Mentionsy Mentionsy
Smak Karmelu
Smak Karmelu

Rzut oka na siebie (Rozmowy o modlitwie #10)

03.08.2024 ·16 min 12 s · 7 rozdziałów

W wakacyjnych miesiącach mamy Wam do zaproponowania nieco inną formę podcastów: będziemy z Wami krócej, ale częściej. W serii trwających około kwadransa rozmów przyjrzymy się fundamentom modlitwy i najważniejszym fragmentom z tekstów Świętych Karmelu. Od początku września wracamy do Was ze zwykłymi, podcastowymi rozmowami. Oprócz zwrócenia uwagi na Boga Teresa od Jezusa sugeruje, by na początku modlitwy przyjrzeć się także sobie. To, z czym przychodzę na modlitwę, ma znaczenie. A jeśli nie mam kontaktu z tym, co się we mnie dzieje, modlitwa może łatwo stać się bujaniem w obłokach. Rzut oka na siebie, który również należy do modlitwy, będzie tematem naszej dzisiejszej rozmowy. „Że modlitwę należy poprzedzić roztrząśnięciem sumienia, odmówieniem aktu skruchy i znakiem krzyża świętego, tego wam, jako rzeczy wiadomej, mówić nie potrzebuję”. (św. Teresa od Jezusa, Droga doskonałości 26, 1) — Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:⁠Smak Karmelu na Patronite

2:11 · Poznanie siebie i skrucha 1

To znaczy, ja muszę zatrzymując się przed Panem, stając w Jego obecności, muszę wiedzieć kim dzisiaj jestem, jaki dzisiaj jestem, z czym dzisiaj przychodzę, jakie są moje marzenia i plany, jakie emocje przeżywam, jakie wydarzenia dzisiaj miały miejsce, jakie wydarzenia będą miały miejsce. Dlaczego? Dlatego, że skoro, o tym już mówiliśmy wcześniej, modlitwa to jest relacja przyjaźni, czy wchodzenie w tą relację przyjaźni, No to żeby być prawdziwym przyjacielem ja muszę siebie zaprezentować, ja muszę stanąć przed tym moim przyjacielem dokładnie taki jaki jestem, nie mogę przed nim udawać. I na pewno dla św. Teresy od Jezusa bardzo dalekie od tego co mówi jest to, żeby zatrzymywać się tylko na tej negatywnej stronie tego poznania siebie.

6:59 · Znaczenie autentyczności w modlitwie 5

I teraz można powiedzieć, że to poznanie siebie, jaki jestem tu i teraz, ma bardzo poważny wpływ na to, jak to moje spotkanie z Jezusem będzie wyglądać. Ja zawsze daję taki przykład. Mam chore kolano, mam sobie w nim śruby i nie mogę klęczeć, więc Z tego poznania siebie, bardzo prostego faktu, wyciągam wniosek, że pozycja na modlitwie no nie może być klęcząca. No ale to można by było powiedzieć, to już jest pewien stan, który jest w moim przypadku stały, ja już go nigdy nie zmienię i tak dalej. No ale dzisiaj się wyspałem, więc ja mogę spokojnie sobie usiąść w wygodnym fotelu, wziąć Ewangelię do ręki i zacząć ją rozważać. Ale wczoraj, kiedy byłem bardzo niewyspany, to gdybym usiadł w tym wygodnym fotelu, no to bym po prostu od razu zasnął.

Więc to jest bardzo proste wyciągnięcie wniosku z poznania siebie, zobaczmy, na poziomie wręcz biologicznym. Jestem wyspany? Jestem niewyspany. A jak wiele moglibyśmy dobra wyciągnąć z tego, gdybyśmy tak stanęli przed Panem właśnie nawet z tym, co teraz przeżywam. Panie Jezu, ja jestem teraz smutny, ja jestem teraz radosny, ja się teraz czegoś boję. I to nie tylko jest źródłem Intencji do modlitwy, tak, bo jestem smutny, bo odkryłem czy usłyszałem, że moja koleżanka jest chora, no więc przeżywam teraz smutek. To jest pewna intencja, jasne, ale zobaczmy, że to co mogłoby być pewną przeszkodą, no bo te emocje na przykład mogą być źródłem wielu rozproszeń, lęk może być źródłem wielu rozproszeń,

Jeśli ja z tym złapię kontakt na modlitwie chociażby, to to, co do tej pory było źródłem rozproszenia, nagle może się okazać, że będzie źródłem właśnie spotkania z Jezusem, bo ja zacznę z Nim rozmawiać o tym, co ja teraz przeżywam. I co więcej, jeśli na przykład decyduję się później na rozważanie Ewangelii, na przykład z dnia, no to rok temu, tego samego dnia, liturgicznie tego samego dnia, było dokładnie to samo czytanie nam zaproponowane, dokładnie ta sama Ewangelia zaproponowana, Ale w związku z tym, że ja przeżywam teraz coś innego, ja tę Ewangelię odczytuję w zupełnie inny sposób, a nie zrobię tego, jeśli najpierw nie zapytam siebie, jaki ja dzisiaj jestem, co ja dzisiaj przeżywam. Bo to, co ja teraz przeżywam, będzie miało wpływ na to, jak ja w tę relację z Jezusem wejdę.

I ja boję się, czy sam nie akceptuję tego, co aktualnie przeżywam i zaczynam udawać przed tym moim przyjacielem coś, co jest zupełnie nieprawdą o mnie, czyli tak naprawdę z zewnątrz obserwując takie wydarzenie można byłoby powiedzieć, że zapraszam mojego przyjaciela do spotkania z kimś innym. Oszukuję mojego przyjaciela, a w tym przypadku ten przyjaciel, czyli Bóg, jest jeszcze takim przyjacielem, który doskonale wie, nawet lepiej wie ode mnie, co ja przeżywam. Więc zapraszam go do spotkania z jakąś Fata Morganą, która nie istnieje. Wyobrażam sobie zawsze wtedy Jezusa, który jest po prostu smutny, że On chciałby się ze mną spotkać, a nie ma szans, dlatego że ja nakładam na siebie taką maskę osoby, której nie ma tak naprawdę.

Mówię mu, Jezu, ja nie chcę, żebyś się spotykał ze mną prawdziwym. Dlaczego najczęściej? I to jest pułapka fałszywej pokory. No bo przecież ja, taki jaki jestem teraz tutaj, nie zasługuję, żeby się z Tobą spotkać. Ty zasługujesz, bo Cię kocham, jeszcze to później ubieramy w taką konsekrowaną teologiczną mowę, Ty zasługujesz na lepszego mnie. No bo ja cię kocham, ty zasługujesz najlepszą wersję mnie, więc zaczynam udawać. No i jeśli zaczynam udawać przed nim, no to on siedzi przy tym stole, patrzy się na mnie, a właściwie patrzy się na mnie prawdziwego, a ja mu cały czas wskazuję na tego gościa po prawej, który tak naprawdę nie istnieje. Czyli tutaj dochodzimy do, nie wiem, być może paradoksalnego wniosku, że poznajemy siebie po to, żeby dowiedzieć się, kto się właściwie z Bogiem spotyka, bo Bóg i tak doskonale wie, kim jestem i w jakim stanie przed Nim staję i Jemu to moje poznanie siebie nic nie wynosi.

Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.