Mentionsy Mentionsy
Z diabłem za pan brat
Z diabłem za pan brat

RECENZJA. Helheim - "HrabnaR / Ad vesa" (Dark Essence Records, 2025)

21.08.2025 ·16 min 29 s

Ten zespół trzyma poziom od wczesnych lat dziewięćdziesiątych. I po raz kolejny to potwierdził. Polecam!---https://www.youtube.com/@zdiabemzapanbrat

Dzień dobry. Dzisiaj akurat w Finlandii nie będzie, ale wcale nie będzie gorzej, bo będzie Norwegia. I to ta Norwegia, która przetrwała, przetrwała wszystkie zawieruchy, przetrwała wszystkie upadki black metalu norweskiego i pomimo tego, że już nie gra tak bezkompromisowo, pomimo tego, że już... w jakimś stopniu i na przestrzeni swojej kariery zdarzało im się od tego black metalu czasami nawet dosyć mocno odchodzić czy też w Viking metalu bardziej bo przecież Helheim to nie jest zespół który grałby stricte black metal to pomimo tego, że od niego odchodzili, cały czas gdzieś krążą wokół tej orbity i raz pokazują to mocniej, raz pokazują to słabiej, akurat na najnowszym albumie pokazują to mocniej.

Zapraszam. Możliwe, że ja będę źle wymawiał tę nazwę, bo ja nie do końca jestem pewien, czy mam mówić Helheim, czy Helheim, więc czasami sobie powiem tak, czasami sobie powiem inaczej. Myślę, że przeżyjemy to wszyscy. To zależy zawsze od chwili, od tego, jak mi się to tam poukłada wszystko i wtedy albo jest Helheim, albo Helheim.

Większość tych dużych nazw legend z połowy lat 90. czy z wczesnych lat 90. kompletnie gdzieś się zatraciła, pogubiła i jak np. Darkthrone nagrywają ten sam album od kilku lat i to do tego są albumy nudne jak flaki z olejem. no to Helheim akurat takich rzeczy nie robił pomimo tego, że tak jak mówiłem zdarzało mu się od tego black metalu odchodzić jak na przykład na Rignir który tutaj widzicie jeszcze poprzedni album na poprzednim w Oduridarze Też jest dużo wokali czystych, melodii i tak dalej, ale te melodie u nich są akurat od bardzo dawna. Rignir myślę, że jest takim najmocniejszym przykładem tego grania gdzieś kawałek dalej jednak od black metalu.

Tutaj w zasadzie są tylko czyste wokale na tym albumie, ale to nie zmienia faktu, że to jest świetny, świetny album. No i teraz wydają album, który jest już, niech sobie przeczytam, dwunastym pełniakiem w ich historii, więc całkiem nieźle. Oczywiście mieli na to dużo czasu. Hrabnar Ad Vesa. I jak widzicie, ten tytuł, ten tytuł jest łamany. Znaczy tego jeszcze teraz tutaj nie widzicie i najlepsze, że na CD też tego nie zobaczycie, ale wszędzie, gdzie on jest wpisany, ten album, no to jest Hrabnar łamany przez Ad Vesa. Bo ten album, co ciekawe, jest splitem. Ten album jest splitem i tutaj zabawna historia. We wkładce jest informacja, że Helheim dziękuję Helheim za zgodę na split.

I to samo jest, ponieważ noty tzw. liner notes, że tak zabłysnę, są i do jednej części, i do drugiej. Gdzie były nagrywane, są składy wymienione obu tych części, no i w każdym z tych liner notes mamy te podziękowania dla Herrheim za to, że zgodzili się na split. Sami ze sobą oczywiście. Ale to też jest ciekawy zabieg z okładką, no bo tutaj mamy tylko hrabnar. Jak widzicie teraz ten tytuł. Natomiast jak sobie otworzycie płytę i potem zrobicie myk, można sobie to przełożyć i tutaj jest adwesa. Z tyłu mamy już wypis obu tych części. Obie mają po cztery numery, czyli daje nam to razem 8 kawałków.

44 minuty. Ciekawe czy się utrzyma? Utrzymał się. O, dobrze. Ja każdy album Helheim, jeśli słyszę, że wychodzi nowy, przyjmuję tę nowinę z radością, bo po prostu cenię sobie ich muzykę i na ten, nie będę mówił, że czekałem, nie wiadomo jak tam. Nawet nie wiedziałem, czy on się ukaże. Ale jak już się pojawiły zapowiedzi, to się ucieszyłem. Odpaliłem jeszcze z YouTube, bo jeszcze wtedy płyty nie miałem. To też trochę trwało, zanim ta płyta do mnie dotarła. Choć album jest z czerwca. Wydaje go w ogóle Dark Essence Records, bo o tym zapomniałem. On jest dosyć powszechnie dostępny u nas. Nie powinno być problemu z jego zakupem.

no to jak słyszycie na pewno nie jest jakieś tam spokojne i usypiające i w ogóle nie Viking Metalowe bo według mnie to jest właśnie w takim stylu 100% praktycznie w Viking Metalu zagrane I co ciekawe, ten album w większości taki jest. Ja gdzieś tam przeczytałem takie komentarze, że to Hellheim to już się w ogóle odsunęło od takiego agresywnego grania, że oni, nie wiem, może ktoś bazował tylko na Lignirze, że oni się odsunęli od tego agresywnego grania, że oni już takie spokojne rzeczy raczej grają, w większości są to czyste wokale. No i okej, a propos Rignira byłoby to okej, ale na pewno nie jest to okej a propos Hrabnar ad Vesa. Bo ten album jest niesamowicie agresywny.

Ja w ogóle bym zdziwiony, powiem szczerze. Ta część adwesa jest jeszcze agresywniejsza od tej pierwszej części, ale generalnie całościowo te osiem kompozycji, no to tutaj wcale nie ma zbyt wiele czystych wokali, wcale nie ma zbyt wielu jakichś takich bardzo spokojnych fragmentów. Oczywiście one są, bo to już jest w jakimś stopniu też DNA Helheim, że oni też stosują te czystsze wokale, że grają spokojniej momentami, że tutaj są akustyki i tak dalej i tak dalej, natomiast Ten album akurat naprawdę potrafi przyłożyć, czego dowodem będzie większość fragmentów, które będę wam puszczał, ale nie ucieknę też od tych spokojnych.

To z trzeciego numeru fragment, świetna kompozycja, ale zresztą w zasadzie tutaj nie ma słabszych numerów. Myślę, że trzeci, drugi to są naprawdę może takie największe hity, ale Każda kompozycja tutaj niesie coś ciekawego. Helheim potrafi doskonale łączyć teoretycznie nie do połączenia ze sobą elementy. Świetnie wychodzi im totalna szybkość z czystymi wokalami. Świetnie wychodzi im totalna dzikość instrumentów z czystymi wokalami. Świetnie wychodzi im totalna dzikość wokali. ze spokojniejszymi instrumentami, ale też oczywiście z instrumentami grającymi rasowy Viking Metal, no powiedzmy Black Metal, ale tak naprawdę oczywiście o zabarwieniu

Helheim potrafi też grać przebojowo. Helheim potrafi grać urzekająco. Wiem, że wśród fanów nawet black metalu jest bardzo wielu ludzi, którzy są fanami Catatoni. I to nie mam na myśli tylko tej starej Catatoni z lat 90., bo to i ja jestem jej fanem. Szczególnie For Funerals to Come, które po prostu uwielbiam. Ale wiem, że ludzie też i te późniejsze płyty sobie szanują. No i Helheim też potrafi tak zagrać. Dzięki za oglądanie

Dowodem na to, że ten album nie jest wcale jakiś wymuskany, że ten album nie jest jakiś leciuteńki, że ten album nie jest jakiś taki balladowy, wiecie, pościelowy, jest to, że ja naprawdę się naszukałem, który by wam tutaj fragment puścić z tymi wokalami, bo ich jest bardzo mało. I nie wszystkie są jakby... takie bym powiedział reprezentatywne dla Helheim. No ale znalazłem i za chwilkę go usłyszycie. Zresztą on jest w pierwszym numerze, ale sprawdziłem oczywiście wszystkie pod tym kątem. I naprawdę wcale nie jest tego dużo. Helheim poszedł bardzo mocno tutaj właśnie w mocy i agresji. Więc wszystkie te możliwe argumenty, które usłyszycie, czy jakieś opinie, że ten zespół to już dawno się wyprztykał z mocnego, agresywnego grania, no to sorry, ale nie. Nie wyprztykał się i nie wygląda na to, żeby miał się wyprztykać.

Kasuję takiego dzisiejszego Satyricona w 3 sekundy, dzisiejszy Darktron w 2,5 sekundy albo też powiedzmy w 3 i tak dalej i tak dalej. Kasuję wszystkie te stare nazwy, które gdzieś tam już dawno poumierały. Coś tam próbują jeszcze, powiedzmy, tym ogonem machać, leżąc na ziemi, ale to już są takie te machnięcia coraz słabsze i widać, że agonia to już jest bardzo blisko. Ale nie w przypadku Helheim. Helheim z płyty na płytę robi się ciekawszy. Może nie, nie, że robi się ciekawszy, ale Helheim każdą płytą do tej pory potrafi zaskoczyć. Potrafi właśnie, zupełnie nie patrząc na innych, wydać sobie taki Rignier. Potrafi za chwilę po nim wydać Hrabnar Advessa.

Dwie różne płyty, a jednak słychać na obu, że to Helheim w dużej mierze dzięki właśnie czystym wokalom. I te wokale są bardzo charakterystyczne, ja to przyznaję, bo ten sposób śpiewania, ten głos, więc tak naprawdę można to bez problemu skojarzyć z Woduridarem, z Rignirem i jeszcze z wcześniejszymi albumami, ale to w niczym nie przeszkadza, bo osobiście uważam, że nie można z płyty na płytę zmieniać wokalisty.

Także wszystko tutaj mi pasuje, powiem krótko. Dwunasty album studyjny Helheim i Nie mogę ani o jednym z nich powiedzieć, że jest do kitu, że gdzieś totalnie się przewrócili i rozbili sobie głupią twarz, że nie da się tego słuchać, że to jest w ogóle jakaś klęska i plucie na swój przeszły dorobek. Nie. Ten zespół po prostu doskonale się rozwijał. Ten zespół już na początku przejawiał przecież chęci i tendencję do jakichś eksperymentów, do eksplorowania troszkę takich nieprzystających na co dzień obszarów muzyki do black metalu czy też wiking metalu.

I oni to robią nadal i to wszystko jest tak naprawdę efektem tego wieloletniego, wieloletniego rozwoju, który akurat temu zespołowi udał się bardzo dobrze. Także bardzo polecam. Bardzo polecam i jeśli ktoś Wam będzie wmawiał głupoty, to nie dajcie sobie ich omówić. Oczywiście nie twierdzę, że musi Wam się nowe oblicze Helheim, znaczy takie nowe, no od iluś tam już lat jest takie nowe, ale... że musi Wam się akurat to oblicze podobać. Natomiast zalecam, żeby sobie ten album przesłuchać, sprawdzić, przynajmniej dać mu szansę, bo naprawdę warto. Dziękuję bardzo. A jakie dziękuję bardzo. Jeszcze jeden fragment.

No, teraz to już dziękuję bardzo. Tyle ode mnie. Jeszcze raz polecam Helheim. Wspaniały split, a tak naprawdę to album, ale album będący trochę splitem. Także dziękujemy Helheim. Helheim podziękowało samo sobie. Słuchajcie Helheim, bo warto. Tyle ode mnie. Do następnego.

Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.