A propos Kikimori, jeszcze gościnnie tam wystąpiła sound designerka Momose Yasunaga, z kolei na Ita gościliście Hiroki Chibę. Tak jest. I skąd ta fascynacja w ogóle Japonią przy tym projekcie? Dlaczego tak dobrze, najwyraźniej współpracuje Wam się z japońskimi artystami? No i zderzenie pozornie tak odległych kultur, tak odległych wpływów, jak polska i japońska od początku, to był Wasz zamysł, czy to gdzieś wyszło naturalnie i w trakcie procesu? To nieco wyszło naturalnie, ale my przy zakładaniu tego projektu bardzo dużo słuchaliśmy japońskiej muzyki. właśnie takiej minimalistycznej typu Midori Takada, czyli to jest taka wibrafonistka, perkusistka, czy innych takich rzeczy trochę z lat 80., ale generalnie gdzieś taka minimalistyczna muzyka z pogranicza ambientu, ale też i tego szalonego trochę jazzu japońskiego, który jest trochę inny, a gdzieś tam też się nam podobał.
Tak to się jakoś zrodziło samo, natomiast ja po prostu też trochę, nie ukrywam, że zainfekowałem chłopaków, bo ja dosyć często jeżdżę do Japonii, jeżdżę tam parę razy do roku, spędzam tam w sumie dwa miesiące każdego roku i siłą rzeczy po prostu chyba dużo o tym gadam i puszczam i tak dalej. I to jakoś trafiło na fajny grunt. I zaczęliśmy jakby trochę w tę stronę się inspirować, nieco bardziej. Natomiast i Momose i Hiroki to są moi przyjaciele z Tokio, których udało mi się kiedyś poznać, mieliśmy razem wspólne koncerty. I muzycy japońscy są bardzo otwarci, oni mi przypominają też nieco taką gdańską scenę, trójmiejska scena jest dosyć taka otwarta, wszyscy się znają. Nie trzeba nikogo specjalnie namawiać na, nie wiem, jakieś kolaboracje, tam wszyscy grają ze wszystkimi.
Każdy ma, każdy z członków zespołu, bo jakby takim gościnnym członkiem zespołu był właśnie Hiroki Chiba, dostał po prostu jedną ścieżkę i koniec. Nie było poprawek, każdy dostał jedną rzecz i super. To wtedy przed nagraniem w takim razie ćwiczyliście jakoś te kompozycje? My tylko zrobiliśmy sobie takie jakieś szkice do tego. My za bardzo też w ogóle nie próbujemy, bo właśnie to jest taki dosyć efemeryczny projekt. Każdy trochę dostaje jakby wolną... Zawsze jest taki jeden punkt zaczepienia, jakaś tam chmurka wisząca, która pokazuje jakby kurs i nie wiem, tonację i jakby vibe utworu. Ale nie, to jest bardzo takie spontaniczne. I nagrania, i nasze koncerty. My każdy koncert też gramy zupełnie inny. Czyli podczas nagrań też pozwalacie sobie na jakieś tam pomyłki, zmiany?
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Więcej na radioluz.pl