S06E40: "Mulholland Drive" (2001) -- CLASSIC
Opowiadam o filmie "Mulholland Drive" (2001) w reżyserii Davida Lyncha.
16 powodów, dla których kocham Mulholland Drive. Powód pierwszy. Mulholland Drive zmienia krytyków w poetów. Mało który film w historii kina jest tak wielkim wyzwaniem dla krytyka filmowego, chcącego stworzyć tekst zarówno trafny, jak i posiadający swoją własną literacką wartość, jak właśnie Mulholland Drive, film Davida Lyncha z roku 2001. Poszukując tekstów, które trafnie oddałyby magię tego filmu, trafimy na wiele znakomitych piór. Pisali o tym w filmie Jim Hoberman, Jonathan Rosenbaum, admirator twórczości Davida Lyncha, Dennis Lim, a także wielu, wielu...
Jego Mulholland Drive zaprowadziło go do innych terytoriów. Coś z tego, skoro pozostawił po sobie teksty, nie zawaham się powiedzieć, genialne. Recenzja Łukasza Wojdana z filmu Mulholland Drive jest drobniutka. To zaledwie jedna strona tekstu. Jednocześnie wydaje mi się, że jest to jeden z tych tekstów krytyki światowej, który najcelniej trafia w to. Czym jest wyjątkowe osiągnięcie Davida Lyncha w filmie Mulholland Drive? Pozwólcie, że przeczytam dwa dłuższe akapity, bo ja tego bym lepiej nie ujął. Łukasz Wojdan pisze... Mulholland Drive to, wbrew pozorom, film dość, jak na Lyncha, skromny.
Zagadka tkwi bowiem w doprowadzeniu sztuki filmowej na niezwykły poziom suwerenności i odrębności. Wszystko niemal co w Mulholland Drive zostaje opowiedziane, to słowo staje się w tym przypadku nieadekwatne, nie będziemy jednak klecić na prędce czegoś bardziej trafnego, Jakby trafiało prosto w mózg, jak pocisk, który przebija filtry wzroku i słuchu i wszelkiego rozumienia, analizowania, nie zostawiając na nich ani śladu. Dlatego wyjaśnienie kryminalnej zagadki tego filmu mija się z celem. Została ona rozwiązana, ale to rozwiązanie niedostępne jest zwykłym formom naszej artykulacji. Musielibyśmy zrobić film, żeby udowodnić, że zrozumieliśmy.
Powstałby jednak wtedy Mulholland Drive, podobnie jak w przypadku borgesowskiego Piera Menarda. Jak bowiem moglibyśmy na chłodno wyjaśnić taką zagadkę, gdy zarówno przy jej stawianiu, jak i przy rozwiązywaniu nie miała udziału logika? Rezygnacja z logiki w tej rozbitej, jakby zdemontowanej i poskładanej na nowo, już bez udziału jakichkolwiek obiektywnych reguł historii jest decyzją ostateczną i kardynalną, ale zdaje się programową. To rezygnacja z tradycyjnego języka sztuki, z logicznego następstwa zdarzeń, od zarania wszelkiej narracji będącej fundamentem sensu. To sen opowiedziany językiem snu, bowiem w żaden inny sposób nie da się go przekazać, a kto kiedykolwiek próbował opowiedzieć swój sen, wie jaka bezsilność rodzi się w nas, gdy nasze własne usta przeczą temu, cośmy widzieli, co oczarowało nas lub przeraziło, a co teraz opisujemy tak fałszywie.
Zniknięcie Łukasza Wojdana z kina i z szerszego środowiska krytyczno-filmowego przez lata i lata było dla mnie wielką zagadką budzącą i fascynację i pewien niepokój. Niedawna facebookowa peregrynacja Uspokoiła mnie i cieszę się, że żyje on swoim szczęśliwym życiem, a mam wrażenie, że tą recenzją, nie rzucam tych słów na wiatr, doprowadził sztukę pisania recenzji filmowej w języku polskim na tak wysoki poziom, że trudno byłoby tę poprzeczkę zawiesić wyżej. Odsyłam was do całego archiwalnego tekstu. Dwa numery później, w marcu 2022 roku, Mulholland Drive uczyniło poetą jeszcze innego krytyka filmowego, a właściwie genialnego filmowego dziejopisa, jakim jest Adam Garbicz, twórca pięciotomowego ostatecznie kina wehikułu magicznego, czyli potężnego zestawu pięciu tomiszcz, opisującego całą historię kina poprzez poszczególne
Adam Garbicz nie pisywał często w latach 2000. Zresztą nadal bardzo rzadko można znaleźć jakiś jego tekst. Oceniał długo filmy w ekranach. Ale negatywna opinia o Mulholland Drive, jaką wyraził w swojej kaneńskiej relacji z roku 2001 Jerzy Płażewski, Donosząc z festiwalu, na którym Złotą Palmę zgarnął pokój syna, na niego Morettiego, a nagrodę za reżyserię, podzielili David Lynch i bracia Coen za Mulholland Drive i za Człowieka, którego nie było, którego notabene także genialnie zrecenzował w kinie Łukasz Wojdan, dodam. Otóż Adam Garbicz najwyraźniej poczuł się tak rozsierdzony tym tekstem i także osobnym esejem, jaki Jerzy Płażewski w bardzo negatywnym tonie zamieścił na temat Davida Lyncha.
Ten tekst nazywał się chyba Reguła Lyncha i jej filmowe konsekwencje, jeśli dobrze pamiętam. Taki długie dowodzenie, że Lynch nie wie o czym mówi, że jest to, pamiętam tą frazę do dzisiaj, kliniczny przykład filmowego jąkania. Otóż rozsierdzony tymi opiniami Adam Garbicz napisał genialny esej z kilkoma zjadliwymi ustępami poświęconymi niezrozumieniu Lyncha przez niewymienionego w tym tekście antagonistę, którym był jednak z całą pewnością Jerzy Płażewski. I Adam Garbicz zakończył swój tekst O tym rzekomo niezrozumiałym filmie, jakim jest Mulholland Drive, który na przestrzeni 2,5 godziny prezentuje nam labirynt fabularny, w pierwszym kontakcie trudny do zrozumienia, Adam Garbicz w nonchalanskim geście w dwóch króciutkich akapitach
Malholland Drive to tragiczna historia kanadyjskiej dziewczyny, która przyjechała po aktorską sławę do Los Angeles, przeżyła niepowodzenie i nieszczęśliwą miłość do bardziej fortunnej Kamili, Straciła równowagę psychiczną, zleciła zabójstwo kochanki i po jej śmierci strzela sobie w głowę. Przekaz stworzy pięć nierównych części. Reminiscencja w prologu , oniryczne rojenia , relacja bezpośrednia , Seria retrospekcji subiektywnych i obiektywnych i paranoja ostatnich chwil samobójczyni .
Można opowiedzieć Mulholland Drive w sposób prosty, żołnierskimi słowy, ze stoperem w ręku, jak uczynił to w geście zarazem dowcipnym, jak i prowokującym Adam Garbage, ale tym odcinkiem pragnę skierować jeszcze 15 kolejnych reflektorów na aspekty tego arcydzieła, które podziwiam i które sprawiają, że regularnie do niego. A zatem na tej liście 16 powodów, dla których kocham Mulholland Drive, pora na powód drugi. Mulholland Drive to najlepszy film o Hollywood. W wydanej niedawno, dosłownie parę tygodni temu, W autobiografii aktora Ala Pacino przetłumaczonej na polski przez Dariusza Żukowskiego znajdują się fragmenty opisujące stosunek Ala Pacino wychowanego na Bronxie Nowojorczyka do Los Angeles, Hollywood, do fabryki snów zlokalizowanej pod wiecznie świecącym kalifornijskim słońcem.
Poważnie? Zdziwiłem się. Kilka tygodni później poszedłem na inne pooskarowe przyjęcie w Century City. I teraz zwracam uwagę, bo to co tu będzie opisane to jest jak scena z Mulholland Drive. Z eleganckiego mieszkania, w którym zabrała się cała śmietanka towarzyska, widać było panoramę Hollywood. Naprawdę dobrze się bawiłem, było z kim pogadać. Tamtego wieczoru poznałem nawet Oprah Winfrey. Gdy już razem z przyjaciółką miałem wychodzić, zobaczyłem pewną kobietę. Aktorkę. I to całkiem dobrą. Siedziała z drinkiem w ręku, cała, we łzach. Postanowiłem podejść i zapytać, czy mogę pomóc. Co się stało? Wszystko w porządku? Spojrzała na mnie zapłakana i odparła. Chyba coś chlapnęłam do niewłaściwej osoby. Kiedy zapoznałem się z autobiografią Ala Pacino, jej tytuł to Sony Boy,
Niebywale uderzył mnie ten fragment, bo wyczułem, jak ogromne emocje, jak ogromne napięcie zostało uwolnione w płaczu tej kobiety. W każdym miejscu, w którym stawki są tak wysokie, nie chodzi mi tylko o stawki budżetowe, S06E40. S06E40. Ciągłe wystawienie na cudze spojrzenie, na cudzą ocenę i na to, że żaden sukces nie może być scementowany w podstawę ciągłego dobrobytu, tylko że za każdym razem, z każdym kolejnym przesłuchaniem niejako zaczyna się na nowo, to wszystko musi tworzyć atmosferę niebywale trudną, niebywale toksyczną, jednocześnie pełną blasku, ale pod tym blaskiem, jak wiemy, nie tylko z Mulholland Drive mogą się kryć prawdziwe demony.
Jeśli mówię, że Mulholland Drive to najlepszy film o Hollywood w historii, oczywiście wpisuję go w długi łańcuch wspaniałych dzieł. W tym podcaście omawiałem chociażby bulwar zachodzącego słońca, do którego bezpośrednie odwołania znajdują się w filmie Davida Lyncha. Zwróćcie uwagę, że kiedy Betty idzie na swoje ważne przesłuchanie, W bramie wytwórni, przez którą za chwilkę przejdzie, stoi limuzyna Isotta Frascini, która należała do Glory Swanson, Normy Desmond w tamtym filmie. I tak dalej, i tak dalej. Można by wymieniać filmy takie jak Piękny i zły, Wielki nóż, czy późniejszą adaptację wybitnej powieści Nathanaela Westa, Dzień szarańczy.
Ten łańcuszek hollywoodzkich filmów jest bardzo długi, ale to, czego Lynch genialnie dotknął w Mulholland Drive, rozdzielając swój film niemal w sposób chemiczny, tak jak olej oddziela się od wody, na gwałtowną, sacharynowo-arszenikową fantazję, sen aktorki, której w Los Angeles nie wychodzi, która nie może się przebić, która wlewa ogromne kubły energii w karierę, która nie może wystartować z miejsca. Otóż oddzielając ów sen od tej plugawej rzeczywistości, w której przesypia ona całe dnie w depresji w mieszkanku z szarymi ścianami, które może się kojarzyć z mieszkaniem Doroty Valens w Blue Velvet, właśnie poprzez to oddzielenie, poprzez zestawienie tych dwóch puzzli życia i snu i przemieszanie ich w sposób mistrzowski,
Ten film, Mulholland Drive, jest o tym, co się dzieje, kiedy marzenie o sławie staje się zbiorowym fetyszem i globalną kompulsją. Cudowna scena przesłuchania do filmu, kiedy to Betty zaskakuje wszystkich, interpretacją banalnego scenariusza. Do tej sceny jeszcze wrócę. Kończy się krótkim przejściem przez korytarz budynku produkcyjnego, gdzie Betty rozmawia z reżyserką castingu Martą Johnson i jej asystentką Nikki. Dziewczyna jest zaszokowana poziomem okrucieństwa słów, jakie kobiety wypowiadają o ludziach, z którymi przed chwilą siedziały w pokoju i do których uśmiechały się szeroko. Mowa o reżyserze, o producencie itd. Betty jest zaszokowana. Przecież ci ludzie wydawali się tacy mili, a wy przed chwilą uśmiechałyście się do nich.
Pozdrowienia dla Łukasza Wojdana, jak pocisk. I zaczyna komediową, makabryczną farsę. Ale znając już cały film, wiemy, że to tak naprawdę umysł Diane Selwyn pracuje w taki sposób, aby rozgrzeszyć własne poczucie winy za zlecenie zabójstwa swojej byłej kochanki. I w tym śnie makabryczne zlecenie zmienia się w makabryczną komedię, zdejmując ciężar z zabójstwa. Oczywiście tylko na czas trwającego snu. Jednym z najbardziej dojmujących komentarzy na temat Hollywoodu, jaki pojawia się w Mulholland Drive i na temat ceny Hollywoodu, to ten, w którym we śnie Rita i Betty wchodzą do mieszkania Diane Selwyn i czują smród rozkładającego się ciała.
Troszkę jak w portrecie Doriana Gray'a, innej opowieści opartej na Cienie aspiracji i rozdwojeniu rzeczywistości i fantazji. Okazuje się, że ceną za tą słoneczną, uśmiechniętą rzeczywistość różowego hollywoodzkiego snu jest ukryte gdzieś cuchnące ciało. Jak wiemy, takie zestawienia są Lynchowi bliskie. To w końcu on nurkował w soczyście zielony trawnik amerykańskiego przedmieścia po to, aby odnaleźć tam pełzające robactwo. W tym filmie rozpisuje on ten dualizm na całość słynnego kalifornijskiego miasta, jakim jest LA. Powód trzeci. Mulholland Drive to film, który z martwych wstał.
Historia powstania Mulholland Drive była opowiedziana już wiele razy, tutaj tylko ją krótko podsumuję. To, co dzisiaj znamy jako Mulholland Drive, czyli film, który w maju 2001 roku miał swoją premierę na Festiwalu Kaneńskim, to drugie wcielenie historii, która po raz pierwszy zmaterializowała się w roku 1999 jako 88-minutowy pilot serialu telewizyjnego. David Lynch rozważał nakręcenie spin-offa, czyli serialu pokrewnego. Twin Peaks i razem z współscenarzystą i współtwórcą Twin Peaks Markiem Frostem rozmawiali o tym, że być może postać Audrey z tamtego serialu mogłaby się wybrać do Los Angeles w nadziei na zostanie aktorką i jej przygody byłyby taką osnową innego serialu, który byłby nazwany równie geograficznie, to znaczy byłby nazwany właśnie Mulholland Drive.
Ten pilot powstał w dwóch wersjach, 125 minutowej i skróconej 88 minutowej. Został wyświetlony dla decydentów w stacji ABC. Co ciekawe i do czego jeszcze wrócę, zapamiętajcie tę informację. Był on wyprodukowany przez Imagine Entertainment i w napisach producenckich do pilota możecie zobaczyć nazwiska Rona Howarda i Briana Graisera. Zapamiętajcie proszę tę informację. Troszkę tak jak w Mulholland, ona wróci jeszcze pod koniec tego odcinka, tylko w trochę innej formie. No i cóż, pilot został przyjęty źle. Cały pilot możecie obejrzeć na kapryśnej, ale działającej stronie nazywającej się Internet Archive i najkrócej mówiąc, też troszkę upraszczając, pilot to jest mniej więcej to, co w filmie, który znacie, wydarza się aż do obudzenia się Diane Selwyn.
Pilot do Mulholland Drive leżałby sobie gdzieś w archiwach stacji ABC. Gdyby nie plotka. Odsyłam do fragmentu autobiografii Al Pacino. Ludzie zaczęli mówić o tym pilocie. Wyciekły kasety wideo z tym pilotem. Coraz więcej osób zaczęło oglądać. Głównie w świadku filmowym Los Angeles ów pilot. I wieści o nim dotarły także do francuskiego producenta Pierre'a Edelmana. Malholland Drive jako film zawdzięczamy tak naprawdę jego decyzji i decyzji studia Canal, czyli Canal+, aby zainwestować w rozszerzenie filmu do wersji, która miałaby pewne domknięcie. Już na etapie pracy nad pilotem pojawiły się takie pomysły nakręcenia pewnej kody, która mogłaby domknąć ów pilot i można by sprzedać ten film na rynek telewizyjny europejski, ale David Lynch potrzebował czasu i tak naprawdę dopiero po półtorej roku, kiedy zostały zebrane pieniądze przez
Piera Edelmana. Nakręcił resztę materiału. Wszystko to było tak naprawdę życiem po życiu i dlatego wydaje mi się piękne, że Mulholland Drive to film, który z martwych wstał i co więcej, pomysł Lyncha, na który wpadł, bo oczywiście Lynch jest tutaj także scenarzystą, KONIEC!
Otóż Lynch wpadł właśnie na to, że te wszystkie otwarte wydarzenia zostaną przetworzone jako elementy snu i że ten ostatni segment pokaże trochę, cudzysłów, rzeczywiste wypadki, które w ramach tych onirycznych rojeń zostały przetworzone w materię sennego marzenia, a właściwie sennego koszmaru. Zrobił to w sposób niesłychanie precyzyjny i genialny, a o tym, jak dokładnie przebiegają te połączenia, powiem w osobnym punkcie. Warto jednak docenić niezwykłość tego artystycznego gestu, bo nadając Mulholland Drive ową ramę w postaci Diane Selwyn i tego drugiego wcielenia bohaterki, którą poznaliśmy wyłącznie jako radosną i słoneczną Betty,
To jest ruch jednocześnie radykalny, bardzo skomplikowany narracyjnie, a zarazem czyniący z Mulholland Drive to właściwe arcydzieło, które znamy. A zatem do wszystkich zalet i cnót tego filmu należy dopisać także i to, że jest to film, który z martwych wstał z popiołów skasowanej produkcji telewizyjnej. Powód czwarty łączy się z powodem trzecim. Mulholland Drive to film najlepiej ukazujący pracę snu. Praca snu to pojęcie z zakresu psychoanalizy freudowskiej, w której ja nie jestem ekspertem, ale film Mulholland Drive może służyć niemal jako książkowy przykład tego, jak wydarzenia z rzeczywistego życia
Film dokumentalny pod tytułem Lynch Oz zasugerował bardzo mocno, że każdy film Davida Lyncha jest poniekąd remake'iem Czarnoksiężnika z Oz. I chyba nigdzie nie ma to większego zastosowania niż właśnie w Mulholland Drive. Cały czarodziej z Oz jest tak naprawdę fantazją Dorotki, która straciła przytomność w trakcie tornada i która przetwarza elementy ze swojego życia, takie jak ciocia i wujek, z którymi wyrasta, czy pracownicy farmy w Kansas, na której ona właśnie dorasta. Te wszystkie osoby pojawiają się w jej technikolorowym śnie jako strach na wróble, jako blaszany drwal, John Thorne Reimagining David Lynch's Mulholland Drive
To jest moment, w którym matka Adama, reżysera, granego przez Justina Theroux, przedstawia się jej w trakcie tego hollywoodzkiego przyjęcia i mówi, mów do mnie Coco, wszyscy mnie tak nazywają. Dokładnie te słowa wypowiada konsjerszka w śnie do Betty, czyli tego awatara, Diane. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Można by wymieniać te rymy bez końca i to także czynią rozliczne eseje wizualne i dziesiątki wideo, jakie na bazie fanowskiego zachwytu tym filmem wyrosły w przeciągu ostatnich dwóch dekad i bez problemu znajdziecie takie analizy. Wystarczy wpisać Mulholland Drive Explained i natychmiast pojawiają się niemalże całe diagramy.
Mulholland Drive to film, który najlepiej wyjaśnia proces castingu i zdjęć próbnych. No, to jest absolutnie kultowy element tego filmu. Betty w sekwencji sennej przygotowuje się do przesłuchania, do roli. Pomaga jej w tym jej nowa współlokatorka Rita. Czytając na sucho linijki dialogowe, a Betty gra. Gra młodą kobietę, która próbuje wyrzucić z domu starszego mężczyznę, najlepszego przyjaciela jej ojca, z którym najwyraźniej łączy ją jakaś erotyczna relacja, której ona w tym momencie już nie chce. Nie wiemy tego do końca, co te słowa padające oznaczają.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.