Mentionsy Mentionsy
ZAPLECZE alternatywa nastrój las
ZAPLECZE alternatywa nastrój las

ZAPLECZE CXIX

09.04.2026 ·1 godz 15 min

Kwiecień i Beata Małecka, czyli Żab(k)a. Zasiewanie soulu, zasiewanie poezji, zasiewanie hip hopu no i może Wiosny. Zasiewanie.motto:ore oreŻABA badadaprowadzenie:Janusz Łastowiecki

Żabety, Żabąbą, Jacksy, Żabiskok, mnóstwo tego. Ja nazywam się Janusz Łastowiecki i jeszcze aż nie zmieniłem nazwiska. Cześć Janusz. Cześć. Nie mam mi poznać. Być może po tej audycji zmienię coś. Chciałbym, żebyśmy posłuchali czegoś, co określa ciebie muzycznie. Wybrałeś parę utworów do tej audycji również. Bo mi kazałeś. Bo ci kazałem. Jak zobaczyłem, że napisał muzykę do tego Ryszard Rynkowski, nie chciałem uwierzyć. Tak? No tak. Patrz, to nawet ja nie wiedziałem. Dziewczyny lubią brąz, a tutaj pogoda ducha i od tego zaczniemy.

ZAPLECZE CXIX. Names mentioned, Beata Małecka, Janusz Łastowiecki. ZAPLECZE CXIX

Potem się okazało... Tak x lat temu, przed wznowieniem. Tak, przed wznowieniem, przed wznową. I teraz utwory, piosenki, pisane również piosenki. Gdzieś tam z tyłu głowy rozwinięty gospel. Ja bym się, Janusz widzisz, bo ja się bym nie chciała zamykać w muzie. Muzyka to jest taka studnia bez dna, że widzisz ile mi tych gatunków we mnie, ze mnie wychodzi. I disco, i poezja, i hip-hop, i wszystko. I DJ-ka. No też, dokładnie. The Selecta of Death. Music. Więc to jest tak szerokie, widzisz, że nie ma się co zamykać po prostu.

Ja sama nie wiem w jakim ja stylu bym chciała, bo te wszystkie coś mają inne w sobie, nie? Chociaż człowiek wychowany na poezji śpiewanej też, nie? My tu o poezji śpiewanej, a wydarzeniem, które tak nas połączyło, myśmy się wtedy w ogóle poznali. Nie no, trochę wcześniej żeśmy się poznali. To było pewne wydarzenie z lutego zeszłego roku. My tu o poezji śpiewanej, o gospel, a tam taka muzyka była. ZAPLECZE alternatywa nastrój las. Zaprasza Janusz Łastowiecki. Czy to znaczy, że chcesz być brutalny? Tak, chcę być brutalny, bo każda miłość jest brutalna. On chce być brutalny!

Dawaj, Janusz, dawaj. Co to było? Co to było? To był pierwszy raz, ewidentnie. To był pierwszy raz czytanie performatywne tekstu Michała Walczaka w ramach cyklu takiego Czytelnia Dramatu. W bibliotece naszej Zielonogórskiej, w naszej Norwidzie. I to było jakiś czas temu. Wracasz do tego pierwszego razu. Ostatnio był pierwszy raz czytany, drugi raz, więc to się niesie. No i super ci bardzo dziękuję, Janusz, w ogóle za to zaproszenie do tego, bo ja to sobie wymanifestowałam normalnie. Pamiętam jak siedziałam na jakiejś czytelni dramatu na publiczności, jak właśnie Czako i Ala i inni aktorzy z Lubuskiego grali i sobie tak myślałam, boże, ja też tak bym chciała.

Ja mam też dużo melancholii w sobie i dużo smutków jak każdy i myślę, że to idzie dwutorowo. Ale i tej ciszy i tej pauzy też jest bardzo dużo u mnie, wbrew pozorom najwięcej, bo ja w domu jestem w ciszy. Nie słucham muzyki, znaczy nie oglądam telewizji, więc raczej sobie funkcjonuję i tam w głowie łączę i rozmyślam. No ale siłę biorę no zewsząd, panie. Z lasu, z ptaków, od ludzi, z muzyki, ze wszystkiego. Myślę, że to tak nie dookreślę, Janusz, bo zobacz ile ludzie i mi dają i jak to pięknie wszystko płynie.

Janusz, ty wiesz, że ja dzisiaj liczyłam zrańca, że ja chyba ze 22 lata jestem na scenie. A mam 42, czyli tak można powiedzieć, że połowę życia. Ponadto. Ewidentnie jestem. Tak myślę sobie od tego czasu kabaretowego mojego, gdzieś tam przy klubie studenckim Gęba na studiach. Więc kawał czasu. W Gębie zaczynałaś, a z kim się w tej Gębie spotkałaś? Bo tutaj w audycji gościłem kilku, no był Wojtek Kamiński, opowiadał. No to cała gwardia, że tak powiem, dobrych duszków. Ja tam mieszkałem w Wicewersalu, 5 lat na studiach. No, ja też mieszkałem. No, więc tam od razu było zapłukanie.

Uwielbiam te obce wszystkie języki, Janusz, powiem ci. Te szczególnie wymyślane przeze mnie. Czuję się w tym mocny. Właśnie tak, Soulful Madness, Rafał Han i Żabka. Tak, DJ Rafał Han, pozdrawiam cię Rafałku serdecznie i już się cieszę na te przyszłe nasze piripipip. Chciałem ciebie zapytać o to śpiewanie w językach obcych, bo tutaj się ujawnia też taka twoja, no wiadomo, muzyczna strona, ale też aktorska. Bo zaśpiewać coś, ja rozumiem język angielski, który się mniej więcej kojarzy z na, ale zaśpiewać widysz, Chłopaku, no to przecież... A jak ja zaczynałam w Zielonej Górze gdzieś tam na scenach się pojawiać po studiach? Chodziłam na bluesowe jam sessiony do Czterech Róż wtedy dla Lucienne i ja sobie wymyślałam, że śpię po angielsku.

No już chyba przyszedł ten czas, że po tych 20 latach śpiewania w różnych odsłonach, coverowania myślę, że mam tyle tutaj do... ze mnie tyle wychodzi, że to już trzeba iść w autorskie. Aktorzy, dużo się o tym mówi ostatnio, że aktorzy to jest taki zawód, który jest bardzo wielofunkcyjny, że aktor musi robić bardzo różne rzeczy. Jaka ja tam aktorka, Janusz? To jest z wielu. Wiesz co? W wyobraźni, w sercach widzów jesteś. Nie można tego. Jesteś na scenie. Czy od wszystkich ma decydować papier? Nie. No właśnie. I alleluja za to, że nie. Że tak naprawdę widzisz, czucie się w danym miejscu jest chyba najważniejsze.

I tak byś mogła właśnie taką radiową książkę poetycką prowadzić. Ja bym mogła czytać. Ja myślę, że głos mam do tego odpowiedni. Z podziałem na rolę. Spokojnie, bo mi drespo gnieczesz. Słuchaj, zleciała nam ta audycja. Kurde, jara mnie radio. Janusz, dziękuję ci serdecznie za tę przygodę. Dla samego tego, żebyś poczuła się tak właśnie w swoim radiu, warto było. Dziękuję, dziękuję. Beata przyniosła ze sobą instrumenty, o tym nie wspomniałem wcześniej, to było oczywiście słychać. A takie małe, najmniejsze takie, co mi się w kieszeni zmieściło. Mi dała jajeczko, o którym ja zapomniałem w ogóle o tym jajeczku. No właśnie. Znaczy, jajerów.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.