Mentionsy Mentionsy
Radio Wnet
Radio Wnet

RPD kontra sąd i policja. Michalski: te wersje się rozjeżdżają

24.09.2026 ·17 min 4 s · 5 rozdziałów

 Sprawa interwencji Moniki Hornej-Cieślak wobec jednej z warszawskich rodzin rodzi pytania nie tylko o zasadność odebrania dzieci, ale także o sposób działania instytucji państwa – mówił w Radiu Wnet Bartosz Michalski z Zero.pl. Dziennikarz wskazał na rozbieżności między uzasadnieniem sądu, zeznaniami funkcjonariuszki policji a późniejszym stanowiskiem Komendy Stołecznej Policji. – Nie mi oceniać, kto mija się z prawdą, ale ewidentnie te wersje się rozjeżdżają – podkreślił. 

0:47 · Opis sytuacji i postępowania sądowego 3

Nagle jedno z dzieci wybiegło w stronę jezdni. Matka je szarpnęła, zaczęła na nie krzyczeć. Używała wulgaryzmów, prawda? Też wulgarnych słów. Tak, używała wulgarnych słów. To też wynika z uzasadnienia, że tam wulgaryzm upadł w wywodności dzieci. Nie ma napisane, czy wpadły w stronę dzieci, czy w stronę... Znaczy, na pewno uzasadnienie jest, że wpadły w stronę pani rzecznik, która zainterweniowała, kiedy zobaczyła to zajście. Kobiety pokłóciły się. Sprawa została przez Pani Rzecznik od razu zgłoszona na policję, gdzie domagała się odebrania dzieci, bo przypomnijmy, że na podstawie ustawy o policji, tutaj troszeczkę mam nadzieję, że nie zanudzę słuchacza, to jest dość ważne w tej całej historii, bo na podstawie ustawy o policji, policja w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia, zdrowia małoletnich, dzieci, ogólnie na podstawie, jeżeli jest bezpośrednie zagrożenie zdrowia, życia może wydać nakaz oprócznienia lokalu przez oprawcę i zakaz zbliżania się do ofiary.

I właśnie tego domagała się pani Rzecznik. Policja nie stwierdziła podstaw, żeby zastosować taką procedurę. Ale, że sprawa została zgłoszona policję, musieli przestać akta do sądu rodzinnego, znaczy dokumenty do sądu rodzinnego, który musiał też stwierdzić, czy tam wszystko jest w porządku. Sąd Rodziny stwierdził, że podstaw nie było. Ale nie zbagatelizował sytuacji i wysłał następnego dnia kuratora, żeby ten przyporodził pilny wiatr środowiskowy w rodzinie. Jeszcze przed wizytą kuratora był pierwszy telefon z biura rzeczniczki praw dziecka do tego konkretnego sędziego, żeby przekonać go, to wynika z uzasadnienia, o konieczności wydania orzeczenia o odebraniu dzieci z podpieczy rodziców. Sąd uznał, że nie ma postaw, zastosował procedurę, jaka powinna być, czyli

Nie ma podstaw. Podem był kolejny telefon z Biura Rzeczyprawodawczego w tym samym temacie. Sąd również stwierdził, że nie ma podstaw i tutaj to jest bardzo ważna sprawa, czemu policja zaprzecza, ale Podkreślę, to wszystko wynika z uzasadnienia sądu i przesłuchania funkcjonariuszy koalicji. I jeszcze tego samego dnia, to była sobota, 15 sierpnia, zostało zwołane spotkanie robocze w Komendzie Stołecznej Policji, na którym uczestniczyła sama Rzeczniczka Praw Dziecka, która była świadkiem zdarzenia, funkcjonariuszka policji i komendant stołecznej policji. I po tym spotkaniu roboczym nagle sytuacja zmienia się o 180 stopni i funkcjonariuszka policji, która brała udział w tym spotkaniu, wydała zakaz opuszczenia, zakaz zbliżania się do dzieci i nakaz opuszczenia lokalu przez rodziców.

7:11 · Analiza postępowania sądowego i sytuacji 2

To też jest do wyjaśnienia jeszcze, bo wiem, że już wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa do prokuratury, które składał poseł Paweł Jagłoński. Tak. Też opisywaliśmy na portalu, więc mam nadzieję, że ta sprawa zostanie też długo mi składana, bo tutaj mamy tak naprawdę podstawę, żeby uważać, że Rzecznik Praw Dziecka działa przeciwko dzieciom przeciwko roczniom. I też okazuje się, panie redaktorze, że Komenda Policji mija się z prawdą, prawda? Bo co innego zeznaje pani funkcjonariuszka policjanta pod przysięgą, kiedy była pytana przez sąd, a co innego jest w oświadczeniu Komendy Stołecznej Policji? Ktoś tu kłamie. Tak. I tutaj też zachęcam, dzisiaj właśnie na kanale Zero jest duży materiał o tym, gdzie porównujemy całe to oświadczenie policji.

Tak, z uzasadnieniem. Dokładnie, bo tutaj rozjeżdża się wiele rzeczy. Są tak naprawdę trzy opcje w tym. Czytając to oświadczenie, mamy taką lepszą opcję. Albo kłamie sąd, który przeprowadził całe postępowanie, przesłuchał świadków, w tym funkcjonariuszka policji, rodziców, sam orzecznik praw dziecka, analizował dokumenty, był w kontakcie z kuratorem, który przeprowadził wiatr środowiskowy. Albo kłamie funkcjonariuszka policji, która zdecydowała pod przysięgą, albo po prostu kłamie policja. Nie mi to oceniać, kto się mija z prawdą, ale ewidentnie te wersje się rozjeżdżają i dokładną analizę tego przeprowadziliśmy dzisiaj. Tak, na pewno ktoś się mija z prawdą, ale jeszcze spójrzmy na to oświadczenie, które napisała sama pani Monika Horna-Cieśnik.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.