Mentionsy Mentionsy
Reportaż Radia Lublin
Reportaż Radia Lublin

Mariusz Kamiński "Historia z drugiej ręki"

11.10.2026 ·35 min 38 s · 7 rozdziałów

Opowieść o dorastaniu bez ojca zamordowanego przez Niemców i szukaniu prawdy o człowieku, którego syn nie pamięta, bo był wtedy za mały. Pan Marian Dobrzyński próbuje odtworzyć wojenne losy taty na podstawie kilku starych zdjęć oraz informacji, które przekazałamu matka. Razem z autorem reportażu wspomina przymusowe roboty w Niemczech, partyzantkę oraz bolesny dzień tragedii w miejscowości Panieńszczyzna koło Jastkowa. Aby ocalić tę historię, po latach rodzeństwo postanowiło w wyjątkowy sposób upamiętnić swojego ojca. To prosta opowieść o układaniu historii własnej rodziny z niepewnych wspomnień.

0:00 · Materjał o ojcu Adamie Dobrzyńskim 2

No mama to popłakiwała tam, jak gdzieś siadła. Babcia nas bardziej pilnowała niż mama. Mama przeżyła strasznie. Aż jo ta babcia, no, strafowała, że w pokój się, dzieci masz, tego, a o mama była, no, przygnębiona strasznie. A tak, no coś, nie tego, nie widziałem, nie znałem, no, ojca, no. No wiedziało się o tym, że tak i tak zginął. Więcej nie. Ojciec nasz Adam Dobrzyński urodził się w Pułuszowicach w 1911 roku i tam mieszkał.

To wyświęcenie szkoły we wsi Jastkowie 9 sierpnia, wtedy właśnie przyjechał i Mościcki. A mówiła mama, co takiego w ojcu zobaczyła, że za niego wyszła za mąż? Nie, nie. Trochę mieszkali w Lublinie i to mama później żałowała, że w ogóle się stamtąd wyprowadzili. Mieszkanie było, można było zamieszkać, ale jakoś tam, że no nie ich to było. Czyli najpierw mieszkali w Lublinie, później tutaj? Panie i szczęście, no. Te samochody strasznie tu hałasują, mimo że ekrany są S17. Tu gorzej jest, jak tu jadą, to tu gorzej słychać, ale no niektórzy się przyzwyczajają, no bo co tam, nie ma wyjścia.

3:00 · Materjał o rodzinie i jej zamieszkania 2

Także to trzy rodziny tutaj mieszkały. Tu jak kiedyś taki kolega przychodzi do mnie czasami, no to jak mówili, czy ty, Maniuś, mówił, to siedmioro było was. Gdzie to się mieściło? No to ten Sławiński to tutaj. Tu takie wyrko było tutaj. Dwa na dwa metry pewnie. No tak. No i tu piecyk jeszcze stał, bo musiał być, żeby grzać. A Pana rodzina gdzie mieszkała? To tam. To chodźmy. Tam się pali nawet. To wszystko takie było. Pokój, kuchnia i komora, no i tyle. I to u ludzi takie były pomieszczenia. Po co to się budowało takie małe?

Żeby można było ogrzać, bo inaczej zimno było. No i zresztą nie było upału żadnego, nie było przecież. A tu to... To zdjęcia, tak? Tak, to siostra, brat. A ojciec jest gdzieś na zdjęciu? Ojciec to tu jest. Ojciec to było tak, że nie mieścił się w drzwi, do sufitu, dwumetrowy chłopisko. O, tu w garniturze, tak? Tak, takie skarpety, młoda taka była chyba. Takie pumpy to się nazywa? Jakieś tak. Jakaś uroczystość była na tym zdjęciu? Nie wiem, kto to, nawet nie wiem o tych, tylko to ojciec jest. A tu brat to właśnie tam jak był na tej Wołyniu, braciszek.

4:58 · Incident z Ukraińcem i jego konsekwencje 3

I to mama to ubranko to mu tam sama uszyła, bo tam szyła takie różne rzeczy. To takie ludowe trochę wygląda. Tak, to właśnie to ludowe, tak. To tam jak były kobiety, to zawsze tam się jakoś dogadały, no. Jak pobrali się, no to tu na razie przyszli, no tu też nie było miejsca, ale no jakoś tam mieszkali tutaj. Ojciec później, to już było jeszcze przed wojną, brat był najstarszy, osiem lat miał i siostry dwie, to one miały tam trzy, cztery lata o tak o gdzieś. Było troje dzieci, bo pana nie było jeszcze.

Znalazł tam, jest na zdjęciu taka chata. Możliwe, że to było, że on tam zamieszkał. No i niedługo mama przyjechała tam. Mama to była taka dosyć rozgarnięta. Umiała szyć, zaraz się tam zapoznała z tymi miejscowymi. Także dobrze ona tam wspominała tych miejscowych tam Ukraińców. A ojciec, no już pracował. I myśleli, że to się wszystko ułoży, no jak pracuje, jak mają gdzie mieszkać, no to już jest dobrze. Po jakimś czasie, przyszedł do ojca sąsiad, rzeźnik z zawodu, taki masaż. I chodź Adam, zapalimy.

Przebił mu rękę na wylot. To można sobie wyobrazić, co to było, no jaka to krew. No ale ojciec pokonał tego Ukraińca. Jak, no nie wiem, chyba go tym nożem... Mama nie wychodziła, tylko tam w tym domu była, bo się bała, no. Nie wiem w jaki sposób, od razu wojsko się znalazło. I w pewnym momencie dowódca przyszedł i szykować się, ubierać i jutro rano wyjazd do Lublina. Do mamy tak powiedział. No ojciec do szpitala i to podobno wiele miesięcy go nie było. A ten Ukrainiec, no, zginął, bo to taka bójka była straszna. Nie było śledztwa, pytałem się, to mama nie tego, że nie było.

9:31 · Wojna i ucieczka ojca 2

Coś to było, tak, nie wiem, bo żeśmy więcej nie widzieliśmy takiego zdjęcia, no. W jakiejś marynarce, tak, on jest, w białej koszuli. Tak. Ale co, ale się uśmiecha. Widocznie tam gdzieś, no nie wiem, bo to... Jak brali na te roboty, no to tam w różnych warunkach tam po prostu i bili ludzi nawet. Stryjek to, że maszynką go bili mówił. A kto to? No ojciec. To jest zdjęcie takie do dokumentu, nie wiem czy tam pisze coś. A to niech pan przeczyta, bo pan zna już charakter taty. Na pamiątkę ukochanym dzieciom zasyła swoją podobiznę ojciec Adam Dobrzyński i data 22 lipiec 1941 rok.

To musiało być z tych robót. Przy okazji tych zdjęć to człowiek tak się dopiero rozgląda, co może być prawdziwe, co nieprawdziwe. Ojciec trzy razy uciekał, bo uciekali przecież z tych Niemiec, tych robót. Znalazłem informację, że ojciec był pracownikiem przymusowym od 1940 roku i w październiku 1942 roku uciekł z przymusowych robót do rodzinnego domu w Panieńszczyźnie. Ojciec podobno z jakąś dziewczyną uciekł. Ona była Ukrainką, tak coś słyszałem. I to ona tutaj chciała zostać, jak przyjechali, ale tu nie została. Dali jej chyba tam na drogę tylko pieniędzy i ona pojechała na swoich tam.

12:58 · Ojciec w AK i jego zakończenie 5

Później już w czasie wojny był w AK, w partyzance. To tu sąsiad, bo ten najbliższy to był dowódca oddziału Szarugi, Hołaj Franciszek. Jaki miał ojciec pseudonim? Felek może. Może i Felek. Wie pan jak tata trafił do tej partyzantki? Jak trafił to nie. Bo to o tym oddziale Szarugi trzeba by było gdzieś znaleźć. No, to ja mam. Muszę tylko zajść, bo tutaj sąsiadom takim dałem tę książkę. I to tam zdjęcia i wszystko oddziału Szarugi. Tam cały oddział był, no. Mama to znała tych wszystkich partyzantów.

Chociaż nie powinna, ale mówiła, że znała. Znała po nazwiskach. Zresztą przychodzili, bo to przecież to nie byli jacyś obcy, tylko z okolicy. A ojciec czym się zajmował w tej partyzantce? Jakie były jego zadania? No wiem, że jakiś karabin maszynowy taki ojciec to musiał nosić, bo to ciężkie było przecież. No i tutaj miał no to, ale to co z tym zrobił to nie wiadomo, bo tu w Leszczynie tam w krzakach to leżał, czy to znaleźli dopiero jak już ojciec nie żył, karabin snajperski Zaradka, jedenastostrzałowy chyba, Zaradka się nazywała. Ale kto znalazł?

Nie wiem właśnie, kto znalazł. Czy to z rodziny ktoś, czy mama, czy babcia. Tutaj w krzakach, że w worku jakimś tam był zapakowany ten karabin. Ojciec jak był tym partyzantem, to on siedział cały czas w domu, czy gdzieś wychodził tutaj po terenie, chodził z oddziałem? Nie, w domu oni w ogóle nie siedzieli. Tu jest niby nazywa się serwisówka, bo to... To jest odnoga tej S17. To jeszcze kawałek, trzeba tak? Tak, tak. Bo to już jest drzewa, krzewy, to już inny właściciel, to nie jest moje. No i tu widać już przestrzeń, trochę pola, tak? Tak. I tu ta granica, to się ciągnęła od kościoła w Jastkowie, tu w tę stronę, do tej drogi, która przy lesie, bo tu była droga,

I oni przyjechali. Droga była taka polna pomiędzy polem dziedzica budnego, a naszymi polami. To oni tak rowerami, coś im tam się, rowery psuły, a mama wysłała któreś tam dziewczynę chyba, żeby zawołała na obiad ojca. No już, już ojca już przypuszczam, że go od razu zrewidowali i może położyli go tam na tego. Zastanawiam się, czy była możliwość na przykład Uciec? Czy jakby ojciec uciec, co by było jakby po prostu nie zastali tutaj? A może to była taka przestrzeń, że było widać jak na dłoni wszystko? No widać to może było, bo te doły tamto są dosyć daleko, to tamto można było widać, ale jak mama mówiła, to widać było tych na rowerach, że im się rowery te psuły.

Ci, co tam byli, posiadali sobie w cieniu, a on krzyknął na nich, nie siadać, bo może zabrać broń, jak ten kenik tak krzyknął. Nie siadać, bo może zabrać broń. A ojciec odpowiedział, nie będę zabierał. Później już jak przyszli, to z ojcem przyszli. Mama mówiła, że siny był na twarzy jeszcze jakoś, bo gorąco było. Jak ci Niemcy przyjechali, oni coś znaleźli? Znaleźli pistolet na posłaniu, bo ojciec tam w stodole gdzieś spał. Później jeden to szukał, po strychu nawet szukał, no to płaszcz wojskowy znaleźli. I coś jeszcze, koc jeszcze, wojskowy był koc.

18:12 · Wspomnienia o ojcu i jego pamięć w rodzinie 11

No mama zaprzeczyła całkowicie. Ale to było w Panieńszczyźnie, a Pułuszowice są gdzieś blisko? Nie, to blisko, tak. Jak oni przyszli tu, to no strach był. Babcia to złapała dwie siostryczki, to one tam małe były, iło tu za dom i w pole ciągnęła ich, żeby uciekać, no bo myśleli, że ich, że wszystkich mogą wybić, no bo to tak robili czasem tak, no. Ale jeszcze co, bo to jest ważne. Ja o tym zapominam, że ojciec w ostatniej chwili się odwrócił. Nie to, że strzelili mu z tyłu, tylko z przodu strzelił, że wyprowadził i strzelił. Nie wiem, bo brat to mówił tak.

Czy to prawda była, że on siedział w pszenicy, że gdzieś tam blisko. Jego syn, tak? Nasz brat, że usłyszał najpierw szczęknięcie takie jak to karabin. Brat się znał, bo oni tam strzelali z różnych tych i że najpierw to był jeden strzał taki pusty, później drugi i za trzecim razem dopiero strzał prawdziwy, dopiero pat. Także to za trzecim razem dopiero zastrzelił tego ojca. Jeszcze mama, bo najpierw nie pozwolił, a później już jak go zastrzelili, to mama była przy ojcu. No to za co żeście go zabili? Nie był złym człowiekiem, mama tak powiedziała do tego Koeniga.

A on powiedział, bo był oskarżony. A o samym tym Koenigu coś pan słyszał więcej? No niewiele. To co ludzie tam mówili, no to... No on kilka podobno osób miał na sumieniu. Kilka, że nie jednego zabił. Zakopywał to sąsiad tam z dalsza. Tam on orał czy coś, nie wiem, chyba tego konia to pewnie zostawił. I go zawołali tutaj, no i... Kojnik obrysował łopatą ten dół. I tu kopać kazał mu. I nie wiem, bo to... Przykryli chyba, tak jakoś, jak to na łóżkach takie kapy były, to tak okapo, że to przykryli ciało tego ojca. Mamę dopuścili do grobu, ale nie wolno, zakazał, nie wolno żadnych tam kwiatów, żadnego nic, równo ma być ziemia, nie można nasypywać, tylko równa ziemia i już i tak powiedział.

A mama wyszła drugi raz za mąż? Nie, nie wyszła. Może się tam gdzieś starała, ale nie ona. Tutaj wojsko jak stacjonowało. Tu nawet na polu blisko byli. Nawet tu bratu to tuszonki tam dawali mu jeść, dali mu strzelić z karabinu. I mama zapoznała takiego wojskowego. Z frontu szedł. Nazywał się Stasio Jan Dulski. A to możliwe, że on by się ożenił z mamą. Pod niego kartka jest. No i data tu jest 7.04.1945 rok, pamiątka. No on strasznie pisał, dużo pisał. Swojej kochanej fery zasyłał na pamiątkę w czasie mojego przebywania w wojsku Stasio.

Pozostawił po sobie obdowiałą żonę Feliksę z Palucińskich. Po przekonaniu się naocznym o zajęciu Adama Józefa Dobrzyńskiego, akten podpisany został urzędnik stanu cywilnego. Pan pierwszy raz to widzi, taki dokument? Tak, tak, to pierwszy raz. 29 sierpnia. To jest akt kościelnych w Jastkowie. Aha. I co pan czuje, jak pan przeczytał ten akt zgonu po tylu latach? No to można, no ja wiem. No to co było, no. W godzinie ósmej, dziesiątej rano.

Był upał, wtedy mama mówiła, że jak ten Lubin tam wiązał, no to gorąco było bardzo. I to jak na obiad, no to już to musiała tam być już koło południa, no. Jeszcze był brat ojca, stryjek. Marian Dobrzyński też się tak nazywał. Jak pan. Tak. I mieliśmy jakąś rodzinę w Ameryce. Ale kto to była za rodzina, to nie wiem. I tamci jak się dowiedzieli, ta rodzina, że ojciec nie żyje, że zabity, tak napisali list. Przypuszczam, że oni chcieli coś pomóc mamie i dzieciom, no bo to czwórka dzieci mały.

Może i tak, no tyle, że tam no tak jak ja usłyszałem no to, że on, on myślał, że przyślą dolary tu, jemu, że przyślą. Może rok pięćdziesiąty mógł być. Mama była wzywana na rozpoznanie tego Koeniga do prokuratury w Lublinie. A jak to już miała iść, to strasznie przeżywała. Jakiś Niemców do okazania mieli, tak? No tak. Jedni mówili, może ten, może nie ten, niepewni byli. A mama przyszła, jak weszła, od razu powiedziała, to nie ten, że nie ten człowiek. I opisała drobiazgami, opisała jak tamten wyglądał. W oczy nawet, wszystko, twarz. To on dziękował bardzo mamie, no bo to jego albo śmierć, że to nie był on.

Podobno to się zgadzało, nazwiska wszystko i jego papiery się zgadzały. Czyli to nie był ten Carl Koenig. Nie, nie. Ale jak później opowiadała, mówi, nie była jedna, tylko kilkoro tam było osób. Takich świadków gdzieś tam znajdywali. I jak dorastaliście, to ta pamięć o ojcu jakoś żyła w rodzinie? Tak specjalnie to nie, bo to, no cmentarz tylko, no to na cmentarz się chodzi. Aha. A tata leży bliżej z tej strony, czy tam dalej? Tam dalej. Ale tędy można wejść, tak? Można, można, tak. Tu gdzieś można stanąć. Teraz to dajmy.

To chyba stryjek ten z Połuszowic, on to robił. Patrzę się, że to, że to trzeba przyjść umyć. O, jakie to brudne, nie? O. No to jakiś ten Znicz chyba to zrobił, że tak się... Nie no, to trzeba dobrze umyć już. Nie no, tu nieźle mi to wyszło. Jeszcze się trochę poprawi i będzie. Ja tu myślałem, żeby popryskać jakimś od chwastów, ale nie tego. Nie ma co, dobrze jest. A jak pan tu odwiedza tę grupę ojców, czasami pan myśli? No, wiadomo. Na cmentarzu się myśli cały czas.

Kiedy powstała ta kapliczka? W 2000 roku. Ale to na pana działce, tak? No tak. Myśmy tak. Brat Kazik, siostra Adzia, no i no mama, no i też. Tak jak rozmawiamy dzisiaj, pokażcie po śmierci ojca, w którym to było miejscu, gdzie on zakopany był. No i żeśmy tak, bliżej drogi, może dalej drogi, pewności nie jest, nie ma czy to w tej chwili to jest dobre. I żeśmy tak mniej więcej uzgodnili urodzeństwo we troje, we czworo, że no tu najpewniej tak będzie. I to jeszcze przecież żadnej cegły nie miałem, tylko takie z gruzu różnego. No i takie postawiłem no i już.

Przywieźli Matkę Boską, tam siostra i ze szwagrem. Nie mieściła się ta figura. Ten szwagier chciał rozwalić, przeinaczać. No i stoi. To z księdzem też jakoś uzgadnialiście? Tak, tak. To było obowiązkowo. I później poświęcenie przecież. Tam było parę osób. To własna rodzina, no tylko tyle żeśmy tam komuś się tego to powiedzieliśmy tam. Jak na przykład przychodzi rocznica śmierci ojca, to tam się zbieracie? Nie, to siostra klejem przyczepiała kwiatuszki takie dookoła. A ja już nie, no tam bukiet kwiatków postawię, czy nawet doniczkę z kwiatkami tam postawię i stoi. W tej chwili to właśnie trzeba by było tam trochę poprawić,

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.