21.08.2025 Uwierz w Muzykę - Piotr Szauer
W audycji kolejne Green Festivalowe wspomnienia. Usłyszycie dwie rozmowy Marty Wróblewskiej:- z Renatą Przemyk- z Dagą Gregorowicz z grupy Dagadana
Troszkę może za bardzo zakręciłem, ale mam nadzieję, że przekonało was to do tego, żeby pozostać z nami i tej rozmowy wysłuchać. Raz mu wyszedł taki cud, babę zesłał Bóg. Coś innego przecież mógł, żeby dobrze zrobić wam. Żeby dobrze zrobić wam, babę zesłał Pan.
Chłopem jest Tak jak zynki, blues i jazz Żeby z baby ciągle drwić Żeby z baby ciągle drwić Trzeba chłopem być Bóg ci zesłał mnie Byś miał kogoś noc i dzień
bliskie śmierci ćwiczeniami, dietami, Bóg wie czym. Albo z kolei, z drugiej strony mamy na orbicie ciało pozytywność, czyli coś, czego jest ewidentnie dużo, ale zamiast promowania zdrowia, bo ja tu nie mówię, jesteśmy bardzo różne i to bardzo dobrze, że jesteśmy różne, To jest na siłę wmawianie, że to jest okej. Najpierw zdrowie i najpierw zdrowie psychiczne i fizyczne i potem cała reszta. Jak się przyjrzymy na świecie, są tak różne standardy piękna w różnych kulturach. Tu jest długa szyja, tu jest duża pupa, tu jest mniejsze tam inne krągłości. Tu są tam duże nosy, tu są te kobiety, co mają długie szyje. No tych standardów jest mnóstwo i tak jakby dajemy się w tej współczesnej kulturze niestety przykrawać na miarę i to jest chyba najgorsze.
Mama była bardzo religijna i ciało było dodatkiem po prostu do duszy. Miało gdzieś tam te dusze nieść, przetrwać i bardzo mocna kategoria grzechu gdzieś występowała. Co wolno, co nie wolno, a zwłaszcza co wolno, nie wolno, co wypada dziewczynce. To taka była kula u nogi. Ja to po latach dopiero jakby umiałam nazwać. O tym jest Wera. O tym jest Wera, jak być świadomą kobietą, jak się mierzyć z tym, co jest nam pisane, jak będzie cykliczność, będzie różnego rodzaju ból, jakby przystosowywanie się do tego, czego nie unikniemy, właśnie fizjologia, ale też to, że oswoimy swoją kobiecość, naturę i da nam możliwość radości, cieszenia się z tego bogactwa, jakie dostajemy.
Prawdą jest to, co Bóg dał przez oczy i serce. Tak i ogień, wodę, sól, drzewa i kamienie. Zmieszaj płacz ze śmiechem, tak w radosnej wilgoci zrodzi się bogaty świat. Z dobra Bóg się Jak śmiechy i płach, i tanio, i drogo, to krzywa i głuch, i orzech, i owoc, i serce, i brzuch, i łok.
Choćbyśmy nawet mieli, Bóg wie ile lat, to jest takie podtrzymywanie. Wiadomo, że każda istota żywa, która kiedykolwiek się urodziła, umrze. Może to być wcześniej, może później, może być łagodnie, może, no nie daj Boże, właśnie przy jakichś tam chorobach i bólu, ale to się stanie. W większości ludzi nie ma tej zgody. A przecież, kurczę, to się dzieje od zarania dziejów, od wieków, tysięcy lat i tak po prostu będzie. Bardziej niż śmierci boję się samego umierania. Nie wiemy, jak będzie, czy będzie bolało. I boimy się też rozstania z naszymi bliskimi, bo ich kochamy, bo oni nas kochają, bo im będzie smutno, bo nam będzie smutno, jak oni odejdą. Tu, jeśli się zorientowałam, też są tematy takie poboczne. To na przykład, że po wieloletnim związku jedno odchodzi i całe środowisko patrzy, że ta osoba powinna już do końca życia zostać sama.
Możemy sobie puszczać jakieś zapychacze u uszu. Przyjdzie ten moment, nawet gdyby to był ten moment, że będziemy tylko sami z sobą. Myślę, że to jest największy problem. Ja sama dochodziłam do tego długo. No i ten moment, że Parę lat temu robiliśmy spektakl z piosenkami Cohena i on parę miesięcy niedługo później, dwa miesiące, półtora miesiąca po premierze umarł i przy tej ostatniej piosence I'm Ready My Lord. I to jest takie mocne i znaczące właśnie, że jak to jest powiedzieć miałem fajne życie, Panie Boże jestem gotowy, gotowa.
We włosy rozwiszone Spojrzenia w imię Boże Cię biorę, więc nic tego nie zmieni Dałby Bóg, żeby razem w ziemię wrosnąć Głęboko robiąc wszystko Najpiękniej gasnąć wraz oko w oko
Wasza muzyka jest muzyką wypływającą z korzeni, z takiego wnętrza, wnętrza serca. Ja sama wędrując po pograniczu zbierałam pieśni białe i rozmawiałam z różnymi ludźmi. Śpiew zawsze towarzyszył rzeczywistości. Śpiewało się po to, żeby wyprowadzić pannę młodą z domu i opłakać rzeczy, które w nim zostają. Śpiewało się po to, żeby wyprowadzić kogoś już z tego stanu życia i pożegnać go gdzieś w ziemi. Śpiewało się po to, żeby wyprosić Boga o to, żeby wyszło słońce, a plony były dobre. I ja mam wrażenie, że to ten przekaz muzyczny, który wy ze sobą niesiecie, właśnie ten taki niesamowicie korzenny, taki wewnętrzny, ludyczny, ale również to, że wy swoją muzykę łączycie z muzyką świata, to tworzy niezwykły przekaz i to jest właśnie ta wasza fantastyczna siła, którą macie.
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W audycji kolejne Green Festivalowe wspomnienia. Usłyszycie dwie rozmowy Marty Wróblewskiej:
- z Renatą Przemyk
- z Dagą Gregorowicz z grupy Dagadana