Waleczna Jagiellonia, solidna Legia - szkoda że w rewanżach
Słodko-gorzki występ polskich klubów w Lidze Konferencji. Zostanie doświadczenie i duże pieniądze
Jeszcze więcej sportu w Radiu TOK FM. Szymon Kępka, magazyn Jeszcze Więcej Sportu. Dzień dobry Państwu. Legia zostawiła po sobie więcej niż tylko dym na Stamford Bridge. Jagiellonia znów była blisko sprawienia niespodzianki. Spojrzymy w magazynie Jeszcze Więcej Sportu na europejski krajobraz bez Bayernu, Realu i Lewandowskiego i zapytamy czy Liga Mistrzów to już ostatni taniec dla największych polskich gwiazd. Być może to przed nami. Dawid Szymczak ze Sport.pl teraz z nami w magazynie Jeszcze Więcej Sportu. Witaj. Dzień dobry. To najpierw podsumujmy pożegnanie polskich klubów z europejską piłką w tym sezonie na pierwszy ogień Legia. Ogień tutaj nieprzypadkowo, bo Stamford Bridge nie przywykło do tego jak zachowywali się kibice Legii.
Ale ostatecznie się nie udało, Jagiellonia zremisowała przed własną publicznością z Realem Betis. Wstydu nie ma, ale niewiele brakowało, na pewno mniej niż w przypadku Legii. Spróbujmy zlokalizować, czego brakowało doświadczenia, ogrania, bo chyba nie wiary we własne siły. Ja bym powiedział, że na koniec umiejętności, bo jeżeli weźmiemy pod uwagę ten pierwszy mecz, bo nie możemy tego oceniać... Kolejny odcinek. I grał dużo lepiej niż wczoraj w Białymstoku, także na pewno umiejętności i to nas nie może dziwić, bo wiemy czym jest dzisiaj Betis w lidze hiszpańskiej.
Wiemy, że w 2025 roku jest w całej lidze tylko jeden zespół, który punktuje lepiej niż Real Betis i to jest Barcelona. Hanzi Goflika, która cały czas ma szansę na zdobycie czterech trofeów w tym sezonie. Także tutaj z szacuneczkiem trzeba do rywali podejść. Wczoraj Jagiellonia grała już znacznie lepiej. Znowu widać punkty wspólne w meczu z Legią, czyli znowu może nie byli... Może byli bardziej śmiali, może wynik to determinował. Po prostu powiedzieli sobie jakby jutro miała... Jutro miała nie być, jakby gaz do dechy i zobaczymy co z tego wyjdzie. Oni i tak nie mieli kompletnie nic do stracenia.
Także zagrali, starczyło na 1-1. W pewnym momencie można było nawet się zaniepokoić, że mimo przewagi Jagiellonii wczoraj na prowadzenie wyszedł Betis. I to by była krzywda dla Jagiellonii, mam wrażenie. Takie zakończenie porażką, nawet 0-1, ale Darko Czerninow przejął piłkę, strzelił gola na 1-1 i myślę, że kibice w Białymstoku z całości tej przygody, pierwszej w europejskich pucharach. Tak udanej, po tylu zwycięstwach, które doprowadziły Jagiellonię do ćwierćfinału, oni naprawdę mogą być dumni z tego trenera, z tego zespołu, z siebie samych, bo z tego, co słyszałem, atmosfera na stadionie była znakomita. To ja bym dołożył tutaj jeszcze do tego, co mówisz, podlaską gościnność.
Gracias, buena suerte, pisze Jagiellonia na swoim profilu w Portalu X. Zadając Realowi Betis na miłe słowa o kibicach, o prawie meczu, nie przywykliśmy, mam poczucie, do takich uprzejmości. To jest taka sportowa klasa, piłkarski savoir vivre, a my się chyba dopiero uczymy jeść nożem i widelcem w europejskiej piłce, bo po meczu Legii po stronie Chelsea takiej wymiany uprzejmości nie widziałem. Ale też trzeba sobie zadać pytanie, gdzie Anglicy noszą głowy? Czy oni na takie gesty są w ogóle czuli? Czy zostali tak przyjęci jak przez Jagiellonię w białym stoku Real Betis? Dużo jest pytań, ale na koniec tylko się cieszyć, że ta dyplomacja taka klubowa, bo myślę, że to też ma znaczenie, bo jedno to jest to przyjęcie kibiców, to co robią sami kibice.
I pytanie jak teraz znajdzie, czy z tej półeczki wyżej też będzie potrafił wyłowić takie perełki jak chociażby Afimiko Pululu. To teraz wielkie firmy, których już z nami nie ma w piłkarskiej lidze mistrzów. Bayern Monachium, Real Madryt poza rywalizacją w półfinałach PSG, Arsenal i w drugiej parze Inter z Barceloną. Nie spodziewaliśmy się tego raczej, choć w stawce grają wielkie kluby i tutaj przypadków nie ma. Pewnie spodziewaliśmy się, że Real Madryt zajdzie dalej. Ten drugi dwumecz, o którym wspominałeś, Bayernu z Interem, pewnie on nie miał tak jednoznacznego faworyta. Więc siłą rzeczy to, że przyszedł Inter Divi mniej, natomiast odpadnięcie Realu na poziomie ćwierćfinału zespołu, który w ostatniej dekadzie wygrywał Ligę Mistrzów zdecydowanie najczęściej, który wyspecjalizował się w odwracaniu wyników meczu, wychodził naprawdę z niejednych turbulencji, a tym razem nie dał rady.
Tym razem miał 0-3 po pierwszym meczu, no i znów Arsenal był straszony tą magią Bernabeu. Wielkie dzięki i do zobaczenia! Wielkie dzięki i do zobaczenia! Chuj, to przez mata. Może wyczuł po prostu moment, albo taki cykl życia galaktikos, tego, że te gwiazdy już nam się może nie tyle opatrzyły, co no nie mają tego efektu świeżości, mimo grania galaktycznego futbolu, no ale jednak być może dla realu to jest dzwonek, czas na zmiany.
Zobaczmy, co się wydarzyło, bo ja mam wrażenie, że te zmiany właśnie przyszły z zeszłego lata, gdy dołączył Kylian Mbappe, zawodnik, którego w realu oczekiwali już od dobrych kilku lat. I doszło do takiej sytuacji, że jeden z najlepszych piłkarzy na świecie dołączał do zespołu, który chwilę wcześniej wygrał właściwie wszystko. I zdobył Ligę Mistrzów i zdobył Mistrzostwo Hiszpanii i nagle jeszcze miał zostać zasilony przez taką gwiazdę jak Francuz. No i co się dzieje? Nagle troszeczkę nam brakuje takiej równowagi w tym wszystkim. Nagle ten real nie funkcjonuje jako drużyna. I mieliśmy wrażenie w ogóle chyba przez cały ten sezon, a już na pewno w ostatnich miesiącach, że drużyna Carlo Ancelottiego polega na indywidualnych zrywach swoich najlepszych zawodników.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.