Słuchowisko - "Babcocha" [CAŁOŚĆ]
Polskie Radio Dzieciom wraz z Teatrem Polskiego Radia przygotowało słuchowisko "Babcocha". Adaptacja powstała na podstawie książki "Babcocha" Justyny Bednarek. W książce przedstawione są historyjki, w których główną rolę gra dobrotliwa czarownica, odmieniająca losy mieszkańców Grajdołka. Babcocha potrafi wszystko: cofnąć czas, zamienić żołędzie w złote dukaty, a siebie – w muchę.. W słuchowisku udział biorą: Magdalena Smalara (Babcocha), Łukasz Kurczewski, Sara Lityńska, Klaudiusz Kaufman, Agata Sasinowska, Aleksandra Radwan, Magda Dębicka, Maciej Makowski, Piotr Furman. Ze specjalnym udziałem dziennikarza Polskiego Radia Dzieciom - Patryka Bartoszewskiego.
A to co? Dziewczynka? Ona też wygląda na rzadki okaz. Dzień dobry dziewczynko. Dlaczego chodzisz sama po lesie? A ty czemu chodzisz sama po lesie? Dobre pytanie. Może dlatego, że orzechowe licho nie poszło razem ze mną. Widzisz? Powiedziałam, teraz ty. Przeszłam do lasu, bo gdzie indziej nie jest dziś zbyt przyjemnie. A dlaczego? Niedobrze ci w grajdołku? Nie za bardzo. Ciekawe. Może możemy coś na to poradzić. Jak masz na imię? Bernadetta.
A ja jestem Babcocha. Bernadetto, czy omlet z jagodami jest w stanie poprawić ci humor? Może odrobinę. Jeszcze jagódkę. Gdzie te łapy? Nie wyjadaj owoców z placka, bo nie starczy dla dziecka. Ja też jestem dzieckiem. Mam tylko 103 latka. Dobre sobie, zmykaj za piecłobuzie. A ty Bernadetto, weź dokładkę. I uśmiechnij się wreszcie. Nie potrafię. Dziś jest paskudny dzień. Mimo jagódek? No cóż, skoro dziś jest paskudny dzień, to zaraz go zmienimy.
A na co go zmienimy? Na nieco mniej paskudniejszy. Licho, licho, cho, cho. Chodź no tu. Najpierw mnie wyganiasz, a potem wołasz. Zdecyduj się. Nie pyskuj, tylko idź do szafy i przynieś mi mój kuferek. Mam w nim czarodziejskie cedzidło czasu. A co to takiego? O, zaraz się przekonasz. Powiedz mi Bernadetto, jaki mamy dziś dzień? Wtórek! Cicho! Głupolunie, o to pytałam. I nie ciebie! Dwudziesty drugi maja. Dwudziesty drugi maja, paskudny dzień. A teraz patrz na tę kartkę. Co tu widzisz? Dwudziesty pierwszy maja. Bingo! Mamy wczoraj! W ten sposób pozbyłyśmy się paskudnego dnia.
I żeby ludzie nie krzywdzili zwierząt. I żeby nie oszukiwali. Jak tata nie chce kupić zająca, to poproś mamę. Kiedy właśnie ja... ja nie mam mamy. Ach tak. Widzę, że będę miała tu sporo roboty. Ach, jaki śliczny dzień! Słoneczko świeci, trawa się zieleni, krowy produkują mleko. Bernadetta już chyba w szkole. O, ktoś tu idzie. Dzień dobry! Dla kogo dobry?
Dla tego dobry. Pani pozwoli, że się przedstawię. Józef Kołąb. Dla mnie zdecydowanie nie. Co nie? Niedobry dzień. Słońce świeci jak głupie i ta trawa jakaś taka zielona, fuj, i jeszcze krowy. Nic tylko żują i żują. Ktoś żuje, żeby nie żuć mógł ktoś, tylko pić pyszne mleko. Ja nie lubię mleka. Ma w sobie mnóstwo laktozy, a laktoza wiadomo, od niej ma się pryszcze. Na pryszcze są mazidła w aptece. Apteka? Fu! Cały przemysł farmaceutyczny to jedno wielkie złodziejstwo. A ile mazidło kosztuje? I kogo na to stać? No, kogo? Może Antoniego Rybę stać, tego no, ojca Bernadety.
Piosenka na pianinie. To poetka. Buja w obłokach i tworzy. Dzień dobry. Dzień dobry, Mucho. Pięknego lotu życzę. Bardzo miła. No, czuję się całkowicie zrelaksowana. Nic tak nie koi nerwów, jak bujanie w obłokach. Ale chyba już czas wracać. Muszę przecież odczarować tego męczybułę Józefa Gołębia. Ale zaraz, co ja widzę? Dzień dobry! Dzień dobry, Bernadetto.
Przyszłaś coś kupić w moim sklepie? Nie. Przyszłam tylko popatrzeć. Może chcesz lizaka? Nie mam pieniędzy. Rozumiem. Nie szkodzi. Masz. Jednego mogę ci dać. Dziękuję. A jak się miewa tata? Ciągle jest zajęty, a jak nie jest, to siedzi z Józefem Gołębiem. Piją sok malinowy i słuchają radia. Pozdrów go ode mnie. Dobrze. Do widzenia, pani Renato. Dziękuję. Do widzenia, Bernadetto.
Coś mi mówi, że już wiem, jak zrobić z Bernadetty nieco weselszą dziewczynkę. I jestem. Najwyższy czas. Idzie tu żona wiatraczka, to znaczy Józefa Kołębia. Pstryk, znikaj wiatraczku, przybywaj Józefie. No więc, co ja mówiłem, jakoś mi się wątek urwał, jakbym miał zawrotę głowy. Mówiłeś, że mamy śliczny, słoneczny dzień. Tak, rzeczywiście śliczny. O! Tu jesteś, gagatku! Witaj, złotko. Gawędziłem sobie z naszą nową sąsiadką, ale...
Bieda czyna. Wiesz, Licho, powiem ci, że zmęczyło mnie trochę to latanie. Bycie muchą też wymaga wysiłku. Teraz nie odpoczniesz. Widzę, że mamy nowego gościa. A kto to taki? Wygląda nawet sympatycznie. Dzień dobry. A dzień dobry. Sąsiadka pozwoli. Antoni Ryba. Jestem stolarzem i ojcem Bernadety. To pan! Doskonale się składa. Miałam właśnie się do pana wybrać. Tak? Czym mogę służyć? Widzi pan, doszły mnie słuchy, że pana córeczka Bernadetta bardzo by chciała dostać od pana zająca z czekolady. Wiem, ciągle mi wierci dziurę w brzuchu. Jak to dzieciak.
Rety! Jak tu pięknie! Co to za błyszczące iskierki? To robaczki świętojańskie. Witajcie, maluszki! Witaj, babcocho! Czy przyszłaś szukać skarbu? Właśnie tak! Jest pod starym jaworem! Tam, na prawo! Chodźmy, Bernadetto! Ja tu nie widzę żadnych skarbów. A, widać, zaspały jak ten księżyc. Daj mi sekundkę, zaraz je obudzę. Muszę tylko... Oj... Muszę sobie przypomnieć odpowiednie zaklęcie. Jakie to było zaklęcie. Obrót napięcie, rośnie napięcie.
No skąd? To dopiero za miesiąc! Eee... naprawdę? Coś mi się musiało pomylić. Przepraszam was bardzo. Bernadetto, chcesz sobie może wziąć jakąś błyskotkę? Ale tylko jedną. Reszta wraca pod ziemię spać. Dobra, dobra. Chyba nie. Miło jest myśleć, że siedzą sobie schowane pod tym jaworem, niż tak po prostu je mieć. To my wracamy spać. Też bym się położyła. Chodźmy do domu. Puszczę wam jeszcze tę płytę. Posłuchajcie jakie niesamowite gitarowe riffy, jaka perkusja i saksofon. Zacne, zacne, doprawdy zacne.
Podziadku, po co ci bat? Jak to? Po co? Jeśli konie będzie mnie słuchał, wystarczy siknąć batem. Bardzo chcę wygrać wyścig. Też się tam wybieram. Bernadetta mnie męczy i męczy. To bywaj, Józefie. Bywaj! Dzień dobry, Antoni. A dzień dobry, pani Babcocho. Co słychać? Ty mi powiedz. Jak tam z dotrzymaniem danego słowa? Słowa? Jakiego słowa? Podpowiem. Słowo zaczyna się na Z. Z... Za... Za... Za... ZAJĄC! Pamiętasz? Popatrz.
Albo... albo dwa zające. Naprawdę? Jaka to wspaniała wiadomość. Bernadetta bardzo się ucieszy. No właśnie. Już dawno jej obiecałem. Wiem. Mówiła mi. To bardzo miła dziewczynka. Tylko trochę smutna. Smutna? A dlaczego smutna? Myślę... Tylko niech się pan na mnie nie pogniewa. No niechże, pani mówi. Myślę, że bardzo tęskni za mamą. Ach, no tak. Wydaje mi się, że gdyby częściej się pan z nią bawił albo czytał jej książki na dobranoc, rzadziej męczyłyby ją czarne myśli.
Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.