Mentionsy Mentionsy
Ślady | Radio Katowice
Ślady | Radio Katowice

Ślady. Wspólnota kleryków WŚSD w Katowicach. Część 2

08.09.2025 ·45 min 1 s

Drodzy Radiosłuchacze i Przyjaciele audycji "Ślady - Wspólnota". Pora na zapowiedzianą w lipcu, drugą część rozmowy o Panu Bogu, powołaniu i Kościele z diakonami Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Katowicach, a jednocześnie studentami Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego. Ks. Bartek zaprosił do tej części rozmowy kolegów diakona Bartka i Kacpra oraz kl. Piotrka, których mieliście okazję poznać w odcinku lipcowym. Tym razem o swoich niezwykłych i czasem pełnych bojów przygodach z Panem Bogiem opowiedzą księża diakoni: Franciszek Parzyk, Mateusz Raczek, Krystian Salewski i Karol Skura. Serdecznie zapraszamy, bądźcie z nami. 

Witam serdecznie. Przed mikrofonem Dariusz Schmidt. Mówię szczęść Boże w imieniu swoim i realizującego audycję Rafała Drapka. Dziś w śladach pora na zapowiedzianą jeszcze w lipcu drugą część rozmowy o Panu Bogu, powołaniu i kościele z diakonami Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Katowicach, a jednocześnie studentami Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego. Tym razem o swych niezwykłych i czasem pełnych boju w przygodach z Panem Bogiem opowiedzą księża diakoni. Franciszek Parzyk, Mateusz Raczek, Krystian Salewski i Karol Skóra, a rozmowę poprowadzi ksiądz Bartłomiej Kuźnik.

jest szczególna. Jak to powiedział francuski myśliciel André Frossard, Pan Bóg właściwie potrafi liczyć tylko do jednego, bo każdy z nas jest dla Niego bardzo ważny. I tak samo ważni są dziś nasi goście przy mikrofonach. Proszę, przedstawcie się, kto do nas dzisiaj przybywa w tej drugiej części dyptyku. Szczęść Boże, z tej strony diakon Karol Skóra, pochodzę z Rybnika, z Boguszowic Starych, z parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, no i jestem obecnie na piątym roku w seminarium. Mateusz Raczek, pochodzę z parafii św. Krzysztofa w Tychach, również jestem na piątym roku. Franciszek Parzyk, z parafii św. Krzyża w Jaworznej Jeleniu, również na piątym roku.

Dziękuję Ci bardzo, Franku. Mateusz. Ja o kapłaństwie myślałem dwojako. Najpierw jako byłem ministrantem i myślałem na początku w tych właśnie pierwszych myślach, które zrodziły się już w okresie technikum szkoły średniej, bardzo tak technicznie, bardzo zawodowo, że kapłaństwo to jest sposób na życie, że to jest normalny zawód, który będę spełniał, będę sobie tutaj głosił kazania, odprawiał mszę. Zawsze jak byłem mniejszy, no to podpatrywałem księży, jak to robią, I właśnie uważałem ich za takich fachowców od sprawy, nie? No i też tak sobie to zamarzyłem i o tym z Panem Bogiem nie rozmawiałem. Gdzieś tam wtedy taka relacja była bardzo odległa. No i po maturze, w sensie jak napisałem maturę, no to jeszcze przed wynikami tych matur poszedłem do rektora złożyć papiery.

I wtedy to jest takie właśnie ciekawe doświadczenie takiej, jak to dzisiaj nazywam, takiej intymnej relacji na nowo. związania się relacji mojej i Pana Boga, relacji przyjacielskiej, takiej rozmowy naprawdę. No i powiedziałem, OK, spróbuję jeszcze raz z tą maturą. Tym razem nie przygotowując się do niej. To była matura z matematyki, więc to w ogóle poziom dość trudny. No i co ciekawe, właśnie nie przygotowywałem się w ogóle. W sierpniu była jeszcze raz matura poprawkowa, no i podszedłem do niej we wrześniu. Dokładnie 11 września było ogłoszenie wyników. No i ja otwieram ten telefon z tymi wynikami. No i okazało się, że jest pozytywny wynik zdany i tak dalej. No i w tym momencie jakaś euforia we mnie i w ogóle taka radość. I zadzwoniłem później do księdza rektora. To druga taka sytuacja dla mnie zaskakująca. Ksiądz rektor odbierając telefon przywitał się ze mną po imieniu i mówi Mateuszu wiem w jakiej sprawie dzwonisz.

I to było dla mnie takie też zaskakujące. I tak jakoś od tego momentu wszedłem na drogę tego powołania kapłańskiego, ale właśnie powołania już całkiem innego. Takiego powołania, które jest służbą, które jest faktycznie takim byciem, świadkiem, ale byciem też w relacji z Panem Bogiem. Takiej właśnie przyjacielskiej. No i to gdzieś się realizuje przez cały czas mojego pobytu w seminarium. Wielkie dzięki Mateuszu. Karol, jak to było u Ciebie na ziemi rybnickiej? U mnie od zawsze były myśli o byciu księdzem. Nawet częściej one nie wychodziły ode mnie, tylko z ust kogoś innego. Bardzo często słyszałem zdanie, że ty byś był super księdzem, że ty na pewno będziesz księdzem. Swoją drogą też odprawiałem szedla pluszaków jako dziecko, więc ja gdzieś w takich sprawach kościelnych od zawsze też byłem blisko z kościołem, byłem ministrantem, angażowałem się dużo w kościele, więc pewnie też...

Szanowni Państwo, już jesteśmy po przerwie. Ja i moi goście, Karol Skóra, Mateusz Raczek, Franciszek Parzyk i Krystian Salewski. Moi drodzy, pięknie powiedzieliście o swoich niezwykłych historiach powołania. Jak to potem jest w seminarium? Też powiedzmy to z myślą o tych, którzy coś takiego podobnego czują. Jaki jest ten czas? Czy tego się należy bać? Czy warto w to iść? Warto spróbować? To może ja powiem, że przed seminarium ja się bardzo bałem. Pierwsze dwa tygodnie, pamiętam, na roku propedeutycznym to za bardzo do nikogo się nie odzywałem, bo w mnie panował taki dość duży strach. Wszyscy myśleli, że jestem takim dziwakiem, ale gdzieś po czasie, też otwierając się na innych, przede wszystkim na Pana Boga, On gdzieś mocno niwelował ten strach i pokazywał prostą drogę,

Bardzo poważnie o to dopytuję. Nie chcę tego zinfantylizować. To jest niezwykłe zjawisko, które oplata cały świat. Też w swoim dzieciństwie tego doświadczyłem. Wprawdzie interesowało mnie bardziej zorganizowanie mszy i mikrofonów. Dziadek mi tam zorganizował jakieś mikrofony, bo ksiądz miał mikrofony, to ja też chciałem mieć. U chrześniaków też to potem widziałem. No niezwykłe to jest. Chciałem, żeby to wybrzmiało też tam. Msza dla pluszaków czy... Ale bracia Leona XIV mówią, że kiedy chcieli się bawić w dzieciństwie, to on ich tam zwoływał i nie, nie, nie, nie, nie, wy będziecie mi ludem Bożym, a on odprawiał mszę. Ale już wracamy do tego podstawowego pytania, Mateuszu. Ja myślę, że to jest trochę jak ze skokiem na bungee, bo ja na przykład takie moje pierwsze doświadczenie seminarium miałem chyba podobnie jak mój kolega Krystian.

No i tak też jest w moim przypadku, że mam te relacje w seminarium, które też niosą mnie do przodu. Dokładnie, to jest istota też seminarium, doświadczenie wspólnoty, dlatego niektóre seminaria też się dzisiaj łączy, aby ta grupa była większa. osób, wśród których możemy doświadczyć wspólnoty Kościoła, do którego jesteśmy posłani potem po święceniach. Franciszku? Ja takie porównanie z Władcy Pierścieni, szczególnie z filmu, jest taka scena, kiedy oni stoją przed takim lasem, który jest taki bardzo groźny, ciemny. niebezpieczny i dla mnie seminarium też nie było łatwym czasem. Też mówiłem, że to było kilka etapów i powrotów także do seminarium. Natomiast pewnie to się gdzieś łączy z tym, co Mateusz powiedział, że mam jakby cały czas przekonanie i tak patrząc już trochę wstecz na seminarium, że to jest troszkę patrzenie w stronę celu, który jest na końcu.

Krystian? A ja się podzielę takimi słowami, które usłyszałem miesiąc przed moim wstąpieniem do seminarium, a które w jakiś sposób mnie niosły przez ten czas, którego bardzo się bałem na początku. Tak jak Mateusz mówił, też byłem przerażony i w tym pierwszym tygodniu chciałem pakować swoje walizki, a nawet może bardziej precyzyjnie nie rozpakowywać się w ogóle. Bo już chciałem wyjeżdżać. Ale teraz podpisuję się pod tymi słowami. To były słowa, że czas seminarium to jest taki wyjątkowy czas, bo nigdy wcześniej, ani nigdy później, jeśli nawet mnie wyświęcą, czy nie wyświęcą, to nie będę miał tyle czasu dla Pana Boga. Nie będę miał tyle czasu na swoją osobistą relację. I to faktycznie są słowa, które mnie wzmocniły. W czasie seminarium faktycznie mogłem się tylko i wyłącznie na nim skupić, na tej osobistej relacji, by później po oświęceniach się tą relacją dzielić, o tej relacji świadczyć.

Nie było mnie jeszcze na tym świecie, a nawet w planach nie było mnie. Ja wtedy jako poważny młodzieniec chodziłem do przedszkola w tym roku. Mateuszu? Tematem mojej pracy jest ksiądz Stanisław Szymecki, rektor Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie w latach 1968-1978. Naprawdę? Naprawdę. No toż to i arcybiskup Zimoń i Szymecki, oni współpracowali ze sobą. Też o tym właśnie piszę w pracy. Jest to, ale usiedliście jeden obok drugiego akurat. Franciszek? To ja w stronę teologii systematycznej, teologii dogmatycznej dokładnie i tematem mojej pracy jest papieża Franciszka, refleksja nad neognostycyzmem i neopelagianizmem.

To jest łacińska nazwa mięśnia mostkowo-bojczykowo-sudkowego. Mógłbyś powtórzyć nazwę spokojnie i powoli? Sternoklejdomastoideus. No ja nie pamiętam swojego słowa, które wpisałem. Wiem za to, jakie ksiądz ma ulubione słowo, że to jest mandrylka i to zapamiętałem, ale swojego słowa nie zapamiętałem. Gdybym miał dzisiaj powiedzieć, jakie jest moje ulubione słowo, to jest to szelest. A moja mandrylka to u dentysty się zaczęła ta miłość do mandrylki. Każdy, kto leczy zęby, może zapytać swojego lekarza o ten przedmiot u Mateuszu. Jest to cytat z papieża Franciszka, który w seminarium wszyscy bardzo dobrze znają, bo go powtarzam bardzo często. Jest to cytat z nauki podczas modlitwy anioł pański. Bóg nie męczy się przebaczeniem. I to jest bardzo taki mój cytat, jeden z ulubionych papieża Franciszka.

Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.