Przyczyny wyjazdu na Majorkę, George Sand i Chopina, okazały się troiste. Po pierwsze, zazdrość Malfila o Chopina. Po drugie, reumatyzm piętnastoletniego Morrisa, syna George Sand, który słabował od najwcześniejszej młodości. Po trzecie, kaszel Chopina. Georges Sond zabrała syna, dziesięcioletnią córkę Solange, służącą i wyjechała do Perpignan. W irenejskim mieście Georges Sond bawiła w nim przed kilkoma miesiącami z Malfilem i Solange, tak szczęśliwie wydobytą z łapsk swojego męża.
Wypłyniesz daleko, po śmierci w wodzie szczęśliwy. Ale nie tamtej zimy. Tamta zima wyszczerzyła zęby. Listopad 1838 roku. Było dobrze. Maurice zachwycony. Solange zachwycona. Chopin zachwycony. Dędają cytryny, dędają pomarańcze. Georges Sand mniej zachwycona. W palmie hałaśliwie i podejrzanie. Georges Sand znalazła dla, jak pisała, swojej czutki willę Saint-Van, dom wiatru. wiosce Establimont, 8 kilometrów od Palmy, ku północnej stronie.
Grzali kozą, nawet nie kozą, ale węglem drzewnym w otwartym koszu. Smród, swąd, dym. Od tego czasu Chopin lękał się, że śmierdzi potem. Kąpał się w Paryżu trzy razy dziennie, w ciepłej wodzie. Nie pomagał. Chopin kaszlał coraz bardziej. Maurice się dusił. Właściciel willi, przerażony kaszlem Chopina, bo gruźlicy na Balearach i w całej Katalonii ludzie bali się jak dżumy. Solange płacze. Georges Sond pali cygara i przeklina. Goście chorują na płuca, czyli prawie jak na dżumę. Trzeba spalić łóżko, trzeba spalić sekretarzy, trzeba spalić wszystkie meble, trzeba spalić bieliznę, najlepiej spalić Chopina.
Playel na szczęście jeszcze nie przypłynął. Kaszel Chopina, krew Chopina, Maurice też się potł słabo. George Sond wzywa trzech lekarzy. roku. Chopin napisał list do Juliana Fontany. Chorowałem przez ostatnie dwa tygodnie jak pies. Zaziębiłem się mimo osiemnastu stopni ciepła. Róż, pomarańcz, palc i fik. Trzech doktorów z całej wyspy najsławniejszych. Jeden wochał, co mplu. Drugi stukał, skąd mplu. Trzeci bacał i słuchał, jak mplu. Jeden mówił, żem zdech. Drugi, że zdycham. Trzeci, że zdechnę. Ledwo żem powstrzymał, żeby mi krwi nie puszczali i żadnych wizykatorii nie wstawiali.
Niekiedy powiadają, że George Sand, niektórzy powiadają, że George Sand wyprawiała się poporowiąc dla swych dzieci, czyli dla swych dzieci rodzonych i dla Chopina, do palmy. Po pierwsze dlatego, że w miasteczku przerażeni kaszem Chopina mieszkańcy niczego nie chcieli sprzedać. Może nie mieli niczego do sprzedania. Po drugie dlatego, że Chopin nie cierpiał oliwy, a zdobycie innego tłuszczu graniczyło z cudem. George Sand nie wyprawiała się chyba jednak po prowian do palmy. Bo nawet dzisiaj wyprawa to długa i daleka, a w tamtym czasie wręcz niemożliwa.
Podróż w jedną stronę dyliżansem musiałaby trwać cały dzień. Skąd zdobywała George Sand żywność? Pewnie sportu, schodzenie, targi, wspinanie się z koszami w deszczu, w tujawicy. Koszmar. Lorson nie skarżyła się na nic. Nieskończenie dzielna. Pisała jak zwykle po nocach. W dzień gotowała, nadzorowała gotowanie służącej dla Chopina, dla Solange i dla Morisa. Mieszkańcy Waldemoza spoglądali na Francuzów z podełba. Pastuchy obrzuciły dzieci żorsząt kamieniami, kiedy nieopatrznie wybrały się na łąkę pod lasem u podnóża klasztoru.
W tytniu 1838 roku lało bez przerwy. Gliniane ściany nasiąknęły desztówką. Chopin grał w uniesieniu, bo fortepian przyjechał, jak bywa w sytuacjach granicznych, kiedy wiadomo, że już niczego się nie utraci, niczego nie zyska, kiedy każda chwila boli, ale otwiera się na wieczność. Dwadzieścia cztery preludia, pośród nich słynne preludium deszczowe Dezdur. Chopin wiedział i Georges Sond wiedziała, że już dłużej nie sposób wytrzymać. Chopin na zimno, na krwawe plociny zobojętniał, ale na widok zmarszczki na płatku róży, cienia muchy na ścianie krwawił.
Umysł odarty żywcem ze skóry, mówiła Georges Sond. Wszystko z wyjątkiem niej i dzieci budziło w nim odrazę i ból. Chopin czekał na wyjazd jak na zbawienie. Jorson była dla Chopina i pozostałych dwójki dzieci aniołem, matką i ojcem. Zawsze wydawało mi się, że jestem czymś więcej niż kobietą, pisała Jorson do Charlotte Marliani. która wraz ze swym mężem Hiszparem tak zachwalała dobroczynny klimat i piękno Majorki. George Sand pisała do Charlotte z Marsylii, kiedy już wynostali się z Chopinem, Solange i z Mauricem z piekła łudząco podobnego do raju.
I George Sand dodała, nie lubię już długich podróży, a raczej nie jestem już w takich warunkach, żebym mogła je lubić. Nie jestem już kawalerem. Czekały ich jeszcze dobre miesiące i sznur szczęśliwych oraz straszliwych chwil. Kilka sezonów no, spokój w Nowych Atenach, w paryskiej dzielnicy artystów. Mieszkał niedaleko w Nowych Atenach Delacroix, nadzwyczaj wyrozumiały dla ślepoty Chopina na malarstwie. Georges Fond odchodziła ku nowym kochani. Chopin odchodził ku śmierci. Jorsond bywała cudownie bezczerna.
Jorsond uprawiała z Chopinem kazirodztwo doskonałe. To jej słowa. A w powieści Lukrecja Noriani opowiedziała o artystce... która zakochała się w młodym księciu Karolu z subtelnie rzeźbioną twarzą, piękną jak u dorosłej, smutnej kobiety bez wieku i płci. – Jesteś więc pani moją matką? – spytał powieściowy książę. – Tak, tak, jestem twoją matką – odpowiedziała, nie myśląc o tym, że może dla Karola zabrzmiało to jak prowokacja. To cytat z powieści George Sand. Tu Paris wiedział, kim był ten książę Karol i kim była ta artystka.
Tu Paris wiedział, z wyjątkiem Chopina, bo Chopin już nie żył. No więc właśnie tak opowiedziałem o związku George Sand i Chopina z Mickiewiczem w tle. i o tym, że było dwóch Chopinów, a właściwie kilku Chopinów w Paryżu i brat owego Jean-Marie Chopina, który był na uczcie u Januszkiewicza. Jean-Marie Chopin miał dwóch braci i jeden z tych braci był malarzem dość wsiętym. To nawet zmienił pisownię swojego nazwiska, dodał przed CS. Wymawiało się tak samo, ale podpisywał się z Chopin.
żeby nie mylić go z Fryderykiem, który takie oto przechodził historię z George Sand, a George Sand z nim. I kto wie, czy diagnoza Mickiewiczowa, a właściwie ostrzeżenie George Sand, żeby nie zadawała się ze swoim trzecim dzieckiem. że w tym ostrzeżeniu Adama Mickiewicza, że Boże, Fryderyk Chopin wyswie i zwampiryzuje, że osądnie było trochę prawdy. Ale tak wyglądała historia na Majorce i tak wyglądała historia w Nową. Długo by jeszcze o tym mówić, ale ja już nie wiem. To niezwykły pasaż śródziemnomorski, ale Panie Profesorze, kiedy Pan Profesor tu skorygował nam błędy, które uczniowie mogą znaleźć w Wikipedia i mogą je znaleźć w internecie, gdzie właśnie ta zagadka wydarzeń z roku 1836 przez Pana Profesora została wyjaśniona, to tam też mogą przeczytać
Są takie tylko szczątkowe listy obecności, ponieważ owszem, była wyłożona księga, przed wejściem do sali, do której można się było wpisywać. Ale wpisywał się kto chciał, a większość uczestników się nie wpisywała. Ponieważ liczba wpisów w tej księdze zupełnie nie odpowiada liczbie słuchaczy. Ponieważ wiadomo było, że było ich znacznie więcej niż wpisów. Zatem są świadkowie, to znaczy są listy, czy też dokumenty, czy też świadectwa poświadczające obecność George Sorin na sali w Collège de France.
W niektórych świadectwach jest, również są uwagi, że George Sorin, przepraszam, że George Sorin była w towarzystwie Chopina, ale tak było naprawdę, tego spieki z całą pewnością Nie możemy. Jest to bardzo prawdopodobne, że na dwóch, trzech wykładach mogła się George Song pojawić z Chopinem, ale Chopin z własnej inicjatywy, z własnej chęci chyba raczej się nie pojawiał na wykładach Mickiewicza. Dziękujemy, panie profesorze. No i czekamy na kolejny taki niezwykły pasaż i niezwykłą opowieść, ale wtedy pozwolimy sobie do pana profesora zadzwonić, jak będziemy w posiadaniu trzech kolejnych tomów wydawanych właśnie teraz w tłumaczeniu pana profesora, a związanych z paryskimi wykładami Adama Mickiewicza.
Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.