Mentionsy Mentionsy
Smak Karmelu
Smak Karmelu

Rozmowa powtarzana (Rozmowy o modlitwie #2)

06.07.2024 ·15 min 54 s · 6 rozdziałów

W wakacyjnych miesiącach mamy Wam do zaproponowania nieco inną formę podcastów: będziemy z Wami krócej, ale częściej. W serii trwających około kwadransa rozmów przyjrzymy się fundamentom modlitwy i najważniejszym fragmentom z tekstów Świętych Karmelu. Od początku września wracamy do Was ze zwykłymi, podcastowymi rozmowami. Będziemy dziś rozmawiać o dalszej części „definicji” modlitwy św. Teresy od Jezusa, a konkretnie – o tym, co to znaczy rozmowa „po wiele razy powtarzana”. Treść rozmowy jest ważna, ale może nawet bardziej liczy się to, by do rozmowy wracać często i przy każdej okazji. „Modlitwa bowiem wewnętrzna jest to, zdaniem moim, poufne i przyjacielskie z Bogiem obcowanie i wylewna, po wiele razy powtarzana rozmowa z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje”. (św. Teresa od Jezusa, Księga życia 8, 5) — Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:⁠Smak Karmelu na Patronite

0:00 · Definicja modlitwy Teresy 1

Są przynajmniej dwa elementy, których w ogóle ostatnio nie dotknęliśmy, które też przy takiej pobieżnej lekturze mogą gdzieś umknąć, bo to są takie bardzo krótkie sformułowania, wręcz słowa, przez które gdzieś przeskakujemy, skupiając się oczywiście na tym, co najistotniejsze, ale te elementy, które nawet może do samej istoty nie należą, też są istotne i nie można ich pominąć. Tak, a przynajmniej mają bardzo ogromne, praktyczne znaczenie. Pierwszy element praktyczny, który Teresa zawiera, to jest przebywając często. Po hiszpańsku dosłownie estando muchas veces, czyli wiele razy, po wielokroć. Co to znaczy, czy jak rozumieć to przebywanie po wielokroć z Bogiem na modlitwie? Chyba najprościej zrozumieć to w taki sposób, że modlitwa nie jest rzeczywistością, która raz się zdarzy i koniec.

1:22 · Praktyka modlitwy 1

I często możemy doświadczyć, że jest osoba, z którą się znamy, no i spotykamy się po iluś miesiącach, może po roku, siadamy, cieszymy się, że się udało spotkać, no i tak nagle okazuje się, że po 10 minutach tematy się wyczerpują i następuje tak zwana niezręczna cisza. O tym doświadczeniu pisze świetnie ojciec John Chapman i mówi tak, że jedyny sposób na modlitwę to modlitwa, a sposób na to, żeby modlić się dobrze, to modlić się dużo, a jeśli nie mamy na to czasu, to musimy przynajmniej robić to regularnie. I to jest coś, co też pokazuje, że ta relacja przyjaźni z Bogiem to nie jest coś, co zbudujemy od razu, Tylko musimy po prostu mieć taką praktykę, cierpliwość do tego, żeby wchodzić w tą relację.

3:16 · Porażka w praktyce modlitwy 1

Dokładnie. Więc ta powielokroć i taka długa perspektywa czasowa powoduje, że ta swoboda na tej modlitwie pozwala nam też na różne sposoby tą miłość naszą po prostu do Boga wyrażać. I wszystko to ma służyć właśnie tej świadomości, że On jest i że ja wchodzę z Nim w relacje, w relacje przyjaźni, w relacje miłości, a cała reszta to są podpórki czy środki, jak najbardziej dobre, chwalebne, potrzebne środki, które prowadzą do tego jednego, co jest istotne. Tak i myślę, że od razu warto zaznaczyć, że takie podejście do modlitwy, ono od razu zakłada, że istnieje przestrzeń na, być może będzie to zbyt mocne słowo, ale użyję, na porażkę.

5:53 · Magia modlitwy i wolność w relacji 4

Święty, który na przykład cały czas modlił się na różańcu, ojciec Pio, który ileś tych różańców w ciągu dnia odmawiał. No i może mi się wydawać, że żeby być tak świętym jak ojciec Pio, no muszę tyle różańców odmawiać. A potem przeczytam o innym świętym, który na przykład przez kilka godzin dziennie czytał Pismo Święte. No i się okaże, że żeby zrealizować te wszystkie praktyki, o których wyczytam u świętych, moja doba musiałaby mieć 60 godzin albo i więcej. To jest jedno, natomiast drugi problem jest taki, że Tracę ten wymiar relacji, przyjaźni, a zaczyna się pewne zaliczanie praktyk po to, żeby właśnie zarobić na tą przyjaźń, zmusić Pana Boga, skoro udało się Ojcu Pio, to to znaczy, że dla mnie też musi to zadziałać.

Ale to nawet wydaje mi się, że niebezpieczeństwo może być nie tylko w tym, że się przywiąże do tego, czy zacznę odkrywać sposoby modlitwy Ojca Pio, Księdza Dolindo, Świętej Faustyny i tak dalej i tak dalej. Wspaniali świadkowie, ale może być nawet tak, że ja się przywiąże do swojego sposobu modlitwy. Bo ja zawsze modlę się w trzeciej ławce, w drugiej nawie, przed obliczem Pana Jezusa Miłosiernego, a za mną dwie ławki i przede mną dwie ławki nie ma nikogo. Organista akurat przygrywa Ave Maria i wtedy dopiero modlitwa działa. No gorzej, jak te zewnętrzne warunki nie działają, to co wtedy? Nie ma modlitwy? I ja próbując niejako przez zewnętrzne, kiedyś doświadczyłem wspaniałej modlitwy właśnie w takich warunkach, to ja później próbuję je odtworzyć, niejako zmuszając Pana Boga do tego, żeby On wszedł w tą relację na moich warunkach.

No to jest magia po prostu. Tak, to jest właśnie definicja myślenia magicznego, że poprzez jakąś praktykę, poprzez jakieś konkretne słowa, które wypowiadam, mogę zmusić Boga do określonego działania. Czyli pierwsza sprawa byłaby taka, żeby nie przywiązywać się do jakichś praktyk, o których wyczytam, czyli żeby nie próbować iść czyjąś drogą, ale znaleźć tą moją drogę. Oczywiście mogę się inspirować, mogę się uczyć od innych. No jak najbardziej. Ale jednak nie po to, żeby iść ich drogą i naśladować ich, ale naśladować Chrystusa na mój indywidualny sposób. Święty Ojciec Pio już był. Tak i nie trzeba drugiego, prawdopodobnie. A druga rzecz, o której właśnie mówiłeś, żeby nie przywiązywać się też do mojego sposobu w tym momencie, bo on dzisiaj może być taki, jutro może być inny.

No i w zasadzie rozwój modlitwy na tym polega, że Duch Święty kwestionuje to miejsce, w którym już jestem i chce mnie poprowadzić dalej. Chociaż ja często kurczowo się trzymam, nie puszczę tej praktyki, bo ona tyle mi przyniosła dobra. No a Bóg mówi, no spokojnie, idziemy dalej, tam będzie jeszcze więcej dobra, tylko musisz na razie puścić to, co trzymasz w ręce. Tak, bo Pan Bóg patrzy na tą relację przyjaźni jako ten, który kocha i jako prawdziwy przyjaciel, więc daje tą wolność i daje też, czy może inaczej, jest cierpliwy w tej relacji. On miłuje w tej relacji proces, bo to, co tworzy przyjaźń, to jest właśnie ten proces, nic innego. Po prostu pozwolenie sobie też na popełnienie błędu, na zaryzykowanie, na poszukanie nowej formy,

9:50 · Nieustanna modlitwa i codzienność 4

W przyjaźni możemy pozwolić sobie na pewną brawurę, Dlatego, że ta brawura wynika właśnie z miłości. Miłość zakłada wolność i też pewne pomyłki w tym życiu. Terapia eksperymentalna. Dokładnie. Ale na szczęście mamy takiego, używając tej metafory, mamy takiego lekarza, który nie pozwoli na pomyłki śmiertelne. I jeszcze w kontekście tego wracania do modlitwy wiele razy, może nam tutaj przyjść na pamięć takie zdanie św. Pawła, często w kontekście modlitwy cytowane, mianowicie, módlcie się nieustannie, co też bywa chyba często źle rozumiane. Jako taka próba zmuszenia się do nieustannego myślenia o Panu Bogu, żeby nieustannie o Panu Bogu pamiętać, wręcz próbujemy jakieś takie myśli obsesyjne czy natrętne w sobie wywołać, żeby Bóg nigdy nam z tej świadomej uwagi nie zszedł, co jest tak po ludzku po prostu niemożliwe, bo nasze myśli błądzą w różne rejony.

W niektórych przypadkach byłoby to wręcz niebezpieczne. Wyobraźmy sobie neurochirurga, który wykonuje jakąś super precyzyjną operację i przesunięcie skalpela o milimetr spowodowałoby jakieś śmiertelne wręcz skutki dla tego pacjenta. No więc to nie o to chodzi w tej nieustannej modlitwie. No więc o co chodzi? Tak kontra temu, co powiedziałeś, trzeba też przypomnieć o tym, co mówiła Teresa o Dzieciątka Jezus, że w jej życiu, wydaje się jej, że nie było trzech minut, w których by nie pomyślała o Bogu. Czyli mniej więcej co trzy minuty ona była w stanie o Bogu pomyśleć. Tyle tylko, że to myślenie, czy coś, co można byłoby ewentualnie nazwać praktyką Bożej obecności, ono nie wyrywa z codzienności.

To nie jest tak, że ja się nagle zatrzymuję i ten mój dzień jest poszatkowany na takie kolejne etapy, które są oddzielone tym, że ja o Panu Bogu pomyślałem. Tylko ta nieustanna modlitwa powoduje niejako, że Bóg staje się zatopiony w moją codzienność. To ja wciągam Go w tą moją codzienność, zapraszam. Tak i nawet to co mówisz o Teresie, która co trzy minuty powiedzmy statystycznie co trzy minuty przypomniała sobie o Bogu. Ona tak pisała tylko. Pewnie to była prawda. No tego już tak nie sprawdzimy. W każdym razie to jest bardziej wracanie myślą do Boga, jak taki motyl, który sobie krąży wokół jakiegoś kwiatka i co chwilę na nim przesiada. No to nie jest motyl przekuty do tego kwiatka jakimiś łańcuchami, który nigdy się z niego nie oderwie. Bardziej chodzi o to, że on wokół tego kwiatu krąży i co chwilę na nim przesiada.

Jednocześnie, w przypadku Teresy, Teresa zajmuje się po prostu zwykłymi, codziennymi czynnościami. I to, co dla niej też było bardzo ważne, bardzo istotne, też o tym w jednym miejscu pisze, jest intencja. Że po prostu robi to dla Boga. Ze względu na niego i to jest też jej forma pamięci o nim, że skoro dla niego myje podłogę, no to skupiając się na tym myciu podłogi, no cały czas jest w relacji z nim. To nie znaczy, że ona właśnie jest tak jak mówiłeś wyrwana z tej codzienności, z tego co robi w danym momencie i jest myślami gdzieś inciej. No właśnie to pozwala jej wejść w to doświadczenie codzienności i być w nim w pełni. Tak, zaskakujące jest to, że ktoś kto się modli nie ucieka do nieba, tylko jest coraz bardziej tu i teraz.

Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.