Prawo kosmiczne pęka pod naporem nowej epoki
Reguły stworzone w czasach USA i ZSRR coraz słabiej pasują do rzeczywistości Muska, Artemis i planów baz na Księżycu. Dr Barbara Skardzińska tłumaczy, jak wygląda ten konflikt od strony prawa.
W Kanadzie połowa tej kwoty. No dobrze, my przygotowujemy się do lotu na Marsa. Co musimy uzgodnić? Którędy lecieć? Jak mamy zrobić, żeby się nie zderzyć z jakąś satelitą nie Marsa, tylko z którymś ze sztucznych satelitów wystrzelonych przez Muska? Co mamy zrobić? Do kogo napisać? Najpierw przede wszystkim trzeba ustalić, co my chcemy zrobić na tej powierzchni. A polecieć i wrócić, czy polecieć i zbudować tam bazę? Polecieć i zbudować bazę. Czyli najważniejsze moim zdaniem jest zabezpieczenie tej bazy. Ponieważ w chwili obecnej jest tak, że możemy budować tą bazę, ale głównie dla celów naukowych, a nie dla celów gospodarczych. To jest kontrowersyjne, czy ta działalność taka gospodarcza mogłaby być prowadzona. Ale to musi się opłacać, to nie jest tak, że... No właśnie, no właśnie.
I tutaj są pewne luki, które musimy unormować, więc pewnie jako fanka międzynarodowego prawa publicznego powiedziałabym, że trzeba się zgłosić do ONZ-u albo przynajmniej zebrać grupę najbardziej aktywnych państw, które są, bo zakładam, że nie wszystkie od razu polecą. No dobrze, ale przecież Musk wykorzystuje komercyjnie wszystkie satelity, które latają i ma zamiar zbudować taką sieć, która ogarnie cały świat, żebyśmy nie dzwonili już przez nasze telekomy, tylko przez telekom Marsa. Z kim on to uzgadnia? No, w jego przypadku jest trochę inaczej, bo nie mówimy o ciele niebieskim, tylko mówimy o przestrzeni kosmicznej, czyli ulokowanie gdzieś satelity na orbicie. Trochę inaczej z orbitą geostacjonarną, czyli tą najbardziej taką pożądaną, która sprawia, że to co umieścimy na orbicie geostacjonarnej, jakby w linii prostej znajduje się, znaczy może obserwować jeden punkt na Ziemi, no to tam rzeczywiście te regulacje dotyczące
Orbity gołostacjonarnej już są, natomiast w pozostałym zakresie tych unormowań nie ma, natomiast trzeba się zgłosić do takiego sekretariatu, który się znajduje właśnie przy ONZ-cie i zarejestrować takiego satelitę i dalsze kroki wykonywać już komercyjnie, to znaczy znaleźć platformę, z której nastąpi wyniesienie, też wstrzelić się w okno startowe, bo to nie jest tak, że możemy startować kiedy chcemy i jak chcemy. Gdybyśmy mogli tak spróbować odpowiedzieć bardzo prosto na bardzo trudne pytanie, kto dzisiaj ma tak naprawdę realnie, jest najbardziej podmiotowy w tym kosmosie? Czy państwo, na przykład takie jak Stany Zjednoczone, czy może jednak firmy prywatne i Elon Musk, który też już de facto jest częścią państwa, czyli kto tak naprawdę nadaje ton całemu temu przemysłowi i temu, co tam się dzieje?
To mimo wszystko ja stawiam tezę, że nadają jednak ciągle państwa, bo to jest arena działalności międzynarodowej, a więc państwa. Natomiast trzeba pamiętać, że prywatne przedsiębiorstwa rozpychają się, one na tym zarabiają i państwa jakby nie blokują i nie chcą blokować tej działalności, więc wspierają. Więc ostatecznie głosem są państwa, ale są one lobowane przez prywatnych przedsiębiorców i myślę, że znaczenie prywatnych przedsiębiorców będzie wzrastać. Ale czy to znaczy, że Musk może sobie kiedy chce, ile chce wystrzelić? Nie, nie, nie. To nie tak. Nie tak. Musi zawsze w porozumieniu ze swoim państwem, czyli z Stanami Zjednoczonymi, bo Stany Zjednoczone ponoszą odpowiedzialność za jego działania. Jakby maska, rakiety spadły i coś uszkodziły, no na przykład na terenie Polski, to Polska ma roszczenie do Stanów Zjednoczonych o...
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Reguły stworzone w czasach USA i ZSRR coraz słabiej pasują do rzeczywistości Muska, Artemis i planów baz na Księżycu. Dr Barbara Skardzińska tłumaczy, jak wygląda ten konflikt od strony prawa.