Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Bajanie przy kominku. MALUTKA CZAROWNICA. Cz. III

12.01.2025 ·32 min 2 s

Po reakcjach wygląda na to, że naprawdę polubiliście Malutką Czarownicę. Kruk Abraksas mi przekazał, że zarówno on sam jak i Malutka Czarownica są Wam bardzo wdzięczni za Waszą sympatię i uwagę i również Was kochają😁🥰To chyba będzie jedna z niewielu bajeczek-książeczek, którą przeczytam w całości, ale jest tego warta, prawda?😁

Chłopiec miał na imię Tomasz, a dziewczynka Weronka. Okazało się, że byli rodzeństwem, a ich rodzice posiadali w miasteczku gospodę pod dwoma wołami. Był to okazały zajazd naprzeciwko rękowej studni. – Znam tę gospodę – powiedziała malutka czarownica. – A ty? – zapytał Tomasz znad swojej filiżanki. – Kim ty jesteś? – Spróbuj zgadnąć – zachichotała malutka czarownica. – Nie mam pojęcia. Musisz nam to sama powiedzieć. – Jestem czarownicą, a to mój zaczerwany domek. – Och! – zawołała przestroszona dziewczynka. – Jesteś prawdziwą czarownicą, którą umie czarować?

– Bardzo dziękujemy! – powiedziała Weronka przy pożegnaniu. A może byś nas kiedyś odwiedziła? Oprowadzimy cię po całej gospodzie, pokażemy ci kuchnię, piwnicę, stajnię i wołu Korbiniana. – A któż to jest Korbinian? – zapytał Abraksas. – To nasz ulubieniec – odparł Tomasz. – Można się na nim przejechać. Przyjedziecie? – Przyjedziemy – powiedziała malutka czarownica. – Kiedy wam będzie najwygodniej. W niedzielę za dwa tygodnie, zaproponował Tomasz. Wypada wtedy święto strzeleckie. Spotkamy się na festynie. Załatwione, powiedziała Malutka Czarownica.

Przyjdziemy w niedzielę za czternaście dni. No, mignijcie już. Tomasz i Weronka chwycili się za ręce i pobiegli do miasta. A Malutka Czarownica pomyślała. Żeby to każdy piątek przeleciał tak szybko. Kiedy wracała do domu, nad dachem zaczarowanej chatki zauważyła czarną jak smała chmurę. — Masz si los — zakrakał Abraxas. — Ciotka Rombrontrach zaglądała do nas. — Prawdopodobnie przez komin. — A może to zwyczajna chmura? — rzekła zmartwiona malutka czarownica. Nie widzę tam żadnej miotły.

Biły dzwony, grzmiały moździerze, rozradowane tłumy ludzi ledwo mieściły się na błoniu pod miastem, gdzie zwykle odbywały się zabawy. Malutka Czarownica rozglądała się za Tomaszem i Weronką. Przeciskała się między ludźmi, a kruka Braxas o mało nie skręcił sobie szyi. — Gdzie mogą być ci dwoje? Rodzeństwo bardzo zmartwione siedziało za namiotem rozpiętym na błoniu. Malutka Czarownica po długim szukaniu znalazła je tam. – Co to? – zawołała, potrząsając głową. – Czemu macie takie miny? Jak można się martwić w strzeleckie święto? – My możemy – powiedział Tomasz. – Ojciec oddał naszego wołu na nagrodę.

– Korbiniana? – zapytała Malutka Czarownica. – Tak – zaszluchała Weronka – jako nagrodę dla króla strzelców. – Zwycięzca każe go zabić i upiec – dodał Tomasz – a potem wszyscy strzelcy wspólnie go zjedzą. – A gdyby tego wołu nikt nie wygrał? – zapytała Malutka Czarownica. – Mogłoby przecież tak się zdarzyć. To się nie zdarzy, zaprzeczył Tomasz. Święto strzeleckie bez króla strzelców? To się nie zdarza. Wiele rzeczy się zdarza, odparła malutka Czarownica, która już obmyśliła sobie pewien plan.

– Mnie też – zawoła Weronka. – Chodź – powiedział Tomasz. – To jest także twój wół. Gdyby to było możliwe, dzieci posadziłyby na Korbiniana również i malutką czarownicę, ale ona nie chciała. Tomasz i Weronka musieli więc sami pojechać do miasta. Kapela strzelecka ciągnęła przed nimi i grała wesołe marsze, jeden po drugim. Za nimi szli z kwaśnymi minami kapitan i jego strzelcy. Ludzie ze wszystkich stron machali czapkami i wołali radośnie. – Brawo! Niech żyje król strzelców! Jakiś dziennikarz przycisnął się przez tłum do dzieci, otworzył notes, wydobył ołówek i zapytał.

Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.