Mentionsy Mentionsy
TOK FM Select
TOK FM Select

Waleczna Jagiellonia, solidna Legia - szkoda że w rewanżach

18.04.2025 ·13 min 53 s

Słodko-gorzki występ polskich klubów w Lidze Konferencji. Zostanie doświadczenie i duże pieniądze

Jeszcze więcej sportu w Radiu TOK FM. Szymon Kępka, magazyn Jeszcze Więcej Sportu. Dzień dobry Państwu. Legia zostawiła po sobie więcej niż tylko dym na Stamford Bridge. Jagiellonia znów była blisko sprawienia niespodzianki. Spojrzymy w magazynie Jeszcze Więcej Sportu na europejski krajobraz bez Bayernu, Realu i Lewandowskiego i zapytamy czy Liga Mistrzów to już ostatni taniec dla największych polskich gwiazd. Być może to przed nami. Dawid Szymczak ze Sport.pl teraz z nami w magazynie Jeszcze Więcej Sportu. Witaj. Dzień dobry. To najpierw podsumujmy pożegnanie polskich klubów z europejską piłką w tym sezonie na pierwszy ogień Legia. Ogień tutaj nieprzypadkowo, bo Stamford Bridge nie przywykło do tego jak zachowywali się kibice Legii.

Ona sama też dość niespodziewanie pokazała się z niezłej chyba strony. No bardzo dobry mecz Legii Warszawa. Dość powiedzieć, że Chelsea w tym sezonie w Lidze Konferencji przegrała jeden mecz i to był właśnie ten mecz z Legią na swoim stadionie, więc spójrzmy może, żeby docenić ten wynik z perspektywy gospodarzy. No przyjeżdża zespół z Polski, wygrywa 2 do 1, zasługuje na ten wynik, który osiąga, bo gdyby Legia strzeliła jeszcze... Dwa gole więcej, to właściwie nikt nie mógłby być na to obrażony, bo Mori Szita miał bardzo dobrą sytuację, gdy uderzył tuż obok słupka. I Gonz Alves też miał takie zaskakujące zagranie, taki strzał niemal z połowy boiska i zabrakło kilkudziesięciu centymetrów, żeby trafił do bramki, więc były okazje nawet na więcej.

Legia wyciągnęła wnioski z pierwszego meczu, była odważniejsza. I właściwie w dziewięćdziesiątej minucie, gdy cały czas prowadziła dwa do jednego, naszła mnie taka myśl, że aż szkoda tego meczu, który się odbył tydzień wcześniej w Warszawie. No właśnie, bo to jest chyba problem, że w dwóm meczu nie udało się osiągnąć sukcesu z powodu pierwszego spotkania, w którym zawodnicy przy Łazienkowskiej zapomnieli chyba języków w gardle, w swoich butach chyba też. Cały czas musimy pamiętać o skali wyzwania, jaka stała przed Legią, że grali z zespołem Premier League, który ma arcydrogich piłkarzy, który jest bardzo doinwestowany, który ma nowych właścicieli, którzy mają olbrzymie ambicje i którzy dosypują pieniędzy, żeby jak najszybciej ten projekt zaczął.

Zaczął dostarczać im satysfakcji, dumy, a jednak Legia u siebie, mam wrażenie, ona podeszła aż zbyt... ze zbyt dużym szacunkiem, z lekką... Ze strachem, po prostu, powiedzmy to sobie. Tak, z bojaźnią, tak, tak, tak. Ja rozumiem ten strach, bo jeżeli stanęli naprzeciwko Olbrzyma ze swojej perspektywy, to się bali. I to jest uzasadnione, tylko patrząc na to, co zrobili później, może gdyby tego strachu w pierwszym meczu było mniej, gdyby tam cały czas był szacunek do rywala i mądra taktyka, ale trochę więcej tych akcentów w ofensywie, no to przecież można było nawet pokusić się o więcej, bo zobaczyliśmy na Stamford Bridge, że Chelsea jest zespołem, który potrafi się zachwiać, któremu potrafi się ta noga posilizgnąć, który...

Czasami po prostu swoich kibiców rozczarowuje w najmniej oczekiwanych momentach. No i teraz pytanie, czy to był ostatni mecz Gonzalo Fejo w Lidze Mistrzów na ławce trenerskiej Legii? No bo przecież już kilkadziesiąt chyba razy miało być tak, że Fejo żegna się z klubem albo jest bliski tego, ale jednak zawsze okazuje się, że Legia wówczas zrobi coś, czym zadziwi i tych merytorycznych powodów do odwołania trenera nagle nie ma. Pokonać Chelsea na wyjeździe to jednak jest silna karta by zostać. Zdecydowanie, na pewno pojawia się u Gonzalo Fejl jakiś argument, który podczas negocjacji, które jak nie mam będzie toczył z Michałem Żewłakowem, czyli nowym dyrektorem sportowym. I on może powiedzieć, że a pamiętasz ten mecz na Chelsea? No właśnie, nie każdy trener by tak przygotował zespół, żeby wygrał. W przypadku Legii to żaden trener właściwie.

Prawda? I to jest pytanie. Tutaj bardzo ważne jest to, co wydarzy się 2 maja, czyli finał Pucharu Polski. Jeżeli Gonzalo Fejo tam na Stadionie Narodowym zdobędzie trofeum, to mam wrażenie, że to będzie jeszcze ważniejszy punkt tych negocjacji i taka jego jeszcze mocniejsza karta niż to spotkanie z Chelsea. Ale pewnie pod uwagę zostanie wzięty całość, czyli to co dzieje się w lidze, to jak Legia tam rozczarowuje, to jaki wizerunek stoi za Gonzalo Fejo. No i to wszystko będzie trzeba zważyć. Ja nie wiem, nie mam pojęcia jaka dzisiaj będzie decyzja. To teraz Jagiellonia, bo miałem takie poczucie, że tutaj jest znacznie większy potencjał do tego by sprawić niespodziankę. Raz, że wystarczyło nie stracić bramki, strzelić jedną i potem by mogło się ewentualnie wszystko wydarzyć.

Ale ostatecznie się nie udało, Jagiellonia zremisowała przed własną publicznością z Realem Betis. Wstydu nie ma, ale niewiele brakowało, na pewno mniej niż w przypadku Legii. Spróbujmy zlokalizować, czego brakowało doświadczenia, ogrania, bo chyba nie wiary we własne siły. Ja bym powiedział, że na koniec umiejętności, bo jeżeli weźmiemy pod uwagę ten pierwszy mecz, bo nie możemy tego oceniać... Kolejny odcinek. I grał dużo lepiej niż wczoraj w Białymstoku, także na pewno umiejętności i to nas nie może dziwić, bo wiemy czym jest dzisiaj Betis w lidze hiszpańskiej.

Wiemy, że w 2025 roku jest w całej lidze tylko jeden zespół, który punktuje lepiej niż Real Betis i to jest Barcelona. Hanzi Goflika, która cały czas ma szansę na zdobycie czterech trofeów w tym sezonie. Także tutaj z szacuneczkiem trzeba do rywali podejść. Wczoraj Jagiellonia grała już znacznie lepiej. Znowu widać punkty wspólne w meczu z Legią, czyli znowu może nie byli... Może byli bardziej śmiali, może wynik to determinował. Po prostu powiedzieli sobie jakby jutro miała... Jutro miała nie być, jakby gaz do dechy i zobaczymy co z tego wyjdzie. Oni i tak nie mieli kompletnie nic do stracenia.

Gracias, buena suerte, pisze Jagiellonia na swoim profilu w Portalu X. Zadając Realowi Betis na miłe słowa o kibicach, o prawie meczu, nie przywykliśmy, mam poczucie, do takich uprzejmości. To jest taka sportowa klasa, piłkarski savoir vivre, a my się chyba dopiero uczymy jeść nożem i widelcem w europejskiej piłce, bo po meczu Legii po stronie Chelsea takiej wymiany uprzejmości nie widziałem. Ale też trzeba sobie zadać pytanie, gdzie Anglicy noszą głowy? Czy oni na takie gesty są w ogóle czuli? Czy zostali tak przyjęci jak przez Jagiellonię w białym stoku Real Betis? Dużo jest pytań, ale na koniec tylko się cieszyć, że ta dyplomacja taka klubowa, bo myślę, że to też ma znaczenie, bo jedno to jest to przyjęcie kibiców, to co robią sami kibice.

I teraz wyzwaniem będzie to, żeby na tym poziomie się utrzymać. To jeszcze słowo o tym, co po europejskich pucharach w Polsce zostaje, bo ten polski krajobraz po europejskiej piłce jest taki. Jagiellonia i Legia zarobiły w tej edycji Ligi Konferencji po kilka milionów euro, czyli lekko licząc kilkadziesiąt milionów złotych. I czy to zawsze jest tak, że za takie pieniądze ściąga się klasowych graczy, że to jest warunek konieczny? Czy jednak te pieniądze idą trochę z automatu na działaczy, premie i inne niekoniecznie sportowe inwestycje? Ja myślę, że bardzo często jest tak, że te pieniądze trafiają z jednej strony tak, do wzmocnień transferowych, ale to jest pewnie jakiś tylko kawałeczek tego torcika i najważniejsze

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.