miał powiedzieć do Zofii jeden z funkcjonariuszy. Pierwsze oględziny potwierdziły, że były to szczątki mężczyzny i że spoczywały w ziemi od przynajmniej pięciu lat. Przy szkieletach nie zawsze można jednoznacznie ustalić przyczynę śmierci,
No i one rzeczywiście potwierdziły to, co wszyscy praktycznie od początku i tak wiedzieli. Dokładność z jaką Marianna wskazała położenie grobu dowodziła, że ona również wątpliwości co do tego, kto spoczywa w szopie mieć nie mogła. Na samym początku powiedziała, że znała miejsce ukrycia zwłok, bo pomagała mężowi je zakopać. Nic jednak nie wie o tym, jak zginął ten, kto spoczywa w dole. Ta wersja miała się jednak jeszcze wielokrotnie zmieniać, także się do niej nie przywiązujcie. Mąż Marianny, Ludwik, już wtedy nie żył, aresztowano więc tylko ją. Miała wtedy 68 lat, kiedy trafiła do więzienia, a rok później stanęła przed sądem. Na pierwszy rzut oka nie robiła wrażenia potwora, którego opisywali świadkowie, zeznający na jej niekorzyść.
Ot, skromnie ubrana staruszka, która wolno się poruszała, z trudem, widać było po niej, że życie jej nie oszczędzało. Wojenne doświadczenia, małżeństwo z przemocowcem i alkoholikiem, praca fizyczna, urodzenie i wychowanie czwórki dzieci, no i ten ostatni rok spędzony w areszcie. Zresztą zabójstwa i próby zabójstwa małżonków swoich dzieci też musiały wymagać sporo wysiłku, no także kobita się w życiu narobiła. W marcu 1978 roku Marianna usłyszała przed sądem oskarżenie o to, że w zamiarze pozbawienia życia swojego zięcia Zbigniewa S. uderzyła go młotkiem w głowę, powodując jego zgon, to jest czyn z artykułu 148 paragraf pierwszy kodeksu karnego.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podróż do historii zaginięcia Zbigniewa w Janowie w 1978 roku.
Opis sytuacji Zbigniewa w małżeństwie z Zofią i konfliktów z Marianną.
Rozkłady awantur między Marianną, Ludwikiem i Zbigniewem, a także plotki na ich temat. Milicja przeszukuje piwnice i szopy, szukając dowodów na zabójstwo Zbigniewa.
Różne wersje zdarzeń dotyczących zabójstwa Zbigniewa, w tym opowieści Marianny, a także analiza wskazówek i motywów.
Sąd w Płocku stwierdził osobowość psychopatyczną Marianny i skazał ją na 12 lat więzienia.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Znika członek rodziny, która podczas chrzcin gania się po podwórzu z siekierą. Co się stało ze Zbigniewem?
Jeśli chcesz jednorazowo okazać mi swoje wsparcie, możesz to zrobić na buycoffee.to:
https://buycoffee.to/zbrodnie-prowincjonalne
Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij:
https://anchor.fm/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe
Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/janow-1978
Muzyka:
Purple Planet Music - Lazy Days
In Memory of Jean Talon - The Mini Vandals
Creep - Emmit Fenn