Mentionsy Mentionsy
Śląska Opinia
Śląska Opinia

Media w pętli. Robimy się nudni?

05.09.2022 ·29 min 36 s

O biciu piany, powtarzalności i twitterowych wpisach, które stają się wydarzeniami medialnymi rozmawiają Sebastian Pypłacz i publicysta Jakub Dymek.

Przeczytałem twój wpis o tym, że media są i publiczyści, i dziennikarze żyją w takiej pętli, że w poniedziałek wszyscy narzekamy na weekendowy felieton Moczoka, we wtorek narzekamy na Tomasza Lisa, w środę narzekamy na kogoś innego i tak żyjemy od jednego felietonu, który ciągle komentujemy tak samo, do drugiego felietonu, który komentujemy tak samo. Więc dzisiaj właśnie powinniśmy porozmawiać albo o felietonie Matczaka, albo o tym, że Jacek Kruski został zwolniony ponownie z TV PiS i przeprowadzić taką dyskusję o tym, że... Tak, albo o tym, że Tomasz Lis napisał na Twitterze, że PiS rządzi w Polsce dzięki wychowaniu rzeszy ludzi bezrobotnych i niewykształconych.

Chmura ognia i dymu wznosi się błyskawicznie i równie błyskawicznie nie widzimy śladu po tym, co było. Ja rzeczywiście odniosłem się do cotygodniowych już chyba wywiadów i felietonów profesora Matczaka dla Gazety Wyborczej, bo to jest doskonały tego przykład. Profesor Marczak nie jest głupi. On doskonale wie, co robi. On wie, że jeżeli powie kilka rzeczy kontrowersyjnych z punktu widzenia młodej lewicy czy takiej młodej, wyemancypowanej, wielkomiejskiej klasy średniej, to natychmiast rzuci się na niego stado hejterów, którzy będą zarzucać mu płciznę myślenia, głupotę, Dziaderstwo i bumerstwo, ale to tylko tak naprawdę przełoży się na jego większe zasięgi i większą rozpoznawalność i w efekcie tak naprawdę większą rolę w tej debacie publicznej.

I ten rytuał to nie musi być Matczak, to może być jedna z wielu innych osób, ale ten rytuał niestety powtarzamy z zaskakującą i przerażającą regularnością w polskiej i właściwie całej zachodniej debacie publicznej. No właśnie, ale to gdzie jest ta granica, wiesz, rolą dziennikarzy, publicystów jest się oburzać, tylko kiedy to staje się taka szopka, która się cyklicznie odgrywa, a kiedy to jest po prostu oburzanie się i pisanie o czymś i komentowanie czegoś. Gdzie jest ta granica, kiedy to staje się śmieszne? Moim zdaniem granica tego, gdzie staje się to śmieszne jest, tą granicą jest moment, w którym ten spektakl nie służy już niczemu poza odtwarzanie samego spektaklu. To znaczy w moim przekonaniu z tych takich rytualnych ustawek, bo tak to należy nazwać, gdzie lewica pokłóci się z prawicą albo gdzie Janusz Korwin-Mikke powie coś oburzającego albo

Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.