DWA KRAJE. DWIE DROGI. Tylko jedna ma przyszłość
KRYZYS DEMOGRAFICZNY. Co się stanie, kiedy kraj zbuduje potęgę gospodarczą… ale po drodze zapomni, w jakim celu to robi? Dokładnie coś takiego stało się w Korei Południowej. Jednym z najbogatszych krajów świata, który jednak za swój sukces płaci gigantyczną cenę. Za 100 lat cała Korea ma mieć mniej ludzi niż dziś Seul.A co się dzieje, kiedy inny – równie nowoczesny – postawi na rodzinę, wspólnotę i tradycję?Wygrywa przyszłość? Tego dowodzi Izrael. Kraj, w którym dzieci rodzi się najwięcej.W tym materiale opowiadam historię dwóch państw z dwóch końców współczesności.Jeden z nich jest mokrym snem liberalnych mediów:– praca ponad wszystko– „wolność od zobowiązań”– kariera jako religia– i rekordowo niska dzietność, która prowadzi do wymarcia całego narodu.Drugi kraj to ich najgorszy koszmar:– rodzina jako centrum życia– tradycja, wspólnota i odpowiedzialność– i najwyższa dzietność w świecie rozwiniętym.Który model wygrywa? Ten, który stawia ludzi ponad pieniądze.Ten materiał nie jest o ideologii. Jest o przyszłości. O tym, dlaczego Polska nie powinna ślepo powtarzać błędów Korei Południowej. O tym, że nowoczesność może mieć różne twarze. I o tym, że pieniądze są narzędziem, a nie celem istnienia społeczeństwa.
Jak chodzi o to, czy znikną z powodu kryzysu demograficznego i tego, że dzieciaków w kraju nie ma już w ogóle, czy wręcz przeciwnie, będą się rozwijać. Jeden to Korea Południowa. Kraj wielkiego ekonomicznego sukcesu, być może największa success story ostatnich kilku dekad, jak chodzi o gospodarkę. Ale jednorzecznie kraj, w którym dzieci jest w zasadzie najmniej na świecie. No, ale jak patrzeć na tę Koreę i na to, jak wygląda jako kraj i przyłożyć do niego taką ludzką, zwyczajną, codzienną miarę, żeby lepiej zrozumieć, o co z tą całą Koreą chodzi, to okazuje się, że Korea Południowa, wielki kraj gospodarczego i finansowego sukcesu, to jest tak naprawdę, tak po prostu, taki idealny człowiek marzeń, taki wzór osobowy Newsweeka, wysokich obcasów i wszystkich tych liberalnych mediów.
Nie wierzycie? No to posłuchajcie. Po pierwsze, jest przede wszystkim zarobiony. Korea startowała z bardzo niskiego poziomu. Właściwie można by powiedzieć, że z niczego. Jeszcze w latach 60., 70. ubiegłego wieku był to ubogi, krewny Japonii. Kraj biedny, bez większego przemysłu, z bardzo słabą... Dzisiaj jest to jedno z najbogatszych państw świata. PKB nominalne, PKB na głowę w Korei, to jest jakieś dwa razy tyle, co w Polsce. Jak się weźmie ceny i to PKB liczone parytetem siły nabywczej, to różnica jest znacząco mniejsza, już się trochę zbliżamy nawet do tych poziomów koreańskich, ale nominalnie... Tam jest dwa razy więcej kasy niż u nas.
Dwa razy więcej dolarów produkuje przeciętny Koreańczyk niż przeciętny Polak. Po drugie, jest to nie tylko człowiek zarobiony. To jest człowiek, dla którego praca i kariera stoją W życiu ponad wszystkim. Ponad rodziną, ponad wszystkim. Kazus Korei, dzieci itd. Opisano w książce Jak uniknąć demograficznej katastrofy. Tam go zresztą znalazłem i to mnie zainspirowało. Książkę polecam, a materiał o depopulacji Polski, który też gdzieś bazuje na tej książce i na ideach, które w niej są, wrzucę w lewy górny róg. Puszczaliśmy go ostatnio, podobał się, więc zapraszam, jak ktoś jeszcze... Nie widział. No, ale w każdym razie w tej książce napisano wprost. Jeżeli jest kraj na świecie, w którym kulturę doprowadzono do perfekcji, to jest to właśnie Korea Południowa.
I oczywiście ma to oparcie w danych, bo tam jest tak, że do 2018 roku jeszcze tydzień roboczy określony przez prawo wynosił wiecie ile? 68 godzin. Nie 40, 68 godzin. Czyli kilkanaście, czternaście godzin dziennie. Przy czym nie było tylko tak, że w prawie zapisano takie liczby. Koreańczyk pracował wtedy średnio ponad pięćdziesiąt godzin tygodniowo. Od tamtego czasu trochę to zmieniono. Zmieniono przepisy dotyczące tego, ile w Korei można pracować, ale wciąż pracują szalenie dużo. Tak dużo i tak bardzo poświęcają się tej swojej zawodowej karierze i temu, żeby zarabiać coraz więcej i więcej i więcej pieniędzy, że powszechny w kraju jest zjawisko gwarosy.
Ci z przepracowania. I dotyczy nie tylko jakichś wielkich prezesów, którzy dźwigają ogromną odpowiedzialność. Właściwie to na ogół nie ich dotyczy, bo wbrew temu, co się powszechnie myśli, to nie dla nich praca jest zwykle najbardziej stresująca. Może inaczej, jest dla nich stresująca, ale wiąże się z dużą nagrodą. Większy stres jest wtedy, kiedy pracujesz bardzo dużo, a zarabiasz bardzo mało. I na przykład w Korei był taki moment w pandemii, że wszystkie media rozpisywały się o kurierach umierających z przepracowania. Tak zestresowanych tym, że muszą na czas dowozić te paczki do czekających klientów, no że goście po prostu umierają na serce, na wylewy, po prostu z takiego ogólnego zmęczenia organizmu. Czyli co? Mamy gościa, który jest zarobiony i to zarobienie okupuje, no właściwie całym życiem, jest poświęcony karierze, jest tym nowoczesnym, takim, nie wiem, japiszonym się kiedyś mówiło.
Człowiek marzeń Newsweeka I mówiąc nic, mam na myśli, że nie przeszkadzają w tym przede wszystkim Dzieci. Jaka jest dzietność w Korei? Najmniejsza wśród wszystkich krajów rozwiniętych na świecie. Najmniejsza. Tam średnio na kobietę jest 0,8 dziecka. Czyli średnio na parę jest 0,8 dziecka. To jest mniej nawet niż u nas, a u nas jest z tym bardzo, bardzo źle. Ale w największych miastach w Korei, w Seulu i w Busan, jest tak, że na dwie kobiety przypada jedno dziecko.
Na dwa małżeństwa jest średnio jedno dziecko. To jest już tak mało, że kraj przy takiej dzietności, przy takiej liczbie dzieci znika w oczach. Jak szybko znika? Znika tak szybko, że jak zrobiono ostatnio szacunki dotyczące tego, ile ludności będzie mieć Korea w 2125 roku, to się okazało, że jak dzisiaj mieszkają tam 52 miliony ludzi, to za 100 lat w 2125 roku będzie ich... Uwaga, siedem i pół miliona. To mniej w całym kraju, o dwa miliony mniej, niż dzisiaj mieszka w samym Seulu. No ale to też przecież nie wszystko, co łączy Koreę Południową z człowiekiem marzeń polskich liberalnych mediów czy tych wszystkich gazet, które nam mówią i urządzają świat i opowiadają, jak świat
Że w tej Korei, czy ta Korea, też nie korzysta z żadnej pomocy. Ludzie nie korzystają tam za bardzo z pomocy, jak chodzi o wychowywanie dzieci, bo pomoc jest, ale tylko finansowa. Jest coś takiego jak u nas 800+. Z tym, że znacząco wyższe, bo jest to kraj po prostu bogatszy i na dzieciaki do pierwszego roku życia można tam dostać prawie 800 dolarów miesięcznie. A po pierwszym roku życia 376 dolarów wynosi to świadczenie. Ale poza tym ludzie są generalnie zostawieni sami sobie. Trochę też dlatego, że jakakolwiek pomoc w wychowywaniu dzieciaków kompletnie nie współgra z tym stylem życia, który sobie jako kraj tak naprawdę... No bo jak to jest? Jest tak, że na przykład taka matka albo ojciec pracuje w korporacji po te 12, 13, 14 godzin dziennie, no i na te 12, 13, 14 godzin dziennie potrzebowałby oddać dziecko do żłobka albo przedszkola.
W Korei dzieje się coś jeszcze, co idealnie wpisałoby się w te oczekiwania. W te oczekiwania naszych media workerów. Mianowicie w Korei kobiety mają dzieci najpóźniej w krajach rozwiniętych. Średnio. Średnio koreanka rodzi pierwsze dziecko, jeżeli już w ogóle je rodzi, no bo większość czy z połowa przynajmniej nie rodzi, jak już wiemy. Jak już rodzi to dziecko pierwsze, to rodzi je w wieku 33 lat. Jest to jeden z powodów, dla których mają co najwyżej jednego dzieciaka w Korei. No bo jak rodzisz pierwsze dziecko w wieku 33 lat, to na kolejne już po prostu nie ma. Czasu. A nie ma czasu? No bo to nie jest tak, że możesz rodzić te dzieci kiedykolwiek ci się podoba. Po czterdziestce robi się już trudniej. Jak pierwsze masz w połowie czwartej dekady życia, to często, często się to kończy na pierwszym i ostatnim dziecku.
No i zwykle mają to jedno dziecko, ale nie jest to zwykłe dziecko. Jak się ma już jedno wydmuchane dziecko w takim kraju, to co to jest? To dziecko jest projektem. Bardzo drogim, bardzo kosztownym i bardzo przemęczonym. Od najmłodszych lat wypychanym na różne korepetycje, szkoły wieczorowe, różne zajęcia, które mają mu torować drogę do najlepszych uniwersytetów w kraju, po których znajdzie pracę gdzie? W korporacji. I będzie po 14 godzin na dobę zasuwać, próbując znaleźć szczęście W pieniądzach i w braku zobowiązań. Nie wierzycie? Jest raport OECD, Organizacji Narodów Rozwiniętej Gospodarczo, zatytułowany Nienarodzona przyszłość Korei. I tam wprost są wymienione powody, dla których Korea po prostu wymiera.
No dobra, ale może jednak ta Korea jest po prostu szczęśliwa. Wiadomo, są różne metody szukania szczęścia, znajdywania szczęścia w życiu. Ja jestem za tym, żeby każdy sobie szukał tego szczęścia, jak mu się żywnie podoba. Chcę rzucić wszystko, żyć w Bieszczadach, w lesie i grzać się w zimie w siekierezadzie. Proszę bardzo, jak to ma komuś dać szczęście, niech sobie tak robi. Chcę zarabiać kupę hajsu poświęcając życie prywatne, bo jest takim typem człowieka, że go to jara. Proszę bardzo, znaczy niech robi każdy to, co mu się żywnie podoba. Ale tutaj jest ciekawa rzecz, ponieważ ten człowiek idealny, który zarabia kupę hajsu, poświęcając wszystko dla kariery, rezygnując z rodziny, no właśnie nie jest szczęśliwy. Skąd o tym wiem? No wiem o tym na przykład z tego, że jak chodzi o liczbę ludzi, którzy...
Targają się na własne życie, to Korea należy do światowych liderów. No trudno być szczęśliwym w kraju, w którym w gazetach regularnie piszą o tym, że ktoś, kolejny ktoś umarł z przepracowania, prawda? No nie najłatwiej. I tu jest też ciekawostka, jak chodzi o te różne normy społeczne i to szczęście i nieszczęście. I to jak ludzie się w tym wszystkim odnajdują, o której warto wspomnieć. Też o niej piszą Marczuk i Kot w tej książce, którą wam pokazywałem przed chwilą. To jest coś takiego, że ktoś zwrócił uwagę, że te kraje rozwinięte, te kraje najzamożniejsze, generalnie dzielą się na dwie kategorie państw. Jedne to są takie, które do bogactwa dochodziły powoli. Francja, Niemcy, Wielka Brytania. I one, ponieważ trwało to dekadami, to ich wzbogacanie się czasem nawet przez stulecia trwało, to jakby społeczeństwo mogło się przystosowywać do tego, że wszystko się zmienia.
A jest też druga kategoria krajów i do nich zalicza się właśnie Korea Południowa. To są takie kraje, które do bogactwa wskoczyły Nagle, w 20-30 lat z krajów praktycznie trzeciego świata wskoczyły do kategorii krajów najbogatszych na świecie. I co się wtedy dzieje? Bardzo szybko zmienia się otoczenie zewnętrzne, bardzo szybko zmienia się kontekst, w którym się funkcjonuje. Więc społeczne wartości, normy, oczekiwania nie są w stanie się do tego szybko dostosować. Mówiąc krótko, ludzie się w tym po prostu masowo gubią. I oczywiście nie mówię o tym bez powodu, mówię o tym także dlatego, że jednym z przykładów takich krajów jest Korea Południowa. No i takie społeczeństwa jak się gubią, to zapominają właściwie o wszystkim poza pieniędzmi. Bo żeby dorobić się tak szybko, no to trzeba o tej kasie dużo myśleć.
A przecież nie bez powodu mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają. Oczywiście trzeba mieć kasę, żeby mieć jakiś luz w życiu i żeby tego szczęścia móc wygodniej szukać. Na pewno z pieniędzmi jest to łatwiej robić niż bez nich, ale sama kasa szczęścia nie daje. Ważne, równie ważne jest to, co z tymi pieniędzmi robimy. I najwyraźniej jest to prawdziwe nie tylko na poziomie indywidualnych jednostek, każdego człowieka z osobna, ale także całych krajów i społeczeństw. Bo jest drugi przykład kraju, który tutaj warto opowiedzieć, bardzo podobny do Korei zresztą, tylko o ile Korea jest takim ideałem Newsweeka i feministek polskich, piszących w takich Newsweekach i krytykach politycznych, to Izrael jest ich najgorszym koszmarem. I jest tak, że o ile ta Korea Południowa to odniosła wielki sukces, ale konsekwencją tego sukcesu jest to, że kraj się zwija.
No i właśnie w dwa tysiące sto dwudziestym piątym roku, jak nic się nie zmieni, zwinie się do tych siedmiu milionów ludzi, to Izrael odniósł podobny gospodarczy sukces jak Korea. Jest krajem... Bardzo zamożnym, jest krajem o bardzo nowoczesnej gospodarce, ale się nie zwija, tylko się rozwija. Jak mamy tę skalę dzietności i tego, ile ludzie mają dzieci w krajach rozwiniętych, to Korea jest na jednym brzegu skali, a Izrael jest na drugim. Czy w Korei jest najmniej dzieci w świecie rozwiniętym? A w Izraelu jest tych dzieci najwięcej. Jednocześnie jest to koszmar tych najbardziej rozkrzyczanych polskich feministek, które, przynajmniej ja mam takie wrażenie, od dłuższego czasu już nie są skupione na kobietach i tym, co jest ważne w życiu kobiet i w roli kobiet w społeczeństwie, w ich pozycji i tak dalej, tylko po prostu są skupione na tym, żeby się drzeć o apelacji.
Ewentualnie promować takie wzory, jakich pełno jest na łamach na przykład właśnie tego Newsweeka, wysokich obcasów, kobiety sukcesu niezależnej, no takiej kobiety jak Korea. Zarobionej, zapracowanej, poświęconej jedynie zawodowemu sukcesowi, ale na emeryturze szczęśliwej, bo pozbawionej zobowiązań, za to z pełnym kontem w banku. No a tu jest pytanie, dlaczego Izrael jest na drugim końcu skali niż Korea? No i odpowiedzi jest oczywiście kilka, bo to jest złożone zjawisko. W każdym złożonym zjawisku jest kilka odpowiedzi. Pierwsza jest taka, ponieważ Izrael ciągle niesamowicie docenia rolę rodziny. Jest tam taka kultura, jak u nas była jeszcze 20 czy 30 lat temu, taka, że małżeństwo i to, że ktoś będzie myślał o tym, żeby... Zawrzeć związek małżeński powiedzmy górnolotnie jest oczywistością.
Kobiety mają różne potrzeby, tak jak społeczeństwa można urządzać na różne sposoby. I nic, absolutnie nic nie zabrania nam zamiast drogi Korei, która kończy się gdzieś w wymarciem kraju, przyjrzeć się na przykład Izraelowi i docenić, docenić też rolę tradycji, rolę rodziny i rolę jakiejś wspólnoty w tym, jak się urządza świat i w tym, jak szuka się w nim miejsca także dla kobiet. A ja zapraszam was jeszcze do obejrzenia filmu o depopulacji Polski, o tym jak media w Polsce pchają nas ku katastrofie demograficznej, ku temu, żeby kraj, mówiąc wprost, po prostu wymarł. I subskrybujcie kanał, bo to, że Polska ulega depopulacji, wcale nie musi znaczyć, że nie będzie nas tutaj chociaż ze 100 tysięcy.
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
A co się dzieje, kiedy inny – równie nowoczesny – postawi na rodzinę, wspólnotę i tradycję?
Wygrywa przyszłość? Tego dowodzi Izrael. Kraj, w którym dzieci rodzi się najwięcej.
W tym materiale opowiadam historię dwóch państw z dwóch końców współczesności.
Jeden z nich jest mokrym snem liberalnych mediów:
– praca ponad wszystko
– „wolność od zobowiązań”
– kariera jako religia
– i rekordowo niska dzietność, która prowadzi do wymarcia całego narodu.
Drugi kraj to ich najgorszy koszmar:
– rodzina jako centrum życia
– tradycja, wspólnota i odpowiedzialność
– i najwyższa dzietność w świecie rozwiniętym.
Który model wygrywa? Ten, który stawia ludzi ponad pieniądze.
Ten materiał nie jest o ideologii. Jest o przyszłości. O tym, dlaczego Polska nie powinna ślepo powtarzać błędów Korei Południowej. O tym, że nowoczesność może mieć różne twarze. I o tym, że pieniądze są narzędziem, a nie celem istnienia społeczeństwa.