Mentionsy Mentionsy
Teren wojskowy
Teren wojskowy

Atak na Iran. Czy Trump dał się wciągnąć w polityczną grę Netanjahu?

04.03.2026 ·30 min 38 s

W tym odcinku "Terenu wojskowego" analizujemy sytuację w Iranie, wyjaśniając m.in., dlaczego cały świat boi się irańskich wirówek i dlaczego prezydent Trump dał się wciągnąć w polityczną grę premiera Netanjahu. Gościem podcastu był prof. Robert Czulda z Uniwersytetu Łódzkiego. Porozmawiamy także o dziwnej logice polskich polityków, którzy najpierw chwalili fundusz SAFE, a teraz twierdzą, że jest nam niepotrzebny. Zaprasza komandor porucznik rezerwy Maksymilian Dura.

To jest istotny element. Każdy element tego życia jest gdzieś tam pod kontrolą. To jest kolejna kwestia. Po trzecie, jeżeli ktoś nie zacznie, to nie pójdą inni. Plus kolejny element, to co powiedziałem, często jest tak, że ludziom także w wojsku się żyje dobrze, ewentualnie obawiają się tego, co by mogło być, jakby ta władza była obalona, bo co innego jest protestować, a co innego jest potem tę władzę obalić, kiedy kraj na przykład pogrąża się w wojnie domowej, czego w Iranie nie można byłoby wykluczyć, gdyby faktycznie władza irańska upadła, ale moim zdaniem... Jesteśmy daleko od tego scenariusza. Robert, ja dokładnie pamiętam, jak Donald Trump wezwał demonstrantów w Iranie w styczniu 2026 roku do dalszych antyrządowych protestów i przejmowania instytucji.

Powiedz mi, ale takim twoim zdaniem, jaka jest szansa, że podobny apel wysłany obecnie przez Netanyahu i Trumpa znajdzie odzew w irańskim społeczeństwie teraz, gdy zaprowadzono rządy terroru i poginęło kilkuset Irańczyków, w tym dzieci, od nalotów? Teraz myślę, że nie ma na to większych szans. Ten moment był w styczniu, aczkolwiek też moim zdaniem szansa z perspektywy Amerykanów i Izraelczyków na obalenie władzy była niewielka. Powracamy do tego pytania, które było wcześniej przed przerwą, a mianowicie, że służby bezpieczeństwa są ciągle silne. Jak aparat bezpieczeństwa przymusu jest silny, to trudno jest dokonać przewrotu. Przewrót się dokonuje, kiedy Państwo pęka, kiedy ten system wewnętrzny nie jest w stanie obronić ośrodka władzy, a w Iranie nie mamy takich sygnałów. Oczywiście możemy powiedzieć, że i to będzie zgodne z prawdą, że każdy reżim autorytarny wydawał się silny, aż pękł, tak?

W Libie Kaddafiego była silna i nagle jej nie było. Asad rządził i nagle dwa dni później był w Moskwie. Czym był Andrzej Prawiecki? Wydawał się silny, miał problemy i potem też upadł, więc zawsze istnieje możliwość taka, że ten system jest przegnity od środka. Jednym zdaniem, moim zdaniem, nie ma szans na protesty. Ten gniew minął, został tylko wyłącznie strach i obawa przed tym, co będzie jutro. To w takim razie, twoim zdaniem, po co w ogóle Donald Trump zaczął tą wojnę? Czy w samym Iranie na przykład jest zaplecze polityczne, które by w sposób pokojowy mogło doprowadzić do ewentualnych zmian? Ja nie wiem, na ile ten plan Trumpa jest długofalowy. Niektórzy mówią, że on rozgrywa szachy 5D i to jest faktycznie jakaś tam koncepcja. Niektórzy tutaj mówią, być może to jest prawda, że tym elementem jest po prostu próba wyrwania Iranu z tej osi antyzachodniej, w której są między innymi Chiny, Korea Północna i Rosja.

Zgadzam się więc, że rzeczywiście trzeba było zatrzymać Irański Program Atomowy. Jednak nie jestem przekonany, czy sposób obrany przez Amerykanów i Izraelczyków będzie skuteczny. Przyznam się, że kiedy w sobotę rano moja redakcja Defense24 zleciła mi opracowanie na szybko analizy o ewentualnych skutkach wojny w Iranie, nie wiedziałem co napisać. Uwierzcie mi, w moim przypadku była to naprawdę niespotykana sytuacja. Ale ja rzeczywiście nie znalazłem nigdzie wyjaśnienia w jakim celu konkretnie zaatakowano Iran, co zresztą jest charakterystyczne dla polityki Donalda Trumpa. Wskazali na to zresztą również dziennikarze CNN, według których Donald Trump i jego zespół rzadko kiedy starali się przedstawić spójne uzasadnienie użycia siły militarnej. Dopiero dzień po ataku Biały Dom zaczął informować, że Amerykanom chodziło o zniszczenie irańskiego potencjału atomowego, rakiet ofensywnych dalekiego zasięgu, marynarki wojennej oraz o usunięcie reżimu ajatollahów.

Minęło 5 dni od pierwszego nalotu i nic nie wskazuje, by jakikolwiek z tych celów został rzeczywiście zrealizowany poza podwyżką ceny benzyny na polskich stacjach o ponad 30 groszy. Teoretycznie największy sukces osiągnięto walcząc z irańską marynarką wojenną. Donald Trump poinformował bowiem 1 marca o zatopieniu 9 okrętów, które według niego miały być relatywnie duże i ważne. W sumie tych okrętów zatopiono do dzisiaj 18. I co z tego? Amerykanom nie powinno bowiem chodzić o topienie kolejnych irańskich jednostek pływających, zresztą starych, ale o zapewnienie bezpieczeństwa pływania w regionie. A tymczasem Iran może coś tam stracił, ale i tak ogłosił blokadę cieśniny Ormus. I okazało się, żeby to zrobić, nie potrzebuje do tego wcale dużych i ważnych okrętów. Pomimo więcej amerykańskich ataków na irańską marynarkę wojenną, 150 tankowców oraz gazowców stanęło w Zatoce Perskiej.

Donald Trump próbował to żartem zbagatelizować twierdząc, że kiedyś Iranowi się te rakiety skończą. Być może, ale szachidy zostaną, a Ukraina pokazuje, że takie drony są także Idealnym środkiem na nękanie przeciwnika. I skutecznym, o czym świadczy atak dwóch szachidów na największą rafinerię w Arabii Saudyjskiej. Drony te zostały podobno zestrzelone, ale ich szczątki wywołały pożar, który wstrzymał pracę w całej rafinerii. W ten sposób dwa drony za 40 tysięcy dolarów spowodowały straty liczone w dziesiątkach milionów dolarów. Niestety, nie lepiej jest w przypadku najważniejszego celu, którym powinno być przerwanie irańskiego programu atomowego. Wszelkie poprzednie działania wobec irańskiego reżimu zbrojne i polityczne nie przyniosły zakładanych rezultatów. Przypomnę chociażby nalot przeprowadzony przez Izrael i Stany Zjednoczone 13 czerwca 2025 roku, który Donald Trump określił jako spektakularny sukces militarny, oceniając, że irańskie obiekty wzbogacania uranu zostały kompletnie i całkowicie zniszczone.

Atak z 28 lutego tego roku jest potwierdzeniem, że jego chwalenie się było oparte na kłamstwie. Owszem, trafiono dwa irańskie ośrodki nuklearne i podziemny zakład wzbogacenia paliw Fardą, jednak wstrzymało to irański program atomowy najprawdopodobniej tylko na dwa miesiące. I niestety jest bardzo prawdopodobne, że taki sam niewystarczający skutek będą miały obecne naloty. Bo by przerwać pracę nad bombą atomową, trzeba do tego przekonać tych, którzy tą pracę zlecają. Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na powolne wycofywanie się Donalda Trumpa stwierdzenia, że wojna, którą wywołał z Netanjahu, miała na celu obalić irański reżim. Okazało się bowiem, że do zrobienia tego nie wystarczy zabicie 40 najważniejszych osób w tym państwie. Dlaczego? Bo Iran był na to przygotowany bardzo szybko, wybierając następców tych,

Którzy zginęli często o wiele gorzej nastawionych do amerykańsko-izraelskich żądań. W ataku na Iran zginął na przykład dowódca Korpusu Strażników Rewolucji, generał Pakpura. I już tego samego dnia wybrano jego następcę, generała Vahidiego. Człowieka bezwzględnie podporządkowanego reżimowi, który zresztą wcześniej był ministrem obrony oraz za swoją działalność został objęty sankcjami USA i Unii Europejskiej. Jest bardzo prawdopodobne, że z podobnego klucza zostanie wybrany następca Yatollaha Ali Khameneiego. Donald Trump oczywiście po swojemu przechwalał się pierwszego dnia wojny, że nowe władze irańskie chcą przystąpić z nim do negocjacji pokojowych. Jednak dzień później sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu udowodnił Trumpowi kłamstwo, stwierdzając, że Teheran nie zamierza negocjować z Amerykanami. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wojna wywołana w Iranie jest nowym etapem procesu niszczenia przez Trumpa systemu politycznego, jaki został wprowadzony na świecie w XX wieku, między innymi właśnie przez Stany Zjednoczone.

Przestają mieć przy tym jakiekolwiek znaczenia traktaty, zobowiązania, obietnice i gwarancje polityczne. Niestety nie dotyczy to tylko takich państw jak Rosja, Iran czy Korea Północna, ale również trumpowskich Stanów Zjednoczonych. Jako pierwsza odczuła to mocno Ukraina, gdy Donald Trump całkowicie zignorował zobowiązania swojego poprzednika, Billa Clintona, wobec władz w Kijowie, wynikające z Memorandum Budapesztyńskiego. I teraz wypomina to, że Amerykanie przekazali Ukrainie rakiety, którymi ci musieli się sami bronić przed Rosją. Gdy tymczasem do tej obrony zobowiązali się właśnie Amerykanie. Konsekwencje takiej polityki Trumpa poniosła także w styczniu Wenezuela i teraz ponosi Iran. Niestety Donald Trump ponownie złamał prawo międzynarodowe, które ogranicza możliwość zbrojnego działania wobec innych państw praktycznie tylko do dwóch przypadków.

W obronie własnej i kiedy wyrazi na to zgodę Rada Bezpieczeństwa ONZ. Nie ma też czegoś takiego jak uderzenie wyprzedzające. W ten sposób Putin może przecież tłumaczyć swój ewentualny atak na kraje bałtyckie, czując się zagrożonym wzrastającą siłą NATO w tamtym rejonie Europy. Zacierane są także pojęcia wojna i pokój. W tym przypadku Biały Dom nie różni się dzisiaj w niczym od Kremla. Czteroletnia, pełnoskalowa wojna jaką Putin prowadzi na Ukrainie została bowiem przez niego nazwana specjalną operacją wojskową, a nie wojną. Atak na Iran z 28 lutego 2026 roku Donald Trump nazwał dużą, bojową operacją wojskową. Największym problemem Donalda Trumpa może okazać się to, że w wyniku jego ataku na Iran już zginęło sześciu amerykańskich żołnierzy.

Teraz będzie więc musiał udowodnić, że miał jakiś plan. Oczywiście uzasadnieniem działań prowadzonych przez niego są zawsze powody, z którym nikt normalny nie powinien dyskutować, a więc zwalczanie narkotyków, likwidacja krwawego reżimu, czy też przerwanie niebezpiecznego programu nuklearnego. Problem polega na tym, że jak na razie żadna z wojennych operacji Trumpa niczego tak naprawdę nie zmieniła i za każdym razem narusza powszechnie obowiązujące prawa międzynarodowe. Tym razem sprawa jest poważna, ponieważ zginęli Amerykanie, a zagrożenie irańskim programem atomowym niestety pozostało. Będziemy teraz rozmawiali... O podejściu obecnej opozycji w Polsce do funduszu SAFE, czyli o czymś co od kilku dni wywołuje u mnie pewne zdumienie. Jest 40-dniowy post, więc niech to będzie również moim przyznaniem się do winy, jak na spowiedzi.

Bo to jest fundusz proponowany przez Unię Europejską. Śmiem twierdzić, że gdyby taką pożyczkę zaproponowały nam Stany Zjednoczone, to ustawa w tej sprawie zostałaby zaakceptowana bez uwag. Ale kredyty w Stanach Zjednoczonych są nawet dwukrotnie droższe i dotyczą tylko sprzętu amerykańskiego. Tymczasem Unia Europejska proponuje nam środki do wydawania przede wszystkim w Polsce. Na szczęście, że on ma na pewno plan B, a więc fundusz SAFE i tak zostanie wykorzystany. Natomiast opozycja pozostanie z problemem jak wytłumaczyć wyborcom, że chce bezpiecznej Polski, jednocześnie blokując środki na wzmacnianie polskiej armii. Tym bardziej, że zagrożenie się cały czas zwiększa. Obecnie nie chodzi już bowiem tylko o wojny na Ukrainie, ale również o wojnę toczącą się w Iranie. To tyle na dzisiaj. Był z Wami komandor porucznik rezerwy Maksymilian Dura z Defense24 i zapraszam za tydzień na teren wojskowy radia RMF24, w którym, o ile Trump i Putin czegoś nie wykombinują, wyjaśnię Wam między innymi dlaczego decyzja o rezygnacji z min przeciwpiechotnych w Polsce była, delikatnie mówiąc, nieroztropna oraz czy potrzebujemy okrętów podwodnych bez rakiet manewrujących.

Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.