Pukiel farbowanych włosów spada na czarną pelerynę i przez chwilę wygląda na niej jak rogal księżyca na nocnym niebie. Zsuwa się szybko i ląduje gdzieś wśród innych moich kosmyków na podłodze zakładu fryzyrskiego, w którym panuje spory ruch. Obserwuję w lustrze szczupłe, wypielęgnowane palce fryzjera, które dotykają mojej głowy i włosów. Wsuwa w nie grzebień, żeby naciągnąć je nieco. Tnie szybko, z wprawą. Cięcie rozbrzmiewa nad moim uchem, wyraźne i czyste. Ostrza nożyczek napierają na siebie, a potem kłapią kilkukrotnie już bez oporu, gdy przecinają samo powietrze. Przyglądam się sobie. Patrzę w oczy kamie kosowskiej odważniej niż kiedyś. W cieniach pod powiekami czai się wszystko to, co spotkało mnie kilka lat temu.
Pokazano wszystkie 1 dopasowanie. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.