Monika Malec "Tu jestem w tych światach"
Elżbieta Gnyp to zamojska malarka, kuratorka wystaw sztuki współczesnej, animatorka kultury. Nie tylko malowała, ale i pisała teksty do czasopism zamojskich o sztuce i artystach, często tych zapomnianych. Była również ilustratorką tomików poezji oraz twórczynią Zamojskiego Towarzystwa Renesans, dzięki któremu został stworzony unikatowy zbiór Leśmianowej Kolekcji Sztuki. Artystka była wielbicielką twórczości Bolesława Leśmiana. Organizowała plenery malarskie na Roztoczu. Jej przyjaciele Teresa Bodys i Marek Sołowiej zorganizowali pośmiertną wystawę jej prac zatytułowaną " Świadectwo obecności" w podziemiach kościoła ojców Franciszkanów w Zamościu, gdzie dawniej mieściło się Liceum Plastyczne w którym Elżbieta Gnyp rozwijała swoje artystyczne zdolności.Fot. Portret Elżbiety Gnyp autorstwa Stanisława Mazusia na wystawie "Świadectwo obecności" w Zamościu w Muzeum - Krypty kościoła pw. Zwiastowania NMP oo. Franciszkanów (ul. Staszica 1).
Jest takie miejsce na Roztoczu, wieś Suchowola, 15 km od Zamościa. To takie miejsce, gdzie Ela lubiła wypoczywać, a jej wypoczynek nigdy nie był bierny. To był wypoczynek czynny. To zachwycanie się krajobrazem, ogrodem, starą chałupą, starym drzewem. Ela wychodziła, kiedy ustał deszcz, by sfotografować krople rosy na liściu na trawie. Wydaje mi się, że w życiu jest ciekawy taki stan jak w naturze, kiedy jest takie przesilenie jednej pory dnia i drugiej, że jeszcze nie zapada zmrok, prawda, ale gdzieś tam się zacierają te ślady tej rzeczywistości powoli.
Pokazując jej pracę powiem, że Ela nigdy nie malowała na zamówienie. Ela malowała z potrzeby serca. Jeśli ktoś chciał zakupić, po każdej z wystaw taka możliwość była. Sprzedawała zawsze z tych prac, które po prostu namalowała. Tytuł tej wystawy – świadectwo obecności. Świadectwo obecności, bo te mury, w których jesteśmy, to oczywiście świątynia, obiekt XVI-wieczny, ale bezpośrednio po II wojnie światowej tutaj powstało Liceum Sztuk Plastycznych w Zamościu. Ela była absolwentką tego liceum. Tutaj zdobywała pierwsze szlify artystyczne i to świadectwo obecności jej dzisiaj tutaj jest bardzo ważne.
No i ta wystawa, którą tutaj mamy, mojej koleżanki Eli, już nie ma jej wśród nas, ja ją znam z lat szkolnych, bo myśmy w tym samym czasie chodzili do szkoły, Tylko ja byłem troszeczkę w niższej klasie chyba rok czy dwa. W tym samym czasie spotykaliśmy się na korytarzach, na przerwach, tutaj w tych podziemiach, obecnie w muzeum, ale tu były szkolne warsztaty, tu były pracownie rzemieślnicze, tu powstawały rzeźby, metaloplastyka, ceramika, a też i tkanina artystyczna. Jak się znajdujemy tutaj, to wracamy do budynku, w którym wychowywaliśmy się, gdzie się kształtowały nasze osobowości, wrażliwości artystyczne i gdzie był początek tej naszej twórczości, jeżeli chodzi o sztuki plastyczne.
Jakby są wspomnieniem tych tendencji artystycznych wtedy jeszcze młodzieży, prawda? Ludzi, którzy dopiero zaczynają z paletą barw, bardzo stonowane, bardzo ciekawe, wskazujące na to, że ta droga nie kończy się w liceum, tylko posunie się dalej. Mamy jakby świadectwo tej dojrzałości, ale zarazem obecności artystycznej, już w tych kolejnych pracach, które już powstały w tych latach. Jako dojrzałej artystki, pewnej świadomości, pewnej siebie i jakby pewnego ukierunkowania, które jest charakterystyczne dla niej, tak jak mówię, odwoływanie się do natury, do poezji, do tej wrażliwości ludzkiej. Ona zawsze dostrzegała w drugim człowieku jakiegoś przyjaciela, odkrywała w nim jakąś rzecz, którą on często o sobie nawet nie znał.
Przestrzeń i natura sama stworzyła scenografię, jak z baśni. To zapamiętane mgnienie wspólnego pobytu i wzajemnego poznawania się. Od tamtego wydarzenia minęło ćwierć wieku, ale czasem myśli powracają do dni młodzieńczej beztroski, wakacji i szkolnych plenerów. Tamte lata miały ogromny wpływ na kształt osobowości wielu z nas. We mnie rozbudziły późniejsze pragnienia i zainspirowały do organizacji ogólnopolskich plenerów malarskich w Zwierzyńcu.
Nasza szkoła to była szkoła, która skupiała w tamtym czasie ludzi z całej Polski. Tu przyjeżdżali ludzie z Warszawy, z Pomorza, z Białegostoku, z Krakowa, ze Śląska, z różnych rejonów. Także tutaj nie było to tak, że tylko tutaj z regionu naszego województwa, zwłaszcza, że my mamy tutaj w naszym województwie trzy licea na Łęczów, Lublin i my. Ale tutaj często właśnie do nas przyjeżdżali ludzie z bardzo odległych terenów, No i Mazus też jest naszym absolwentem. Był często na naszych plenerach, które Ela organizowała na Roztoczu. I ten obraz chyba powstał na jakimś plenerze, jak ja dobrze kojarzę, czy nie do końca? Ten portret Eli powstał w okresie, kiedy Elżbieta organizowała, będąc jednocześnie pracownikiem Urzędu Wojewódzkiego w Zamościu, plenery w Zwierzyńcu.
Ale Elżbieta wyszukiwała artystów z całej Polski i z zagranicy, którym chciała pokazywać Roztoczek, bo jej inspiracją była przyroda. Ale też nasze tereny. Elżbieta jako komisarz wystaw była taką patriotką lokalną i w Ośrodku Edukacyjnym Roztoczańskiego Parku Narodowego w Zwierzyńcu odbywały się wystawy poplenerowe. Tak powstała pierwsza kolekcja dzieł sztuki XX wieku. Stanowiąca własność Zamojskiego Towarzystwa Renesans, którego Elżbieta była prezesem. Dzisiaj ta pierwsza kolekcja jest w depozycie Muzeum Zamojskiego w Zamościu.
Na te planery zwierzynieckie obok Stanisława Mazusia Elżbieta zapraszała wielkie osobistości świata współczesnego malarstwa Polski, między innymi bywał tutaj Jerzy Duda-Gracz. I tenże Jerzy Duda Gracz był współzałożycielem. Z małżeństwem z Stefanem i Alą Schmidt i z Elżbietą zakładali Dom Służebny Sztuki i Obrazu. I tam w tymże nadrzeczu prezentowana była wystawa poplenerowa każdego pleneru z Wierzynieckiego. Także w jej przypadku to nie ma czysto abstrakcyjnych obrazów. Wychodzi ona z natury i one przekształcane są, transformowane do takiej abstrakcji, obrazu mniej realistycznego, ale jednak ten łącznik jest z naturą w jej przypadku.
Chociaż tu mamy przykład obrazu, który też jest Już z sześćdziesiątego roku, który możemy śmiało określić jako zupełnie abstrakcyjny, chociaż on ma skojarzenia jednak z naturą, prawda? Każdy odczytuje obraz, ta percepcja obrazu jest bardzo różna, zależy od jakby od wyobraźni odbiorcy, jego jakby takiego też edukacyjnego przygotowania, no ale i od pewnej wrażliwości, prawda? Więc to jest przykład takiego niemalże abstrakcyjnego, chociaż nie do końca. Ja dopowiem, bo drugą techniką, którą Elżbieta podjęła to była właśnie monotypia. Końcówka liceum i lata osiemdziesiąte to są monotypie, monotypie na papierze. Rozkochana w swojej rodzinie, w swojej mamie, o której będzie pisać i którą będzie malować.
Moja mama kiedyś pracowała w drukarni zamojskiej w oficynie pałacowej, więc niedaleko, gdzie pracował Leśmian, miał swoją kancelarię. No i ten skromny, aczkolwiek bardzo elegancki mężczyzna, idąc do swojej kancelarii, przemierzał okna, w których pracowała przy jakiś tam maszynach. Takich drukujących moja mama i myślę, że jako młoda kobieta, no to budziło to zainteresowanie, któż to taki, bo był osobą, która była inna. No to ta inność budziła zaciekawienie chyba i dziewczyn, ale może i taką jakąś niepewność, że coś pisze, nie wiadomo co pisze.
Mama pani Eli, pani Regina i panie rodzice przyjaźnili się i stąd się znacie. I moja mama. Więc wy się znałyście od... Nie, nie. Ja Elżbietę poznałam z początkiem lat 80., kiedy wróciłam po studiach do Zamościa. Znałam Ela z jej twórczości, z jej artykułów publikowanych w naszych zamojskich publikatorach, głównie w Zamojskim Kwartalniku Kulturalnym. Chciałam i zostałam członkiem Zamojskiego Towarzystwa Renesans. I od tego czasu zaczęła się nasza znajomość, która się bardzo szybko przeradziła w przyjaźń i tak uzupełniałyśmy się w swoim różnorodnym życiu zawodowym, bo ja prawnik, Ela artysta, malarka i poetka, ale Ela też mnie inspirowała do tego, by pisać.
W zapisie czasu wydawanym przez Towarzystwo czy też w kwartalniku, bo mówi słuchaj, trzeba uświadamiać społeczeństwo. Masz taką wiedzę, która jest potrzebna. Napisz o Leśmianie. Pracujesz w sądzie, w Wydziale Ksiąg Wieczystych, masz dostęp do... Napisz o Leśmianie Rejencie. To był pierwszy artykuł, który powrócił do postaci Leśmiana i zaczęliśmy później wystawą Wracam, wracam po długiej rozłące Leśmian. To inspiracja Eli, to pomysł Eli na przywrócenie Leśmiana. Ale przecież lata siedemdziesiąte to jej wielka akcja, świat moich marzeń. Nikt jeszcze w Polsce tak instytucjonalnie nie zajął się terapią przez sztukę dzieci z różnymi niepełnosprawnościami.
To był czas, kiedy rodzice trzymali dzieci w domach i dzieci nie wychodziły nigdzie. Te prace to są monotypie z lat osiemdziesiątych tamtego wieku z serii Łąka. Łąka Leśmiana, to jest wiersz Leśmiana. Wszystko już zaczęło się inspiracją poezji Leśmiana w latach osiemdziesiątych tamtego wieku. Ten Leśmian był u Elżbiety ciągle. Ona kiedy mówi to, mama jej czytała Sindbada, więc już jako dziecko tą poezją była zaszczepiona. Ale nie tylko, bo przecież poezja Brzechwy, Ela była też ilustratorką, wykonywała w technice mieszanej różne swoje prace.
I tak jak pójdziemy dalej tą naszą wystawą, To zobaczymy Eli Pastelę, bo kolejną techniką, którą uprawiała, to była pastela. Pastela lat 90. 2000 roku, końcówka ubiegłego wieku. Te pastele, które są budowane w oparciu o plener, to jest technika suchej pasteli. Ja obserwując te prace, dawno już je widziałem i jak patrzę dzisiaj na nie, to właśnie odczytuję taką jakby tą wrażliwość, taką lekkość traktowania płaszczyzny, ale Elka była taką kobietą, która była bardzo taka delikatna, subtelna, wrażliwa, taka właśnie była zwiewna, taka lekka. I to widać w jej pracach tutaj.
Tak jakby osobowość odbija się w tym traktowaniu płaszczyzny. Technika pastelu suchego jest dosyć trudną techniką, bo to jest technika wymagająca pewnego doświadczenia warsztatowego. No i tutaj właśnie mamy takie przykłady tego trafionego budowania tej przestrzeni, tego odczuwania, tej wrażliwości, oddawania siebie na obraz, tak bym powiedział. To cała ela w tych pejzażach jest tutaj. Realistyczne, one są w miarę realistyczne, mimo że pewna synteza formy następuje. Tutaj koleżanka wspomniała o tym temacie łąki. Ona dużo robiła takich tematów zwiernych, takich właśnie traw. Traw, które jak patrzyłeś na ten obraz tej trawy, to takie miałeś wrażenie, jakby ten wiatr cały czas szumiał. Ja to tak odbierałem. One były takie dynamiczne, mimo że motyw był bardzo prosty, w zasadzie spotykany przez nas wszystkich, ale nie w ten sposób zauważany jak przez nią.
I te trawy zawsze gdzieś tam się kołysały na tym obrazie, tak jakby były po prostu sfilmowane, a nie narysowane. Elżbieta miała cykl pastelą wykonywany szept traw, później był rytm traw, później był powiew traw, więc tych tematycznie związanych z łąką, z trawą, z kwiatem, z gorejącym niebem i z mrocznym niebem jest bardzo wiele. Jednocześnie Ela uprawiała fotografię artystyczną. Woda, odbicie drzewa i traw, Elżbieta wykorzystywała fotografię nie tylko jako fotografię samą do prezentowania na wystawach, bo należała do Koła Fotograficznego Zamojskiego, prezentowała na różnych wystawach w kraju i za granicą, ale także wykorzystywała fotografię jako ilustratorka.
Nie tylko sztuki plastyczne, ale przecież mamy wydawnictwa. Była stałą osobą w składzie kwartalnika tutaj naszego kulturalnego, także ona była wykładowcą przez pewien czas w Warszawie, w uczelni wyższej. Do ostatniej chwili, przez prawie 20 lat, z Akademią Zamojską. Była wszędzie obecna i jak już ją raz spotkałeś na jakiejś drodze swojej, to już trudno było ją jakby nie spotkać drugi raz. W obecny wiek XXI Ela zajęła się kolejnym rodzajem techniki artystycznej. Zaczęła uprawiać sztukę cyfrową. Niewątpliwie to inspiracja nauka w polsko-japońskiej Akademii Technik Komputerowych w Warszawie.
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Monika opisuje Suchowolę, miejsce, gdzie często wypoczywała Ela. Wypoczynek ten był czynny i polegał na zachwycie się otaczającym krajobrazem.
Monika opisuje stan naturalny, który wpływa na twórcę i tworzy jego wizję świata.
Monika opisuje muzeum, w którym odbywa się wystawa poświęcona Elżbiecie Gnyp.
Monika opisuje wystawę poświęconą Elżbiecie Gnyp, jej twórczość i jej wpływ na Zamość.
Monika opisuje swoją pracę w Muzeum Krypty i jej relacje z Elżbieta Gnyp.
Monika opisuje prace artystyczne Elżbiety Gnyp, szczególnie te wykonane w liceum.
Monika opisuje wpływ nauczycieli na twórczość Elżbiety Gnyp, szczególnie nauczycielki Weroniki Wawryn.
Monika opisuje nauczycielkę Weronikę Wawryn, jej zainteresowania i wpływ na Elżbietę.
Monika opisuje nauczycielkę Zofię Kosiorek i jej wpływ na twórczość Elżbiety Gnyp.
Monika opisuje pierwszy plener, który miał duży wpływ na Elżbiety Gnyp.
Monika opisuje twórczość Elżbiety Gnyp zarówno w liceum, jak i poza nim.
Monika opisuje organizację plenerów przez Elżbiety Gnyp.
Monika opisuje techniki pastelowe i fotograficzne Elżbiety Gnyp, takie jak pastela i fotografie artystyczne.
Monika opisuje koniec tworzenia i jego znaczenie dla Elżbiety Gnyp.
Monika opowiada o Elżbiecie Gnyp, jej kariery i pożegnaniu.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Elżbieta Gnyp to zamojska malarka, kuratorka wystaw sztuki współczesnej, animatorka kultury. Nie tylko malowała, ale i pisała teksty do czasopism zamojskich o sztuce i artystach, często tych zapomnianych. Była również ilustratorką tomików poezji oraz twórczynią Zamojskiego Towarzystwa Renesans, dzięki któremu został stworzony unikatowy zbiór Leśmianowej Kolekcji Sztuki. Artystka była wielbicielką twórczości Bolesława Leśmiana. Organizowała plenery malarskie na Roztoczu. Jej przyjaciele Teresa Bodys i Marek Sołowiej zorganizowali pośmiertną wystawę jej prac zatytułowaną " Świadectwo obecności" w podziemiach kościoła ojców Franciszkanów w Zamościu, gdzie dawniej mieściło się Liceum Plastyczne w którym Elżbieta Gnyp rozwijała swoje artystyczne zdolności.Fot. Portret Elżbiety Gnyp autorstwa Stanisława Mazusia na wystawie "Świadectwo obecności" w Zamościu w Muzeum - Krypty kościoła pw. Zwiastowania NMP oo. Franciszkanów (ul. Staszica 1).