Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Dzieci z Bullerbyn. Cz. 3

22.06.2025 ·24 min 33 s

Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, jest to trzecia część "Dzieci z Bullerbyn" i na razie ostatnia.Uznałam, że po pierwsze trzeba dać "dzieciakom" odetchnąć, a po drugie - chciałabym zachować pewną chronologię książki z czasem realnym, czyli wrócimy na krótko do książeczki kiedy rozpocznie się nowy rok szkolny. I myślę, że to będzie "najzdrowszy" sposób na pogodzenie chęci dokończenia książki z próbą "nie męczenia" Słuchaczy jednym tytułem.😎😉🤣Miłego słuchania i nie byłabym sobą, gdybym nie zaprosiła do subskrybowania kanału (na YouTube też) 😎🤣, a więc zachęcam, zapraszam i ,,witam"😊😊😊

Astrid Lindgren. Dzieci z Bullerbyn. Cz. 3. Śpimy w stogu siana. Pewnego dnia Bosse powiedział do mnie. Dziś Lasse i ja będziemy nocować w stogu siana. I Jolle też, jeśli mu pozwolą. Tylko włóczęce śpią w stogach. Oświadczyłam. Z pewnością nie. Zaprzeczył Bosse. Spytaliśmy się mamę, czy nam pozwoli. Pobiegłam powtórzyć to Brytcie i Annie. — W takim razie my będziemy nocowały w naszym stogu — powiedziały. — I ty też, liso.

Co będzie, jeśli przyjdzie tu prawdziwy włóczęga i położy się niepytając o pozwolenie? – szepnęła Brytta. Leżałyśmy cichutko i myślałyśmy o tym przez chwilę. I wtedy nagle usłyszałyśmy wycie. Straszne, przeraźliwe wycie, jak gdyby tysiąc duchów zawoło naraz. Cud, że nie umarłyśmy. Nie, nie umarłyśmy, tylko zaczęłyśmy wrzeszczeć. Ach, jakże Lasse, Bosse i Olle się śmiali, bo to oni oczywiście tak wyli i siano szeleściło wtedy, kiedy czołgali się do nas. Britta powiedziała, że to bardzo niebezpieczne tak kogoś nastraszyć, bo krew może zakrzepnąć w żyłach temu, kogo się straszy, i obiecała, że powie to swojej mamie.

Wówczas Lasse powiedział, przecież to były tylko żarty, a Bosse dodał, skorzypyto, bezkupyto, Anna twierdziła, że czuje się tak, jak gdyby jej krew trochę już zakrzepła w żyłach. W końcu chłopcy poszli z powrotem na swój stuk. Namyślałyśmy się przez chwilę, czy by się do nich nie przedostać i też ich nie nastraszyć, ale nie miałyśmy już sił, bo tak nam się chciało spać. Obudziło nas pianie koguta w zagrodzie północnej i zimno. Brrr, jak było zimno. Nie wiedziałyśmy, która godzina, lecz myślałyśmy, że z pewnością czas już wstawać. Właśnie w tej samej chwili, gdy przechodziliśmy przez furtkę na wygonie, nadeszli chłopcy ze stogu zagrody środkowej.

Myślałam też o tym, co powie mama, gdy wejdzie następnego ranka i zobaczy, że moje łóżko jest puste. Było mi bardzo żal, więc zaczęłam płakać. Płakałam tak długo, długo. Nagle obudziłam się. Poczułam, że coś dziwnego dzieje się z moim palcem i z początku nie mogłam zrozumieć, co to jest. Potem przypomniałam sobie. To ktoś ciągnął za sznurek. – Anno! – zawołałam, wyskakując z łóżka i poodbiegając do okna. Był jasny dzień. Na dole pod moim oknem stał Lasse i ciągnął za sznurek. – Och, jakaż ja byłam zła! – Oj, oj, oj, nie ciągnij za sznurek!

– krzyknęłam. Lecz Lasse dalej ciągnął. – Zostaw to! – zawołałam. – Dlaczego? – dopytywał się Lasse. Bo sznurek przywiązany jest do mojego dużego palca u nogi. Lasse roześmiał się i zawołał. A to ci dopiero ryba na tej wędce? Potem chciał koniecznie dowiedzieć się, na co mi był potrzebny ten sznurek, ale odeszłam od okna i nie odpowiedziałam mu. Pobiegłam do zagrody północnej. Myślałam, że może Anna uciekła sama. Britta siedziała na schodach i bawiła się z Puszkiem. — Gdzie jest Anna? — zapytałam. — Śpij — odpowiedziała Britta. Poszłam na górę do pokoju dziewczynek.

Że też Agda nie może nauczyć się robić sera jak należy. A ja odparłam. Pani Anderson, może pani sobie robić sama swój stary ser? Właśnie w chwili, gdy to mówiłam, zobaczyłam czuprynę Bossego wystającą zza pagórka, więc ostrzegłam Brytę i Annę. Chłopcy skradają się do nas. I zaraz krzyknęłyśmy do nich. Skoro już zobaczyłyśmy was, to możecie równie dobrze wyjść. Zaraz też wyleźli zazbocza Lasse, Bosse i Olle, lecz zachowywali się głupio i przedrzeźniali nas i krzyczeli, że też Agda nie umie robić starego sera dla pani Anderson. Nie chcieli nas zostawić w spokoju, więc nie mogłyśmy się już dłużej bawić tego dnia.

Lasse chciał, żebyśmy zagrali w piłkę i tak też zrobiliśmy, ale Lasse był niegrzeczny i w dalszym ciągu wołał, że też pani Anderson nie może trochę prędzej się ruszać. Uważaj na piłkę, pani Anderson. Jest tak, jak mówiłam. Chłopcy nie mogą mieć przed nami żadnych tajemnic. Następnego dnia, zaraz po śniadaniu, Lasse, Bosse i Olle znów gdzieś przepadli. Bawiłyśmy się z Brittą i Anną przez całe przedpołudnie w naszej izdebce, a gdy nie miałyśmy już na to więcej ochoty, zaczęłyśmy się zastanawiać, gdzie też właściwie chłopcy przepadają na cały dzień. Nie zastanawiałyśmy się nad tym przedtem, ale teraz przypomniałyśmy sobie, że przecież nie widać ich było prawie przez cały tydzień.

Chyba wieczorem, gdy gramy w piłkę. Musimy ich wyśledzić, zawołała Britta. Tak, powiedziałyśmy z Anną. Będziemy ich śledzić. Musimy się dowiedzieć, co oni właściwie robią. Gdy nadeszła pora obiadu, usiadłyśmy na czatach na schodach. Naprzód. Nadszedł Lasse, po chwili zaś Bosse i znów po chwili Olle. Nie nadchodzili jednak z tej samej strony. Wówczas zrozumiałyśmy, że znów mają jakąś tajemnicę i nie chcą, abyśmy się o niej dowiedziały. Inaczej bowiem na pewno przyszliby wszyscy razem. Miałyśmy ze sobą nasze lalki, żeby chłopcy nie spostrzegli, że ich szpiegujemy.

Bawiłyśmy się lalkami i nie odzywałyśmy się wcale do chłopców. Potem Poszliśmy wszyscy na obiad. Zaraz po obiedzie siadłyśmy znów na schodach. Po chwili wyszedł Lasse. Bawiłyśmy się dalej lalkami. Lasse pobawił się troszkę z Mruczkiem, ot tak sobie, mimochodem. Potem nagle zniknął za węgłem domu. Pobiegłyśmy więc szybko do mego pokoju, gdyż stamtąd mogłyśmy go widzieć z okna. Rozejrzał się ostrożnie, potem pobiegł szybko prosto między krzakami pożyczek i przeskoczył przez kamienny mur okalający nasz ogród. Dalej nie mogłyśmy go już dojrzeć. Wkrótce po nim nadszedł Bosse. Przemknął się ostrożnie w tym samym kierunku co Lasse.

Skakał i szczekał. Wtedy powiedziałyśmy mu – Swip, szukaj, gdzie jest Ole, szukaj Olego. Swip zaczął zaraz węszyć po ziemi, a my biegłyśmy za nim. Biegł na przełaj przez krzaki po rzeczek. Wpadł na pastwisko, a my za nim. Pędził jak szalony pomiędzy krzakami leszczyny i nagle skoczył prosto na Ollego. Bo tam stał Olle, a obok niego Bosse i Lasse. Tam też znajdowała się tajemnica. Była nią chatka, którą chłopcy wybudowali sobie na pastwisku. Ale się zdziwili? Zawołałyśmy. Zdumieni byli rzeczywiście. Nie próbujcie nawet mieć przed nami jakichś tajemnic, powiedziałyśmy.

Odkryjemy je cal po calu. No tak, skoro bierzecie psy gończe do pomocy, powiedział Lassie. Swip skakał i cieszył się bardzo, bo myślał, że zrobił coś bardzo dobrego. Obiecałyśmy mu dużą kość na kolację. Chłopcy zbudowali śliczną chatkę. Przybili gwoździami kilka desek do czterech drzew stojących w czworoboku, tak, że w każdym rogu chatki stało drzewo. Potem powtykali dokoła w ziemię krzaki jałowca i to były ściany, bo nie mieli tyle desek, żeby starczyło – opowiadał Lasse. Mniejsze deski ułożyli jako dach i przykryli je starą, końską derką. – Czy uważacie, że dziewczynki mogą się z nami bawić?

– spytał Lasse chłopców. No, jak sam uważasz, wypąkali, bo chcieli naprzód usłyszeć, jakiego zdania jest Lasse. A Lasse powiedział, że możemy się z nimi bawić. Potem w chatce bawiliśmy się w Indian. Lasse był wodzem i nazywał się Silna Pantera. Bosse rączy jeleń, a Ole drapieżny sęp. Britta musiała nazywać się Mruczącym Niedźwiedziem, a Anna Żółtym Wilkiem, a ja Przebiegłym Lisem. Chciałam się nazywać jakoś ładniej, lecz las se tak mi kazał. Nie mieliśmy ogniska w chatce, lecz udawaliśmy, że je mamy i siedzieliśmy dookoła ognia i paliliśmy fajkę pokoju. To jest długi cukierek.

Odkryzłam mały, malutki kawałeczek fajki pokoju. Była pyszna. Chłopcy porobili sobie łuki i strzały. Dla nas zrobili także. Lasse powiedział, że są jeszcze inni Indianie w drugim końcu pastwiska. Nazywają się komanczowie. Są podstępni i niebezpieczni i należy ich wszystkich zgładzić. Wzięliśmy więc nasze łuki i pobiegliśmy pędem przez pastwisko, wznosząc straszliwe ukrzyki. W drugim końcu pastwiska pasły się nasze krowy. Lasse powiedział, że to one są komanczami. O, jakże komanczowie uciekali! Lasse krzyczał coś do nich po indiańsku, lecz nie sądzę, by to rozumiały. Koniec części trzeciej.

Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.