Space Industry (część 1)
Ile jest wart sektor kosmiczny? Czy polskie firmy są w nim obecne? Jak wyglądała historia "złotej ery" NASA lotów w kosmos? Kiedy polecimy na Marsa? Jakie startupy powstają w oparciu o Space 3.0? Zapraszam do wysłuchania mojego najnowszego podcastu! Jeśli spodoba Ci się ten odcinek to zapraszam do płatnej subskrypcji mojego newslettera. W jej ramach otrzymasz dostęp do ponad 327 tekstów, 12 godzin unikalnych treści związanych z zakładaniem i rozwojem startupu, dostęp do zamkniętej społeczności oraz 8 newsletterów w miesiącu z raportami i analizami. Zapraszam!
No ale amerykańskie służby, aby pozytywnie ich zweryfikować, po prostu fałszowały ich przeszłość, nadawały im nową identyfikację. Jedną z takich osób był Werner von Braun, który nie tylko był członkiem partii nazistowskiej, ale także majorem SS, odznaczonym m.in. Krzyżem Rycerskim Wojennego Krzyża Zasługi, czyli dosyć wysokim niemieckim odznaczeniem. Von Braun w 1944 roku pracował m.in. nad projektem rakiet V2, których użyto do ataku na Anglię i Belgię. Były to rakiety, które przekroczyły wysokość 100 kilometrów i znalazły się w przestrzeni kosmicznej. Więc jego, nie dość, że wiedza to jeszcze i dokonania, naprawdę budziły podziw wśród Amerykanów. Dzięki wiedzy niemieckich naukowców i współpracy z amerykańskimi firmami NASA, czyli Amerykańska Agencja Rządowa do Spraw Kosmicznych, miała stać się odpowiedzią na postępy ZSSR w dziedzinie podboju przestrzeni kosmicznej, która to wywoływała po prostu panikę w Stanach.
I tutaj pozwalam sobie na mały wtręt. Jeśli nie widzieliście jeszcze serialu For All Mankind, to polecam bardzo serdecznie. Dostępny jest serial na Apple. Alternatywna rzeczywistość, w której to Rosjanie właśnie jako piersi stawiają nogę na Księżycu i potem są tymi, którzy prowadzą wyścigu o walce o przestrzeni kosmicznej. NASA wsparta olbrzymim budżetem dała radę stworzyć... świetny program kosmiczny, którego ukoronowaniem był projekt Apollo i lądowanie człowieka na Księżycu oraz, co ważniejsze, jego bezpieczny powrót na Ziemię. To były czasy określone mianem Złotego Wieku Amerykańskiej Agencji Kosmicznej i po prostu podboju kosmosu. Niestety, kolejni amerykański prezydenci niezbyt chętnie dotowali projekty kosmiczne, NASA zmagała się z falą krytyki, starano się wykazać jej małą efektywność jako agencji, a amerykański podatnik wolał dotować armię i kolejne wojny niż poznawanie tajemnic kosmosu.
NASA po prostu kojarzyła się z czystymi projektami naukowymi i marnowaniem publicznych pieniędzy. Trzeba to przyznać, NASA po prostu nie umiała budować PR-u wokół swoich osiągnięć, bo w ramach tylko takiego projektu Apollo stworzono kilkadziesiąt wynalazków, które zagościły i zmieniły nasze życie. Wynalazków, które pierwotnie były związane z programem kosmicznym, a potem stały się po prostu elementami naszego zwykłego życia. Rządowa agencja widocznie uznała, że prawda sama się obroni i nie potrzeba jeszcze na to wydawać i tak już pieniędzy ze skromnego budżetu. Przez kolejne dekady NASA realizowała m.in. program promów kosmicznych, czyli szukanie odpowiedzi na to, jak tanio i bezpiecznie wynosić ładunki oraz ludzi na orbitę. I ten program trwał 27 lat, no ale właśnie z powodu ogromnych kosztów i dwóch katastrof promów Columbia i Challenger, no włodarzom z NASA nie udało się tego projektu obronić i ostatni prom Endeavour odbył swój lot w 2011 roku, kończąc definitywnie erę promów kosmicznych i w zasadzie wszelkich starań amerykańskiej agencji kosmicznej, jeśli chodzi o tworzenie rakiet.
Od tego czasu NASA skupiała się na tzw. głębokiej przestrzeni kosmicznej i badaniach, a nie rozwoju floty statków kosmicznych, co spowodowało konieczność nawiązania głębszych relacji z niedawnym wrogiem z czasów zimnej wojny, czyli Rosją. Amerykanie wykorzystując polityczne odprężenie nadal wozili swoje satelity i sprzęt na orbitę, ale tym razem korzystali z usług Rosjan. którzy pomimo bankructwa ZSRR nadal posiadali technologiczne możliwości oraz przede wszystkim rakiety do takich właśnie wypraw. I tak z kosmodromu Baikonur zaczęli latać amerykańscy nas astronauti, opłacani przez amerykańskich podatników. Co pewien czas powstawały jakieś startupy, jakieś firemki, które obiecywały budowę nowych amerykańskich rakiet. Niestety żadna z tych zapowiedzi ani z tych firm po prostu tego produktu nie dowiozła.
poza SpaceXem. Bo pojawił się Elon Musk, taki facet, który wcześniej kilka lat kupił sobie firmkę zajmującą się tworzeniem samochodów elektrycznych. No i teraz postanowił się zaznajomić z branżą kosmiczną. Naładowany literaturą science fiction, wkurzony na NASA, że ta nie realizuje żadnych z tych wielkich wizji, które jemu chodzą po głowie, czyli lotu na Księżyc, a potem na Marsa. No i właśnie, Elon Musk bez żadnego doświadczenia inżynierskiego... Wbrew pozorom nie ma go również, jeśli chodzi o branżę samochodową, więc wziął się do tego kompletnie bez znajomości tematyki kosmicznej. Skrzyknął jakąś bandę dziwnych ludzi, czasami w ogóle też niezwiązanych z nauką czy technologią i obiecał, że zbuduje rewolucyjną rakietę, która będzie mogła wynosić towary, wynosić ładunki poza Ziemię, no i wracać nie korzystając ze spadochronu.
Uwaga, w 2002 roku to brzmiało tak jakby jakiś garażowy startup z ludźmi spoza branży odgrażał się, że będzie konkurował z Amazonem czy Applem jak równy z równym. Nikt, ale to nikt ani w NASA, ani w armii amerykańskiej w ogóle nie traktował Muska poważnie, czy również też oczywiście cała konkurencja, która już gdzieś istniała i sobie raczkowała. Wszyscy uważali, że to są po prostu szaleńcze popisy, że taka wizja nie ma się racji spełnić, dlatego że ona zbyt odbiegała od tego, co było przyjmowane za rynkowy konsensus. I uwaga, w wyniku olbrzymiego szczęścia, naprawdę olbrzymiego, ale żeby o tym się przekonać, to musicie przeczytać sami, polecam książkę Odlot, opisującą pierwsze lata SpaceX. Więc było szczęście, był niesamowity upór samego Musk, jak i ludzi, ich talentów, tych ludzi, którzy się z nim...
Byli przeznaczani do takiej grupy właśnie astronautów, ludzi, którzy mogli zasiąść za sterami statków kosmicznych. No dobra, ale co to oznacza dla całego świata? Przede wszystkim dla Amerykanów oznacza to dumę z tego, że to ich firma obsługuje właściwie zmonopolizowała loty kosmiczne. Po drugie, amerykańska armia może w końcu odetchnąć z ulgą mają zaufanego amerykańskiego dostawcę, który wspiera ich program kosmiczny, a NASA może pomyśleć śmielej o powtórnym lądowaniu i założeniu stałej bazy na Księżycu, oczywiście z pomocą SpaceXa. Ale to też oznacza, że cała reszta innych podmiotów dostała olbrzymią szansę, aby skorzystać z taniejących usług związanych z wożeniem ładunku w kosmos, bo to SpaceX stał się, jak powiedziałem, monopolistą i taką taksówką kosmiczną, oferującą radykalnie mniejsze ceny właśnie za transport cargo, czyli ładunku na orbitę, za pomocą swoich rakiet z serii Falcon.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Ile jest wart sektor kosmiczny? Czy polskie firmy są w nim obecne? Jak wyglądała historia "złotej ery" NASA lotów w kosmos? Kiedy polecimy na Marsa? Jakie startupy powstają w oparciu o Space 3.0? Zapraszam do wysłuchania mojego najnowszego podcastu!
Jeśli spodoba Ci się ten odcinek to zapraszam do płatnej subskrypcji mojego newslettera. W jej ramach otrzymasz dostęp do ponad 327 tekstów, 12 godzin unikalnych treści związanych z zakładaniem i rozwojem startupu, dostęp do zamkniętej społeczności oraz 8 newsletterów w miesiącu z raportami i analizami. Zapraszam!