[archiwum] Pisarze mordercy
Kamil Barnowski i Daniel Dyk opowiadają historie pisarzy, którzy w swoich książkach opisali prawdziwe zbrodnie. I to te, których dokonali sami. Jest to powtórka odcinka nr 59 - Sceny zbrodni wracają po wakacjach.
Dzisiaj w scenach zbrodni mówimy o pisarzach i o zbrodniach. No to oczywiście musi pojawić się Jerzy Nasierowski. To jedna z najgłośniejszych spraw sądowych lat 70. Znany aktor trafia do więzienia na 25 lat za morderstwo. W więzieniu pisze książkę, która stała się obyczajowym skandalem, mimo że cenzura obcięła połowę tej najbardziej kontrowersyjnej treści. Książka stała się bestsellerem, 70 tysięcy egzemplarzy wyprzedało się z dnia na dzień. Po książkę ustawiały się kolejki dłuższe niż po wędliny przed świętami. Władze nie zgadzają się na dodruk, więc książki odsprzedawane są z drugiej ręki na targowiskach z przebiciem pięciokrotnym. Ale w tej sprawie nic nie jest takie oczywiste.
Jak to u nas może po kolei? Jerzy Nasierowski. Pierwszy spektakl teatralny w 1957 roku, w pierwszym filmie wystąpił w roku 1958. Jego kariera się rozwija, charakterystyczna twarz, kolejne propozycje i teatralne i filmowe, po prostu rosnąca popularność. Wzorcowo. Ale życie prywatne to skandal jak na czasy PRL-u. Jerzy Nasierowski stracił głowę dla młodszego o 19 lat od siebie montera instalacji sanitarnych. Po prostu hydraulika. W dodatku dzisiaj powiedzielibyśmy także bad boy. Wtedy prasa nazywała go inaczej, bo chuliganem. Andrzej Rukuszewicz karany był m.in. za, i tutaj cytuję, znieważenie funkcjonariusza publicznego. Dostał wtedy 6 miesięcy więzienia. Gdy się poznali młody, gniewny, nieznany chłopak i popularny aktor żyjący dostatnio, robiący coraz większą karierę, zdaje się, że wzajemnie się fascynowali.
Nasierowski dowiedział się, że jego kochanek dorabia sobie do zawodu hydraulika w mniej legalny sposób, po prostu włamuje się do mieszkań. Jako, że Nasierowski miał wielu znajomych, wpływowych, a więc i majętnych, zaczął wystawiać swojemu partnerowi coraz to ciekawsze mieszkania. Po jakimś czasie sam zaczął brać udział w skokach. Podobno nie dla pieniędzy, a tu znowu zacytuję, dla romantycznej przygody. Dla Hydraulika to był sposób na biznes, dla aktora to była zabawa, dreszczyk emocji. Jednak jeden skok zmienił tę zabawę w tragedię i odmienił życie obu kochanków. Na ten tragiczny skok Andrzej Rukuszewicz poszedł bez Nasierowskiego, włamał się ze swoim wspólnikiem Maciejem Banasiem do mieszkania słynnej aktorki Miry Zimińskiej.
Mira Zimińska, wielka gwiazda kina międzywojennego, to ona założyła po wojnie Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca, znany dzisiaj jako Zespół Mazowsze. Ale wróćmy do skoku. Pod nieobecność gwiazdy w domu, włamywacze zastali tam jedynie jej gosposię. Zakneblowali starszą panią, ale zrobili to tak gwałtownie i tak mocno, że kobieta zmarła. Milicja błyskawicznie zatrzymała sprawców, ale nie byli to ani wspomniany Hydraulik, ani jego wspólnik, ani mający kierować tymi kradzieżami Jerzy Nasierowski. Zatrzymano trzech chłopaków z poprawczaka, następnie brutalnymi przesłuchaniami i powiedzmy to wprost torturami wymuszono przyznanie się do winy.
Andrzej Rukuszewicz i jego wspólnik Maciej Banaś, a także sam Jerzy Nasierowski. Jego oskarżono o tzw. współudział. Ale gdy przesłuchiwano sprawców, być może z zemsty za wystawienie go organom ścigania, kochanek Nasierowskiego zeznał, że aktor wiedział o wszystkim i że to on wystawił im to mieszkanie, więcej, to on kierował tym skokiem. Opowiedział też o udziale Nasierowskiego we wcześniejszych włamaniach, I tak zarzuty stały się naprawdę poważne. Prasa komunistyczna pisała, człowiek z wyższym wykształceniem, przyjmowany serdecznie w wielu domach, sam podejmujący gości, nie miał odrobiny skrupułów, jakie cechują nawet świat przestępczy, wywodzący się ze środowisk kryminogennych.
Nawet w tamtym bowiem świecie obowiązują zasady, nie okrada się przyjaciół, krewnych, swoich własnych gości. Najgorsi złodzieje mają swoją złodziejską etykę. I tak 11 września 1974 roku Sąd Najwyższy zatwierdził wyrok Sądu Wojewódzkiego. Obu kochanków skazano na kary po 25 lat pozbawienia wolności. W wywiadach Nasierowski mówił Z własnej woli się wystawiłem, ratując przed szubienicą niewinnych ludzi. Dostałem 25 lat. Proces był jednak pokazowy. Posługując się mną, chciano utrzeć nosa elitom artystycznym. Albo byłem prostym złodziejem, no trochę niestety bandziorem, ale nie w tym przestępstwie. Nie był też ze mnie żaden zdalnie kierujący napadem.
W prasie mówił także Uratowałem od stryczka trzech chłopaków. W trakcie ich procesu ujawniłem faktycznych sprawców, a ci ujawnieni zemsty bez dowodów mnie jako rzekomego inspiratora i skazano mnie praktycznie na dożywocie. To właśnie w więzieniu Nasierowski zaczął pisać pod pseudonimem powieści i sztuki teatralne. Napisał także tę słynną książkę Zbrodnia I. Opisał w niej barwny związek 36-letniego aktora i 16-letniego hydraulika. Ich kryminalne przygody, no nie mniej szokujące życie salonów warszawskich PRL-u i pełne erotycznych epizodów. życie skazanych za kratkami. Rękopisem zainteresował się pisarz Roman Bratny. Wstawił się za Nasierowskim i swoimi wpływami doprowadził do jego wcześniejszego zwolnienia w 1982 roku.
Nasierowski wyszedł po 10 latach od siatki. Bratny też na podstawie przeżyć aktora napisał swoją książkę w 1983 roku pod tytułem Rok w trumnie. Ale Bratny stał też za wydaniem książki Zbrodnia I, mimo że była bardzo niewygodna dla ówczesnego systemu. 800 stron, z czego cenzura wyrzuciła połowę. I to, co zostało, i tak stało się skandalicznym bestsellerem 1988 roku. Cały nakład, 70 tysięcy sztuk, rozszedł się w dwa dni. Dodajmy, że po wyjściu z więzienia Nasierowski wrócił do aktorstwa, grał w teatrze, występował w filmach, m.in. zagrał epizod w kultowej komedii Chłopaki nie płaczą.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.