„Matysiakowie” – radiowa opowieść o codzienności w PRL
Jak narodziła się jedna z najdłużej emitowanych polskich powieści radiowych? Kto tworzył jej ekipę realizatorsko-aktorską i jak bardzo cenzura wpływała na losy bohaterów? O kulisach powstawania „Matysiaków” opowiada Tomasz Potkaj, autor książki „Po prostu się żyje. O Matysiakach i codzienności w PRL-u”.
Nieregularnik literacki. Dzień dobry. Kłania się radiosłuchaczkom i radiosłuchaczom Tomasz Zapert. A mam honor gościć w studiu Tomasza Potkaja. Dzień dobry. Porozmawiamy o jego najnowszej książce. Wydawnictwo Znak opublikowało ją. Nosi tytuł Po prostu się żyje o matysiakach i codzienności w PRL-u. Tomasz Putkaj dał się poznać jako świetny reporter historyczny. Pisał o Związku Literatów Polskich, o Krzysztofie Klenczonie, o Marianie Eilem. No i teraz pora przyszła na zmierzenie się z tematem radiowym. Tematem radiowym, bo Radionowela o Matysiakowie
Wiedziałem, że Matysiakowie są. Mniej więcej wiedziałem, kim są bohaterowie. No i właściwie tyle. U mnie w domu ze względu na wiejskie pochodzenie rodziny taty słuchały się raczej jeziora. Konkurencji nadawanej w niedzielę, bo ta była w sobotę. Tak, konkurencji wiejskiej odpowiedzi Polskiego Radia na Matysiaków, więc jeśli mam wspomnienia radiowe, to związane ze słuchowiskiem w Jezioranach, ale To nie były moje własne wspomnienia, ponieważ rodzice albo dziadkowie słuchali, więc po prostu było w radiu, leciało sobie, więc tak po prostu mi wpadało jednym uchem, a drugim uchem wypadało, więc krótko mówiąc, z tymi matysiakami zmierzyłem się, no od początku musiałem ich po prostu gruntownie poznać, no ale są, jest kilka metod pracy nad
Nad tematem. Albo mamy osobisty stosunek do niego, albo jesteśmy z nim związani, albo zaczynamy po prostu od samego początku. I tak było w tym przypadku. Ale Matysiakowie bynajmniej nie byli pierwszą radionowelą, bo chyba takiego sformułowania można użyć. Powieść radiowa. Powieść radiowa w dziejach polskiej radiofonii, bo już przed wojną Za podobną rzecz wzięła się sama Maria Kuncewiczowa. Tak i to była rodzina Kowalskich. To był pomysł Polskiego Radia, który chyba osobiście Marii Kuncewiczowej w Kazimierzu przekazał. Jan Parandowski, który był jednym z szefów Polskiego Radia wtedy.
Tak, zaproszono ją na nagranie. Ona powiedziała, bardzo miło się wyraziła o Matysiakach i tak wyszło z tej rozmowy, że Matysiakowie to jest właściwie taka kontynuacja Kowalskich i można powiedzieć, że to jest jedna i ta sama rodzina. W sensie takim, że To jest opowiadanie zawsze o polskich losach, tak rzeczywiście jest. Polskich losach jeszcze z perspektywy Warszawy na dodatek. Tak. Chciałem zapytać, dopiero się pojawił pomysł właśnie tej powieści radiowej w połowie lat 50. Wcześniej nie było szans na to, była za bardzo, ideologia za bardzo była nad polską, nad polskim radiem. Otoczyła Polskie Radio.
I w karnawale Solidarności, a przecież powiedzmy sobie, że prawie cała rodzina Matysiaków wstąpiła do Solidarności. Właśnie. Więc też w tym sensie to jest rodzina też arcypolska, można powiedzieć. No i w tym karnawale Solidarności są wykreślane takie fragmenty, które mogą świadczyć albo o tym, że ci Matysiakowie mówią rzeczy, których nie powinni mówić, na przykład jak w czasie strajku w sierpniu 80 roku, że wszystkie statki stoją i nic nie można wywieźć z Polski na eksport, albo tam był też taki fragment, Kiedy był wprost wskazany w scenariuszu adres biura, takiego biura regionu Mazowsze, ZZ Solidarność na ulicy Bednarskiej, czyli bardzo blisko Matysiaków.
Gdzie byli prawnicy i radzili tym pracownikom jak założyć związek. I w scenariuszu był podany wprost adres tego. Prosty przekaz. Więc tak, więc to nie poszło, znaczy poszło, że coś takiego jest, ale bez adresu. No i tak dalej, i tak dalej. Takich skreśleń ingerencji było sporo. Bardzo szybko zdobyli popularność Matysiakowie. Rzesz listów nadchodziły na adres redakcji. Między innymi po drugim odcinku, już jak mówimy o tych wątkach politycznych, to jacyś tam górnicy protestowali przeciw poufalaniu się Stowarzyszeniu Wiesławem na antenie. Makoszowy, tak. Powiedz mi sobie, że drugi odcinek to był w ogóle coś takiego, co wcześniej w Polskim Radiu nie mogłoby pójść, tak?
że oto Matysiakowie są naprawdę prawdziwą warszawską rodziną, to nie są aktorzy, tylko to są prawdziwi robotnicy. Co więcej, to wszystko jest nagrywane w mieszkaniu, a nie w radiowym studiu, więc kiedy słuchacze z czasem byli wyprowadzani z błędu, że to jednak radio i to tak, to często czuli się właściwie trochę nieszczęśliwi, że ta magia tak prysła nagle. Wspomnieliśmy tutaj o twórcach powieści radiowej, to teraz powiedzmy trochę o aktorach, którzy grali w nim. Jakich zaangażowano może najpierw? Podobno był konkurs na główne role.
Opierując się językiem casting, tak? Casting, tak. Ogłoszono casting, ale nic więcej nie udało mi się na ten temat znaleźć. Pan Nardelli, czyli Zdzisław Nardelli, chyba najdłuższy zesparze. Tak reżyser Słuchowicka twierdził, że on tych aktorów wypatrzył. Po prostu on kompletował obsadę w każdym razie. Kluczowa była Helena Matysiakowa, w której roli obsadził Stanisławę Perzanowską, aktorkę wybitną chyba można powiedzieć. Z dużym dorobkiem. Z dużym dorobkiem, aktorkę Teatru Osterwy. W teatralnych rolach naprawdę grała wybitne role.
Więc nawet Jerzy Nienicki wspominał, że go wysłano wtedy jeszcze zanim Matysiakowie wystartowali na taką podróż studyjną do BBC do Wielkiej Brytanii, co samo w sobie było w 1956 roku, wyjazd na zachód. Kiedy on wrócił z tej podróży, to przywiózł ze sobą dwie taśmy dwóch odcinków i to były tam odcinki powyżej 800, osiemsetnego numeru, no i wtedy żartowali sobie, a że jak zrobimy tam 200, tak, to będzie dobrze. Nie, nie, nie, nikt nie przewidywał, że to się, że to się będzie ciągnęło tak długo, ale z drugiej strony formuła powieści radiowej jest tak nieokreślona,
Więc to jest bardzo wdzięczna formuła i bardzo często wykorzystywana przez twórców. Po prostu dobrze się pisze, mając takie miejsce jak blok Kamienica, gdzie można Można wymyślać bohaterów, tworzyć ich biografie i tak dalej, i tak dalej. Zwłaszcza chyba Kamienica, bo chyba w Kamienicy relacje międzyludzkie były dużo bliższe niż w Blokowiskach. Tak, tak, tak. Też powiedzmy sobie, że Matysiakowie są rodziną robotniczą w PRL, Ale to nie są robotnicy, że tak powiem, fizyczni, tylko Józef Matysiak jest takim majstrem właściwie. On jest ślusarzem, on jest taką arystokracją robotniczą i to przedwojenną.
Tak, właśnie. I to w dodatku od kilku pokoleń. Więc tutaj mamy to osadzenie w tej tradycji robotniczej. Sił nie zdążył z Powiślem, bo przeszedł kilku pokoleń. Mało że w Warszawie, to na Powiślu. Więc bardzo silnie osadzony. No i też bardzo silnie osadzony, czego dowiadujemy się w trakcie odcinków, w takiej polskiej tradycji. Bo Matysiakowie to jest rodzina akowska. To jest rodzina powstańcza. Sam Józef nie. Bo był, chyba ze względu na wiek, on już był po prostu trochę za stary, ale 14-letnia Danusia jest łączniczką. I ta historia oddziału na Powiślu jest potem opowiedziana w kolejnych odcinkach bardzo dokładnie.
I to są Ponieważ Janicki był reporterem z krwi i kości, więc te wszystkie opowieści są zakorzenione. One się naprawdę wydarzyły różnym ludziom. Tak i on to przetwarzał umiejętnie. Tak, rzeczywiście. Zresztą nie ukrywał tego. Znaczy to podkreślał też mówiąc o Matysiakach, że Matysiakowie są wymyśleni, ale oni są prawdziwi. To znaczy te historie wydarzyły się naprawdę, Tylko tutaj są po prostu na potrzeby radiowej fabuły przetworzone. Tak, ale zauważyłem, że pośród tych odcinków był też taki aspekt propagandowy, no bo o ile tam w pierwszym odcinku bardzo honorowo Józef Matysiak wydając, pokazując pensję żonie mówił, że dał 50 złotych na Węgrów, czyli na krew dla Węgrów.
To było absolutnie nie powszechne wtedy. Tak, to było bardzo powszechne, bardzo szlachetny gest, natomiast potem byli trochę wprzężeni w takie propaganda akcje władzy, jak na przykład te, Tysiąc szkół na tysiąclecie, jakieś tam fundusze rozmaite, składki i tak dalej, takie prace społeczne, różnego typu. Powiedzmy sobie, tego nie ma w książce, ale w Matysiakach jest. Matysiakowie regularnie rozmawiają o kolejnych zjazdach partii. Obaj wychowaliśmy się w normalnych polskich rodzinach i dali Bóg, nie przypominam sobie, żeby rodzice kiedykolwiek rozmawiali na te tematy, więc nie rozmawiało się na te tematy, a u Matysiaków się rozmawiało, ponieważ musieli zapłacić jakąś daninę.
Taka danina, taki trybut. Takie czasy. Tak, natomiast też się przez pryzmat losów poszczególnych postaci też uwidoczniają się problemy ówczesnych Polaków. No problemy właściwie ze wszystkim, bo to PRL to był brak wszystkiego, codzienny właściwie. No tak, tak. I to widać w tej audycji. Tak, tak, to widać w tej audycji. No Matysiakowie, no od pierwszego odcinka widać, że to jest rodzina, w której z trudem starsza do pierwszego, tak. I to jest doświadczenie przeważającej części polskich rodzin w tamtym czasie. Zarabiało się mało, Pracowało się dużo.
Wydatki, kiedy, nie wiem, Gienek potrzebuje butów na zimę, to to jest cała rodzinna dyskusja przy obiedzie w ogóle, czy możemy sobie pozwolić na to. A przypomnijmy, jest grudzień, zimowych butów nie ma i chodzi w pepegach. Więc Matysiakowie dzielą te radości, troski Polaków i pewnie to jest jeden z powodów, dla których to tak chwyciło, dla którego słuchacze poczuli, że to jest opowieść o nas. Matysiakowie stoją w kolejkach, Matysiakowie Zabiegają o powiększenie mieszkania, o zamianę mieszkania.
Tak, Janet, Janet Połtorzycka, tak, która... Znana postać przy okazji Tadeusza Borowskiego też chociażby. Tak, tak, tak, zostaje i zostaje, i zostaje najdłużej z Matysiakami, tak, to znaczy po, po śmierci, Janicki zmarł chyba w 2007 roku. Coś takiego, tak. I potem Janet Połtorzycka jeszcze przez kilka lat Nadzorowała i kierowała. Nadzorowała to, tak, tak, więc co też pokazuje, że Matysiakowie są taką formułą o bardzo stabilnym składzie, tak, to znaczy te osoby pracowały przy tym dekadę. To zresztą też dotyczy drugiego słuchowiska w Jezioranach. Zofia Posmus i Andrzej Mularczyk tam zajęli. Tak, i Andrzej Mularczyk, dwie osoby, które właściwie to stworzyły i ciągnęły to przez lata.
Tak, a teraz zapytam o odniesienia filmowe, bo Tomaszu odkrywasz, że były próby nieśmiałe, bądź co bądź dyskretne ekranizacji Matysiaków. To jest jakieś odkrycie duże. Tak, to prezes radiokomitetu Maciej Szczepański w latach 70-tych wpadł na pomysł, żeby Matysiaków przenieść na ekran. I jak potem wspominał Jerzy Janicki, nawet zaprosił go na jakąś rozmowę. I jak to Szczepański nie powiedział, bo pomyślał, tylko powiedział mu, To jest do zrobienia, to jest do zrobienia, ma być i macie budżet, macie, nie macie zrobić. I wtedy Janicki chcąc się wykręcić od tego, bo jednak nie widział tego zupełnie i nie miał serca do produkcji telewizyjnej, przekonał Szczepańskiego, że tego się nie da zrobić, ponieważ Matysiakowie są, muszą być słuchowiskiem aktualnym, to znaczy, że
Przy czym to nie są scenariusze jakby przepisane czy fragmenty, tylko to jest też osobna formuła, Bo tam się przeplatają dialogi z omówieniem, czyli też to jest jakby osobny pomysł na te cztery tomy. Tam jeszcze pojawia się taka informacja, że jeszcze chyba pod koniec lat 50. czy 60. Ludwik Starski też zastanawiał, Nad napisaniem scenariusza na kanwie Matysiaków, scenarzysta skarbu i jeszcze przedwojennej komedii, ale to też jakoś upadło. Natomiast chyba nie wątpię, można powiedzieć, że pomyśl naśladowali realizatorzy bratnich radiofonii, jak to się wtedy określało. No tak, ale to też powiedzmy sobie, że Matysiakowie też inspirowali się słuchowiskiem brytyjskim, więc ponieważ to chwyciło, a potem też chwyciło po raz drugi w Polsce, bo przecież słuchowisko w Jezioranach jest, to jest ta sama konwencja, tylko rozpisana na inną scenografię, więc też
No właśnie, właśnie teraz odnieśmy się do 13 grudnia 1981 roku. Bo Matysiakowie nie spadli z anteny, w przeciwieństwie do Jezioranów. Spadli, spadli na kilka miesięcy, tak, więc przez kilka miesięcy nie było, wrócili chyba w kwietniu. Po kilku miesiącach przerwy. W niekompletnej obsadzie. W niekompletnej obsadzie, ponieważ Stefan Friedman, który już nie był 14-letnim Genkiem z 56 roku, tylko... Już był statecznym mężczyzną. Statecznym mężczyzną, też popularnym aktorem. No przyłączył się do bojkotu środków masowego przekazu i krótko mówiąc powiedział, że ono w Matysiakach więcej grał nie będzie. Więc twórcy mieli kilka miesięcy na rozwiązanie tego problemu.
No i pierwszy z tych problemów to był taki, że postanowili go internować. Ponieważ Gienek i Stach, Matysiakowie, obaj byli w Solidarności, więc uznali, że Gienek był działaczem na tyle jakby ważnym, że nadaje się do internowania i taki odcinek został napisany i uwaga, został w całości zdjęty. Znaczy cenzura powiedziała, że w żadnym wypadku I to był jedyny odcinek, który był zdjęty w całości, więc krótko mówiąc ten pomysł nie przeszedł, więc twórcy musieli gimnastykować się i krótko mówiąc wysłali Gienka na placówkę zagraniczną do fabryki, najpierw do Czechosłowacji, potem do NRD, no na całe lata właściwie.
Wrócił z końcem PRL-u, ale już inny głos, inny aktor. Wrócił po śmierci ojca, czyli wrócił po śmierci Jana Ciecierskiego i Józefa Matysiaka. To był rok 1986 albo 1987. I wtedy rzeczywiście wrócił, ale już nie Stefan Friedman, tylko Jerzy Bończak. A jak Matysiakowie odnaleźli się w realiach III Rzeczpospolitej? No różnie, tak jak Polacy się różnie odnaleźli, więc też tak jak dzielili dole i niedole PRL-u ze wszystkimi innymi, tak samo dzielili dole i niedole III Rzeczpospolitej.
Która dla nich wcale nie okazała się, a przynajmniej nie dla wszystkich taka łaskawa. Przede wszystkim było to doświadczenie utraty pracy. Pracę traci Wisia. Czyli Wisia po śmierci Heleny Matysiakowej jest najważniejszą kobiecą postacią słuchowiska. Żona Stacha, córka też jednego z przyjaciół Józefa Matysiaka, pana Zaremskiego. Grała ją Ludmiła Łączyńska i Wisia traci pracę, ona pracowała przez wiele lat w Orbisie, więc doświadcza bezrobocia, długo nie ma tej pracy, no i potem dzięki gdzieś kontaktom jakimś prywatnym udaje jej się zatrudnić już w zupełnie innym miejscu i tak dalej.
Matysiakowie biednieją. Oznacza, że Stach uświadamia sobie, Stach Higienek, że prawdopodobnie jak kupili tego malucha kiedyś, to teraz w ogóle ich nie będzie stać już na żaden samochód, bo po prostu z trudem im starcza na podstawowe wydatki. Bardzo dziwią się i bardzo jest to dla nich dojmujące, że handluje się nie w sklepach, tylko na rogach ulic, na chodnikach, na ławkach. Handel uliczny. I to wszystko w Matysiakach jest. Tak, rzeczywiście. Ta rzeczywistość lat 90. zwłaszcza tam bardzo rezonuje.
No tak, ale bo też Matysiakowie mają nieprawdopodobną wręcz konkurencję, tak jak wszystkiego jest dzisiaj bardzo, bardzo dużo i też historii do wysłuchania na różnych nośnikach jest naprawdę mnóstwo, więc oczywiście Matysiakowie Jak na ten bardzo zagęszczony świat, radzą sobie z tego co wiem całkiem dobrze. To znaczy ta słuchalność jest na tyle przyzwoita, że nie ma pomysłów, żeby coś ze słuchowiskiem robić złego i ono jest nagrywane regularnie od lat. Mamy w tej chwili odcinek chyba 3620 parę.
Nosiło tytuł Matysiakowie. Ani twórcy, ani słuchacze nie przypuszczali wtedy, że oto rodzi się fenomen, który nie tylko przyciągnie miliony ludzi przed radioodbiorniki, ale także stanie się dla nich czymś równie realnym, jak rodzina czy znajomi. Przez lata do Matysiaków napłynęło ponad milion listów, prezentów, upominków. Polacy powierzali im swoje sekrety, marzenia i problemy. Byli jednymi z pierwszych polskich celebrytów, zanim jeszcze ktokolwiek używał tego słowa. Moi rodzice, dziadkowie, wszyscy nasi krewni i znajomi pilnie śledzili kolejne odcinki tego radiowego serialu, a ja im wiernie towarzyszyłem, przeżywając życiowe i sercowe perypetie bohaterów tak, jak przeżywa się zdarzenia dotyczące realnych i bardzo bliskich osób, pisze Jolanta Wachowicz-Makowska w książce pt.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Tomasz Zapert przedstawia swojego gościa, Tomasz Putkaja, i opisuje jego książkę o matysiakach. Autorzy radionoweli są omówieni.
Putkaj opowiada o początkach radionoweli i jej pierwszych próbach, w tym o próbie Maria Kuncewiczowej.
Putkaj opisuje próby Maria Kuncewiczowej nad radionowelą i jej reakcję na to.
Putkaj omawia sytuację na Polskim Radio w latach 50., a także pierwsze próby nadawania radionoweli.
Putkaj przedstawia autorów radionoweli i ich role w jej tworzeniu.
Putkaj opisuje karnawal Solidarności i skreślenia w radionoweli, które mogłyby go zexponować.
Putkaj omawia aktorów radionoweli i ich role w produkcji.
Putkaj opisuje twórców radionoweli, a także zmiany w ich składzie wraz z czasem.
Putkaj opisuje próby filmowania radionoweli i spotkanie twórców radionowel i radionowel z Jezioranów.
Putkaj opisuje koniec radionoweli i jej wpływ na polskie radiowe produkcje.
Rozkazano internowania Gienka z powodu jego udziału w bojkocie, co spowodowało zmianę aktora.
Gienek wrócił po śmierci ojca, a Matysiakowie musieli się dostosować do nowych realiów III Rzeczpospolitej.
Rodzina Matysiaków utraciła pracę i zaczęła doświadczać biedności, co wpłynęło na ich życie.
Zmieniły się reżyserzy, pisarze i aktorzy, ale formuła serialu pozostała nieskończona.
Budowano dom seniora Matysiaków, który odnalazł się w akcji słuchacza.
Podsumowanie rozmowy o książce o Matysiakach i codzienności w PRL-u.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Jak narodziła się jedna z najdłużej emitowanych polskich powieści radiowych? Kto tworzył jej ekipę realizatorsko-aktorską i jak bardzo cenzura wpływała na losy bohaterów? O kulisach powstawania „Matysiaków” opowiada Tomasz Potkaj, autor książki „Po prostu się żyje. O Matysiakach i codzienności w PRL-u”.