Mentionsy Mentionsy
Radio LUZ
Radio LUZ

"Miłość od pierwszego wejrzenia" - Andrzej Gliniak i turystyka koszykarska | Crunch Time

21.03.2026 ·56 min 54 s · 1 rozdział · 1 sponsor

W kolejnym wydaniu audycji koszykarskiej Crunch Time Kajtek Krawczyk gości Andrzeja Gliniaka - sportowy głos Dolnego Śląska i autora podcastu "Jak NIE zwiedzać świata". Andrzej opowiada o swoich doświadczeniach z podróży po Europie na najlepsze mecze koszykówki pod kątem kibicowskim.

Numer jeden zawsze w moim sercu jest tenis, potem piłka nożna, sporty walki. Basket też w czołówce, ale nie czuję się osobą, którą można by uznać jako koszykarskiego eksperta. A powiedz mi, bo od lat pracujesz w świecie medialnym, czy ta hierarchia sportów, którą właśnie mi przedstawiłeś, ona się wykreowała zanim zacząłeś pracować w mediach, czy to też ma związek z tym, co robisz na co dzień? Ja trenowałem kiedyś tenisa, kilkanaście kilo temu można powiedzieć, ale tak na poważnie to jednak tenis od zawsze, już jeszcze za czasów Pita Samprasa, Andrea Gassiego, czyli końcówka lat 90., kiedy oni tak naprawdę kończyli swoje kariery. No ale jakby ta dyscyplina towarzyszy mi od zawsze.

Pojechałem wtedy po raz kolejny do Belgradu. Relacjonowałem właśnie dla tenis klubu turniej tenisowy ATP 250, którego organizatorem był ojciec Nowaka Dżokowicza. Jednego z najsłynniejszych, najbardziej niesamowitych, utytułowanych tenisistów wszechczasów. Sportowców myślę nawet. I pamiętam to był wtorek albo środa. Po południu zakończyła się sesja gier i zaprzyjaźniony dziennikarz serbski mówi do mnie, czy mam jakieś plany na wieczór. Ja mówię, nie mam. No to chodź, pokażę ci coś niesamowitego. Zobaczysz coś, czego jeszcze czegoś takiego nie widziałeś i nie słyszałeś na oczy, na uszy. Ja mówię, okej. Wiadomo, Serbowie zawsze oczywiście nadają temu taki niebywały kontekst, więc może nie sceptycznie, ale na pewno... Ale może się wydawać osobom z zewnątrz, że oni to podkoloryzowują i trochę tak oszukują, żeby... Znaczy, oszukują.

Wytłumaczmy może naszym słuchaczom, że od wielu, wielu lat pomiędzy Tymi topowymi drużynami, czyli Panathinaikos, Olympiakos, Pauk, Aris, AEK Ateny i Racklis. Na meczach obecni są tylko kibice gospodarzy. Nie ma wstępu kibice, drużyny gości ze względu na bezpieczeństwo. Dantejskie sceny działy się wiele lat temu w Grecji. Sędziowie byli wyzywani w najlepszym wypadku, ale byli obrzucani przedmiotami. Palono ich auta. Na meczach dochodziło do zadym, do regularnych bujek na stadionach, poza stadionami. Ci kibice wbiegali na murawę i władze greckie, nie mówię o Federacji Koszykarskiej czy Piłkarskiej, tylko ogólnie rząd zajął się tym ogólnokrajowo i postanowił, że kibice drużyn gości w tych topowych meczach nie będą brali udziału.

No niestety, wiadomo, widowisko wtedy traci zdecydowanie, no ale jednak tam było ryzyko zdrowia i życia. I niestety, mimo tego, że ci kibice, gości nie mogą być aktywni, to choćby w salonikach kilka dni temu kibic Arisu zadźgał nożem fana PAOKu. Miałem już kupione bilety lotnicze, dostałem akredytację od PAOKu. Siedząc w hotelu napisał mi... Na łozapie rzecznik prasowy PAOKu, że niestety, ale w tej sytuacji ze względu na to, żeby nie eskalować tej agresji, tego konfliktu, bo tam się wszystko może zdarzyć. Nawet jak nie ma fanów ARIS-u, to jakby ta złość kibiców PAOKu może być skierowana w stosunku do drużyny ARIS-u.

Pojechaliśmy do hotelu. Także pierwszy raz w życiu, a jeżdżę od kilkunastu lat na różne wydarzenia sportowe. Taka sytuacja miała miejsce. Ale masz po co wracać do Salonik. To jeszcze ta bucketlista nie jest kompletna i... Pauk Aris, czyli te derby... Pałok w roli gospodarza. Iraklis też ma bardzo fajnych, zagorzałych kibiców. Saloniki dzielą się na fanów Pałoku, Arisu i Iraklisu. To są te trzy największe grupy kibicowskie. Pałok ma najwięcej fanów, 60-65%. Potem jest Aris, około 25-30% i Iraklis. 10%, ale nie wiem, czy wiesz, kilka dni temu Iraklis, który nie jest jakąś wielką potęgą koszykarską, grał mecz w Lidze Greckiej w hali w Salonikach.

Powiem tak, atmosferę w Serbii, jesteśmy w programie koszykarskim, taka nasyła mi się analogia do Dream Teamu koszykarskiego z lat 90. reprezentacji Stanów Zjednoczonych z Michaelem Jordanem na czele. Wtedy ten Dream Team wygrywał z pozostałymi drużynami z całego świata różnicą 15, 20, 30 punktów. To były jednostronne mecze, deklasacje. Jeśli chodzi o atmosferę w Serbii, to jest takie porównanie. W Grecji, w Turcji też ta atmosfera jest na najwyższym poziomie, ale nie ma porównania do tego, co się dzieje w Serbii. Belgrad, derby, długo, długo nic. I tak samo taka przepaść między Dream Teamem, a pozostałymi drużynami.

Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.