Pepe in Grani
Jak daleko pojechalibyście na pizzę? Ja pojechałam do Caiazzo, do serca włoskiej Kampanii, gdzie urzęduje Franco Pepe, przez wielu uznawany za autora najlepszych pieczonych placków na świecie, który tchnął ducha w senne włoskie miasteczko. Na jego historię składają się rodzinne tradycje, kontynuacja rzemiosła, bunt i rewolucyjne podejście. Franco szuka najlepszych składników, wspiera lokalnych producentów, nie boi się „zepsuć” margherity oraz… podać gościom pizzy z ananasem.
Na pierwszy rzut oka Caiazzo niewiele różni się od innych zapomnianych miasteczek włoskiego interioru. Zajmuje czubek wzgórza, ma starówkę pełną wąziutkich alejek, przez które ledwo można się przecisnąć, a na pewno nie ryzykowałabym przeciskania się przez nie po podwójnej porcji margarity. Nieco poniżej szczytu wzgórza oraz kościółka znajduje się niewielki Placych. Przy nim bar z kawą i wiejskimi ploteczkami, stragan z zabawkami, niekoniecznie made in Italy, a na ławce pewnie zobaczysz dwójkę staruszków kiwających głowami nad życiowymi mądrościami. Zostawiam auto na parkingu i idę ku górze, by w końcu zobaczyć wycięty z kawałka pianki potykacz z kreskówkowym wizerunkiem jego mościa w okrągłych okularach. Pepe in grani, idź w prawo, głosi napis.
Właśnie do Pepe tu przyjechaliśmy. Franco Pepe to ponoć najlepszy pizzajolo na świecie, a jego historia, jak wiele, o których tu opowiadaliśmy, nadaje się na gotowy film. Franco Pepe ma pizzę we krwi, choć pewnie, jak często bywa w tych opowieściach, w ogóle nie planował związać z nią swojego życia. Jego dziadek był piekarzem, podobnie jego ojciec, Stefano. Stefano w pewnym momencie, poza bochenkami, które wypiekał dla mieszkańców Caiazzo, postanowił jednak wykorzystywać swój piec do pieczenia pizzy. Stefano robił wszystko bez miarek, bez wagi, bez przepisów, na oko, ale i na oczach swoich trzech synów, w tym Franco, którzy przez osmozę chłonęli rzemieślniczą wiedzę ojca. Mimo to Stefano chciał dla swoich dzieci czegoś więcej.
Jego dwóch pozostałych braci wolało zostać przy rodzinnej tradycji, przy tym, jak wszystko robiono dawniej i od zawsze. Przy tym, co było znane i lubiane. Pizza niestety poróżniła braci. Wydaje się to błahe, ale jak się domyślacie, jedzenie i rodzinne tradycje to dla Włochów świętość. Tak nagle w niewielkim Caiazzo powstały dwie pizzerie. Ta stara, prowadzona przez pokolenia oraz nowa, założona przez szalonego brata Pepę. Swój pierwszy lokal Franco założył w 2005 roku. Postanowił zafundować mieszkańcom Caiazzo zupełnie nowy smak, serwować pizzę fritten, czyli pizzę ze smażonego ciasta, taką jaką można zjeść na przykład w Neapolu oraz placki na zupełnie innym przepisie.
Franco pamięta o swoich korzeniach i o tym, czym tak naprawdę pizza jest. Pizza miała być tanim jedzeniem dla wszystkich, street foodem, który zaspokoił głód w środku dnia, niezależnie od pojemności i zasobności naszej kieszeni. Mimo, że jego lokal był wybierany trzy lata z rzędu najlepszą pizzerią we Włoszech, a on sam dwukrotnie zdobył tytuł najlepszego pizzajola na świecie w rankingu The Best Chef Awards, ciągle chce być miejscem dla wszystkich. Nawet dla tych, którzy mają w kieszeni zaledwie kilkanaście euro. W menu Pepe in Grani znajdziecie więc i klasyczną margheritę, ale też całe menu degustacyjne, na które składa się kilka różnie przygotowanych pizz,
Pizza napolitańska, chociaż tak naprawdę jest to pizza po prostu w stylu Franco, pokrojona na zgrabne kawałeczki, idealne by się w niej rozsmakować, ale nie pełnić dosyta. Pizza smażona, czyli pizza fritta, czy wreszcie wspomniane rożki. Taką kolację degustacyjną pewnie zakończycie kawałkami usmażonego na złoto ciasta chlebowego, czy ciasta pizzowego, podanego ze słodkim, okolicznym miodem. Poza tym, że Franco Pepe rozsławił swoje rodzinne miasteczko, jego przedsięwzięcie stało się niesamowitym impulsem do rozwoju okolicznych rolników. Jak podkreśla, maksymalnie stara się wykorzystywać wszystko od lokalnych producentów.
Ci szefowie kuchni bardzo często są gośćmi Franco i wpadają do Caiazzo na swoją ulubioną margaritę. Jeśli będziecie mieć szczęście, może załapiecie się nawet na gościnne występy jednej z najbardziej utytułowanych szefowych czy szefowych kuchni, którzy czasem wparowują na kuchnię pizzerii Franco Pepe i wraz z mistrzem pizzy przygotowują swoje autorskie placki. Do Pepe in Grani zwykle w sezonie ciągnie się długa kolejka, wspinająca się wąską uliczką aż do głównej drogi. O tych gościach Franco też nie zapomina i regularnie w ciągu dnia wynosi dla oczekujących gości pizzę złożoną niczym koperta na cztery części.
Taką, którą można wziąć w rękę i od razu spałaszować. Ta pizza kosztuje zaledwie kilka euro. Dziennie przygotowywanych jest ich kilkadziesiąt i dwóch pizzajlów wynosi ją w wielkim metalowym termosie dla oczekujących kolejkowiczów. Przyznacie, że to naprawdę uroczy gest oraz okazanie tego, że Franco Pepe chce być miejscem dla wszystkich i wszystkim dogodzić. Nawet tym, którzy po bardzo długiej drodze, nawet tym, którzy po wielogodzinnej drodze muszą spędzić jeszcze dodatkowe krawadrance, czekając na swoją kolej przy stoliku. Jak sami słyszycie, historia Franco Pepe oraz jego lokalu w Caiazzo to gotowy materiał na film.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podróż do Caiazzo i opowieść o Franco Pepe, najlepszym pizzajolcie na świecie.
Opis nowatorskich kreacji Franco Pepe, takich jak Margarita z Baleata i pizza hawajska.
Pepe in Grani, menu degustacyjne, lokalnych producentów,Franco Pepe
Podsumowanie i opis wpływu Franco Pepe na lokalną społeczność oraz jego popularność.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Pepe in Grani, menu degustacyjne, lokalnych producentów,Franco Pepe"
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Jak daleko pojechalibyście na pizzę? Ja pojechałam do Caiazzo, do serca włoskiej Kampanii, gdzie urzęduje Franco Pepe, przez wielu uznawany za autora najlepszych pieczonych placków na świecie, który tchnął ducha w senne włoskie miasteczko. Na jego historię składają się rodzinne tradycje, kontynuacja rzemiosła, bunt i rewolucyjne podejście. Franco szuka najlepszych składników, wspiera lokalnych producentów, nie boi się „zepsuć” margherity oraz… podać gościom pizzy z ananasem.